Alpy
Św. Pius X, PapieżBeatissima Virgo Maria. Dominare nostri Tu et Filius.Ultra montesHerb zakonu Kartuzów. Stat Crux dum volvitur orbisPapież Pius XII

W obronie papiestwa i nieomylności Kościoła rzymskiego


LATINITAS | MARIOLOGIA | MSZA ŚW. I KAZANIA | KSIĄŻKI W DJVU | ARTYKUŁY I KSIĄŻKI W PDF | CYTATY ULTRA MONTES | "Pod sztandarem Niepokalanej"
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
MODLITWY I MEDYTACJE  |  PISMO ŚWIĘTE  |  OJCOWIE KOŚCIOŁA  |  ŚW. TOMASZ Z AKWINU  |  KATECHIZMY KATOLICKIE  |  HERETYCY I APOSTACI
WYZNANIE WIARY  |  DLA KATOLIKÓW RZYMSKICH  |  DEKLARACJA DOKTRYNALNA

*  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *
Habentes ergo pontificem magnum, qui penetravit caelos, Iesum Filium Dei, teneamus confessionem.
Mając tedy wielkiego arcykapłana, który przeniknął niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trwajmyż przy wierze.
(Hebr. IV, 14)
 


"Łódź Piotrowa nie może zatonąć, słowo Boże nie zawodzi: pośród niedoli obecnej rozważajmy w ciszy i skupieniu wieczne przeznaczenie Kościoła i te słowa Chrystusowe: A Ja tobie powiadam, żeś ty jest opoka, a na tej opoce zbuduję Kościół Mój, a bramy piekielne nie zwyciężą go. Trwałość i nienaruszalność Kościoła świętego utrzymuje się przez wiarę w Najświętszy Sakrament. Ten Kościół, którego jesteś członkiem, siłę czerpie u ołtarzy Pańskich: Boska Eucharystia jest sercem, z którego wypływa jego żywotność, środkiem, do którego wszystko się odnosi – albowiem wszystko w Kościele dokonywa się i spełnia w imię Jezusa, utajonego w Najświętszym Sakramencie – per ipsum, et cum ipso, et in ipso. Zaprawdę Kościół zginąć nie może, albowiem opiera się na samym Panu Jezusie, a Pan Jezus, jakkolwiek ukryty, wyniszczony, jest zawsze Bogiem: Jego mała Hostia podtrzymuje świat cały i darzy nas życiem wiecznym. Obietnice Pańskie, dane całemu Kościołowi, stosują się również do pojedynczych jego członków. Dla każdego chrześcijanina zarówno jak i dla całego Kościoła życie i zbawienie spływa z Boskiej Eucharystii. Podczas nawiedzenia Najświętszego Sakramentu, we Mszy, w Komunii świętej czerpiemy siłę, pociechę, życie. Świat was pociąga i chce zguby waszej; aby mu się oprzeć skutecznie, przystępujcie do stołu Pańskiego i ufajcie. Jezus zwyciężył świat: z Nim razem i wy go pokonacie. Szatan napastuje was, grozi wam, chce was przerazić; jego wojskom przeciwstawcie gorejącą tarczę Boskiej Eucharystii, a rozbiją się o nią. Gdyby miał jeszcze na was nastawać, przyjmujcie tym gorliwiej Komunię świętą, obecność Jezusowa zapewni wam wygraną: a bramy piekielne nie zwyciężą Go". (Ks. Pichenot, Arcybiskup Chambery, Ewangelia Eucharystii czyli życie ukryte Pana naszego Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie Ołtarza. Wydanie trzecie. Poznań [1928], ss. 252-253)

"Pod sztandarem Niepokalanej". Czasopismo rzymskokatolickie. Nr 131. Marzec 2021 (nowość)

"The Reign of Mary". No. 178. Fall 2020 (nowość)

"Beiträge". Nr. 156. Februar-März 2021 (nowość)

"Adsum". February 2021 (nowość)

Bp Józef Sebastian Pelczar. List pasterski na Wielki Post. O obowiązkach katolików w naszych czasach i o potrzebie organizacji katolickiej 

Św. Alfons Liguori Biskup, Doktor Kościoła. Nauka na niedzielę drugą Wielkiego Postu, o niebie

Ks. Józef Stanisław Adamski SI. Kilka uwag o sumieniu i wykład psalmu "Miserere" ( PDF )

Ks. Piotr Ximenes. Krótki wykład świętej Ewangelii na Niedzielę II Postu

Ks. Franciszek Bączkowicz CM. Posty obowiązujące ( PDF )

Kardynał Mercier. O umartwieniu chrześcijańskim ( PDF )

Ks. Dr Alojzy Jougan. Ku czci św. Józefa PDF )

O. Paweł Segneri SI. Kazania wielkopostne


NOWE ARTYKUŁY I KSIĄŻKI W FORMACIE PDF:

Ks. Rama P. Coomaraswamy. Magisterium Kościoła i związane z nim zagadnienia HTM ) (nowość)

Ks. Prof. Dr Marian Morawski SI. Referat o szkole katolickiej. (Wygłoszony na Wiecu katolickim w Krakowie) HTM ) (nowość)

Ks. Karol Antoniewicz SI. Listy w duchu Bożym do przyjaciół. List I HTM ) (nowość)

Św. Ignacy Loyola. Maksymy. (Przetłumaczył Ks. Aleksander Jełowicki) HTM ) (nowość)

Msgr. Giovanni Volpi, Biskup Arezzo. Posłuszeństwo Papieżowi i katolicy integralni HTM ) (nowość)

Leon Radziejowski. Judaizm wobec chrześcijaństwa HTM ) (nowość)

Ks. Kevin Vaillancourt. Błąd fałszywego ekumenizmu i odrzucenie wcześniejszego nauczania HTM ) (nowość)

P. Albertus a Bulsano OFMCap. De Tolerantismo religioso HTM ) (nowość)

Ks. Aleksander Jełowicki. Listy duchowne. List do Stanisława Tarnowskiego. Osobne słowo o katechizmie Bellarmina HTM ) (nowość)

*  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *

OSTATNIO DODANE TEKSTY (27, 20, 9 LUTEGO 27, 20, 6, 1 STYCZNIA 2021 25, 12, 7 GRUDNIA 28, 18, 12 LISTOPADA 30, 22, 16, 7 PAŹDZIERNIKA 30, 25, 15 WRZEŚNIA 31, 29, 11 SIERPNIA 23, 16 LIPCA 2020)

"Traditio". Po anty-soborze Vaticanum II Kościół katolicki przekształcono w sprotestantyzowany neo-kościół. Zdjęcia opowiadają niezaprzeczalną historię tej metamorfozy lepiej niż tysiąc słów. PDF ) (Niektórzy ludzie wciąż desperacko trzymają się poglądu, że neo-kościół Novus Ordo kierowany przez neo-papieży: Pawła VI-Montiniego, JPII-Wojtyłę, Benedykta-Ratzingera i Franciszka-Bergoglio jest Kościołem katolickim. Tak nie jest. Faktem historycznym jest to, że 21 listopada 1964 roku utworzono neo-kościół Novus Ordo – aby zastąpił Kościół katolicki – i nadano mu nową Konstytucję Lumen gentium. Przed anty-soborem Vaticanum II (1962-1965) odwieczny dogmat brzmiał: Kościół rzymskokatolicki jest (adest) jedynym Kościołem Jezusa Chrystusa. Nowa konstytucja neo-kościoła Novus Ordo odrzuciła katolicki dogmat i zastąpiła go herezją: Kościół Chrystusowy jedynie trwa w Kościele katolickim (subsistit in), określeniem, które jak anty-sobór heretycko ogłosił, podziela z heretyckimi sektami protestanckimi. Minęło już ponad pół wieku, w którym to okresie napisano wiele słów, aby bezspornie wykazać, że neo-kościół neo-papieży nie jest Kościołem katolickim) (nowość)

O. Franciszek de Salazar SI, doktor Uniwersytetu w Alcala. Zasady mądrości (uzupełniono)

O. Franciszek de Salazar SI. Zasady mądrości. O piekle. (1. Piekło jest wiecznym więzieniem, przeznaczonym dla grzeszników, zmarłych w niepokucie, dla potępieńców wszystkich wieków i stanów, dla czartów i ludzi. Bogaci skąpcy, wielcy świata tego, pychą nadęci, oddający się zmysłowości do tej zgrai należą. Nieszczęśliwi ci zmuszeni żyć razem, czują ku sobie w każdej chwili śmiertelną nienawiść, niepowściągniony wstręt, który w nadmiarze męczarni jątrzy jednych przeciw drugim. Pozbawieni wszystkiego, przygnębieni wszelkiego rodzaju cierpieniami, jednym słowem przywiedzeni do ostatniego stopnia nieszczęścia, nie mają nikogo kto by ich pocieszył, nikogo, kto by miał współczucie dla ich niedoli. Utrata Boga i Jego chwały stanowi najgłówniejszą ich męczarnię. Jest to tak zwana w języku teologów kara potępienia, kara na którą skazani zostali za to, że się niesprawiedliwie oddalili od Boga, źródła wszelkiego dobra. Drugą ich karą jest tak zwana kara zmysłów, która wypływa z połączenia wszelkich boleści, jakie tylko można uczuć zmysłami. 2. Kara potępienia uważana sama w sobie jest pod pewnym względem największym nieszczęściem, ponieważ jest utratą największego szczęścia, utratą Pana Boga, który jest dobrem największym. Grzesznik w piekle na zawsze jest wygnany z niebieskiej ojczyzny, nie będzie się nigdy cieszył obecnością Boga, tą wieczną szczęśliwością, do której był stworzony; na zawsze jest odsunięty od obcowania z Jezusem Chrystusem i Jego przenajświętszą Matką, wyłączony od towarzystwa aniołów, błogosławionych, tych wszystkich których kochał na ziemi, lecz których cnót i szczerego żalu nie naśladował. Wszystkie te straty zawsze obecne umysłowi potępionego, sprawiać mu będą nigdy nie ustające męczarnie. 3. Kara zmysłów jest to męka wszystkich władz duszy. Zmysły cierpieć będą, każdy w szczególności, wszystkie na raz męczarnie, jakim podlegać mogą. Na tym świecie ciężką jest najlżejsza niemoc; drżymy na samą myśl cierpień, jakich drugi doświadcza; nie mamy odwagi patrzeć jak przykładają rozpalone żelazo na jego rany. Cóż dopiero samemu być wystawionym na wszelkiego rodzaju męczarnie, dochodzące do najwyższego stopnia, męczarnie, które nie zmniejszą się nigdy. W tym samym czasie władze duszy dręczone będą wszystkim, co może wzniecić w nich smutek, gniew, rozpacz itd. Dusza nie będzie mogła zapomnieć ani na chwilę niewypowiedzianych dóbr, których została na zawsze pozbawioną; szarpaną będzie bez przestanku tą okropną myślą, że straszliwe męczarnie, na jakie jest skazana, trwać będą zawsze, wiecznie, i końca im nie będzie nigdy, nigdy) (nowość)

Ks. Maciej Józef Scheeben, O. Euzebiusz Nieremberg SI. Uwielbienia łaski Bożej (uzupełniono)

Ks. Maciej Józef Scheeben, O. Euzebiusz Nieremberg SI. Uwielbienia... IV. 12. O cudownej wspólności dóbr wszelkich z Chrystusem i Świętymi Jego, do jakiej przychodzimy za pomocą łaski. (Za pomocą łaski wchodzimy w obcowanie najżywsze i najściślejsze z Chrystusem i ze wszystkimi Świętymi i tworzymy z nimi jedno ciało mistyczne, którego duszą jest Duch Święty. Skoro zaś w tym związku i połączeniu najściślejszym, jak to już wyżej nadmieniliśmy, panuje wspólność dóbr najdoskonalsza: musi zatem i skarb ten zasług i zadosyćuczynienia Chrystusowego i wszystkich Świętych, Bogu się podobającego, być wspólny i na dobre wychodzić tym wszystkim, którzy przez łaskę poświęcającą łączą się z Chrystusem i z wszystkimi Świętymi. Co się tyczy zasług, to jest pewne, iż Chrystus umarł za grzeszników i chce także grzesznikom użyczyć tych zasług. I grzesznikom także wskutek Jego zasług dostają się w udziale łaski wielorakie, atoli wszystkie te łaski są bezowocne i daremne, jeżeli nie doprowadzą grzesznika do łaski poświęcającej i nie pojednają go z Bogiem. Dopiero wtenczas otrzymuje on prawdziwie owoc zasług Chrystusowych i wstęp do żywota wiecznego, uzyskanego nam przez Chrystusa, kiedy staje się z nieprzyjaciela synem Bożym za pomocą łaski poświęcającej, a tak musimy powiedzieć: iż nikt inaczej nie ciągnie korzyści na żywot wieczny, jak tylko przez łaskę poświęcającą. Następnie przez łaskę poświęcającą stajemy się członkami żywymi ciała Chrystusowego. Atoli jest to widocznym, iż żywy członek może czerpać wiele dóbr i skarbów z bogactw głowy, jakie nie są dostępne dla członka umarłego, albo na pół tylko żywego. Podobnie otrzymują i usprawiedliwieni mocą swego połączenia żywotnego z Chrystusem obfitość bogatą łask uczynkowych, potrzebnych do wykonywania dobrego a unikania złego, które są zatrzymane dla grzeszników. Sprawiedliwi to sami mają przystęp do sakramentów żywych, przez które Chrystus zasług swoich nam udziela i jeszcze bardziej łaskę w nas powiększa, aniżeli tego moglibyśmy dopiąć zasługami naszymi. Sakramenty bowiem, a szczególniej Najświętszy Sakrament Ołtarza są potokami, którymi nieustannie bez naszego trudu i mozołu płyną strumienie z niezmierzonego skarbu zasług Chrystusowych tak, iż potrzebujemy tylko z pobożnością zbliżyć się i stamtąd zaczerpnąć, a bogactwo łaski w duszy naszej stanie się większym i zupełniejszym) (nowość)

Ks. Benedict Hughes CMRI. Kult Czternastu Świętych Wspomożycieli. PDF ) (Szkoda, że ​​my katolicy w Ameryce nie jesteśmy zaznajomieni z wieloma praktykami tradycyjnej kultury katolickiej, jakie można spotkać w innych krajach. Jedną z nich jest nabożeństwo do grupy świętych znanych jako "Czternastu Świętych Wspomożycieli". Nabożeństwo to pojawiło się w Średniowieczu, w Niemczech w czasie epidemii czarnej dżumy. Każdy ze świętych czczony w tej grupie okazał się szczególnie skuteczny w różnych potrzebach. Kult świętych jest nie tylko akceptowany, ale wręcz nakazany przez Kościół. Sobór Trydencki orzeka, że ​​"święci, którzy królują razem z Chrystusem w Niebie, ofiarują swoje modlitwy Bogu za ludzi… Jest rzeczą dobrą i pożyteczną błagalnie wzywać ich i uciekać się do ich modlitw, pomocy i wsparcia w celu uzyskania łaski od Boga przez Jego Syna, Jezusa Chrystusa, Pana naszego"... Warto zauważyć, że niektórzy z tych wielkich świętych zostali usunięci z kalendarza przez "papieży" Vaticanum II. Jakie to wymowne! W kalendarzu liturgicznym sprzed Vaticanum II jaki istniał do śmierci Papieża Piusa XII każdy z czternastu wspomożycieli miał swoje święto (zgodnie z datami podanymi powyżej) i każdy miał swoje wspomnienie w liturgii. Jednak od Vaticanum II dołożono starań, aby wyeliminować kult świętych tradycyjnie czczonych i zastąpiono ich współczesnymi "świętymi". Toteż, wielu z tych Świętych Wspomożycieli zostało usuniętych z kalendarza z wymówką, że niewiele wiadomo o ich życiu. Nadrabiajmy to zawinione zaniechanie! Nabożeństwo do Czternastu Wspomożycieli jest wspaniałym przypomnieniem potęgi wstawiennictwa świętych. W średniowieczu, kiedy medycyna i nauka nie były tak zaawansowane, wierni zwracali się do wstawiennictwa świętych o pomoc w przeciwnościach. Niestety, w naszych współczesnych czasach, kiedy ludzie pokładają zbyt dużą ufność w nauce, lekarstwo modlitwy jest często stosowane tylko w ostateczności) (nowość)

Ks. Marian Morawski SI. Filozofia i jej zadanie (uzupełniono)

Ks. Marian Morawski SI. Filozofia... Materializm sceptyczny i pozytywizm. (Skąd i od kiedy sceptycyzm w obozie materialistów? – czy zagadnienia nadempiryczne dają się usunąć – czy są nieumiejętne – czy nierozwiązalne – Dubois-Reymonda Ignorabimus. – Pozytywizm jako filozofia materializmu sceptycznego – jego zasady spekulatywne i socjalne – jego rodowód – Kartezjusz, Bako i Comte – czy można odrzucić wszelkie zasady a priori – aprioryzm w matematyce – w naukach przyrodniczych – zasada przyczynowości – jej pochodzenie i doniosłość. – Pozytywizm jest ateizmem i materializmem – skutki jego moralne i społeczne. – Dzisiejsze hasło: sekularyzacja umiejętności. – "Sekularyzacja umiejętności – oto hasło, pod którym za dni naszych bezbożność usiłuje rugować Boga z umiejętności, tak samo jak pod hasłami sekularyzacji wychowania, sekularyzacji małżeństwa, sekularyzacji prawa, polityki itd., ruguje Go ze stosunków rodzinnych i socjalnych, a usiłuje całą ludzkość w pogaństwo, ba! nawet w nihilizm pogrążyć. W umiejętności ta dążność jest może groźniejszą, niż w jakimkolwiek innym zakresie, bo tu zaraża ona sam sposób myślenia, który jest podstawą sposobu życia i działania. Gdzieindziej pokazaliśmy, do jakich następstw w porządku moralnym i społecznym prowadzi panteizm idealny szkoły niemieckiej, przez to, że znosi odpowiedzialność i pojęcie Boga osobowego. Otóż widocznym jest, że materializm daleko gorsze mieć musi skutki. Idealizm zostawia przynajmniej człowiekowi jakieś poczucie swej godności, co w braku lepszej pobudki, może go jako tako dźwigać na drodze obowiązku i uczciwości – materializm zaś nie tylko odbiera człowiekowi wszelkie pobudki nadziemskie, ale nawet samego człowieka zniża do rzędu nierozumnych zwierząt. W idealizmie człowiek, choć nie zna Boga nad sobą, uznaje jednak swą zależność od rozumu, uznaje jakieś imperativum categoricum, przynajmniej maszkarę sumienia – w materializmie zaś już nic nie uznaje, jak tylko prawa materii, i samego rozumu nie odróżnia już od zmysłowego poczucia. Idealizm (co najważniejsza) zostanie na zawsze nauką eisoteryczną pewnego grona uczonych, nie udzieli się masom, bo go masy nie pojmą, zatem tylko pośrednio na ludność wpływać może – materializm zaś od razu wsiąka aż do najniższych warstw społeczeństwa") (nowość)

Ks. Prof. Dr Marian Morawski SI. Referat o szkole katolickiej. (Wygłoszony na Wiecu katolickim w Krakowie). PDF ) (Religia chrześcijańska tym się różni od innych wierzeń i kultów, że nie jest tylko doktryną, dogmatem, ani zbiorem modlitw i obrzędów, ale jest organizmem, religią uspołecznioną, Kościołem. A katolicyzm tym się jeszcze od innych wyznań chrześcijańskich wyróżnia, że jest organizmem żyjącym, czynnym, nie zamykającym swej żywotności w świątyniach i klasztorach, ale rozlewającym ją na cały ustrój i wszystkie funkcje społeczeństwa. Kościół, katolicy wszyscy, o ile są Kościołem, dążą do zrealizowania królestwa Bożego na ziemi, i w tym celu mają różne aspiracje, różne wymagania praktyczne, porywają się do różnych przedsięwzięć. Wymagania te i przedsięwzięcia mogą w konkretnych szczegółach zapędzać się za daleko, zbaczać nawet pod wpływem ludzkich namiętności i rozmijać się z celem; ale panuje zawsze nad nimi i przez najwyższe organa Kościoła prostuje ich kierunek ten Spiritus Veritatis, ten Duch Boży, który tak dziwnym, tajemniczym a przecież widocznym sposobem utrzymać umie Boską istotę Kościoła wśród ziemskiej gliny i ludzkich naleciałości. Odróżniać zawsze trzeba w tych dążnościach zasady – i zastosowania tych zasad wśród wiru życia społeczeństw. Te ostatnie podlegać mogą krytyce; pierwsze są zawsze czystymi, stałymi, niewątpliwie Bożymi ideami, przed którymi uchylić musimy czoła. Otóż między tymi zasadniczymi dążnościami i wymaganiami Kościoła, jest, było i będzie wymaganie szkoły katolickiej... Kościół potępia szkoły mieszane, Kościół żąda szkół katolickich, wyznaniowych – to znaczy: nie tylko Papież, nie tylko księża, ale my wszyscy katolicy, o ile katolikami jesteśmy, tak sądzimy, do tego dążymy; nie wszędzie równie czynnie i równie samowiednie; ale gdziekolwiek katolickie życie gorętsze jest i więcej uświadomione, tam dążność ta objawia się czynami, walkami, ofiarami, zwycięstwami. Patrzmy dokoła po świecie: szkoła wyznaniowa świeci zawsze na czele katolickich programów. Jeżeli do tej wysokiej racji: że to jest wynikiem katolicyzmu, że się to należy prawdzie i Kościołowi i Bogu, godzi się dołączyć rację utylitarną – to przypomnę starą prawdę, że społeczeństwo bez religii żyć nie może. Już mędrcy Grecji – któż o tym nie wie? – tak nauczali; ale dziś nas jakoś ta prawda do żywego przypieka, kiedy ojcowie nasi, wierząc naiwnie liberalizmowi, spróbowali postawić społeczeństwo na innym fundamencie – a my dziś widzimy: tu socjalizm podkopujący wszystko, gdzie tylko resztki religijnego gmachu nie stawiają mu jeszcze oporu – tam rozkład moralności publicznej... Jeżeli zaś pewnym jest, że społeczeństwo nie może żyć bez religii, to również pewnym i jasnym jest, że religia ostać się nie może bez religijnego wychowywania dziatwy i młodzieży. Cóż więc czynić mamy? Swoją drogą starać się o to gorliwie, aby w istniejących stosunkach prawnych ulepszyć nasze szkoły w kierunku religijnego wychowania, zbliżyć je ile możności do wzoru szkoły katolickiej... Przedkładam więc następującą Rezolucję zasadniczą: Wiec katolicki w Krakowie, łącznie z całym katolickim światem oświadcza się za zasadą: że szkoła w ogóle, a przede wszystkim ludowa, powinna być katolicką dla dzieci katolickich; to znaczy: 1) że dzieci katolickie powinny mieć szkoły oddzielne od dzieci innych wyznań – 2) nauczycieli wyłącznie katolików – 3) że wszystkie przedmioty w tych szkołach powinny się wykładać z uwzględnieniem katolickich przekonań – i 4) że wszystkie środki, jakimi się wpływa na ich serca i kształci je moralnie, powinny być na katolickiej etyce oparte...) (nowość)

Ks. Karol Antoniewicz SI. Listy w duchu Bożym do przyjaciół. List I. PDF ) (Pan Bóg w miłosierdziu swoim przerzuca ludźmi na świecie, zbliża i oddala ich od siebie, daje i odbiera pociechy, próbuje nas na wszystkie strony abyśmy, umocnieni w wierze, silni miłością, niezachwiani nadzieją, świat i siebie zwalczyli. Zbliżył mnie Bóg do ciebie, a to zbliżenie stało się pociechą dla serca, bo jakąż większą pociechę możemy mieć jak miłość Boga, jak poznanie serc, które Go miłują, od Boga umiłowane! Lecz pociechy od Boga nam użyczone zwykle krótko trwają, to jest pociechy, których nam za pomocą ludzi użycza, bo ta która nam sprawia miłość Jego, ta wiecznie trwa! Z każdej radości zbliżenia i poznania się, rozwija się żal rozstania, ale ten żal złączony ze wspomnieniem, a to wspomnienie nie zawsze wraca do Boga! W Boguśmy się poznali, w Bogu się znamy, w Bogu zawsze znać się będziemy! Bo wszystko co ma Boga za początek i koniec, jak On wieczne jest i niezmienne) (nowość)

Św. Ignacy Loyola. Maksymy. (Przetłumaczył Ks. Aleksander Jełowicki). PDF ) (Należy wielce poważać naukę teologii, równie scholastyczną, jak i praktyczną. Dawni Ojcowie Kościoła mieli głównie na celu budzenie serc do miłości i do służby Bożej. A św. Tomasz, i inni Doktorowie ostatnich wieków, starali się związać dogmaty wiary w ścisłą metodę, dla porządniejszej walki przeciwko herezjom... Wszystko co od heretyków przychodzi, należy mieć w podejrzeniu, zwłaszcza książki, jakkolwiek byłyby dobrymi. Bo czytając dobrą książkę złego człowieka, nieznacznie można by się przywiązać do jej pisarza, niekiedy aż do zaufania, że wszystko co ten człowiek napisał zdrowe jest i prawowierne... Gdyby nie było innego żywota jak obecny żywot, ani innej chwały jak chwała tego świata, może by słusznym było nie myśleć o czym innym, jak o błyszczeniu i podnoszeniu się pomiędzy ludźmi. Ale skoro jest wieczność, a jest nieomylnie, dlaczegoż byśmy mieli ograniczać się na pożądaniach ziemskich? I dlaczego przenosić to, co jak sen przemija, nad to, co nigdy się nie skończy?... Mało jest ludzi rozumiejących dobrze, co by z nich Bóg uczynił, gdyby się w ręce Jego zupełnie oddali. Kloc drzewa prosty i nieokrzesany, staje się pięknym posągiem pod ręką snycerza. Wielu jest, co zaledwo po chrześcijańsku żyją, a byliby świętymi, gdyby się nie sprzeciwiali zamiarom Bożym i działaniom łaski... Jeżeli pracujemy dla miłości Boga, bardzo byśmy zawiniali, gdybyśmy w służbie Jego byli oziębli i leniwi. Zaniedbywać się w służbie ludzkiej, nie jest rzeczą dobrą; ale służyć niedbale Bogu, jest rzeczą szkaradną... Pobożność nie zależy na widzeniach, na zachwytach, na upojeniach duchownych. Nie należy nigdy życzyć sobie tych łask wielkich; owszem, należy umykać przed nimi i mieć je w podejrzeniu. Wszakże, gdy Bóg udziela ich, trzeba je przyjąć z bojaźnią, a wcale o nich nie mówić, chyba że posłuszeństwo lub miłość bliźniego ku temu nas obowiązuje. Lepiej jest znać nicość swoją, aniżeli miewać objawienia i zachwyty. Nawet wskrzeszanie umarłych mniej znaczy, aniżeli umarzanie swych namiętności... Jeżeli Bóg wielkie krzyże zsyła na ciebie, znakiem to jest, że wielkim świętym chce ciebie uczynić. A jeżeli pragniesz nabyć wysokiej świętości, proś Boga, aby ci dał ucierpieć wiele... Pomyślności, powinny nas więcej trwożyć, aniżeli cieszyć; a wtedy najbardziej trwożyć się nam trzeba, gdy wszystko nam idzie według życzeń naszych... Jeżeli Bóg nas przeznaczył do nauczania nieumiejętnych i do walczenia przeciw heretykom, nie możemy być zawsze u stopni ołtarza, i musimy niekiedy, dla uczenia się, zawieszać modlitwę. Potrzeba też wówczas ograniczać posty, i używać pokarmów dostatecznych do utrzymania sił naszych. Mając od Boga, zarówno ciało jak i duszę, zarówno z jednego jak z drugiego zdamy liczbę Bogu... Sądźmy, żeśmy za usługi bliźnim najlepiej wtedy zapłaceni, gdy nam odwdzięczają obelgą i zelżywością, jedyną zapłatą, jaką świat odpłacił Jezusowi Chrystusowi za wszystek trud Jego... Jakkolwiek potężnymi byliby nieprzyjaciele nasi, nie powinniśmy się ich obawiać, jeżeli nic sobie do wyrzucenia nie mamy. Mogą oni walczyć przeciw prawdzie, ale jej zwyciężyć nigdy nie zdołają. Prawda, sama się broni. Dopóki przeto jesteśmy w prawdzie, bronić się nie potrzebujemy. Milczenie, w podobnych razach, bywa niekiedy wymowniejszym nad wszelką obronę) (nowość)

Divi Thomae Aquinatis, Doctoris Angelici, totius Summae Theologicae Conclusiones (uzupełniono)

Divi Thomae Aquinatis totius Summae Theologicae Conclusiones. De peccato veniali secundum se. (Utrum peccatum veniale causet maculam in anima. Co. – Peccatum veniale cum non tollat habitum charitatis neque aliarum virtutum, sed magis impediat actus illarum, non inducit maculam in anima, nisi inquantum nitorem qui est ex virtutum actibus impedit) (nowość)

Divi Thomae Aquinatis totius Summae Theologicae Conclusiones. De legibus (Utrum lex sit aliquid rationis. Co. – Cum lex sit quaedam regula, et humanorum actuum mensura, necesssario ad ipsam rationem spectat) (nowość)

Divi Thomae Aquinatis totius Summae Theologicae Conclusiones. De legum diversitate. (Utrum sit aliqua lex aeterna. Co. – Est aliqua lex aeterna, ratio videlicet gubernativa totius universi in mente divina existens) (nowość)

Divi Thomae Aquinatis totius Summae Theologicae Conclusiones. De effectibus legis. (Utrum effectus legis sit facere homines bonos. Co. – Sicut principis est bene imperare, sic subditorum propria virtus, quae eos bonos facit, est bene obedire, ad quod lex inducit; unde proprius legis effectus est homines vel secundum quid, vel simpliciter bonos efficere) (nowość)

Ks. Aleksander Jełowicki. Listy duchowne. List do Stanisława Tarnowskiego. Osobne słowo o katechizmie Bellarmina. PDF ) (Sobór Watykański, uchwaliwszy jedność katechizmu, miał go na nowo ułożyć. Co nim nastąpi, zawsze, z mnóstwa katechizmów całego świata, najpoważniejszym, jako przez Papieża całemu światu zaleconym, jest katechizm Bellarmina. Pisarzem jego był wielki uczony i wielki święty, który o tym katechizmie swoim powiedział, iż więcej kosztował go pracy, aniżeli obszerne dzieła jego, które świat podziwia. Bo tu musiał, w najkrótsze słowa, najgłębsze prawdy wiary streścić; by je tym łatwiej do pamięci podać. Prawda, że katechizm Bellarmina jest ciężkim; ale tak ciężkim jak złoto, które bardzo łatwo na szelążki zmienić. Chcę przez to powiedzieć, że bardzo go łatwo wykładać. Niech o tym świadczy próbka, którą tu załączam. Naprzód, umieszczę pierwszy ustęp z katechizmu mniejszego Bł. Bellarmina; a potem, próbkę jego rozwijania) (nowość)

Ks. Józef Kalasanty Mętlewicz. Kazanie na uroczystość Trzech Króli. (W Katedrze Warszawskiej). PDF ) (Uroczystość dzisiejsza kończy szereg uroczystości, które przedstawiając nam wzniosłe i rozrzewniające pamiątki, tak bliski mają związek z przeznaczeniem i nadziejami naszymi. Dzień bowiem dzisiejszy, przypomina nam zjawienie się owej przez proroków przepowiedzianej gwiazdy, zwiastującej światu Zbawiciela! Dziś to jest pamiątka dnia, w którym Królowie z Saby oddali hołd wcielonemu Przedwiecznemu Słowu! Sięgając myślą do owego dnia i owej chwili, co za wspaniały widok uderza nasze zmysły! przed słabym dziecięciem padają na kolana poważni starcy i witając w Nim Zbawcę Narodów, składają przepowiedziane przez Proroka Ageusza dary: mirę, kadzidło i złoto, których mistyczne znaczenie przedziwnie wielkość i godność przeznaczenia Chrystusa wyjaśnia. Jaka przemiana w niewielu dniach! Ten dla którego nie było gospody w Betleem – owo ubogie w żłobie złożone dziecię, – jakkolwiek oznajmione przez Aniołów, niepoznane! dziś odbiera hołd Królów, a w ich osobie od wszystkich narodów! – dziś publicznie wobec zaślepionego ludu uznane Królem narodów, – najwyższym Kapłanem nowego zakonu – człowiekiem wreszcie który dla odkupienia świata spełni śmiertelną ofiarę! takie bowiem jest mistyczne znaczenie złożonych Mu darów. Zbawiennym więc jest zamiar Kościoła; w obchodzie dzisiejszej uroczystości, chce on z przykładu Mędrców nauczyć nas oddawać hołd Jezusowi i składać Mu dary które by Go były godne. A jako Chrystus nie leży już w żłobie ubogim dzieciątkiem, ani Go czeka ucieczka do Egiptu, nie idzie tu więc o składanie darów zmysłowych, ale o dary trwalsze i szacowniejsze, o dary umysłowe, duchowne, idzie tu o nasze dusze, serce i uczucia. Na dwa więc punkta zwróćmy w dzisiejszej uroczystości uwagę: na znaczenie darów jakie Chrystusowi złożono, i na uczucia jakie Mędrcami kierowały przy złożeniu darów, a z obu tych uwag poznamy co nam za przykładem przez Mędrców wskazanym, czynić należy. Wy tylko o święci Królowie! coście pierwsi uznali i powitali Zbawiciela, uczyńcie waszym wstawieniem naszą ofiarę przyjemną Bogu) (nowość)

Ks. Józef Kalasanty Mętlewicz. Kazanie na uroczystość Nowego Roku. (U XX. Dominikanów w Warszawie). PDF ) (Kiedy dziś w całym chrześcijańskim świecie, a osobliwie w tutejszej świątyni, z szczególną uroczystością obchodzimy pamiątkę tajemnicy dopełnionej na Jezusie Chrystusie po spełnieniu się dni ośmiu od Jego narodzenia, tajemnicy kończącej stary, a zaczynającej nowy zakon, nie może co innego zajmować myśli i uczuć naszych, jak wspomnienie na bieg czasu, i na zachowanie się nasze! I dla nas spełniły się dni! upłynął znowu rok jeden, i powiększył przeciąg życia naszego! a prosty rozsądek i wiara pytają nas dziś, czyli dni które nam opatrzność pozwoliła dopełnić do lat życia naszego, powiększają tylko ciężar win – czy też owoce zasług! W dzisiejszej tajemnicy widzimy Jezusa poddającym się woli Ojca Przedwiecznego, a wasza tu liczna obecność, oddaje publiczny, uroczysty hołd temu poddaniu się. – Kościół więc Święty ma prawo zapytać się, czyli będąc uczniami Chrystusa, naśladujemy Jego zachowanie się względem Ojca niebieskiego, czy dążymy za Nim do zbawienia, które nam przygotował? Bo ten jest cel podwójny dzisiejszej uroczystości, aby wspomnieniem upływu lat, przypomnąć zbliżającą się wieczność, a wspomnieniem Jezusa, nauczyć sposobu osiągnienia szczęśliwej wieczności. – Dzień więc dzisiejszy, jest dla nas dniem zbawienia, bo dniem nadziei i radości, bo każdy nowy rok, zbliżając nas do wieczności, zbliża do urzeczywistnienia nadziei, jakie w niej mieć powinniśmy – i każdy nowy rok przypominając nam, że przez Jezusa dokonane zostało nasze odkupienie, napełnia serca nasze duchowną radością. Mogęż więc lepiej z wami rozpocząć rok nowy, jak życząc abyście pamiętając na upływające co rok lata, zrozumieli potrzebę i nagłość starania się o zbawienie? – mogęż wam korzystniejsze wynurzyć życzenia, jak życząc aby imię Jezus, stało się wam zadatkiem wszelakiej łaski potrzebnej do zbawienia! Tak Pobożni Słuchacze! krótkość czasu i łaska Boska, oto dwie korzystne uwagi do rozważenia w dzisiejszej tajemnicy, i dwa główne punkta mojej do was nauki. Dzień dzisiejszy nie może być lepiej rozpoczęty i użyty, jak rozważaniem tych prawd, dla których żyjemy na ziemi i żyć mamy w wieczności – to więc co stanowi doczesną i wieczną szczęśliwość naszą, godne jest pilnej uwagi) (nowość)

Ks. Józef Kalasanty Mętlewicz. Kazanie na uroczystość Bożego Narodzenia. (U Sakramentek w Warszawie). PDF ) (Niewysławiona radość napełniać dziś powinna serca nasze, bo dziś to jest pamiątka narodzenia naszego Zbawiciela! dziś to jest dzień, w którym zabrzmiały pienia chórów Anielskich: "chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli!", dzień w którym wielka i dobra nowina (ewangelia) ogłoszoną została światu, oczekującemu nań od czterech tysięcy lat, dzień w którym spełniły się wszystkie proroctwa z taką uroczystością i pod tylu figurami ogłaszane! Zbawiciel – Pomazaniec Boski – Chrystus – Pan nasz, dziś zstąpił na ziemię! Niebiosa spuściły na świat Sprawiedliwego! Gwiazda Jakuba objawiła się światu! berło zostało odjęte Judzie, bo oczekiwany od narodów przyszedł i znak zapowiedziany od wieków ziścił się, bo Panna poczęła i porodziła! bo w Betleem narodził się Wódz i Mistrz Izraela! Ileż to dobrodziejstw bracia moi, z dniem narodzenia Zbawiciela spłynęło na ziemię! Nie byłby ten dzień tak upragnionym, przez tyle wieków zapowiadanym i oczekiwanym, nie byłby on przedmiotem i rozwiązaniem wszystkich proroctw, gdyby nie był celem wszystkich zamiarów Boga względem ludzi, gdyby nie był najoczywistszym dowodem Jego miłości ku rodzajowi ludzkiemu. O szczęśliwa nocy, coś była świadkiem tych Boskich urodzin! o błogosławiona ciemności, w której pierwszy raz zajaśniała światłość świata!) (nowość)

Ks. Michał Ignacy Wichert. Nauki katechizmowe o Składzie Apostolskim, Przykazaniach Boskich i Kościelnych, o Modlitwie Pańskiej i Sakramentach (uzupełniono)

Ks. Michał Ignacy Wichert. Nauki katechizmowe... O gniewie. (Gdy o gniewie mówić poczynamy, najprzód przestrzec mi was należy, słuchacze najmilsi, iż ta namiętność jest bardzo skryta, niełatwo ją kto w sobie poznaje, choćby też najbardziej w nim wkorzeniona była, jest ona bowiem na kształt gorączki skrytej, która choć wszystko ciało na człowieku pożera i zdrowie z gruntu niszcząc, o śmierć przyprawia, nie znaczna jednak i nieuleczona jest. Oślepia albowiem ta namiętność rozum ludzki, i oczy duszne dziwnie zaciemnia, jako to sama Mądrość najwyższa przez Jana świętego oświadcza: Qui odit fratrem, in tenebris est, et in tenebris ambulat. "Kto nienawidzi brata, w ciemnościach jest i w ciemnościach chodzi". I dalej przez tegoż mówi, et nescit quo eat, quia tenebrae obcoecaverunt oculos ejus. "I nie wie, gdzie idzie, bo ciemności ogarnęły go" (I Joan. 2, 11). Ta zaś przestroga dlatego wam się daje, abyście tym pilniejsi i ostrożniejsi byli w upatrowaniu tej w sobie namiętności, im ona skrytsza jest, i nauki o tym słuchając, onę łatwiej z serca swego wyrzucić mogli. Gniew dwojaki jest. Jeden gdy kto samą osobę jaką nienawidzi, drugi, gdy kto w osobie jakiej nienawidzi czego, co albo jemu, albo innym jest szkodliwego. Gdy kto ma nienawiść ku osobie, grzeszy zawsze śmiertelnie według wyroku Boskiego: Kto nienawidzi brata swego zabójca jest (I Joan. 3, 15). Chybaby lekkość materii onego w tym wymawiała. Na przykład: gdyby kto małe jakie od osoby miał odrażenie, i małego mu jakiego złego życzył w sercu swoim, tedyby gniew jego takowy powszednim był tylko grzechem. Gniew zaś nie ku osobie, ale ku rzeczy jakiej w bliźnim upatrzonej, może być zły, albo dobry, według tego, jako to, co w bliźnim naszym nienawidzim, dobre albo złe będzie) (nowość)

Sac. Petrus Ludovicus Danes. Institutiones Doctrinae Christianae, sive Catechismus ad usum seminariorum (uzupełniono)

Sac. Petrus Ludovicus Danes. Institutiones Doctrinae Christianae... Pars I. Sectio II. Caput XI. De Confessione. (QUAESTIO. 1. Estne peccatorum confessio ex divino praecepto sacerdoti Jurisdictionem habenti facienda ab eo, qui post baptismum lapsus est? R. Est prorsus illi, qui baptismalem innocentiam lethali aliquo crimine perdiderit. Etenim Dominus noster Jesus Christus, ascensurus ad Patrem, sacerdotes sui vicarios reliquit, judicesque constituit, ut peccata lapsorum aut remitterent aut retinerent: hoc porro judicium sine causae cognitione exerceri non potest; neque in poenis injungendis servari posset aequitas, si in genere dumtaxat, et non potius in specie ac sigillatim sua ipsi peccata poenitentes declararent. Hanc autem confitendi necessitatem lapsos subire Christus voluit, tum ut humilientur, tum ut a sacerdotibus ceu animarum medicis, congrua malis suis remedia consequantur. Q. 2. Quaenam peccata in confessione necessario exprimenda sunt? R. Mortalia omnia, quorum post diligentem sui discussionem, conscientiam habet poenitens, etiamsi occultissima illa sint, et tantum adversus duo ultima decalogi praecepta commissa, quae nonnumquam animam gravius sauciant, et periculosiora sunt iis, quae in manifesto admittuntur) (nowość)

Św. Bonawentura Biskup, Doktor Kościoła. Żywot Pana naszego Jezusa Chrystusa w pobożnych rozmyślaniach zawarty (uzupełniono)

Św. Bonawentura Biskup, Doktor Kościoła. Żywot... Zdjęcie z Krzyża. (Ale oto patrzą, a inną drogą nadchodzi znowu kilku ludzi: byli zaś to Józef z Arymatei i Nikodem wraz z innymi, których prowadzili z sobą niosących przyrządy potrzebne do zdjęcia ciała przenajświętszego z krzyża, a także około stu funtów mirry i aloesu. Przychodzili dla pogrzebania Zbawiciela, lecz Matka Boża i osoby Ją otaczające widząc ich z daleka zbliżających się, a nie poznając, z wielką trwogą porywają się na nogi. O! Boże! cóż za nowa bieda? Lecz Jan przypatrując się nadchodzącym rzekł: "Poznaję pomiędzy nimi Józefa i Nikodema". A wtedy przenajświętsza Panna uspokoiwszy się: "Błogosławiony Bóg nasz, powiada, który zsyła nam pomoc. Wejrzał na sługi Swe i nie opuszcza nas. Janie, synu kochany, pójdź na ich spotkanie". Jan pospieszył do nich, a gdy się zeszli, uściskali się wzajemnie z płaczem wielkim, i długo, długo przemówić żaden nie mógł, taki ich ciężki smutek uciskał, i tak obfite łzy wylewali. Po chwili, gdy się nieco utulili, Nikodem pyta kto jest przy przenajświętszej Pannie i co się stało z innymi? Jan wymienia mu niewiasty obecne pod krzyżem, o uczniach zaś nic powiedzieć nie może, gdyż żadnego z nich w dniu tym nie widział. Wypytuje Nikodem i o szczegóły tyczące się Zbawiciela, a Jan opowiada mu wszystko) (nowość)

S. Bonaventura Episcopus, Doctor Ecclesiae. Meditationes Vitae Christi (uzupełniono)

S. Bonaventura Episcopus, Doctor Ecclesiae. Meditationes... Hora vespertina, meditatio. (Iterum autem vident alios plures per viam venientes, qui erant Joseph ab Arimathia et Nicodemus, ducentes secum alios, portantes instrumenta, quibus corpus deponant de cruce; et portabant quasi centum libras myrrhae et aloes, et veniebant ad sepeliendum Dominum. Tunc surgunt omnes cum timore magno. O Deus, quanta est ista afflictio hodie! Circa conspiciens autem Joannes dixit: Ego cognosco ibi Joseph et Nicodemum. Tunc Domina, resumptis viribus, dicit: Benedictus Deus noster, qui mittit nobis auxilium; memor fuit nostri, et non dereliquit nos. Fili, occurras eis. Vadit ergo Joannes ejus obvius velociter, et attingentes se, ad invicem amplexantur cum fletu magno, non valentes per magnam horam ad invicem sibi loqui, ex compassionis teneritudine, et abundantia fletus et doloris; postea veniunt adversus crucem. Quaerit Joseph, qui sint ibi cum Domina, et quid sit de aliis discipulis. Dicit illi Joannes istas, quae ibi sunt. De discipulis autem respondet se nescire, quia nullus ibi fuit hodie. Quaerit etiam de his, quae circa Dominum facta sunt, et narrat ei Joannes per singula) (nowość)

Ks. Alojzy Bukowski SI. Dogmatyczne podstawy chrześcijańskiej solidarności. (Principia dogmatica christianae communionis sive solidaritatis, quae vocatur). PDF ) (Chrześcijańska idea solidarności ludzi jest na wskroś transcendentna; transcendentna co do pochodzenia, bo wywodzi się z nadprzyrodzonego objawienia Bożego, transcendentna także w swej treści, gdyż przechodzi rozum ludzki; lecz doskonale zgadza się i harmonizuje z naturą ludzką, empirycznie znaną. Podstawę tej idei tworzy naturalna jedność rodzaju ludzkiego, którą już pierwsza księga Pisma św. z całą jasnością wypowiada, a także Apostołowie Chrystusowi jako jedną z pierwszych prawd poganom do wierzenia przedstawiali. Świadczą o tym Dzieje Apostolskie, gdzie czytamy, iż św. Paweł głosił w Atenach, że Bóg "z jednego (człowieka) wywiódł wszelkie plemiona ludzi, aby zamieszkali całą powierzchnię ziemi" (Dz. Ap. 17, 26)... Skutkiem wspólnego pochodzenia istnieje między wszystkimi ludźmi organiczny związek, wszyscy tworzą jedną całość, jakby ogromne drzewo, którego wszystkie konary i gałązki z jednego pnia i jednego korzenia wyrosły. Porównanie to jest tym więcej odpowiednie, ponieważ według Pisma św. ciało pierwszej niewiasty, matki wszystkich żyjących, zostało przez Boga z ciała Adama utworzone (Rodz. 2, 21-25). Oprócz fizycznej i fizjologicznej solidarności, wynikającej z tego samego rodowodu, istnieje też ogólnoludzka solidarność moralna, czyli wspólna naturalna odpowiedzialność. Wprawdzie każdy poszczególny człowiek jest wewnętrznie wolnym i panem swych czynów, a wskutek tego za nie odpowiedzialnym; lecz w rzeczywistym swym postępowaniu podlega on różnym wpływom moralnym ze strony swych bliźnich i nawzajem wieloraki wpływ na innych wywiera, nie tylko bezpośrednio, ale także przez pośrednie oddziaływanie. Wskutek tego część odpowiedzialności za moralne czyny każdego z nas spada na innych ludzi i rozdziela się nie tylko na najbliższe ale i dalsze otoczenie, nie jedynie na pokolenie współczesne, ale i dawniejsze i najdawniejsze; lecz nawzajem my obciążamy się odpowiedzialnością za moralny stan przyszłych pokoleń. W ten sposób powstaje powszechna solidarność, nieograniczona co do miejsca ani czasu, obejmująca całą ludzkość. Różne jej dziedziny uczyniono właśnie ostatnimi czasy przedmiotem szczegółowych badań. Lecz ponad tą naturalną solidarnością, którą samym rozumem poznać możemy, wskazuje nam objawienie inną, istotnie wyższą, związaną z przeznaczeniem ludzkości do celu nadprzyrodzonego, które stanowi podstawę całej ekonomii Bożej względem rodzaju ludzkiego. Początek tej ekonomii wywodzi się stąd, że Bóg, postanawiając stworzenie człowieka jako korony całego widzialnego świata, nie chciał go zostawić na poziomie stworzonym, lecz zdecydował się wynieść go do swojej własnej sfery i dopuścić do uczestnictwa w szczęściu z natury sobie tylko właściwym. Żeby człowiek do szczęścia wiecznego mógł się odpowiednio przygotować, wyposażył go Bóg w szereg nadprzyrodzonych darów, z których najprzedniejszym była łaska uświęcająca, podnosząca do uczestnictwa w naturze Bożej oraz do godności dziecka Bożego i dziedzica nieba. Inne dary miały ciało ludzkie uczynić doskonałym narzędziem dla duszy i ułatwić osiągnięcie ostatecznego celu... Kiedy Adam, zapragnąwszy za poduszczeniem szatana całkowitej niezależności, gardząc nieskończoną dobrocią i ojcowską miłością Bożą, przykazanie Jego przekroczył, stał on się winnym ciężkiego naruszenia porządku moralnego i zniewagi nieskończonego majestatu Boga, a wskutek tego niegodnym Jego miłości; w następstwie czego utracił łaskę uświęcającą wraz z innymi nadprzyrodzonymi darami. Ponieważ Adam działał w tym jako ojciec i głowa rodzaju ludzkiego, wina przez niego zaciągnięta wraz z następstwami zaciążyła nad całym jego potomstwem i realizuje się w każdym poczynającym się człowieku, który przez naturalne zrodzenie wchodzi w organiczny związek z Adamem. Tak opiewa jasna nauka Pisma św., którą Kościół już w starożytności określił jako jeden z najbardziej podstawowych dogmatów katolickich... Odkupienie dokonało się analogicznie do upadku w sposób solidarny, całej ludzkości łącznie i równocześnie, za pośrednictwem wcielonego Syna Bożego, ustanowionego drugim Adamem, nowym reprezentantem i głową rodzaju ludzkiego (por. Rzym. 5, 14; 1 Kor. 15, 45). Przez unię hipostatyczną wprawdzie tylko jedna jednostkowa natura ludzka złączoną została z Bogiem, lecz potencjalnie wszystkie. Chrystus posiadał bowiem odpowiednią moc i powołanie... Dzieło odkupienia, dokonane przez śmierć Chrystusa na krzyżu miało, mimo swej doskonałości, samo z siebie tylko obiektywne znaczenie. Przez zastępczą ofiarę swoją przedstawił Chrystus Ojcu niebieskiemu za upadłą ludzkość przeobfite zadośćuczynienie i nieskończone zasługi. O ile z Nim i w Nim uczyniła to cała ludzkość, była ona jako całość przez to odkupiona; lecz poszczególne osoby otrzymały jedynie możliwość zbawienia. Dla rzeczywistego uwolnienia od grzechów i uświęcenia potrzeba jeszcze, żeby nieskończony skarb zadośćuczynienia i zasług Zbawiciela poszczególnym ludziom został przyswojony. To jest celem dalszych czynności zbawczych Chrystusa, trwających aż do skończenia świata, które On jednak wykonuje w sposób niewidzialny, posługując się pośrednictwem żywych i widomych narzędzi, ludzi osobno do tego wybranych i upoważnionych. Chcąc atoli zbawić człowieka odpowiednio do jego natury, nie daje mu Chrystus zbawienia wyłącznie jako daru, lecz zarazem jako zadanie; człowiek ma osiągnąć własne szczęście nie w sposób czysto bierny, lecz przy własnym współdziałaniu z łaską Bożą, żeby szczęśliwość jego była tym większa. Dlatego musi każdy, kto doszedł do używania władz duchowych, przy pomocy łaski uczynkowej, do otrzymania łaski poświęcającej odpowiednio się przygotować. To jest potrzebne już dla duchowego odrodzenia, które jest niezbędnym warunkiem udziału w owocach odkupienia. Albowiem jak grzech pierworodny przechodzi na tych, którzy w naturalny sposób pochodzą od Adama, tak łaska odkupienia spływa tylko na tych, którzy się z Odkupiciela odrodzili. Odrodzenia tego dokonywa Chrystus, względnie Duch Święty, przez udzielenie nowej wyższej natury, jaką stanowi łaska uświęcająca, dająca uczestnictwo w naturze Boskiej wraz z godnością przybranego synostwa Bożego. Kto chce w tak ścisły stosunek wejść z Chrystusem, musi się wyrzec grzechu i przejąć się przez wiarę i miłość duchem Chrystusowym. Pełniejsze uczestnictwo w łasce Zbawiciela wymaga ukształtowania całego życia według Jego wzoru i przykładu) (nowość)

Ks. Marian Morawski SI. Boże Macierzyństwo (wedle M. J. Scheebena). PDF ) (Boże Macierzyństwo, to dogmat określony na Soborze Efeskim (431), a zarazem sankcja tego oburzenia, jakie przeszło po świecie chrześcijańskim z chwilą, gdy Nestoriusz zaprzeczył Matce Chrystusa prawa do najwznioślejszego tytułu, jakim mianowali i czcili Ją dawni Ojcowie: Theotokos, Boża Rodzicielka. Pius XI uwiecznił liturgiczną pamięć tego soboru, ustanawiając doroczną uroczystość Bożego Macierzyństwa na 11 października. Jest to zarazem nowy wyraz tego stanowiska, jakie Maryja zajmuje w nauce i życiu Kościoła, które odpowiada Jej roli w Boskim planie świata. Jak historia objawienia, tak i dzieje dogmatu chrześcijańskiego związane są z Jej osobą, zwłaszcza dzieje dogmatu chrystologicznego. Już w Składzie Apostolskim znalazła poczesne miejsce obok osób Boskich, a rzecz to znamienna, że trzy pierwsze sobory z kolei określają godność Syna Bożego (Nicejski), godność Ducha Świętego (Carogrodzki), godność Matki Boskiej (Efeski)... Tę ideę zaślubin mistycznych wskrzesił największy zapewne mariolog doby ostatniej, Scheeben, który w związku z tą ideą tak niespożyte zasługi położył dokoła teologicznego uzasadnienia Wszechpośrednictwa Maryi. Otóż to uzasadnienie opiera się u niego na dwu przesłankach: na Bożym Macierzyństwie, oraz na pojęciu Nowej Ewy, jako Oblubienicy Słowa. Scheeben wykazał świetnie, że te dwa pojęcia: Dziewicy-Matki Chrystusa i Oblubienicy Słowa Bożego są ściśle ze sobą związane i nader szczęśliwie się uzupełniają... Z tego już rozważania Macierzyństwa Bożego pod względem fizycznym wynika dowodnie, w jakim błędzie są protestanci, którzy całą rolę Maryi ograniczają do wydania na świat Chrystusa, nie wnikając głębiej w konsekwencje teologiczne tej choćby koncepcji. – Łączy się zresztą ten pogląd z pojęciem łaski u dawnych protestantów. Jak człowiek względem łaski ma się tylko biernie, jak glina w ręku garncarza, tak i Maryja jest dla nich najwyżej gliną podatną w rękach Stwórcy, z której ukształtował człowieczeństwo Chrystusa. Przeciwnie, ze stanowiska katolickiego należy stwierdzić, że Macierzyństwo Boże wynosi Maryję do porządku nie tylko nadprzyrodzonego, ale poniekąd do niedościgłej sfery hipostatycznej, ma bowiem charakter nie przypadłościowy jedynie, jak wszelka łaska, ale substancjalny, i to w samej naturze macierzyństwa, nie zaś w czynnikach nadnaturalnych, uzasadniony. Przez to samo można Dziewicę Niepokalaną nazwać prawdziwie istotą niebiańską, bo naturalnie pokrewną jest Boskiej osobie swego Syna, a powinowata Bóstwu samemu... Na podobieństwo pierwszej Ewy, przejrzana od wieków Oblubienica Słowa, z boku Nowego Adama, Chrystusa utworzona, bo jest pierwszym i najdojrzalszym owocem Jego Odkupienia – i w tym właśnie prototypem Kościoła – staje przy Nim jako "pomoc podobna Jemu", i jako taka ma wtórny udział w zwycięstwie nad odwiecznym wrogiem ludzkości i wrażymi potęgami grzechu i śmierci, przez swe Niepokalane Poczęcie i chwalebne Wniebowzięcie) (nowość)

Ks. Marian Morawski SI. Dogmat piekła. PDF ) (Podobnie, jak chrześcijaństwo nie jest tylko religią krzyża, lecz przeważającego już w tym życiu wesela – zapytajmy o to świętych, a choćby zwyczajnych wiernych, pełniących swe obowiązki religijne – tak też piekło nie jest przedmiotem wiary odosobnionym od innych, lecz koniecznym i nader skutecznym ich poparciem, przeciwstawieniem i uzupełnieniem. Dante w tym właśnie poczuciu chrześcijańskim kładzie na wrotach piekła napis: fecemi la divina potestate, la somma sapienza e il primo amore, "uczyniła mię Boża potęga, najwyższa mądrość i miłość najpierwsza". Tak po prostu wyraża się poczucie chrześcijańskie, które nie gorszy się z dzieł Najwyższego, "nie myśli złego, ale się weseli z prawdy", nie wyjąwszy i tej. Płomienie dobroczynne piekła iluż to zagrzały do miłości Bożej! Nie jest to paradoksem, że dla olbrzymiej większości ludzi, nie wyjąwszy świętych, nie byłoby nieba, gdyby nie ich żywa wiara w piekło. Wszak posiadamy ich świadectwa. Miłosierdzie, znoszące piekło, nie zrodziło się z miłości Bożej, to zupełnie pewne, lecz z pobłażania dla tego, co Bóg ma w nienawiści – a piekło nie jest nawet dostatecznym tej nienawiści wyrazem – tj. dla grzechu. Fryderyk Ozanam słusznie dziwi się tym, którzy mniemają, że posiadają więcej miłości bliźniego i miłosierdzia, niż święci, jak np. ludzki bardzo św. Augustyn – powiedzmy niż Chrystus, niż sam Bóg... Właściwym wyrazem na oznaczenie piekła jest gehenna... Z nazwy, która, rzecz prosta, może być tylko słabym obrazem rzeczywistości, przejdźmy do istnienia tej rzeczywistości, tj. piekła wiekuistego. Niepopularny to dogmat. Kościół, jak po wsze czasy miał nadludzką śmiałość być sumieniem ludzkości, sumieniem nieprzedajnym, bezkompromisowym, tak też z iście nadprzyrodzoną odwagą obstawał przy powierzonym sobie skarbie objawienia Bożego, nie wyjąwszy i tego kamienia obrazy, jakim jest dla "humanitaryzmu" dogmat sankcji wiekuistej. Sekty od Kościoła oderwane dawno się go pozbyły, nie chcąc razić zbytnio swych wyznawców lub pragnąc zjednać nowych kosztem tanich kompromisów. Mieliśmy świeży dowód tego na Hodurowcach, którzy wraz z celibatem znieśli i dogmat kary wiecznej. Otóż właśnie prawda o piekle w dziejach Objawienia Bożego od początku i stale przejawia się jako podstawa porządku moralnego i nadprzyrodzonego. Aby się o tym przekonać, wystarczy krótki przegląd odnośnych danych Pisma św. i podania chrześcijańskiego... Niedwuznaczne dane Pisma św. stanowią niewzruszoną podstawę, na której opiera się Podanie chrześcijańskie, przekazywana z wieku na wiek nauka Ojców Kościoła i późniejsza spekulacja teologiczna. Wiekuiste potępienie tych, co w niezgładzonym grzechu ciężkim schodzą z tego świata, to prawda fundamentalna etyki chrześcijańskiej, nigdy niezadawniona ani przyćmiona nawet w świadomości Kościoła powszechnego. Zdarzały się dyskusje co do pewnych szczegółów, których Pismo św. nie podaje, jako to co do miejsca piekła, charakteru kary zmysłowej, chwili jej rozpoczęcia, losu dzieci nieochrzczonych, lecz sama istota sankcji wiekuistej nigdy ze strony prawowiernych nie była podawana w wątpliwość. W tym znaczeniu nie można też mówić o historii tego dogmatu, historie natomiast mają błędy, zaprzeczające istnieniu kary wiecznej, historyczną też jest opozycja Kościoła przeciwko zakusom herezji i spekulatywne pogłębienie samego dogmatu) (nowość)

Ks. dr Antoni Trznadel. Co stanowi prawdziwą wartość człowieka? PDF ) (Po czymże więc poznać wartość człowieka? – Oto po tym kryterium, któreśmy przytoczyli powyżej: z owoców ich poznacie je. Najlepszym świadectwem człowieka jest to, które człowiek sam sobie wydaje, – jest to świadectwo wypisane nie słowem, lecz czynem. Na to świadectwo, jako na dowód Swego Boskiego posłannictwa, powoływał się Pan Jezus, gdy rzekł: same uczynki, które ja czynię, świadczą o mnie, iż mię Ojciec posłał (Jan V, 36). Tę miarę, jako miarę wartości człowieka wobec Boga, stawia religia chrześcijańska. Chrystus Pan powiada: Nie każdy, który mówi: Panie, Panie, wnijdzie do królestwa niebieskiego, ale który czyni wolę Ojca mego, który jest w niebiesiech, ten wnijdzie do królestwa niebieskiego (Mt. VII, 21). To samo powtarza za Mistrzem św. Paweł: którzy zakon czynią, będą usprawiedliwieni (Rzym. II, 13), a św. Jakub w krótkich, ale treściwych słowach odzywa się do pierwszych chrześcijan: Bądźcie czynicielami słowa (tj. nauki Chrystusowej), a nie słuchaczami tylko (Jak. I, 22). Według tej miary ocenimy należycie wartość człowieka nie tylko wobec Boga, ale i wobec społeczeństwa; ten najwięcej wart, kto dla chwały Bożej, a dla dobra ludzi, najwięcej zrobił. Chcąc tedy poznać wartość człowieka, nie zważajmy ani na jego powierzchowność, ani na rysy twarzy, ani na jego formy, ani też nie zadawalajmy się oceną jego talentu, ale patrzmy na jego czyny; człowiek o tyle więcej jest wart, o ile więcej jest człowiekiem czynu. Zachodzi teraz pytanie, czego potrzeba, aby być człowiekiem czynu, czyli które najważniejsze czynniki składają się na takich ludzi. Oto czynnikami tymi oprócz talentu, o którym już mówiliśmy, są: prawy charakter, takt, wyższy pogląd i energia) (nowość)

Bp Donald J. Sanborn. Przepowiednie o końcu świata. Kazanie wygłoszone w Ostatnią Niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego (24. XI. 2019 r.) w Londynie, w kaplicy św. Edmunda. PDF ) (Żyjemy w czasach post-chrześcijańskiego pogaństwa, które jest o wiele gorsze od pogaństwa przed chrześcijaństwem, jest znacznie gorsze, znacznie bardziej wyrachowane i zgubne. Jeśli chodzi o znaki zapowiadające te wydarzenia to też są bardzo podobne. Znaki zapowiadające zburzenie Jerozolimy i koniec świata są takie same: wielkie prześladowanie wierzących, pojawienie się fałszywych proroków i fałszywych Chrystusów, a w końcu Antychrysta i ohyda spustoszenia w Miejscu Świętym. Właśnie mieliśmy bożka Pachamamę w Miejscu Świętym w Rzymie. Coś o czym nikt by nie pomyślał, że mogłoby mieć miejsce, że bożki, idole, idolatria będzie sprowadzona do bazyliki św. Piotra. Ale to się naprawdę wydarzyło. W Starym Testamencie "ohyda" zawsze oznaczała idolatrię, więc mamy ohydę spustoszenia w Kościele i w społeczeństwie – wszędzie mamy spustoszenie.  Ohyda spustoszenia to te bożki w bazylice św. Piotra, w tym budynku konsekrowanym na chwałę Bożą, który stanowi centrum rzymskiego katolicyzmu, w tym budynku miało miejsce bałwochwalstwo) (nowość)

Ks. Anthony Cekada. Witajcie na tradycyjnej, łacińskiej Mszy świętej. PDF ) (Jeżeli wzięliście do rąk niniejszą broszurkę, to prawdopodobnie zadajecie sobie czasem pytania dotyczące tradycyjnej Mszy świętej oraz tego, dlaczego niektórzy katolicy na nią uczęszczają. Być może, właśnie po raz pierwszy uczestniczyliście w tradycyjnej Mszy świętej. Może dyskutowaliście o sytuacji w Kościele z katolickim przyjacielem, który uczęszcza na "łacińską Mszę". Albo może zawędrowaliście do kościoła, w którym odprawiana jest tradycyjna Msza. Najbardziej uderzającą cechą tradycyjnej Mszy świętej – dla ludzi, dla których jest ona nowym doświadczeniem – jest jej język: łacina. Są oni również zachwyceni pięknem ceremonii, jak i tym, że jej obrzędy przywołują na pamięć obrazy minionych wieków. Jednakże łacińskie, piękne ceremonie i nostalgia za "dawnymi czasami" nie są głównymi powodami, dla których zachowaliśmy tradycyjną Mszę św. Naszym celem jest raczej zachowanie integralności katolickiej doktryny i pragnienie składania Bogu czystej i pełnej najwyższego uwielbienia ofiary. W tradycyjnej łacińskiej Mszy w przeciwieństwie do współczesnej (czyli "Nowej Mszy") ten cel zostaje osiągnięty. Mamy nadzieję, że to, co znajdziecie w tej broszurce pozwoli Wam dowiedzieć się czegoś więcej o katolikach, którzy uczęszczają na tradycyjną łacińską Mszę. Będziemy się modlić, abyście dzięki łasce Bożej i wstawiennictwu Najświętszej Maryi Panny, mogli stać się jednymi z nich oraz abyście całym swym życiem wyrażali wierność tradycji katolickiej, do czego wzywa nas św. Paweł Apostoł: "bracia, stójcie, a trzymajcie się podań, których się nauczyliście" (fratres, state, et tenete traditiones quas didicistis). (Por. II Tes. 2, 15)) (nowość)

Bp Mark A. Pivarunas CMRI. Przesłanie Matki Bożej w Fatimie ratunkiem dla świata. PDF ) (Rozwiązanie problemów świata przekazała nam Matka Boża w Fatimie w 1917 roku. Podane przez Nią rozwiązanie nie straciło obecnie ani na aktualności, ani na znaczeniu – tak naprawdę, dotyczy naszej sytuacji bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości. Najświętsza Maryja Panna uroczyście oświadczyła, że przyszła prosić ludzkość o poprawę i zaprzestanie obrażania Boga, już tak bardzo obrażanego. Opłakiwała zatratę dusz w piekle i napominała o składanie modlitw i ofiar za nawrócenie biednych grzeszników. W szczególności zwróciła uwagę, że więcej dusz idzie do piekła z powodu grzechów cielesnych niż z jakiegokolwiek innego powodu i że pojawią się na świecie pewne zachowania i mody, które bardzo obrażają Jej Boskiego Syna. Ostrzegała również, że Rosja rozszerzy swoje błędy, a wtedy, w 1917 roku, nikt nie wyobrażał sobie, co miało się wydarzyć w Moskwie wraz z rewolucją bolszewicką kierowaną przez komunistycznych rewolucjonistów – Lenina i Trockiego. Wiemy również, że Nasza Najświętsza Matka powierzyła dzieciom z Fatimy tajemnicę, która miała być ujawniona w 1960 roku. Nie lekceważmy znaczenia tego roku 1960. Lata sześćdziesiąte to okres radykalnych zmian nie tylko w społeczeństwie, lecz także, co ważniejsze, w Kościele. Wraz z pojawieniem się Vaticanum II promulgowano błędy, które Kościół katolicki już wcześniej potępił w nauczaniu papieży na soborach powszechnych. Aby wymienić kilka błędów Vaticanum II, to fałszywy ekumenizm i religijny indyferentyzm zostały wyraźnie potępione przez Papieża Piusa IX w Syllabusie błędów oraz przez Papieża Piusa XI w encyklice Mortalium animos. Oprócz ogłoszenia potępionych nauk, po Vaticanum II w 1969 r. pojawił się nowy porządek Mszy (który już na wstępie oficjalnie określał Mszę luterańską definicją), który jest liturgią nie posiadającą charakteru ofiary przebłagalnej. Dlatego też, kardynałowie Ottaviani i Bacci publicznie stwierdzili, że Novus Ordo Missae stanowi uderzające odejście od katolickiej Mszy zdefiniowanej przez Sobór Trydencki... Musimy teraz bardziej niż kiedykolwiek wsłuchać się w przesłanie Matki Bożej w Fatimie! Poprawa życia, modlitwa i ofiara za grzeszników, codzienne odmawianie różańca i uciekanie się do Jej Niepokalanego Serca jako schronienia w tych niespokojnych czasach) (nowość)

Ks. Stanisław Załęski SI. Walka Papieża św. Grzegorza VII w obronie wolności Kościoła. PDF ) (Przez lat blisko 40 Hildebrand już to jako kardynał i archidiakon Kościoła rzymskiego, już to jako papież dąży do urzeczywistnienia idei rzeczypospolitej chrześcijańskiej, pod hegemonią rzymskich papieży. Respublica christiana nie była pojęciem obcym X i XI wiekowi, ale rozumiano przez to przede wszystkim społeczeństwo świeckie skonfederowanych książąt pod wodzą cesarza, albo federację księstw i państewek pod egidą cesarstwa. Wyzyskali to pojmowanie rzeczy cesarze frankońscy i powoli rzeczpospolitę chrześcijańską przekształcali na imperium romanum, na cezaryzm, któremu jak ongi za Oktawiana Augusta, ulegać ma i najwyższe kapłaństwo, pontyfikat i Kościół. W myśl Hildebranda wszystkie ludy chrześcijańskie, tworzyć miały jedną wielką rodzinę, uznającą papieża za głowę swoją i przedstawiciela Chrystusowego, a książęta, króle i cesarze jako zwierzchnicy różnych gałęzi tej wielkiej rodziny poddani być mieli supremacji papieża, iżby między nimi a Stolicą świętą zapanował stosunek podobny do stosunku wasali do swego suzerena. Myśl ta niebyła utopią, opierała się ona na ówczesnych urządzeniach polityczno-społecznych, a w gruncie rzeczy nie była czym innym, jak przywróceniem zasady prawo przed siłą, zamiast zaprowadzanej przez frankońskich cesarzy maksymy: siła przed prawem. Toteż myśl ta stała się rzeczywistością; przez 300 lat papieże dzierżą w ręku ster spraw świata imperii reipublicae christianae; nic się bez przemożnej a dobroczynnej ich przewagi nie stało, są rozjemcami królów, obrońcami uciśnionych, powaśnione narody nakłaniają do zgody i wiodą je w bój wzniosły, ascetyczny, bo dla idei uwolnienia ziemi świętej z rąk pohańców, pielęgnują nauki, tworzą akademie i coraz to nowe instytucje cywilizacyjne, wysyłają misjonarzy do pogańskich ludów i nowe Kościołowi i Chrystusowi zdobywają krainy: są w całym słowa znaczeniu mentorami książąt, edukatorami ówczesnych społeczeństw, ojcami chrześcijaństwa. Podwaliny do tej wielkości prymacjalnej Stolicy św. Piotra, w której pewna szkoła historyków nic, oprócz ambicji i chęci tyranizowania sumień ludzkich dopatrzeć się nie umie, położył Hildebrand, Grzegorz VII... Cóż się działo z Grzegorzem VII? Opuścił co prędzej niewdzięczne miasto, rozżalony wielokrotną zdradą Rzymian, zbolały ruiną Rzymu, która jako prędka kara w ślad za zdradą nastąpiła, i zamieszkał w Salernie. Tu w jesieni 1084 r. odbył synod, na którym po raz trzeci wyklął Henryka i antypapę Wiberta. Legatów swoich wyprawił do Niemiec, aby klątwę ogłosili, a do biskupów i książąt i ludów rozesłał przez nich list okólny, dający miarę o wielkości cierpień jego duszy, list testamentarny, bo ostatni w jego życiu. Poczyna on się od słów Psalmu: "Quare fremuerunt gentes et populi meditati sunt inania. Reges terrae et principes convenerunt in unum adversus Dominum et adversus Christum ejus... Nie dla innych powodów podnieśli rękę na nas, jak tylko, żeśmy na niebezpieczeństwa Kościoła nie milczeli, i nie dopuścili, aby Kościół, oblubienica Chrystusowa, stał się niewolnicą... Prawdziwa wiara, którą Chrystus nauczał, biada nam, prawie z gruntu wywrócona, pośmiewiskiem się stała żydów, saracenów i pogan. Żydzi bowiem i poganie zachowują swój zakon, ale my chrześcijanie niewolnikami jesteśmy naszych pożądliwości i nie troszczymy się wcale o zbawienie nasze w tym i przyszłym życiu... Codziennie tysiące wojowników idzie na śmierć za sprawę swego świeckiego pana. Dla Boga i Zbawcy naszego nikt nie odważy swego życia, owszem, boją się, aby nie ściągnęli snadź na siebie gniewu niektórych potentatów świata. A gdy się znajdzie kilku, którzy z miłości prawa Bożego opór stawią nikczemnikom, to właśni ich bracia opuszczą ich haniebnie, a nadto okrzykną ich jako niemądre zapalone głowy. ...Odkąd na Stolicy Apostolskiej zasiadłem, zawsze starałem się o to, aby Kościół był wolny, czysty i prawowierny. Tego nie chciał ścierpieć stary nieprzyjaciel (szatan) i uzbroił wszystkie swe sługi przeciwko nam tak, że nad Kościołem rzymskim zawisło prześladowanie, jakiego od czasów wielkiego cesarza Konstantyna nikt nie pamięta. A więc bracia moi, posłuchajcie uważnie co wam powiem: Wszyscy chrześcijanie wierzą i wiedzą, że Piotr św., książę Apostołów, ojciec wszystkich wierzących, najwyższy pasterz po Chrystusie, a święty rzymski Kościół matką jest i mistrzynią wszystkich innych kościołów. Jeżeli więc wierzycie to i wyznajecie, to proszę i nakazuję wam, dopomóżcież na Boga ojcu waszemu i matce waszej, jeżeli pragniecie za ich pośrednictwem otrzymać teraz i na przyszłość odpuszczenie grzechów, łaskę i zbawienie"... Grzegorz VII materialnie uległ, moralnie zwyciężył; pokonany od wroga, opuszczony od swoich, umarł tułaczem a jednak na grobie jego wolność Kościoła zakwitła, duchowa potęga jego owładnęła króle i książęta, ludy i narody, i przez wieki całe dzierżyła rząd duchowny w rzeczypospolitej chrześcijańskiej. I Pius IX zwyciężony od wojsk piemonckich i masonii, ogołocony z mienia, opuszczony od państw katolickich umiera "więźniem w Watykanie". Nie weselsza jest dola Leona XIII, ale te materialne straty są moralnym zwycięstwem, bo Stolica święta to instytucja Boża i duchem Bożym rządzona, na prawdzie oparta i prawdę głosi, i naprzeciw hasłu starorzymskiego państwa wskrzeszonego dzisiaj: siła przed prawem, stawia zasadę i broni jej dzielnie: prawo przed siłą. W ludach i narodach tkwi, jak słusznie powiedział Tertulian, anima naturaliter christiana, to znaczy zmysł moralny i sumienie, i dlatego prawda i prawo ma dla nich i zawsze mieć będzie urok i powab nieprzezwyciężony; mogą one chwilowo dać się oszołomić wielkością starorzymskiego państwa opartego na sile, które wiek XIX wskrzesić usiłuje, mogą dać się porwać prądem nowatorskich doktryn coraz to śmielszych w negacji, ale wcześniej czy później ocknie się w nich moralne poczucie prawa i słuszności, przemówi sumienie, przyjdą więc i przylgną do ojca chrześcijaństwa i matki wszystkich wierzących, do namiestnika Chrystusowego i do Kościoła, który im to prawo przed siłą zawsze wskazywał, głosił, za obronę jego cierpiał i walczył – i zawsze zwyciężał) (nowość)

Ks. Julian Feliński. Bóg i wolność. PDF ) (Nie ma podobno człowieka na ziemi, któryby nie chciał być wolnym. Rozumiemy potrzebę mądrego swej wolności użycia, poddajemy więc swoją wolę pod jakieś prawa moralne, ale nie chcemy w żadnym razie przymusu, niewoli. I czyż nie słuszne to pragnienie? Czyż nie sam Bóg obdarzył nas rozumem, byśmy się nim w czynnościach swych rządzili, a tym samym działali z przekonania, z wyboru wolnej woli, a nie pod naciskiem przemocy? Czyż niewolnicza bojaźń nie jest pobudką niemoralną, hańbiącą?... Czyż nawet wolność ludzi dobrej woli, wolność czynienia tego co sprawiedliwe, co święte, nie może być osiągnięta na ziemi? Czy nawet jej pragnienie mamy z serca wyrzucić, kładąc je w poczet owych chorobliwych zachceń, którym im więcej dogadzamy, tym więcej powiększamy chorobę? Czy mamy przeto w biernej rezygnacji patrzeć na panowanie złego, i tylko mniejsze złe wybierać, aby większego uniknąć? A jeśli jest ratunek, to gdzie, na jakiej drodze? Na te pytania odpowiada nam Kościół, że wolność zgodna z wysokim przeznaczeniem człowieka, pragnieniom nieskażonego serca w pełni odpowiadająca, nie jest bynajmniej urojeniem. Bóg ją dał człowiekowi w chwili jego stworzenia, dla niego i dla jego potomków aż do skończenia świata, pod warunkiem dobrego jej użycia. Skutkiem grzechu człowiek rychło ją spaczył, ale przez łaskę Zbawiciela może na powrót odzyskać, choć nie bez trudu i bólu. W najszlachetniejszej części swej istoty, w duszy własnej, każdy z nas może się stać doskonale wolnym przez ścisłe z Bogiem zjednoczenie niezależnie od okoliczności zewnętrznych; z tej zaś duchowej wolności jednostek rodzi się miłość braterska i jednomyślność, na których się opiera wolność w życiu społecznym. Gdyby więc grzech nie był zapanował na ziemi, lub gdyby znowu całkiem z niej ustąpił, ludzkość cała przedstawiałaby nam rzeczywiście obraz społecznej wolności, podobny temu, jakiśmy wyżej nakreślili. A że grzech nie jest bezwzględną koniecznością, przeto i wolność powszechna nie jest niepodobieństwem. Byłoby to Królestwo Boże w pełni ziemskiego rozwoju, spełnianie woli Bożej jako w niebie tak i na ziemi. Wszak mamy rozkaz modlić się o to nieustannie, a modlimy się o to tylko, co być może; więc tak z pewnością być może, a nawet być powinno. Czy istotnie kiedy tak będzie przed skończeniem świata? Czy przyjdzie taka chwila, iżby już grzechu nie było i wszyscy ludzie bez wyjątku zupełnej używali wolności? Tego nam Bóg nie objawił, próżnym więc byłoby przenikać tajemnice przyszłości. Przypowieść o pszenicy i kąkolu, które róść mają razem aż do czasu żniwa, równie jak inne wskazówki każą nam raczej przypuszczać, że źli i dobrzy będą razem do końca świata; wolność zaś synów Bożych wtedy dopiero w pełni nastąpi, gdy Pan Bóg nowe niebo i nową ziemię dla nich stworzy. (Rzym VIII, 21; 2 Piotr. III, 13; Obj. XXI, 1)) (nowość)

Ks. Józef Archutowski. Encyklika w 1500 rocznicę św. Hieronima. PDF ) (30 września 1920 r. Kościół katolicki czcił 1500 rocznicę największego swego Doktora i tłumacza Pisma św. na język łaciński – Sofroniusza Euzebiusza Hieronima. Z powodu tej rocznicy Ojciec święty Benedykt XV wydał encyklikę, rozpoczynającą się od słów Spiritus Paraclitus. Fakt to nadzwyczajny, a posiada nader doniosłe znaczenie. Jak wydana przed kilku laty przez papieża Piusa X encyklika dla uczczenia św. Karola Boromeusza miała na celu zachęcić świat katolicki do reformy, wzorowanej na działalności tego świętego biskupa, tak również ogłoszona obecnie encyklika Spiritus Paraclitus ma na celu przypomnieć i zachęcić do umiłowania i badania ksiąg świętych – tego skarbu niebieskiego, w którym zawarte jest objawienie Boże. Życie i działalność św. Hieronima są w niej uwzględnione jako podkład i jednocześnie jako wzór do naśladowania dla dzisiejszych pokoleń. Nie ulega wątpliwości, że jak księgi Pisma św. są dowodem miłości i opatrzności Bożej względem ludzkości, tak również dziełem Bożym jest wzbudzanie mężów świętych i uczonych, którzy te skarby niebieskie swymi badaniami wyjaśniali i dawali nam dokładne ich rozumienie. Do tych mężów opatrznościowych należał też i Hieronim, któremu za jego przekład Pisma św. na język łaciński, jak również za prace egzegetyczne potomność dała słusznie tytuł Największego Doktora. Chwałą i uznaniem cieszył się on już u współczesnych; tym bardziej cieszy się nimi u późniejszych i dzisiejszych badaczy biblijnych. Św. Augustyn nazywał go najuczeńszym mężem, Sulpicjusz Sewerus – mężem najbardziej katolickim i najlepszym znawcą ksiąg świętych; Erazm Rotterdamski dawał mu zaszczytny tytuł – księcia teologów (princeps theologorum), a Kościół katolicki w modlitwie na 30 września przepisanej nazywa go "w wykładaniu ksiąg świętych Największym Doktorem") (nowość)

Ks. Jan Rostworowski SI. Świętego Roberta Bellarmina historyczne znaczenie i naukowe dzieło. PDF ) (Czy świadomie czy nieświadomie oddawali się złudzeniom pierwsi twórcy Reformacji, postawione przez nich zasady musiały konsekwentnie pochłonąć to wszystko, co chcieli zrazu uratować i zatrzymać: natchnienie Pisma świętego, Bóstwo Chrystusowe, odkupienie i łaskę, dogmat Trójcy i cały Skład Apostolski aż do wiary w osobowego Boga włącznie. W założeniach luteranizmu tkwił od początku ten bezgraniczny naturalizm liberalnego protestantyzmu dni dzisiejszych, który jest literalnie wysterylizowany z wszelkiego pozytywnego chrześcijaństwa. A jeśli gdzie jeszcze coś zostało z dogmatycznej czy etycznej nauki Chrystusowej, to zostało przez czystą niekonsekwencję, przez zaszczepienie na organizmach ewangelickich społeczności religijnych podstawowych zasad znienawidzonego katolickiego Kościoła... Zrozumiał więc Bellarmin, że do tych umysłów, dla jakich on przeznaczał swe Kontrowersje, trzeba było przemawiać inaczej. Zamiast dźwigać ich myśli od razu na najwyższe szczyty, aby z tych szczytów dopiero schodzić w bliskie doświadczeniu dziedziny, trzeba było im pokazać w tym świecie, który bezpośredniej obserwacji ich podlegał, jakąś potężną a łatwą do skonstatowania realizację nadprzyrodzonego porządku, która mogłaby służyć za punkt wyjścia do wszystkich dalszych nadprzyrodzonych poznań. Otóż tą rzeczywistością, bliską doświadczeniu, a jednak skupiającą w sobie wszystkie znamiona nadprzyrodzonego Bożego dzieła, jest dla Bellarmina Kościół. Jak cały bunt reformatorów uderzał wreszcie przede wszystkim w Kościół, tak dla niego Kościół jest dogmatem bezwzględnie centralnym, do którego odnoszą się w dziedzinie poznania wszystkie inne prawdy i rzeczywistości wiary. Chrystus jest dlań przede wszystkim głową Kościoła – w tym oświetleniu, omawiając Bóstwo Chrystusowe, traktuje o Bogu samym – łaska we wszystkich swych formach jest mu życiem Kościoła, sakramenty działalnością Kościoła, czyściec inną fazą istnienia Kościoła, niebo ostatecznym kresem ewolucji Kościoła, jednym słowem, koło Kościoła skupia się wszystko, a ten Kościół nie jest gdzieś daleko, w niepochwytnej sferze abstrakcji, tylko tu, na ziemi, mówiący o sobie tysiącem oczywistych dowodów, że jest istotnie dziełem działającej w naszym zjawiskowym świecie ręki Bożej... Ale po wtóre w samym ujęciu owego centralnego dogmatu Kościoła jest coś, co u Bellarmina nas szczególnie uderza. Oto, gdy przystępuje do traktatu o Kościele, myśl jego nie spoczywa najpierw ani na całej społeczności wiernych jako takiej, ani nawet na hierarchii owych "pasterzy i doktorów", których, wedle św. Pawła, dał Chrystus Kościołowi, aby mu byli ostoją prawdy. Dla wielkiego polemisty pierwszą i najważniejszą, logicznie i ontologicznie główną częścią Kościoła jest papież. Jak Chrystus w swej uroczystej zapowiedzi, danej Piotrowi w okolicy Cezarei Filippeńskiej, buduje cały Kościół swój na papieżu, chcąc żeby niejako z papieża wyrastał, tak Bellarmin całą rzecz o Kościele zaczyna od papieża, upatrując w papieżu, bezpośrednio opartym o Chrystusa, żywe źródło wszystkich sił i przymiotów i władz, jakie Kościołowi z woli Bożej przysługują... Bellarmin zrozumiał, że to ogromne pojęcie o papieżu, które sobie urobił i na niezmiernie potężnych dowodach ugruntował, nie może mieć wewnętrznej logiki i całkowitości, jeżeli ten najwyższy zwierzchnik i ta jedyna kolumna całego gmachu Kościoła nie ma zapewnionej sobie przez Boga nieomylności doktrynalnej, w urzędowym znaczeniu osobistej. On pojął, że tego dogmatu nieomylności bezwzględnie żąda i cały plan wewnętrzny dźwigniętej przez Chrystusa budowy i cała trwałość Królestwa Bożego na ziemi i cała harmonia funkcyj kościelnego organizmu. Papież musi być nieomylny – to postanowił sobie za wszelką cenę udowodnić, jakiekolwiek wywołałoby to żale i gniewy) (nowość)

Ks. proboszcz Jan Krysiński. Świętość i wiedza kapłana. PDF ) (Sama świętość jeszcze nie czyni kapłana plenum vas electionis. Gdyby sama świętość wystarczyła, można by ostatecznie na ambonę i do katechezy posłać prostego człowieka. Bez świętości kapłan jest nie dobry i niegodny swego stanu, ale bez wiedzy teologicznej staje się nieużytecznym. Kapłan musi multa studere, aby mógł vera docere. Dlaczego? Najprzód ze względu na Boga. Nieumiejętność kapłana jest wprost obrazą Majestatu Bożego. Kapłan bowiem jest posłańcem Bożym, przedstawicielem Boga w Jego królestwie na ziemi. Na przedstawicieli u państw zagranicznych wybiera się tylko najzdolniejszych mężów, którzy swoją wiedzą i roztropnością potrafią mocarstwom zaimponować i przez to od nich wymusić poważanie dla ojczyzny swojej. Kształcenie kapłana jest koniecznością ze względu na powagę Kościoła. Wrogowie Kościoła aż zanadto wysilają się w walce o zdobycie hegemonii na polu wiedzy i tak chętnie chcieliby zarzucić duchowieństwu katolickiemu ciemnotę i obskurantyzm. Jesteśmy świadkami, ile niechrześcijańskich inteligentów ofiaruje dzisiaj fałszywej nauce umysł i serce, aby jej utorować drogę do zwycięstwa. To jest pewne, że nieumiejętność kapłana w dzisiejszych czasach rewolucji umysłowej nie przyczyni się do podniesienia powagi Kościoła, ale łatwo jego autorytet u niewierzących obniży. Największe zło pojawiło się w Kościele, że przeciwnicy posiadali większą wiedzę od kapłanów. Nie bez przyczyny powiedział św. Franciszek Salezy, że Sacra doctrina jest ósmym sakramentem dla kapłana... Oczywiście nie od samej wiedzy kapłana zależy zbawienie jego i dusz jemu powierzonych. Już niejedne świeczniki nauki teologicznej padły ofiarą pychy i niedowiarstwa i wprowadziły w błąd cały szereg wiernych ludzi. Ci nieszczęśliwi kapłani zdobywali wiedzę, ale zaniedbywali modlitwy i uświęcenie siebie. Wiedzę ma też diabeł, mówił Pius X. Kapłan powinien łączyć w sobie obie zalety, być uczonym i świętym kapłanem. Kapłanowi bardzo jest potrzebna wiedza, ale jeszcze więcej świętość. Powiedział Ojciec św. Leon XIII: "Dajcie mi całą armię świętych matek, a ja zwyciężę świat". Jest w tym dużo prawdy. Ale śmiem twierdzić, że dzisiaj tylko armia świętych i umiejętnych kapłanów może uratować ludzkość przed ostatecznym upadkiem, gdyż świętych matek jest mało. Będzie ich na pewno więcej, jeżeli kapłani słowem i życiem swoim do świętości je pociągną. Zwycięstwo Kościoła katolickiego zawsze zależało od świętości i wiedzy kapłanów, od ich podobieństwa z Chrystusem, który w kapłanach żąda sobie podobnych narzędzi, aby przez nie działać przeciw duchowi zepsutego świata. Nie zewnętrznym blaskiem ani ogniem i mieczem, ale świętością i uczonością kapłanów może być zwyciężony antychrześcijański duch, który dzisiaj rządzi światem. Wiedzą i świętością Chrystus Pan pokonywał swoich nieprzyjaciół i zyskiwał sobie zwolenników i słuchaczy. Dopiero świętość uczonych Franciszków, Wincentych, Ignacych, Dominików umiała położyć tamę zgniliźnie moralnej i niedowiarstwu ówczesnego społeczeństwa i spowodować zwrot do miłości Boga i bliźniego) (nowość)

X. W. K..... W. Pesymizm czy optymizm? PDF ) (Nieraz się smucimy dlatego, że zbyt powoli zdobywamy serca ludzkie pomimo wielkiej gorliwości i pełnego poświęcenia. Oczywiście bywają nagłe nawrócenia, ale czyż częściej nie widzimy powolnego powrotu do domu ojcowskiego, jak go nam pięknie kreśli Chrystus Pan w przypowieści o synu marnotrawnym? Nie zapominajmy o tym, że Pan Jezus jest głębszym teologiem od nas. Kwas ewangeliczny powoli w ciągu wieków przeniknął świat. Zbyt optymistycznie patrzymy na wieki pierwszych chrześcijan i na wieki późniejsze. Obfite były wprawdzie owoce działań Apostołów, ogromne zdobyli Apostołowie przestrzenie, ale czy to były gminy rzeczywiście wielkie? Czy i tam nie było już kąkolu? Jakże opornie szła czasem praca! Gdy nam więc smutno na sercu, czytajmy listy św. Pawła, kazania średniowieczne, a stwierdzimy, że zawsze były skaliste serca, ludzie twardego karku. Lecz, może ktoś zauważy, dzisiaj wiele, tak bardzo wiele zła, tyle obrazy Bożej, a tak mało chwały Pana Najwyższego. Bezwątpienia jest wiele złego, niemniej trzeba przecież przyznać, że jest i wiele chwały Bożej... A ileż chwały i siły zadosyćczyniącej płynie chociażby z jednej Ofiary Mszy św.! Ku temu obrazowi światła i piękna zwróćmy oczy swe. Wpatrujmy się w całość wspaniałej budowy Kościoła Chrystusowego, a wzrośnie w nas zdrowy optymizm, płynący ze słów Zbawiciela: Ufajcie, jam zwyciężył świat!) (nowość)

Ks. Dr Aleksander Żychliński. Łaska uświęcająca a mistyczne Ciało Chrystusa. PDF ) (Chrystus jako Bóg-Człowiek jest wedle głębokiej nauki św. Pawła Głową owego wielkiego organizmu mistycznego, jakim jest Kościół. Bóg Ojciec "Jego dał, by był głową nad wszystkim Kościołem, który jest ciałem Jego, i pełnością Tego, który wszystko we wszystkich napełnia" (Efez. 1, 22-23). Chrystus jest głową mistycznego ciała mocą pełności łaski uświęcającej, jaką posiada Jego dusza połączona hipostatycznie ze Słowem Bożym; my zaś stajemy się członkami tego ciała mistycznego, kiedy "z pełności Jego bierzemy wszyscy, i łaskę za łaskę" (Jan 1, 16). Albowiem ta sama łaska, która uświęca człowieczeństwo Chrystusa, sprawia, że uświęca On innych jako głowa Kościoła (III, qu. 8, a. 5)) (nowość)

"Unia Apostolska". X. J. .......k. Umiejętność modlenia się. PDF ) (Jedną z przyczyn niedoskonałej modlitwy naszej jest modlitwa do Boga, ale bez Boga. Modlimy się, ale tylko wysiłkiem własnym bez szukania pomocy Bożej w tej czynności prawdziwie nieziemskiej jaką jest modlitwa. Wysiłek nasz modlenia się musi być wspartym łaską Bożą, dlatego przed modlitwą musimy się skupić należycie, skierować myśli do Boga i wezwać pomocy Bożej, aby modlitwa nasza była prawdziwie rozmową z Bogiem. Stąd bez poprzedniego skupienia się i wezwania pomocy Bożej, modlitwa nasza nie będzie wzniesieniem ducha do Boga, lecz będzie czynnością naszą, będzie czynnością ludzką. Sprowadzi to wiele zniechęcenia, nieraz zwątpienie i oziębłość serca. W tym tkwi nieraz źródło tak często napotykanego zdania, że modlić się mogą wybrane tylko dusze, że modlitwa przechodzi siły i usposobienie człowieka. Tymczasem modlitwa jest tą czynnością, która człowieka wynosi ponad inne stworzenia. Każdy człowiek ma duszę, stąd każdy czuje potrzebę modlitwy, nawet poganin nie znający prawdziwego Boga odczuwa potrzebę tej modlitwy i modli się na swój sposób. Pan Bóg udziela też tego daru modlitwy każdemu, który swoich sił nie szczędzi, aby wznieść się do Boga) (nowość)

Dante Alighieri. Ostatnia pieśń pierwszej części poematu "La Commedia" pod tytułem "Piekło", przekład X. Zygmunta Goliana. PDF ) (W tej pieśni Dante przedstawia Judasza i tych, którzy się skazili zbrodnią zdrady względem swoich dobroczyńców. Ukazanie się Lucyfera w zamarzłej rzece Kocyt... "Gdy myśl ze strachu prawie obumiera – Mistrz wystąpiwszy nieco naprzód, rzecze, «Oto masz straszną postać Lucyfera!». Czegom doświadczał naówczas – nie przeczę, Iż się bynajmniej wyrazić nie silę, Bo tego żadne słowo nie wywlecze – Z głębi wspomnienia. Powiem tylko tyle, Ile się w słowie człowieka pomieści – Że choć nie byłem jako trup w mogile – Nie żyłem przecież; z tej zaś opowieści – Wnoście czem byłem bez śmierci, bez życia. Cesarz wiecznego królestwa boleści – Z lodowatego wysunął ukrycia – Aż do pół piersi swą ohydną postać. Prędzej niemowlę dobyte z powicia – Wzrostem olbrzymom zdołałoby sprostać, Niźliby jemu olbrzymy zdołały – Od tej półpiersi do ramienia dostać. Jeśli w piękności taki był wspaniały – Jak jest ta jego straszliwa brzydota – I oczy jego archanielskie śmiały – Przeciwko Stwórcy podnieść wzrok zuchwały. O! cóż dziwnego, że wszelka sromota – Wzięła początek w tej pierwszej ohydzie, Że z niego wszelki błąd i zbrodnia idzie – A tuż za nimi idą wszystkie kary") (nowość)

Ks. Zygmunt Golian. O dziennikarstwie w stosunku do Kościoła. PDF ) (Dziennikarstwo jest dzisiaj jedną z sił poruszających wielką machinę społeczną. Dziennikarstwo katolickie jest warunkiem do wytwarzania zdrowych zdań i zbawiennych opinii w łonie społeczeństwa – jest ono pewnym rodzajem apostolstwa. Cóż jest bowiem przedmiotem dziennikarstwa w ogóle? Oto rozpowszechnienie idei – idea rozpowszechniona przez dziennik staje się popularną – idea popularna – to opinia publiczna, a opinia publiczna to siła poruszająca światem. Cóż znowu jest przedmiotem dziennikarstwa katolickiego? Oto rozpowszechnienie idei katolickiej, a tym sposobem uczynienie jej ruchem, życiem, czynem społeczeństwa. Że Kościół do działania w tej mierze obejść się może bez dziennikarstwa, jak się obchodził a posłannictwa swojego dopełni jak dopełniał sposobami wskazanymi raz na zawsze przez Tego, który jest jego życiem, siłą, pewnością – to rzecz niezawodna; ale, że to lub owo dane społeczeństwo potrafi osiągnąć dobro i utrzymać się w jego posiadaniu zaniedbując środków, jakie mu w czasach dzisiejszych Opatrzność zdarza, to rzecz zupełnie inna. Kościół bowiem ma Boską obietnicę nieomylności i trwania, a społeczeństwo jej nie ma, ma ją tylko o tyle o ile z Kościołem jest jedno; a że dziennikarstwo katolickie właśnie sprawę tego zjednoczenia z wielką korzyścią podnieść dzisiaj może i jest niezawodnie jednym z czynników danych ku naprawieniu tego co namiętności popsuły – więc dziennikarstwo to wobec potrzeb społecznych – i wobec Kościoła, działającego w celu natchnienia społeczeństwa swym życiem, ma swoje wielkie znaczenie i swe wielkie posłannictwo. Sam Kościół cóż upatruje dzisiaj w dziennikarstwie? Nic innego jak tylko formę, w której się objawia myśl ludzka. Dziennikarstwo więc jako forma myśli lub dążności może być dobrym albo złym według tej myśli lub dążności. Form przedstawiania i rozpowszechniania myśli Kościół nigdy nie potępiał, nigdy się o nią nie troszczył – ale jeśli skutecznie służyła ku rozpowszechnieniu dobrej myśli, wówczas i myśli i formie błogosławił) (nowość)

"Unia Apostolska". Akcja katolicka. PDF ) (Akcja katolicka jest zatem czymś innym niżeli często sądzą. Jest ona pogłębieniem życia religijnego i przepojeniem życia katolickiego duchem wiary katolickiej, wiary żywej i gorącej. Nie może wobec tego akcja katolicka mieć nic wspólnego ani z polityką ani z żadnymi dążeniami czysto materialnymi i doczesnymi. Pogłębienie ducha wiary, przeniknięcie tym duchem wiary całego życia społeczeństwa, aby wszystkie poczynania i wszystkie czyny ludzkie przejęte były duchem prawdziwie i szczerze pojętej chwały Bożej, oto zadanie akcji katolickiej. Nie będzie ona zatem jednolita wszędzie, nie będzie ona pod strychulec równa i ta sama, lecz będzie ona równa wszędzie w zastosowaniu do potrzeb stron i ludzi, gdzie się dokonywać będzie, jedno będzie równe w akcji katolickiej, zrozumienie, że wszystko podejmujemy i pracujemy dla chwały Bożej, w duchu prawdziwej wiary katolickiej, z miłości dla sprawy Bożej, dla pomnożenia tej chwały i tego Królestwa Bożego na ziemi, aby wszędzie zapanował pax Christi in regno Christi, aby Chrystus Król rządził i panował nie tylko w sercach wiernych synów Kościoła, lecz aby panował wszędzie na całym świecie, i aby Jego duch miłości ogarnął wszystkie dusze) (nowość)

"Unia Apostolska". Św. Pius X, Papież. Cześć dla Ojca Świętego. (Przemówienie). PDF ) (R. 1912 obchodziła Unia Apostolska swoje pięćdziesięciolecie. X. prałat Lebeurier zorganizował z tej przyczyny pielgrzymkę do Rzymu, w której brali udział członkowie Unii Apostolskiej z wszystkich diecezyj Francji. Na uroczystej audiencji dla wszystkich kapłanów-pielgrzymów miał Ojciec św. Pius X doniosłe do nich przemówienie. Było to nazajutrz po potępieniu modernizmu. Przemówienie to ma szczególniejsze znaczenie... "Jak bardzo pięknie powiedzieliście, że charakterystycznym dla kapłanów Unii Apostolskiej i ich odrębną cechą musi być i jest rzeczywiście miłować Ojca świętego, a to także przyczynia się do własnego uświęcenia. Aby zaś miłować Ojca świętego wystarczy zastanowić się nad tym, czym On jest. Ojciec święty jest stróżem dogmatu i moralności; jest On skarbnikiem zasad, które czynią rodziny cnotliwymi, wzmacniają narody i uświęcają dusze; jest On doradcą książąt i narodów; jest panującym, pod którym nikt nie odczuwa ucisku, ponieważ On jest zastępcą Boga samego; jest On Ojcem w całym tego słowa znaczeniu, który jednoczy w sobie wszystko, co miłujące, czułe i boskie, wszystko, co czyni Go godnym umiłowania, czułości i boskości. Zdaje się nie do uwierzenia, a mimo to jest bolesną rzeczywistością, że są kapłani, którym trzeba to dopiero przypominać; dzisiaj przecież jesteśmy w tym twardym i przykrym położeniu, iż musimy wołać do kapłanów: Miłujcie Ojca świętego! Jak zaś powinno się miłować Ojca świętego? Nie słowami tylko, ale czynem i ze szczerością: Non verbo neque lingua, sed opere et veritate. Miłując kogo staramy się dostosować do wszystkich myśli jego, staramy się wypełnić wolę jego i odgadnąć życzenia jego. Jeżeli zaś Zbawiciel nasz, Jezus Chrystus powiedział: «Si quis diligit me, sermonem meum servabit (kto mnie miłuje, będzie chował mowę moją)» podobnie trzeba dla okazania miłości Ojcu świętemu być Mu koniecznie posłusznym") (nowość)

"Unia Apostolska". ...... k. Jak trzeba pracować nad udoskonaleniem własnym. PDF ) (Udoskonalenie własnej duszy jest więc pracą niełatwą, wymagającą wiele wytrwałości i trudu, a przede wszystkim nie jest pracą, którą można wykonać samemu bez pomocy Bożej i bez porządku. Porządek przedziwny to cecha budowy świata całego widzialnego, porządek taki zachować trzeba i przy budowie może najtrudniejszego gmachu, czyli udoskonalenia i uświęcenia siebie samego. W pracy tej potrzeba nie tylko pracy własnej, potrzeba nauki i doświadczenia kierownika duszy, potrzeba także poznania tych dróg, jakimi prowadził Bóg wielu przed nami. Drogi te poznamy w pismach najpierw prostych ascetyki, następnie w żywotach świętych, powoli wczytując się w te żywoty, które przedstawią nam, że i święci pracą żmudną i trudną dochodzili powoli, nieraz po długich latach wielkich wysiłków oraz pracy drobnej dla duszy swej do tej doskonałości, jaką w nich podziwiamy słusznie. Łatwą praca ta nie jest, ale nie przekracza sił naszych i możemy ją wykonać, o ile wysiłki nasze nie ustaną przy pierwszych niepowodzeniach, ani też nie będziemy chcieli stać się od razu doskonałymi, lecz będziemy na wyżyny dążyć pracą stałą, mając bezustannie jeden cel nasz przed sobą: Boga) (nowość)

"Unia Apostolska". Łucjan H.... Eucharystia a kapłan. PDF ) (Eucharystia, powiada św. Tomasz (S. Th. III. qu. 82. a. 1), to sakrament tak wielkiej godności, tak cudownej i mistycznej wspaniałomyślności, że inaczej sprawowany być nie może, jak tylko w imieniu samego Chrystusa. Kto zaś działa coś w imieniu innego, mieć musi tym samym moc i władzę działania przez niego udzieloną, być przez niego upoważniony (upełnomocniony). Podobnie więc kapłan, gdy bywa wyświęcony przez biskupa odzywającego się do niego z troskliwą pieczołowitością ojcowską: "Accipe potestatem offerendi in Ecclesia sacrificium tam pro vivis quam pro defunctis" otrzymuje władzę i moc kapłańską od Chrystusa, aby sprawować w imieniu Chrystusa Sakrament Ołtarza. Moc bowiem przemieniania nie leży w samych słowach: "Hoc est enim corpus meum", ale w mocy kapłańskiej udzielonej przy święceniach. Przez święcenia więc staje kapłan w rzędzie tych, którym Chrystus rzekł: "To czyńcie na moją pamiątkę" i dlatego pierwszorzędną i wielkiej wagi właściwością kapłana jest sprawować ten sakrament ofiary Ciała i Krwi Pana Jezusa. Słusznie przeto mówi św. Izydor: "Do kapłana należy, by sprawował sakrament Ciała i Krwi Pana na ołtarzu Boga"... Kapłan, który ofiaruje na ołtarzu Boga Ciało i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa, staje się bezpośrednio uczestnikiem ofiary Jezusowej. Eucharystia bowiem jest nie tylko sakramentem, ale i ofiarą – ofiarą przebłagania za grzechy (św. Tomasz, S. Th. III. qu. 82. a. 4 i 1). "Kto zatem sprawuje ofiarę, mieć musi w niej uczestnictwo, powiada św. Augustyn, albowiem ta zewnętrzna ofiara, jaką składa, oznacza gotowość wewnętrzną, przez którą siebie samego ofiaruje". Kapłan ofiarując Bogu hostię, ofiaruje tym samym serce swoje, wolę swoją i rozum, całego siebie ofiaruje, składa z siebie ofiarę Majestatowi Najwyższemu. Dlatego to uczestnicząc w ofierze okazuje, że wewnętrznie przynależy do ofiary. Uczestniczy zaś kapłan w ofierze, jeśli z tej ofiary spożywa. Sposób ten spożywania ofiar znany już w Starym Testamencie, gdzie kapłani spożywali dary złożone na ofiarę. Jakże jednak w Nowym Testamencie odmienny przedmiot ofiary, jak o całe niebo różny. Tam płód ziemi, tu Słowo wcielone Ojca Niebiańskiego ukryte pod postacią chleba, który przemienił kapłan mocą własną w Chrystusa Ciało. Sam kapłan bezpośrednio karmi się Ciałem Chrystusowym, które spoczęło w jego rękach. Czyż zdajemy sobie sprawę z tak wielkiego, przeogromnego zaszczytu, jaki spotyka kapłana? Zaprawdę podziwiać i kochać trzeba ustawicznie nieskończoną miłość Boga, Jego całkowite, nie znające granic oddanie się, ogrom Jego nieprzebytej mądrości, która tak cudownie wplotła życie Chrystusowe w pasmo bytowania ludzi-kapłanów po wszystkie czasy aż do skończenia wieków. – Oto królowanie!) (nowość)

Ks. Dr Czesław Falkowski, Biskup Łomżyński. Św. Franciszek z Asyżu. W 700-ą rocznicę śmierci. PDF ) (Franciszek znalazł swój ideał życiowy, który będzie realizował usilnie: misja jego wymagała całkowitego wyrzeczenia, ubóstwa, wymagała miłosnej troski o chorych i nieszczęśliwych, ale przede wszystkim – opowiadania Królestwa Bożego na wzór Chrystusa i apostołów. Powrót do całkowitego, możliwie doskonałego przestrzegania rad ewangelicznych, chęć wskrzeszenia w sensie dosłownym sposobu życia Chrystusa i powołania apostolskiego staje się podwaliną nowego ruchu, szczególną drogą, objawioną przez samego Boga. "A potem, kiedy Pan dał mi braci, nikt mi nie wskazywał, co mam czynić, lecz sam Najwyższy objawił mi, żem powinien żyć na modłę świętej Ewangelii" – pisze w swym Testamencie. Vivere secundum formam sancti Evangelii, – a więc prawem najwyższym i normą postępowania, drogowskazem życiowym będzie Ewangelia, rozumiana prosto, bez egzegezy sztucznej, która by zepchnęła ideał apostolski do kompromisu z warunkami życia. Za żadną cenę nie pozwoli Franciszek zszargać ideału ewangelicznego – rzeczywistości, nie chcąc by najmniejszych odchyleń, ugód, wygodnych tłumaczeń. "Szkołą jego jedyną była Ewangelia: żaden z ludzi wszystkich wieków tak jej żywo nie odczuł, tak się w nią nie wżył, tak jej nie przyjął za swoją sferę myślenia". Nigdy w całej historii Kościoła ewangelizm, tj. pełnienie rad ewangelicznych, idea najwierniejszego, możliwie literalnego naśladowania Chrystusa, życia apostolskiego, nie nabrały tak jaskrawego zabarwienia, takiej tężyzny, tryskającej życiem, tak wreszcie szerokiego zrealizowania, jak właśnie w ruchu, wytworzonym Franciszkową evangelica vocatio. Nic innego nie żąda Franciszek od Stolicy Apostolskiej, jak pozwolenia swemu bractwu na tryb życia, wskazany apostołom w Ewangelii: żyć w absolutnym ubóstwie, z pracy rąk własnych oraz jałmużny, nawoływać ludzi do zachowania prawa ewangelicznego... Wymowę Świętego cechuje nadzwyczajna prostota ewangeliczna, naturalność, łącząca się z oryginalnością, natchnienie, siła namaszczenia i uczucia. Posiadał wszelkie dane, by stać się mówcą ludowym, na wskroś popularnym: wyposażony był w inteligencję żywą, trzeźwą, pamięć dobrą, intuicję, polot wyobraźni, obdarzony hojnie głębią i szczerością uczucia oraz natchnieniem poetyckim. Czar jego płynął z łaski, co go przez pokorę wiodła do prostoty, nic wspólnego nie mającej z nieokrzesanym prostactwem. Wyrażenia: simplex et idiota, illiteratus oznaczały tylko, iż nie otrzymał wykształcenia teologicznego, nie był uczonym w ówczesnym pojmowaniu, że wreszcie do spekulacyj filozoficznych nigdy pretensyj nie rościł, usilnie dążąc w życiu do prostoty. Brak wykształcenia teologicznego zastępowała łaska i bystry, jasny umysł, którym umiał chwytać sedno rzeczy, a nawet w zawiłych kwestiach dać trafną, głęboką odpowiedź. Słusznie porównano jego teologię, płynącą z czystości umysłu i kontemplacji, do orła, co wysoko szybuje. "Słowa jego nie były czcze ani śmiechu godne, lecz pełne mocy Ducha Świętego, przenikające do głębi serca"... Celano w obrazie wewnętrznej postaci Franciszka pisze, iż był "słodki w obyczajach, z natury łagodny, miły w mowie... Miał umysł pogodny, ducha słodkiego, inteligencję trzeźwą... umysłu żywego, był obdarzony pamięcią, subtelny w dyskusji, roztropny, a we wszystkim prosty". W sylwetce "człowieka zewnętrznego", w tym portrecie historycznym, podkreśla wybitne zalety kaznodziejskie Franciszka: "Mąż wielce wymowny, o twarzy wesołej, obliczu łaskawym... mowa zjednywająca, ognista i przejmująca, głos silny, słodki, jasny i dźwięczny...". Tajemnica pociągania serc, tajemnica apostolstwa tkwi w miłości; nie rozum mędrca wstrząsa sumieniami mas, lecz zwycięskie serce świętego... "Powołanie ewangeliczne" harmonijnie złączyło pierwiastek kontemplacyjny z czynnym życiem apostolskim. Franciszek podzieli swój czas: jedną część poświęci sprawie połowu dusz ludzkich, drugą – samotności, w której chce otrząsnąć pył, co w stosunkach z ludźmi mógł przylgnąć do duszy. Obcowanie więc z Bogiem miało być dźwignią i siłą apostolstwa. Mawiał, iż źle czas dzielą ci, którzy całkowicie poświęcają go kaznodziejstwu, nic nie zostawiając na modlitwę, gdyż kaznodzieja przede wszystkim w modlitwie winien czerpać to, co głosić chce ludziom, ma "raczej wewnątrz płonąć, niż zimne słowa na zewnątrz wypowiadać". Sam z kontemplacji bierze wciąż nowe podniety gorliwości w apostolstwie: "z całego swego ciała tworzy język", odbywa dalekie i częste podróże misyjne, obchodząc nieraz w ciągu jednego dnia 4-5 zamków lub miast; po stygmatach, będąc chory i nie mogąc chodzić pieszo, na osiołku odbywa wędrówki; trawi go zapał o dusze, płynący z przeświadczenia, iż nie mógłby się uważać za "przyjaciela Chrystusa, gdyby nie miłował dusz, które On ukochał"; zapałem tym pragnie natchnąć zakon, który miał w duchu założyciela najściślej połączyć z kontemplacją apostolstwo. "Oddać się całkowicie ludowi, jak Chrystus i apostołowie, żyć dla ludu, wśród ludu, z ludem, stanowić jedno z ludem, wziąć udział we wszystkich jego sprawach, współczuć we wszystkich jego bólach i radościach, i wszystko to czynić tak, by przez to życie kontemplacyjne nie poniosło uszczerbku, lecz przeciwnie, by zostało wszechstronnie ożywione i pogłębione, oto jest jego program, jakiego nie postawił sobie żaden zakon dawniejszy". W tej trosce apostolskiej o dusze tkwi tajemnica wielkiej popularności ruchu franciszkańskiego. Ewangelizm i apostolstwo – właściwe podłoże ideału Franciszka, najbardziej charakterystyczna strona jego dzieła, splot życia kontemplacyjnego z wędrówkami misyjnymi uderzały swą nowością współczesnych. W św. Franciszku ujrzano nie tylko Poverella, nie tylko męża serafickiego, lecz przede wszystkim "nowego ewangelistę", który w epoce żywej tęsknoty ku ideałom ewangelicznym dokonał największego, najbardziej aktualnego dzieła, – "świętej nowości": odrodzenia Ewangelii i życia apostolskiego... Idealizm Franciszka spotkał się z realizmem rzymskiej organizacji Kościoła, który do jego ideałów odniósł się przychylnie, lecz zarazem ujął je bardziej trzeźwo i praktycznie. Szczerość przekonań katolickich Biedaczyny nie podlega wątpliwościom. Modlitwy jego, owiane rzewną prostotą i liryzmem, łączą się zawsze ze ścisłością dogmatyczną i dalekie są od sentymentalnych, nieokreślonych wylewów uczuć. W dziecięcym jego stosunku do Boga nie można znaleźć żadnych analogij do religijnego subiektywizmu protestanckiego lub adogmatycznej religii uczucia. Oryginalność ascezy Franciszka polegała nie na tworzeniu nowych form kultu, lecz na przepojeniu starych, tradycyjnych żarem miłosnego uczucia. Duch tej ascezy, a więc przede wszystkim kult Eucharystii, Matki Bożej, Świętych, aniołów – jest na wskroś katolicki. O przekonaniach Świętego może najwyraźniej świadczy zwłaszcza tak często i silnie podkreślany kult Eucharystii i płynąca stąd cześć dla ministrów ołtarza) (nowość)

Ks. Dr Fryderyk Klimke SI. Agnostycyzm. PDF ) (Jest to faktem niezaprzeczalnym, że filozofia agnostyczna prawie zawsze dochodziła i dochodzi do negacji Boga osobistego i stąd do ateizmu, monizmu lub panteizmu. Liczne pobudki, zwłaszcza psychologiczne i etyczne, zmuszają agnostyka do opuszczenia swego stanowiska chwiejnego, niejasnego i niezadawalającego. Na to samo wskazuje także życie praktyczne i cały ustrój psychiczny człowieka, jak niedorzecznym, niedostatecznym i nienaturalnym jest agnostycyzm. Można by go porównać do usposobienia nieprzyjemnego, w jakim człowiek się znajduje bezpośrednio przed chorobą; albo organizm zwycięży zarodki choroby i wróci do zdrowia, albo musi się poddać rosnącej sile choroby. Stąd pokazuje się dalej, jak niebezpiecznym jest postępowanie modernistycznych filozofów i teologów katolickich, opierających swą teologię i apologetykę na zasadach agnostycznych. Na razie nie chcą oni jeszcze odrzucić wiary w Boga; a ponieważ zdaje im się, że drogą rozumowania logicznego nie mogą udowodnić istnienia Boga, więc szukają źródła tego poznania i wiary w Boga i w cały nadprzyrodzony porządek w uczuciu, w woli, jednym słowem, w immanencji życiowej. Lecz oczywistą jest rzeczą, że taka teoria może być tylko przejściową, że jest pierwszym stopniem do ateizmu lub panteizmu. Skoro bowiem rozum nie może dojść do poznania Boga i tylko rzeczywistość otaczającego świata uznaje, to prędzej czy później dojdzie do przekonania, że uczucie bytu nieskończonego, uczucie religijne czysto subiektywne musi być czczą iluzją. Rzut oka na dzieje myśli ludzkiej przekona nas o tym, że nigdy nie utrzymało się na długo zdanie, mające wyłączną podstawę w uczuciu lub w ogóle w subiektywnej naturze człowieka, nie zaś w rzeczywistości przedmiotowej i ogólnych prawdach logicznych... Powiedzieliśmy, że możemy nie tylko poznać, że Bóg jest, ale po części także, kim Bóg jest: że możemy poznać nie tylko rzeczywistość, ale także naturę i istotę Boga. Jeżeli już poznanie istnienia Boga jest prawdziwym poznaniem, to poznanie istoty Bożej jest jeszcze doskonalszym i wyższym. Zaś poznanie istoty Boga jest podwójne, po części negatywne, po części pozytywne. Negatywne poznanie polega na wykluczaniu różnych możliwości jako nie nadających się do określenia istoty i własności Boga. W ten sposób dochodzimy do przekonania, że Bóg nie może być materią i w ogóle istotą złożoną. Dalej poznajemy, że Bóg nie może być sumą wszystkich rzeczy czyli całego świata, że nie jest duszą tego świata, że nie jest wynikiem odwiecznej ewolucji, że nie jest nieświadomą wolą ani też czystym rozumem bez woli itd. itd. Pozytywne poznanie istoty Bożej polega na tym, że Bogu przypisujemy różne doskonałości, jakich się Jego istota domaga. Jako pierwsza przyczyna Bóg jest sam z siebie, niestworzony, niezależny, wieczny. Z tego wynika znowu Jego nieskończona doskonałość pod każdym względem. Bóg jest bezwzględnie prosty, jest jeden tylko i niezmienny, jest doskonałym, osobistym duchem. Jego wiedza obejmuje jednym, niezłożonym i wiecznym aktem całą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość; przedmiotem tej wiedzy jest nie tylko byt rzeczywisty, ale także wszelki byt możliwy. Jego wola jest nieskończenie święta i można, wolna i niezależna od wszelkiej rzeczy nie będącej Bogiem samym. Jako duch nieskończenie mądry, święty i możny Bóg we wszystkich czynnościach swoich ma cel najwyższy i najdoskonalszy, jaki tylko jest możliwy, większą chwałę swoją. I dlatego poznajemy także, że celem wszystkich stworzeń wraz z człowiekiem może być tylko większa chwała Boża. Stąd wynika dziwnie jasne zrozumienie całego świata widzialnego; wszystko przedstawia się naszym oczom sub specie aeternitatis w całej swojej nicości, doczesności i zależności od Boga. Najwyższym zadaniem człowieka jest więc udoskonalenie moralne według praw Bożych wyrażonych w prawie przyrodzonym i prawie objawionym. Historia rodzaju ludzkiego przedstawia się w tym świetle jako droga do Boga, jako wychowanie człowieka do najwyższych swych zadań, jako walka o najwznioślejsze dobra, ale także zarazem jako księga sprawiedliwości Bożej. Istnienie zła fizycznego i moralnego otrzymuje tu jeżeli nie całkowite rozwiązanie, to przynajmniej dostateczne wytłumaczenie) (nowość)

"Róża Duchowna". Za przyczyną Maryi. Przykłady opieki Królowej Różańca św. (uzupełniono)

"Róża Duchowna". Złote ziarna. (Różaniec sztandarem Maryi. Ktokolwiek nie czci i nie miłuje Najświętszej Dziewicy szczególną czcią i miłością, nie jest prawdziwym chrześcijaninem. Ojciec Przedwieczny bowiem uczynił Maryję Królową i Współodkupicielką rodzaju ludzkiego! O! co za szczęście dla nas, iż możemy postępować drogą życia pod sztandarem tej najmilszej Niebios Królowej, trzymając w ręku naszym różaniec jako znak wyłącznej do Niej przynależności. – Różaniec jako zadośćuczynienie. Aby zachować świat grzeszny, sprawiedliwość Boża bezustannie równoważy występki grzeszników z zadośćuczynieniem ze strony sprawiedliwych. Jeśli winy nasze położymy na jednej szali, włóżmy na drugą różaniec, bo dzięki zasługom Jezusa Chrystusa i Przenajświętszej Dziewicy Maryi modlitwa różańcowa jest niewyczerpanym źródłem zadośćuczynienia. – Różaniec tarczą wiary. Różaniec jest tarczą naszej wiary, ponieważ jego tajemnice zawierają całą naukę katolicyzmu, to jest wszytko, w co chrześcijanin powinien wierzyć, czego spodziewać się, co kochać i praktykować. Jakiż jest cel bezbożności? Zniszczenie Kościoła aż do szczętu i wygładzenie nawet z myśli Boga. Postępuje ona powoli, ale krokiem pewnym naprzód. Do nas, czcicieli Maryi, należy zwracać wszelkie usiłowania nieprzyjaciół religii ku ich własnemu zawstydzeniu. Jest jeden katechizm, którego przeciwnicy nasi niezdolni są nam go odebrać – to różaniec św. Dopóki znajdą się jeszcze rodzice chrześcijańscy, odmawiający codziennie różaniec wraz z dziećmi, dopóki dzieci wierne czwartemu przykazaniu naśladować będą przykłady rodziców, słowo Boże i wiara święta może być prześladowaną, lecz nigdy z serc wyrwaną nie będzie. Umiejmy tylko być wiernymi różańcowi, a zwyciężymy!) (nowość)

Ks. Benedict Hughes CMRI. Korzenie problemów: Vigano dotyka źródła posoborowych błędów. PDF ) (Vigano zdumiewa fakt, że błędy synodu w Pistoi w 1786 roku, które zostały natychmiast potępione przez Kościół, pojawiły się ponownie w dokumentach Vaticanum II: "Ponowna lektura aktów tego synodu wprawia nas w osłupienie na widok dosłownego sformułowania tych samych błędów, które znajdziemy później, w jeszcze większej liczbie, na Soborze, któremu przewodniczyli Jan XXIII i Paweł VI. Z drugiej strony, tak jak Prawda pochodzi od Boga, tak też błąd karmiony jest przez przeciwnika i jego posila. Jest to wróg, który nienawidzi Kościoła Chrystusowego i jego serca: Mszy Świętej i Najświętszej Eucharystii". Następnie pokornie przyznaje, że został oszukany: "Przychodzi taki moment w naszym życiu, kiedy… stajemy przed decydującym wyborem dotyczącym przyszłości Kościoła i naszego wiecznego zbawienia. Mówię o wyborze między zrozumieniem błędu, w który praktycznie wszyscy popadliśmy, na ogół bez złych intencji, a chęcią patrzenia w inną stronę lub usprawiedliwiania się". Powtórnie stwierdza: "Tak jak sześćdziesiąt lat temu szczerze i ze spokojem wykonywałem wątpliwe rozkazy, wierząc, że reprezentują one pełen miłości głos Kościoła, tak dziś z równą pogodą ducha i uczciwością dostrzegam, że zostałem oszukany") (nowość)

Johann Peter SilbertŻywot Najświętszej Maryi Panny Bogarodzicy (uzupełniono)

Johann Peter SilbertŻywot Najświętszej Maryi... Księga piąta. §. II. Życie świętej familii w Egipcie. (Przy wejściu swoim do Egiptu poznała Panna najmędrsza, że mądrość Przedwiecznego z tą ucieczką daleko wyższe połączyła zamiary, niż to, żeby tylko Boskie dzieciątko od okrucieństwa Herodowego usunąć. Widziała tu bowiem z boleścią serca, jak ci ślepotą zarażeni Egipcjanie nie tylko złym duchom, ohydnym bożyszczom z drzewa i kamienia, ale nawet wężom i innym brzydkim zwierzętom boski oddawali pokłon, jak je za Boga żywego czcili. A bałwochwalstwo to rozszerzone było po całym tym kraju. Wszędzie było można widzieć świątynie bożków, gdzie nieszczęśni ci mieszkańcy złym duchom ofiary składali z uroczystą okazałością, i gdzie te moce ciemności przez niedokładne wyrocznie nędzny lud mamiły i zaślepiały. To widząc Matka żywota z całego serca i we łzach błagała Boga żywego, aby raczył łaskawie ślepotę tego ludu uleczyć, a potęgę złych duchów obalić, i aby Jego święte Imię wszędzie wielbiono, często także zanosiła swą pokorną prośbę do swego Boskiego dziecięcia względem tego strasznego bałwochwalstwa) (nowość)

Mario Derksen. "Jako owce, nie mające pasterza". Sześćdziesiąt lat Sede vacante. Referat wygłoszony na Konferencji Fatimskiej. PDF ) (Kiedy 9 października 1958 roku zmarł papież Pius XII, nikt nie mógł przewidzieć jakie nieszczęścia spadną na Kościół w nadchodzących latach. To, czego byliśmy świadkami w ciągu ostatnich sześćdziesięciu lat jest bezprecedensowe i gdyby komuś wówczas powiedziano, że w ciągu zaledwie kilku lat świat ujrzy rzekomy Kościół katolicki, który pogodził się z błędami współczesnego świata i przekształcił Mszę Świętą w protestanckie nabożeństwo, to by mu z pewnością nie uwierzył. Gdyby mu jeszcze powiedziano, że tak zwany "Kościół katolicki" w ciągu kilku następnych dekad będzie indoktrynował dzieci i dorosłych naturalizmem i tak zwanymi "prawami człowieka" oraz zaangażuje się w poszukiwanie prawdy wspólnie z heretykami, żydami, muzułmanami i poganami, to uznałby taką przepowiednię za szaloną. Tak wyraźny jest kontrast między Kościołem katolickim znanym aż do śmierci papieża Piusa XII, a instytucją, która odtąd zaczęła się pod niego podszywać, że w 1968 roku – zaledwie dziesięć lat po śmierci Piusa XII – australijski pisarz Frank Sheed wydał książkę o wymownym tytule: Czy to ten sam Kościół? (Is it the same Church?) Karol Wojtyła – kardynał Novus Ordo, który nazwie się później "papieżem Janem Pawłem II", napisał w książce z 1977 roku Znak sprzeciwu, że "podczas drugiego Soboru Watykańskiego Kościołowi udało się ponownie zdefiniować swą naturę". Najwyraźniej było to również stanowisko Watykanu, albowiem zastępca sekretarza stanu, kardynał Novus Ordo Giovanni Benelli w 1976 roku jako pierwszy użył terminu "Kościół soborowy" w odniesieniu do nowej religii jaką wprowadził Vaticanum II. A monsignor Joseph Clifford Fenton, wybitny amerykański teolog uhonorowany przez papieża Piusa XII, który uczestniczył w Vaticanum II jako doradca teologiczny kardynała Alfredo Ottavianiego, napisał w swoim prywatnym dzienniku, że sobór oznaczał "koniec religii katolickiej, jaką znaliśmy") (nowość)

Ks. Jan Rostworowski SI. Dwie filozofie. PDF ) (Emanuel Kant i Tomasz z Akwinu. Subiektywizm protestancki i obiektywizm katolicki, oto krótki wyraz wszystkich sprzeczności, które filozofię nowożytną od filozofii katolickiej dzielą nieprzebytą przepaścią sięgającą w głąb, do samych podstaw teorii poznania... Lecz gruntem wszystkiego i spojeniem wszystkiego jest obiektywizm czyli to przekonanie, że z zewnątrz jest prawda, która wyzwala i uczy i dźwiga, że podmiot ludzki zdolny jest prawdę poznać czyli odtwarzać, niezdolny by prawdę tworzyć, a jeśliby co tworzył ze siebie, to tym samym rozmija się z prawdą. I podobnie rzecz się ma w katolickiej filozofii moralnej. I tutaj człowiek nie jest normą dobra czyli moralnej prawdy, ale czynem ma się stosować do obiektywnej normy położonej przez Boga i przez te czyny dobre, bo odpowiadające myśli Bożej, ma dążyć tam, gdzie obiektywnie poza sobą znajdzie ostateczne dopełnienie wszystkich swych pragnień. Czyż wobec tego potrzeba jeszcze mówić dlaczego obiektywizm jest katolickim, dlaczego Kościół nie pozwoli nigdy, by na włos jeden stanowisko obiektywizmu opuścić? Komu nie jest obca sama przewodnia idea chrześcijaństwa, ten rozumie najoczywiściej, że nie ma mowy, by Kościół oparł się kiedykolwiek na innej niż ta filozofii. Bo choć objawienie nie jest produktem spekulacji ludzkiej, ale przyszło z góry, musi jednak dać się nawiązać do tego systemu pojęć, który człowiek o własnych naturalnych swych siłach tworzy o świecie. A da się ono nawiązać jedynie do tej filozofii, która stoi na obiektywnym gruncie, tak, jak ona jedna jest w harmonii z odwiecznym przekonaniem zdrowego ludzkiego rozsądku. Chrześcijaństwo bowiem to nauka o obiektywnym, odwiecznym, niezależnym od świata Bogu, który jak stworzył świat i człowieka, tak prowadzi go ku Sobie drogą objawionej przez Siebie prawdy, drogą obiektywnych Swych praw, instytucji i środków zbawienia. W chrześcijaństwie więc z zewnątrz przychodzi wszystko co dźwiga i zbawia. Z zewnątrz objawiona prawda i Chrystus jej nauczyciel i Kościół jej nieomylny tłumacz; z zewnątrz zasługi Chrystusowe i ich owoc łaska Boża, ta dusza nadprzyrodzonego życia; z zewnątrz środki zbawienia, które tę łaskę wlewają począwszy od wody chrztu świętego aż do ostatniego sakramentu; z zewnątrz to wszystko, czym Bóg miłosierną ręką człowieka podnosi i leczy, gdy przeciwnie z człowieka samego, o ile dumnie chce się obywać bez tych zewnętrznych pomocy, tylko błąd i niedola. Dopiero gdy człowiek poddał się pokornie tym wszystkim środkom, które Bóg poza nim ustanowił dla jego dobra, otwierają się przed nim cudowne głębie wewnętrznego życia i kraina świętej wolności synów Bożych i jasne zrozumienie tej prawdy, że całe "jarzmo" chrześcijaństwa, które zaczyna od skrępowania natury więzami nałożonymi z zewnątrz, jest tylko drogą do wyższej, bo nadprzyrodzonej, wewnętrznej swobody. Ale ta droga jest konieczna i jedyna. Chrześcijaństwo zawsze zostanie tym, czym je nazwał Apostoł: obedientia fidei. Dlatego z najgłębszej istoty swojej "ubogich w duchu jest królestwo niebieskie", to jest tych, co na sobie nie budując, pokornym i prostym obiektywizmem chrześcijańskim dążą do tej prawdy, co z góry przychodząc słodkim objęciem swoim oswobadza ich z jedynych rzeczywistych więzów, których źródło leży w ich własnej naturze. Inaczej w filozofii nowożytnej. U samych jej podstaw spaczony najstraszniej zasadniczy stosunek podmiotu do zewnętrznej, przedmiotowej prawdy. We wstępie do krytyki czystego rozumu określa Kant swój zamiar, jako czyn nowego Kopernika w filozoficznej dziedzinie. "Aż dotąd – mówi – próbowano rozwiązać filozoficzne zagadnienia na założeniu, że umysł ludzki zależy od prawdy zewnętrznej. Spróbujmy zmienić role i postawić przeciwne założenie, że prawda zależy od umysłu ludzkiego". I założenie to przeprowadza rzeczywiście. U kresu krytyki czystego rozumu zburzona już doszczętnie wszelka zależność poznania od prawdy. I zmysły i rozsądek i rozum, to czysto subiektywne aparata, które nie przenoszą podmiotu w świat przedmiotowy, nie wprowadzają nic z zewnątrz do duszy, ale funkcjonując pod wpływem nieokreślonej podniety według prawideł immanentnych kategorii, tworzą jakieś potworne fata morgana, jakby obrazki kalejdoskopu niepodobne w niczym do rzeczy samych w sobie. Podmiot jest już panem nad prawdą. Trzeba jednak było zrobić go panem i nad prawem. Czy wynik krytyki praktycznego rozumu da się czy nie zharmonizować logicznie ze spekulatywną częścią systemu Kanta – o to mniejsza. Faktem jest, że zgadza się z nim najdoskonalej w tym nieokiełznanym autonomizmie, który jak trafnie pokazał Willmann jest der Nerv des Kantischen Philosophierens. Występuje Bóg, ale jako postulat, dla dopełnienia potrzeb podmiotu, nie w środku koła ale na jego obwodzie; jest prawo moralne, ale to tylko, które dyktuje sobie sam człowiek, bo przed prawem zewnętrznym czy ludzkim czy Bożym ugiąć mu się nie wolno; jest moralność zależąca na harmonii czynów z własnym rozumem, ale bez żadnej z zewnątrz czy to podniety czy pomocy; jest społeczny porządek prawny, lecz pierwszym jego paragrafem jest nieograniczona wolność człowieka. Zaprawdę nic dziwnego, że autor tej filozofii ze łzami w oczach i bijącym sercem śpiewał nunc dimittis wobec ogłoszenia praw człowieka, na widok łuny pożaru wielkiej rewolucji) (nowość)

Ks. Jakub Górka. Cześć Maryi. O pobudkach i środkach nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny (uzupełniono)

Ks. Jakub Górka. Cześć Maryi... Nauki na święta Matki Najświętszej. Nauka na Matkę Boską Śnieżną. Dziwne skutki prawdziwej czci ku Maryi. (Kiedyż zjednamy sobie łaskę Maryi, tej najpotężniejszej Orędowniczki i kiedyż cześć nasza względem Niej będzie prawdziwa? Jeżeli wroga unikać będziemy, któremu Ona głowę starła, jeżeli nie będziemy służyli księciu piekielnemu, jeżeli nie będziemy pełnili jego spraw. Wtedy nasycimy się słodyczą Jej owoców, do których nas wzywa: "Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy mnie pragniecie i najedzcie się owoców moich" (Ekli. XXIV, 26). Kto chce być uczniem Jezusa i Maryi sługą, niech pamięta na upomnienie Apostoła narodów: "Niech odstąpi od niesprawiedliwości wszelki, który mianuje (wzywa) imię Pańskie" (II Tym. II, 19). Na uroczystość Matki Boskiej Śnieżnej przypominamy sobie, jak pobożne małżeństwo w Rzymie, Patrycjusz i jego żona, wzywali Maryi Panny, a Ona ich cudownie wysłuchała. Byli to ludzie bezdzietni, majętni, oddani Bogu, nie lgnący do świata, oddani rozważaniu rzeczy Bożych, miłosierni dla ubogich. Wzywali Maryi, a Ona za nimi wstawiła się do Syna swego i uprosiła śnieg w sierpniu na znak, że ludzie ci są dla niej mili i niewinni i że chce być ich spadkobierczynią. To prawdziwe zdarzenie uczy nas, że Maryja i nam także uprosi rosę niebieskich łask, która zwilży spiekłą ziemię serc naszych i przyczyni się do wydania owoców. Maryja ma wszystkie warunki, aby była najpotężniejszą u Boga Orędowniczką, tylko Jej nie utrudniajmy działania. Prosi za nami Jezusa pokornie, błaga wytrwale, łagodzi gniew Jego i wyjednywa nam łaski, bo Syn Jej, który od Niej tyle otrzymał dobrodziejstw za życia ziemskiego, zawsze Ją wysłuchuje) (nowość)

Johann Peter SilbertŻywot Pana naszego Jezusa Chrystusa Syna Bożego (uzupełniono)

Johann Peter SilbertŻywot Pana naszego... §. XXXVIII. Dowody Bóstwa Jezusowego. (Niepodobna było Jezusowi zrozumialej i dokładniej o swoim Bóstwie wyrazić się, ani też swoje Bóstwo niezbiciej dowodzić, jak swymi świetnymi cudami, które Jego mowy jaśnie potwierdzały. Albowiem czynił On te cuda wszechmocną siłą; leczył najzastarzalsze i do uleczenia wcale niepodobne niemoce, gośćce, wodną puchlinę, trąd i inne choroby jednym tylko słowem. Samym tylko słowem przywracał ludziom, co głuchymi i niemymi na świat przyszli, słuch i mowę; nadawał tym samym sposobem wielu ślepym, a między tymi od urodzenia ślepym, wzrok pożądany; wyrzucał swej wszechmocności słowem złych duchów z ciał opętanych; zapowiadał morzu i wiatrom milczenie; i umilknęły. Lecz pomiędzy tymi cudami, jakieśmy Go po części czyniącego widzieli, i po części później czyniącego widzieć będziemy, jest kilka prawdziwych cudów stworzenia. Tego rodzaju jest rozmnożenie chleba i ryb, którymi tyle tysięcy ludu zgłodniałego nakarmił, a które w rękach Apostołów nieprzerwanym ciągiem rozmnażały się; – uzdrawianie ślepo urodzonych, przy czym w dziurach na oczy takowych ludzi, którym przyrodzenie ócz ujęło, oczy nagle utwarzał; – dalej wskrzeszenie umarłych, osobliwie owe Łazarza, którego zdrętwiałemu, rozspojonemu i już w zgniliznę przeszłemu ciału, pierwotną świeżość i żywość nazad przywrócił; gdyż wszystkim wewnętrznym naczyniom onego żywotności udzielił, krwi i sokom ruch i równowagę przywrócił, i na ostatek duszę do ciała przywołał, a nadto wszystko w jednym oka mgnieniu) (nowość)

Lucjan Siemieński. Dzieje narodu polskiego (Wieczory pod lipą) (uzupełniono)

Lucjan Siemieński. Wieczory pod lipą. Wieczór XXVII. (Polacy szukają sobie króla. – Co to jest Prymas? – Każdy szlachcic ma prawo obierać sobie króla, a nawet i być królem. – Korona rzecz łakoma, przeto różni starają się o nią. – Kto chce być królem, musi przysiąc na pakta konwenta. – Królewicz francuski Henryk Walezy, obrany królem. – Jadą po niego Polacy do Paryża. – Jak się tam dziwią bogactwu i rozumowi Polaków? – Henryk wjeżdża do Krakowa, miasto oświecone, fajerwerki i turnieje. – Samuel Zborowski robi burdę i zabija niewinnego człowieka. – Skazują go na wygnanie. – Henrykowi nie podoba się w Polsce i ucieka, skąd przyszedł) (nowość)

P. D. Mézard OP. Medulla S. Thomae Aquinatis per omnes anni liturgici dies distributa seu Meditationes ex operibus S. Thomae depromptae (uzupełniono)

P. D. Mézard OP. Medulla S. Thomae Aquinatis... De templo Dei. (Statim veniet ad templum sanctum suum Dominator quem vos quaeritis. Malach. 3, 1. Possunt haec intelligi de adventu in uterum Virginis. Ipsa enim est templum Dei mirabile prae omnibus sanctis. I. – Quia mirabiliter magnum secundum longitudinem per latitudinem caritatis. Sicut enim plus habuit de fide, spe et caritate quam aliqua creatura, sic plus habuit de magnitudine. III Reg. 6, 2: Domus quam aedificavit Salomon habebat cubitos sexaginta longitudinis. II. – Quia desiderabiliter pulchrum. III Reg. 6, 22: Nihil erat in templo quod non auro tegeretur; quia nihil in Virgine quod non sanctitate plenum esset. Cant. 4, 7: Tota pulchra es, amica mea) (nowość)


*  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *