FILOZOFIA I JEJ ZADANIE

 

KS. MARIAN MORAWSKI SI

 

PROFESOR UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO

 

––––––––

 

ROZDZIAŁ XII.

 

Przekwit starej Scholastyki i Scholastyka dzisiejsza

 

Reakcja przeciwko św. Tomaszowi – spór Zakonów św. Franciszka i św. Dominika (pierwsza przyczyna przekwitu Scholastyki) – wystąpienie Duns Skota – charakter Skotyzmu. – Brak przeciwników (druga przyczyna upadku Scholastyki). – Wilhelm Okam – burza, którą wywołał – wpływ nominalizmu (trzecia przyczyna upadku). – Wiek XV, żelazny wiek Scholastyki – istotne jej wady i powody takowych: drobiazgowość, abstrakcje, zbytnia powaga Arystotelesa. – Obudzenie się Scholastyki w XVI w. – wojna z reformacją – zupełny upadek Scholastyki w XVIII w. – Dzisiejsze jej odrodzenie – czemu nie ostały się inne szkoły chrześcijańskie: Kartezjanizm, szkoła szkocka, tradycjonalizm, szkoła niemiecka? – Reforma i życie w dzisiejszej Scholastyce – Balmes i Dmowski. – Nauka nowszych scholastyków – co mają wspólnego z dawnymi, a co nowego – dwie szkoły – co sądzić o dzisiejszej Scholastyce? – strona ujemna i strona dodatnia – powody obecnego jej upośledzenia w opinii – co jej rokuje przyszłość?

 

Geniusz Tomasza z Akwinu przyćmił wszystkie współczesne sławy i powagi. Aureola, którą był Aleksander z Hales uwieńczył zakon franciszkański, świeciła teraz nad zakonem kaznodziejskim. Ale, jak to bywa między ludźmi, stąd właśnie wyrodziły się zazdrości i antagonizmy.

 

Już za życia św. Tomasza znakomity myśliciel z zakonu franciszkańskiego, Henryk z Gandawy, pisał wielką Summę w kierunku przeciwnym Tomaszowi i Albertowi; kilku innych tegoż zakonu teologów podawało nawet w wątpliwość ortodoksję Tomasza (1). Doraźne odpowiedzi Doktora Anielskiego zamykały im usta; ale skoro Tomasz r. 1274, w drodze na Sobór Lugduński, zgasł śmiercią przedwczesną, licząc niespełna 50 lat, przeciwnicy jego podnieśli głowę. Niebawem do tego stanu rzecz doprowadzili, że uniwersytety paryski i oksfordzki roku 1276 potępiły cztery zdania Tomasza, jako przeciwne wierze; Arcybiskup Kantorberyjski Robert Kilwardeby, lubo sam Dominikanin, potwierdził ten wyrok; wielu też innych Dominikanów, mianowicie w Anglii, należało do tegoż stronnictwa anti-Tomistów.

 

Tymczasem starsi zakonu, oburzeni obelgą, wyrządzoną Doktorowi Anielskiemu, wystąpili w jego obronie: r. 1278 generalna kapituła, zgromadzona w Mediolanie, wyprawiła Rajmunda Meuillon i Jana Vigorosi do Anglii, z poleceniem karania i składania z urzędu przeorów i profesorów, którzy by ubliżali pamięci brata Tomasza. Ta surowość mogła być słuszną – ale na tym nie poprzestano: r. 1286 druga kapituła nakazała wszystkim członkom zakonu bronić wiernie nauki Tomasza i rozkrzewiać ją, pod karą złożenia z urzędu. Cały zakon zastosował się do tego wyroku literalnie – i od tej chwili nauka św. Tomasza, aż do najmniejszych szczegółów, stała się nauką zakonu – Dominikanie stali się Tomistami.

 

Był to, naszym zdaniem błąd nie mały. Już w zasadzie widocznym jest, że takie ścieśnienie umiejętności musi niekorzystnie wpłynąć na jej rozwój. Prawda, że Tomasz z Akwinu był olbrzymem – ale jakimże prawem przesądzać, że nie może w ciągu wieków powstać olbrzym jeszcze potężniejszy? A przypuściwszy nawet, że nikt już Tomaszowi nie miał wyrównać – to jednak nie można jemu przyznawać bezwzględnej nieomylności, nie można przeczyć, że późniejsi, korzystając i z jego światła i z nowszych prac, znajdą w jego zdaniach niejedno do poprawienia. Przecież i karzeł, wspinając się na barkach olbrzyma, dalej od niego zobaczy. Zresztą, orzekły tu fakty historyczne: rzeczony dekret kapituły z r. 1286 jest i epoką i jednym z głównych powodów przekwitu Scholastyki (2). Aż do tego czasu Scholastyka rozwijała się wspaniale i z zadziwiającą szybkością: Lombard, Aleksander, Albert, Tomasz – jeden po drugim o kilkanaście lub kilkadziesiąt lat odległości – to prawdziwie kroki olbrzymie! Od tego czasu zaś poczyna się stagnacja, a niebawem upadek. Związek zaś przyczynowy łatwo upatrzyć, zważywszy, że zakony św. Dominika i św. Franciszka były wówczas głównymi przedstawicielami umiejętności; Dominikanie, zagrodziwszy sobie drogę do dalszego a samodzielnego postępu, zwrócili całą czynność umysłu do polemiki za św. Tomaszem; to znowu wywołało odwet ze strony Franciszkanów – i tak zamiast tej swobody myśli, w której się rozkwitły geniusze Albertów i Tomaszów, duch skuty został narzuconą opinią koryfeusza szkoły; zamiast pięknego współzawodnictwa o prawdę i umiejętność, które dotąd podniecało myślicieli scholastycznych, nastąpiła rywalizacja stronnictw i walka szkół; zamiast iść za przykładem Tomasza i zdobywać coraz wyższe stanowiska, tworzyć nowe Summy, szło się za jego literą i pisało się komentarze do jego dzieł, lub z przeciwnej strony komentarze do dzieł jego antagonisty, o którym zaraz powiemy.

 

W początkach walczyli wówczas po stronie Tomizmu Egidius Lessinensis, Bernard z Trilia, Herveus z Nedellec; przeciwko Tomizmowi Wilhelm Lamarre, Wilhelm Varron i inni. Ale Franciszkanom brakowało wodza, brakowało im nauki zakonu, którą by mogli przeciwstawić Tomizmowi. Znaleźli oni wreszcie podobnego hetmana i twórcę takiej nauki w młodym człowieku, rodem z Dunston w Nortumberlandii, który odznaczał się niepospolitymi zdolnościami, zwłaszcza nadzwyczajną przenikliwością umysłu, a mając ledwo 23 lat, wyniesionym został na katedrę w Oksfordzie. Był to Jan Duns, doctor subtilis, znany pod imieniem Skota. Sława nowego mistrza rozeszła się prędko po świecie i ściągała do Oksfordu niesłychane tłumy słuchaczów. Gdy Duns poczynał wykładać, uniwersytet oksfordzki liczył 3000 uczniów – a w kilku latach liczba ta urosła do 30000. Roku 1306 sprowadzono Duns Skota do Paryża, gdzie jego rozgłos jeszcze większe przybrał rozmiary; roku zaś 1308 posłany do Kolonii, wkrótce po przybyciu umarł, mając dopiero lat 34.

 

Skot nie był geniuszem do miary Tomasza; nie miał on ani jego jasności w wykładzie, ani polotu jego myśli, ale był arcymistrzem w abstrakcjach i dystynkcjach. Rozum ludzki dwa tylko rodzaje dystynkcji czyli odróżnienia pojmuje: rzeczowy i myślny – on wynalazł trzeci pośredni, który od niego nazywa się: distinctio scotistica – i tę dystynkcję przeprowadzając w całej dziedzinie metafizyki i teologii, napełnił umiejętność niedociekłymi subtelnościami; co oczywiście nie przyczyniało się do wyświecenia prawdy, ale wikłało przeciwników, mieszało wszystkie ich szyki – a przez to, w onej chwili, zaciętej polemiki stronnictw, jednało Doktorowi subtelnemu niesłychaną popularność. Prócz tej zawiłej subtelności, nauka Skota ma drugą charakterystyczną cechę, również pochodzącą z warunków atmosfery, w której wykwitła – a tą jest antagonizm przeciwko nauce św. Tomasza. Gdziekolwiek można odrzucić zdanie Tomasza, bez naruszenia wiary i podwalin filozofii, tam na pewno Skot je odrzuca – a gdzie już nie można bronić zdania przeciwnego, tam on przynajmniej sposób dowodzenia św. Tomasza gani lub poprawia. W niektórych punktach ten duch opozycji szczęśliwie naprowadza go na prawdę, której czasem nie doścignął geniusz Tomasza; ale najczęściej uwodzi go na bezdroża – bo najczęściej Tomasz dzierży prawdę. Słabość Skotyzmu najwięcej się uwydatnia w dziedzinie etyki. Skot utrzymuje, że prócz obowiązków względem Boga, całe prawo natury (zawarte w przykazaniach drugiej tablicy) nie jest koniecznym, ale tylko dowolnym nakazem Boga, który mógłby wręcz przeciwne prawo postanowić. Rzecz jasna, że to zaprzeczenie konieczności prawa natury znosi też możliwość poznania go rozumowo – a tym samym podkopuje fundament filozofii moralnej, i nawet w teologii do najszkodliwszych prowadzi następstw.

 

Z tym wszystkim Skotyzm mógł się przyczynić do rozwoju umiejętności, był bowiem dopełnieniem Tomizmu; ale walka tych stronnictw brała, jak się rzekło, kierunek zbyt szkolny, prawie osobisty. Franciszkanie bronili nauki Skota z tą samą bezwzględnością, z jaką Dominikanie obstawali za Tomaszem. Najsławniejsi Skotyści, jak Antoni Andrea i Franciszek de Majronis (Magister abstractionum), oświadczają wyraźnie, że chcą trzymać we wszystkim zdanie Doktora – a jeśliby im się zdarzyło gdziekolwiek od niego się różnić, to tylko ich nieświadomości przypisać należy. Tak samo postępowali Tomiści; – i stąd to w XIV wieku wyrodziła się pewna kłótliwość i drobiazgowość, istotnie przesadna ale daleko mniej przesadna, niż opisy jej przez pp. Wiszniewskiego, Wójcickiego itp.

 

Dodać trzeba, że to skarłowacenie Scholastyki w owym czasie miało jeszcze inny powód, niemniej doniosły jak wspomniana rywalizacja szkół o naukę mistrzów. Tym powodem był brak przeciwników, z którymi by wartało walczyć. Przyczyną wielkości Scholastyki w XIII wieku była niezawodnie jej walka z filozofią Arabów. Tam szło o same podwaliny chrystianizmu i filozofii – trzeba było, jakeśmy powiedzieli, toczyć wojnę krzyżową. Takie okoliczności mogły wytworzyć wielkich ludzi, natchnąć wielkie dzieła. Ale tę walkę zakończył Tomasz z Akwinu świetnym i zupełnym zwycięstwem. Po nim więc filozofia chrześcijańska spoczywała na laurach, jak wojsko Hannibala w Kapui. A ponieważ umysł czynny potrzebuje zapasów – w braku innych wrogów, szkoły chrześcijańskie poczęły między sobą szermierzyć; zgadzały się zaś w głównych zasadach – bo ani pewników wiary, ani podwalin filozofii już w XII wieku w walce z nominalizmem zdobytych, nikt wówczas nie naruszał – więc spór się przeniósł na ciaśniejsze pola, toczył się około drobniejszych zagadnień.

 

Na chwilę ocuciło Scholastykę z tej bezczynności nagłe pojawienie się wroga, którego już dawno za nieboszczyka uważano. Wilhelm z Okkam, wywłoka z zakonu franciszkańskiego, podniósł sztandar najradykalniejszego nominalizmu. Już w kilka lat przedtem pokuszenia nominalistyczne pojawiały się w dziełach Piotra Aureola, Franciszkanina i Duranda de S. Pourçain, Dominikanina; ale Okkam wystąpił w tym kierunku z zasadami tak skrajnymi, że uląkłby się ich sam ojciec nominalizmu, Roscelin. Wszelki ogół u Okkama jest niedorzecznością: – mówić mu, że ogół jest to rzecz przedmiotowo pojedyncza, ale w myśli ujęta ogółowo – w takim razie, odpowiada on, Sokrates pojęty jako człowiek, staje się Platonem, stworzenie pojęte jako byt, staje się Bogiem, bo i Bóg jest bytem i Plato człowiekiem; mówić mu nawet z Roscelinem, że ogół jest pojęciem powszechnym, ogarniającym niewyraźnie (confuse) mnóstwo jednostek – fałsz! odpiera Okkam, pojęcia powszechne są zwykle najprostsze, zatem też najwyraźniejsze. Czymże więc są nasze pojęcia? – pojęcia, podług Okkama, są tylko znakami przedmiotów, podobnie jak słowa są znakami pojęć – ogół zaś tylko abstrakcją – a abstrakcja fikcją. Jasna rzecz, że te zasady wiodły nie tylko do empiryzmu, ale do sceptycyzmu w empiryzmie; zaprzeczywszy bowiem ogół, zaprzecza się też przedmiot wszelkich umiejętności. Toteż nauka Okkama jest na wskroś sceptyczną; nieśmiertelność duszy, jedność Boga, Jego nieskończoność, stworzenie itd. – to wszystko, według niego, zagadnienia niedostępne dla rozumu, które tylko wiara rozstrzygnąć może. Wiara zaś, jego zdaniem, może stać w sprzeczności z rozumem, lubo po obu stronach jest prawda. W etyce posuwa się on jeszcze dalej, niż Skot, twierdząc, że wszelkie prawo natury jest dowolnym i zmiennym; i do tego szaleństwa przychodzi, iż mówi, że Bóg, zamiast przykazania chwalenia Go, mógłby postanowić prawo natury, aby Mu ludzie bluźnili. W kwestiach politycznych i społecznych Okkam burzył wszystko tak samo, jak w metafizyce i teologii: podniósł ideę wszechwładztwa państwa, nade wszystko zaś dążył do poniżenia władzy papieskiej, a wywyższenia potęgi cesarzów.

 

Rewolucja, którą wzniecił w świecie umiejętnym ten dziki umysł, pogodziła na chwilę obie szkoły realistyczne, tj. Tomistów i Skotystów, i zwróciła ich ku wspólnemu nieprzyjacielowi. Była to dla Scholastyki chwila szczęśliwego ożywienia; ale niedługo trwała. Okkam, popadłszy w grube błędy przeciwko wierze, wyklęty od Kościoła, tułając się jak niegdyś Abelard po świecie, służąc swą nauką to Filipowi Pięknemu, to Ludwikowi Bawarskiemu, a wciąż przeciwko papiestwu wojując, zakończył wreszcie niespokojne życie w Monachium r. 1347. Nauka zaś jego, porażona gromem Stolicy Świętej, nie dźwignęła się więcej. Wprawdzie nominalizm ciągnął się jeszcze przez cały wiek XV, popierany już to przez generała Augustianów, Grzegorza de Rimini, już to przez doktorów paryskich, Jana Buridana, Piotra d'Ailly itd. Ale był to już nominalizm umiarkowany, jako tako pogodzony z wiarą i z Arystotelesem, który stanął obok Tomizmu i Skotyzmu, jako trzecie stronnictwo scholastyczne i niekorzystnie wpłynął na filozofię, bo tylko nowych szkolnych sporów przyczynił.

 

Czas ten, tj. koniec XIV wieku i wiek XV, można nazwać wiekiem żelaznym Scholastyki. Teologia w tej epoce była prawie w stagnacji; filozofia zaś, która skutkiem rozmnożenia sporów i kwestyj coraz wybitniej odgraniczała się od teologii, zamiast postępować w szczęśliwie zaczętym torze, raczej zbaczała i zarażała się szkodliwymi wpływami. Prócz wspomnianego antagonizmu szkół, wymienić tu trzeba zgubną manię obiektywowania odróżnień i abstrakcyj myślnych, czyli uważania tych płodów umysłu za rzeczywistości przedsobne. Odróżniano np. realnie istotę i byt, naturę i osobowość; nie tylko władze duszy i własności ciał uważano za rzeczy mające swój byt oddzielny (accidentia absoluta), ale nawet takie przypadłości, jak umieszczenie w pewnym miejscu (ubicatio), i trwanie w pewnym czasie (quando) itp., brano za jakieś realne przydatki do substancji, zwane modalnościami (modalitates); niektórzy nawet twierdzili, że same przeczenia i braki bytują przedmiotowo, bo inaczej zdania przeczące nie miałyby odpowiedniego przedmiotu itd. Filozofowie ówcześni przypisywali te same zdania św. Tomaszowi i innym mistrzom XIII wieku, ale najmylniej w świecie (3); kierunek ten, jak się rzekło, datuje się dopiero z epoki przekwitu, a wyrodził się widocznie pod wpływem Skotyzmu, którego główna myśl zależała właśnie na takim obiektywowaniu odróżnienia myślnego.

 

Inny niedostatek, który słusznie zarzucić można ówczesnym scholastykom, jest brak planu i całokształtu w filozofii. Autorowie XIII wieku kreślili cudne plany, ale dla umiejętności świętej, tj. dla filozofii w jedności z teologią; później zaś, gdy filozofia stanęła osobno, nie miała ona innego planu, jak rudymentarny rozkład Arystotelesa i pośmiertny porządek jego dzieł, również nie najlepszy. Traktowano więc filozofię w komentarzach do tych dzieł, wtrącając tu i ówdzie, z okazji jakiegokolwiek tekstu Stagiryty, tak zwane Quaestiones, tj. rozprawy o rozmaitych spornych zagadnieniach. I tak np. Arystoteles zaczyna metafizykę tymi słowy: "Wszyscy ludzie z natury pragną wiedzy" – tu zaraz w rzeczonych komentarzach następują arkuszowe kwestie o "żądzy wrodzonej", de appetitu innato et elicito itp. – Kwestie, które oczywiście nie do metafizyki ogólnej, ale do psychologii, lub też do etyki należą. Takich wtrącanych kwestyj nie ma wcale w komentarzach Alberta i Tomasza; wówczas głównym celem komentarzów było wyjaśnienie myśli Arystotelesa – prawdę zaś katolicką rozwijano umiejętnie w Summach; ale w XIV i XV wieku w tych kwestiach mieścił się cały wykład filozofii. Był to oczywiście, pod względem planu, system wcale niekorzystny. Temu też niedostatkowi przypisać należy, że scholastycy mało zwrócili uwagę na tak zwaną dzisiaj filozofię fundamentalną, czyli rzecz o punkcie wyjścia filozofii i podwalinach pewności. Zagadnienia te, jak dowiódł Kleutgen (4), nie były im obcymi, ale niewiele ich uwzględniali i nie ułożyli ich w umiejętną całość.

 

Nie uniewinniamy więc bynajmniej Scholastyki tam, gdzie prawdziwie zawiniła – ale wytykając te ujemne strony, zwracamy uwagę, że takowe dopiero w periodzie przekwitu pojawiły się, a później, jak niżej zobaczymy, coraz więcej znikały; – gdy tymczasem wielu nowszych autorów nie tylko z braku rozumienia rzeczy przedstawia te niedostatki w nader przesadnym a nawet fałszywym świetle, ale też z braku znajomości historii, ryczałtem je przypisuje całej Scholastyce. Jeden przecież podniesiemy zarzut, na który, naszym zdaniem, cała mniej więcej filozofia scholastyczna zasługuje. Wyżej powiedzieliśmy, że scholastycy nie szli za Arystotelesem bezwarunkowo, jak Arabowie; jednak przyznać trzeba, że powaga jego zbyt wiele u nich znaczyła. Cytat filozofa był u nich argumentem – a niekiedy jedynym argumentem. W rzeczach czysto filozoficznych nikt prawie nie śmiał powiedzieć, że Filozof zbłądził. Stąd to zamknięcie filozofii w komentarzach, stąd też stagnacja filozofii natury; a co gorsza, zasady z nieugruntowanych teoryj fizycznych Arystotelesa wciągano po części do metafizyki, a niekiedy nawet w pewnym stopniu do teologii. Sam św. Tomasz był pod wpływem tej imponującej powagi – i stąd głównie (a może stąd jedynie) pochodzą niektóre niedostatki, które wytknąć można w jego filozofii (5). Kuratela Arystotelesa była pożyteczną dla Scholastyki początkującej, wprowadziła ją na dobry tor, ochroniła ją od wielu błędów; ale z czasem, gdy Scholastyka dorosła pełnoletności, powinna była z tej opieki greckiego filozofa więcej się emancypować. – W umiejętności jedna tylko powaga wiary jest nietykalną, i ona tylko, jak w swoim miejscu okażemy, jest przewodnikiem zawsze pożytecznym; scholastycy mieli w Arystotelesie drugiego przewodnika, późniejsi mieli jeszcze trzeciego w koryfeuszu swej szkoły – a to już było za wiele.

 

Tak stała Scholastyka, gdy z końcem XV stulecia powstało przeciwko niej owo straszliwe pospolite ruszenie, o którym mówiliśmy w rozdz. II a równocześnie bunt protestantyzmu przeciwko Kościołowi. W tej walce stara Scholastyka odrodziła się. Główne jej wysilenia były w kierunku teologicznym – bo o wiarę szło nade wszystko; toteż dzieła teologów scholastycznych XVI wieku, Kajetanów, Sotów, Suarezów, Vasquezów, Bellarminów, są w tym rodzaju najwspanialszymi pomnikami geniuszu ludzkiego. Lecz obok tych prac teologicznych pamiętano także o filozofii. Tym razem już nie Paryż był centrem światła, ale Hiszpania. W wszechnicach Salamanki i Koimbry rozwinęło się nadzwyczajne życie. Już nie tylko Dominikanie i Franciszkanie odznaczali się filozoficznymi pracami, ale i Karmelici, jak Błażej a S. Conceptione, Filip a S. Trinitate – i Cystersi jak Angelus Manriquez, Bartłomiej Gomez – i Benedyktyni, jak Józef d'Aguirre – w końcu Jezuici, jak Toletus, Vasquez, Suarez, Hurtado, Fonseca itd.

 

Jezuici, którzy dopiero co powstali, nie mieli nauki zakonu; lubo w ogóle więcej skłaniali się ku Tomizmowi, niż ku innym szkołom, jednak nie byli, jako zakon, ani Tomistami, ani Skotystami; w filozofii szanowali Arystotelesa i nie tykali zasad zgodnie przez wszystkie szkoły przyjętych – ale zresztą każdy z nich miał wolne ręce. Z tego powodu filozofia scholastyczna uczyniła w ich rękach i pod ich wpływem znaczny postęp, pozbyła się w znacznej części owej przesadnej nauki o modalnościach i dystynkcjach, uwolniła się z wielu błędnych a krępujących zdań, które się wkradły pod firmą nie zawsze słuszną Tomizmu lub Skotyzmu. Co więcej, Jezuici dążyli do zapełnienia braków, któreśmy wyżej w Scholastyce wytknęli: mianowicie starali się ująć samą filozofię w umiejętny i systematyczny całokształt. Dzieło np. Suareza: Disputationes metaphisicae, nie tylko pod względem treści jest nieocenionym, ale też plan przedstawia samodzielnie utworzony, systematyczny, z natury rzeczy wysnuty. Coś podobnego widać w dziełach Vasqueza: Disquisitiones metaphisicae, w dziele Arriagi Cursus philosophicus – itd. Pracowali też z pożytkiem nad fizyką: między innymi Atanazy Kircher, idąc za przykładem Alberta Wielkiego, poświęcił nadzwyczajny talent i olbrzymie prace badaniom natury – przez co zrobił cenne odkrycia i znacznie podźwignął umiejętności przyrodnicze (6).

 

Ale te wszystkie wysilenia przyszły już za późno. – Młoda filozofia, urodzona i wzrosła poza Szkołą, już była zewsząd podminowała stary gmach – a upatrując mądrze jego słabe strony, potężnie w nie szturmowała: Bako godził w niedostatek fizyki i empirii, Kartezjusz uderzał w brak metody czyli umiejętnego rozwoju całości, a wszyscy bili na przesadną powagę Arystotelesa – aż w końcu stary gmach, przetrwawszy sześć wieków, smutnie runął.

 

Scholastyka w XVIII wieku upadła – to rzecz niezaprzeczona; – ale zastanowić się trzeba, w jakim to znaczeniu ten jej upadek rozumieć należy? Najpierw upadła ona w opinii świata uczonego, nie tylko bowiem straciła hegemonię, którą dotąd dzierżyła, ale nawet stała się pomiotłem, in proverbium et in fabulam – tak dalece, że i najpoważniejsi i szczerze katoliccy filozofowie, jak kardynał Gerdil, nie wspominali o niej jak tylko z pewnym wyrazem politowania nad zbłąkanym rozumem średnich wieków (7). Upadła także Scholastyka pod tym względem, że sami jej przedstawiciele, którzy się mienili filozofami scholastycznymi, porwani prądem panującej opinii, zaniechali gruntownych studiów nad Arystotelesem i św. Tomaszem, a nie zrozumiawszy istoty ich nauki, wpadli w lichy eklektycyzm, skompilowany z rozmaitych ówczesnych szkół i systemów (8). – Ale nie upadła Scholastyka pod względem prawdy, w jej zasadach tkwiącej – bo prawda jest niespożyta. Okrzyczano te zasady, wyśmiano je, w końcu zapomniano o nich – ale ich nie pokonano, nie wykazano w nich fałszu. Owszem, wśród tego upadku Scholastyki w opinii publicznej i w życiu naukowym, prawda jej zasad uwydatniła się przez to, że im więcej oddalano się od tychże zasad, tym więcej gubiono się albo w panteizmie albo w materializmie: uwydatniła się i przez to, że wszystkie te filozofie, które w wieku reformacji wyrugowały Scholastykę, krótko tylko trwały. Najdłużej jeszcze utrzymał się Kartezjanizm – bo Kartezjusz, który się uczył przez dwa lata w kolegium La Fleche początków filozofii scholastycznej, najwięcej z jej zasad w swoim systemie zachował. Dziś zaś, gdy już wszystkie te filozofie rozwiały się albo zbłąkały w bezdrożach skrajnych kierunków, znowu czerstwe umysły zwracają się ku Scholastyce – i Scholastyka się odradza.

 

Co więcej, powiedzieć można, że dziś filozofia scholastyczna jest jedyną przedstawicielką prądu pośredniego (o którym mówiliśmy w rozdz. II) czyli kierunku empiryczno-idealnego. Istniała jeszcze w naszym wieku szkoła szkocka Reida i Duglat-Stewarta, do której należał także znakomity nasz ziomek Jan Śniadecki – ale w jej zarodzie tkwił ważny błąd Reida: o sądach instynktowych, przypominający sądy syntetyczne a priori Kanta: przeto wkrótce i ta szkoła znikła z widnokręgu. Istniały też resztki kartezjanizmu, przechowane w Ontologizmie, którego bronili w pierwszej połowie naszego stulecia dzielni szermierze, jak w Lowanium profesorowie Ubaghs i Fabre, we Francji Hugonin, Gratry, Fournier, we Włoszech Gioberti, Rosmini i inni – ale i ten kierunek nie miał warunków życia, bo o ile się oddalał od Scholastyki, o tyle zbliżał się do idealizmu, a jednak miał być filozofią katolicką; dziś już i w Lowanium i indziej Ontologizm ustąpił miejsca św. Tomaszowi.

 

Obok kartezjanizmu, powstała także w naszym wieku nowa szkoła tradycjonalistów, która tak Kartezjanów jak i Scholastyków obwiniała o racjonalizm, a za jedyne źródło prawdy uznawała pierwotne Objawienie Boże, przekazane powszechnym podaniem ludzkości. Do tej szkoły należały w swoim czasie pierwsze znakomitości Francji, jak Lammenais, de Bonald, a z pewnym ograniczeniem Józef de Maistre, Bonnet, Ventura – ale tradycjonalizm mimo takiej powagi i mimo uroku, którym otoczyć go umieli pierwsi mistrzowie, musiał wkrótce upaść; nie mógł bowiem się ostać ani na gruncie filozofii, bo odrzucał lub podkopywał kryterium rozumu, co filozoficznie nie da się utrzymać – ani też na gruncie wiary, bo Kościół nie uznał tych zasad, lecz owszem stanął otwarcie w obronie praw rozumu.

 

Na koniec w Niemczech kilku znakomitych myślicieli jak Günther, Staudenmaier, Deutinger, próbowało tworzyć systemy antyscholastyczne a przecież katolickie; lecz i te próby nie udały się: Günther, który miał najwięcej z nich rozgłosu, popadł w najgrubsze błędy filozoficzne i religijne, jego nauka została przez Kościół potępioną; – i tak cały ten kierunek zaginął, a zaginął dlatego, że goniąc za nowością a unikając Scholastyki, zbliżał się w tej samej proporcji do nowej szkoły transcendentalnej i bratał się mniej lub więcej z jej panteistycznymi zasadami.

 

Dziś zatem, podobnie jak w wiekach średnich, Scholastyka jest faktycznie jedyną filozofią chrześcijańską i sama walczy z filozofiami dzisiejszych pogan. Walka ta, jakeśmy powiedzieli, toczy się jeszcze zbyt cicho, bo w obecnej chwili materializm dzierży hegemonię, a świat uczony zajęty naukami przyrodniczymi, mało zwraca uwagi na filozofię; ale jednak ta walka jest faktem znaczącym i owszem coraz obszerniejsze przybiera rozmiary. Najgruntowniejsze czasopisma naukowe, jak we Włoszech Civiltà cattolica, we Francji Études religieuses, philosophiques, scientifiques, w Belgii Revue catholique, w Niemczech Stimmen aus Maria-Laach i wiele innych, bronią otwarcie zasad i metody scholastycyzmu; w dawnych uniwersytetach włoskich i hiszpańskich, tudzież w nowo założonych wszechnicach francuskich i angielskich wykłada się filozofia scholastyczna; w końcu wiele znakomitych dzieł w kierunku scholastycznym wzbogaciło tymi czasy literaturę filozoficzną. Takimi płodami odznaczyli się np. we Włoszech Sanseverino, Taparelli, Liberatore, Tongiorgi, baron di Grazia (najzaciętszy wróg Hegla), a w ostatnich latach Cornoldi, Palmieri, Talamo; w Hiszpanii Gonzales (Biskup Malagi), Balmes, Caminero, Cuedas Orti y Lara; w Niemczech Clemens, Kleutgen, Stöckel, Plassmann, Morgott itd.

 

Atoli Scholastyka podnosi się nie tylko pod względem ruchu literackiego, ale więcej jeszcze pod względem treści, w której objawia się od kilkudziesięciu lat ogromny postęp; a w miejsce eklektycyzmu Scholastyków przeszłego wieku, następuje silny zwrot ku św. Tomaszowi i walnym zasadom dawnej Scholastyki. W tym to głównie znaczeniu powiedzieliśmy, że Scholastyka się odradza. Zasługa inicjatywy w tym odrodzeniu należy się, naszym zdaniem, dwóm mężom: Balmesowi, sławnemu publicyście hiszpańskiemu, znanemu z swych dzieł politycznych, historycznych, a zwłaszcza filozoficznych – i ziomkowi naszemu Dmowskiemu, który przed trzydziestoma laty był profesorem filozofii w Collegium Romanum, i wydał cenne a w swoim czasie słynne dzieło pod tytułem: Institutiones philosophicae (9). – Pierwszy z właściwą sobie jędrnością myśli a swobodą stylu wytknął fałsz niemieckiego idealizmu i płytkość sensualizmu francuskiego, przypomniał światu uczonemu św. Tomasza, zwrócił umysły ku zasadom scholastycznym. Drugi zaś wskrzesił dawną scholastyczną ścisłość, a zarzuciwszy drobnostkowe badania poprzedników, wielkie prawdy filozofii, gruntownie i w myśl dawnych mistrzów Scholastyki, rozwinął i uzasadnił. Balmes podniósł Scholastykę w opinii świata uczonego – Dmowski ją podniósł w uczelniach scholastycznych, nie tyle może swoim dziełem, ile kierunkiem, jaki nadał filozofii w Collegium Romanum, gdzie się potem kształcili najznakomitsi publicyści i profesorowie, którzy dziś Scholastykę podnoszą.

 

Jakaż tedy jest nauka dzisiejszej Scholastyki? Co się tyczy podwalin wiedzy ludzkiej i głównych zasad prawdy przedmiotowej, Scholastyka dzisiejsza wcale się nie różni od Scholastyki XIII wieku. Jej stanowiskiem jest realizm umiarkowany – ten sam, któryśmy widzieli u Arystotelesa i u św. Tomasza – stojący w pośrodku między idealizmem a empiryzmem, albo raczej oparty łącznie na idei i na empirii, jako prawdziwa synteza obu skrajnych i jednostronnych kierunków (10). Konsekwentnie też noetyka dzisiejszych Scholastyków mało się różni od Arystotelesowskiej; niektórzy, jak Palmieri, odrzucają umysł czynny, jako niepotrzebną komplikację, ale w ogóle wszyscy zatwierdzają związek genetyczny pojęć z wnętrznym i zewnętrznym poczuciem. Z tego też stanowiska wynika rzetelne pojęcie metafizyki ogólnej czyli ontologii. Empiryzm nie zna wcale metafizyki, idealizm pojmuje ją jako wysnuwanie i porządkowanie samych pojęć ogólnych – a tak zlewa ją z logiką (stąd logika Hegla odpowiada właściwej ontologii). Scholastycy zaś ją pojmują jako badanie przedmiotowości, odpowiadającej naszym ogólnym pojęciom. Hegliści pytają: jak pojęcia stawania się, ilości, osobowości itp. wypływają z poprzednich? – Scholastycy pytają: czym jest przedmiotowo byt, czym substancja i przypadłość, czym przyczyna, skutek, działanie, relacja... jaki jest wnętrzny związek tych przedmiotowości, jakie ich stosunki wzajemne itd. W rozwoju zaś tych zagadnień zgadzają się w ważniejszych rzeczach z Arystotelesem i św. Tomaszem. Również w filozofii o Bogu, w psychologii racjonalnej i w etyce, trzymają się głównych zasad Tomasza, o których daliśmy pojęcie w rozdziale poprzednim. Przede wszystkim zaś zachowują dziedziczną w szkole scholastycznej ścisłość logiki i wyborną metodę w wykładzie i dowodzeniu, którą dokładniej opiszemy w XIV rozdziale; a która jest niezawodnie jednym z głównych powodów wyższości tej szkoły.

 

Póty identyczność Scholastyki dzisiejszej z starą Scholastyką. Ale prócz tego są znaczne różnice – a te różnice są znacznym postępem. Najprzód nowsi scholastycy wyłamali się z pod jarzma Arystotelesa: poważają go jeszcze jako gruntownego myśliciela, cytują niekiedy jego orzeczenia – ale już nie wykładają w szkołach jego dzieł, nie przytaczają nigdy jego powagi jako argumentu, często nawet odrzucają jego dowody lub zbijają jego zdania. Również porzucili oni wadliwy system komentarzów i kwestii w komentarze wtrącanych, a usiłują ująć filozofię w systematyczny całokształt. Zadanie to u nich nie jest wcale łatwym. W szkole transcendentalnej, gdzie byt jest myślą, a wszystko co się nie wywodzi a priori, to się śmiało zaprzecza, najsymetryczniejsze konstrukcje wszechświata niewiele kosztują; co nie pasuje, to się obcina, albo nagina dowolnie i tak w jednym dniu staje zaklęty zamek. Ale w szkole scholastycznej, gdzie się uznaje prawdę przedmiotową, której nasze myślenie nie tworzy, ale dopiero zdobywać musi, uskutecznienie takiego całokształtu przedstawia wiele trudności. A przy tym, zadanie to, które u filozofów transcendentalnych jest wszystkim, u Scholastyków ma tylko ważność podrzędną, w porównaniu do zbadania samych prawd, stanowiących istotę i główną wartość filozofii. Stąd też, pod względem tego całokształtu, nowsza Scholastyka jest jeszcze niewykończoną; jednakowoż jej plany, o ile że oparte na prawdziwym stanowisku, są nierównie większej wartości, aniżeli najpiękniejsze trychotomiczne rozkłady Heglistów, stojące na powietrzu.

 

Inny ważny postęp dzisiejszej Scholastyki, stojący w ścisłym stosunku z poprzednim, jest ukonstytuowanie części wstępnej filozofii, czyli rzeczy o punkcie wyjścia i podwalinach pewności – którą jedni nazywają krytyką, inni logiką materialną (w przeciwstawieniu do formalnej), inni może najlepiej, filozofią fundamentalną. Stara Scholastyka, jakeśmy powiedzieli, zaniedbała tę część filozofii, a Kartezjusz, który pierwszy ją sformułował, pod nazwą metody, tym właśnie sztandarem tryumfował przeciwko Scholastyce. Nie ma wątpliwości, że myśl Kartezjusza była genialnym pomysłem; ale Kartezjusz nie umiał jej należycie przeprowadzić: w jego punkcie wyjścia: Myślę, więc jestem, a więcej jeszcze w sposobie, jakim na tej podwalinie buduje całość filozofii, jest wiele wad i logicznych błędów, z których szkoła kartezjańska nigdy się nie wydobyła. Pracowali w tymże przedmiocie i Leibnitz i Wolf i Reid ze szkołą szkocką, poruszyli wiele ważnych zagadnień, jak o źródłach prawdy, o najwyższym kryterium pewności itp., zebrali wiele materiału – ale i oni uwikłali się w różne błędy i nie trafili do szczęśliwego rozwiązania. Rzecz ta wymagała ścisłej i matematycznej logiki Scholastyków; – i w rzeczy samej filozofowie tej szkoły, wziąwszy surowy materiał od Kartezjanów, wytworzyli z niego gruntowny i umiejętny system. Pierwszy podobno Balmes rzucił światło na tę część filozofii, rozpraszając chmury nieporozumień i niekonsekwencji, które ją dotąd zaciemniały, a określając właściwe stanowisko i program tej krytyki filozoficznej, czyli teorii pewności. W ślady Balmesa poszli Tongiorgi, Palmieri, Cornoldi i inni – a dziś już ta ważna część filozofii rozwija się u Scholastyków na najlepszej drodze.

 

Takie są ogólne cechy dzisiejszej Scholastyki. Ale prócz tych wspólnych i stałych zarysów, roją się w jej łonie mnogie odcienia i różności, które są skutkiem i razem świadectwem jej żywotności. Rozmaitości te łatwo sprowadzić do dwóch przeważających kierunków albo szkół scholastycznych. Jedna szkoła, przedstawiona przez Gonzalesa, Liberatorego, Kleutgena, Stöckla, Cornoldiego i niektóre naukowe czasopisma, broni we wszystkim i jak najwierniej nauki starej Scholastyki, mianowicie Tomizmu; druga zaś, do której należą Balmes, Tongiorgi, Palmieri i wielu innych, zachowując stanowisko i główne wyżej wspomniane zasady starej Scholastyki, co do reszty rozwija się samodzielnie. Walnym punktem spornym, w którym te szkoły się rozchodzą, jest rzecz o istocie ciał: pierwsi usiłują podtrzymywać i godzić z wypadkami dzisiejszej umiejętności starą teorię Arystotelesa i św. Tomasza o składzie ciał z materii i formy – z powodu czego nazywają się Perypatetykami; drudzy odrzucają całkiem tę teorię i zasadzają istotę ciał na ich składzie atomicznym. Innymi słowy: według pierwszych to, co nadaje ciału jego specyficzne własności, jest istotą realnie różną od materialnego substratum, według ostatnich jest to tylko wynik szczególnego układu i oddziaływania atomicznych składników (11).

 

Ale spór ten nie kończy się na filozofii natury czyli kosmologii – z ciałem ludzkim wchodzi on w psychologię i podobnym sposobem rozdwaja zapatrywania tych filozofów względem połączenia duszy z ciałem, względem władz organicznych i w wielu innych zagadnieniach. Nadto w całej metafizyce pierwsza szkoła broni nauki o przypadłościach rzeczowo różnych od podmiotu i rozmaitych dystynkcyj realnych, które druga szkoła w ogóle odrzuca. W końcu pierwsza szkoła kładzie szczególny nacisk na powagę dawnych mistrzów, często zalicza do dowodów zdania św. Tomasza, jako też axiomata przyjęte w starej Scholastyce i zdaje się mieć na celu wskrzeszenie dawnej nauki, co wyraźnie wypowiada Kleutgen w dziele swym: Philosophie der Vorzeit. Druga znowu szkoła kładzie nacisk na nowsze zdobycze w wszelkich gałęziach wiedzy, w starej zaś Scholastyce upatruje skarbnicę wielkich prawd i zasad filozoficznych, które przyjąć należy dla ich wnętrznej i bezwzględnej wartości, nie zaś jako powagę, na której by można tradycyjnie teorie filozoficzne opierać.

 

Taki jest w głównych zarysach kierunek i stan dzisiejszej Scholastyki. Jakiż więc sąd o niej wydać należy? Poczynając od strony ujemnej, powiemy, że podług naszego zdania dzisiejsi scholastycy mianowicie Włosi, którzy w tym kierunku przewodniczą, nie dosyć uwzględniają nowszą filozofię. Gdyby zamiast zbijać zdania i teorie od dawna zamarłe, jak to wielu czyni, żywiej się zajęli teoriami dzisiejszych filozofów, mieliby sposobność, w niektórych rzeczach z nich korzystać, a w wielu rzeczach zbijać szczegółowo i gruntownie ich zgubne zasady. Nie byłoby to wcale zboczeniem z toru dawnych mistrzów Scholastyki, ale właśnie naśladowaniem ich przykładów. Jak starzy scholastycy walczyli ze współczesnymi wrogami prawdy, tak dzisiejsi powinni zwrócić stal swojej logiki, przeciwko dzisiejszym błędom, naruszającym nie tylko zdrową filozofię ale i zasady Chrystianizmu. Balmes, Kleutgen i kilku innych, którzy tak uczynili, zebrali obfite swej pracy plony. Można by tu powtórzyć wyżej przytoczone słowa św. Klemensa Aleksandryjskiego. "Gdyby nawet filozofia (pogan) była niepożyteczną, już dlatego samego byłaby pożyteczną, aby dowieść, że jest niepożyteczną... gdyż takie tylko zbijanie jest wiarogodnym, które się opiera na znajomości rzeczy" (12).

 

Drugi niedostatek, który zarzucić można dzisiejszym scholastykom, tyczy się umiejętnego całokształtu. Powiedzieliśmy, że i oni nad tym pracują i oraz wytknęliśmy przyczynę, dlaczego u nich to zadanie jest daleko trudniejszym, a mniejszej doniosłości aniżeli u nowszych filozofów niemieckich; jednakowoż przyznać trzeba, że w ogóle zbyt mało dbają oni o tę umiejętność całości; najczęściej poprzestając na jakimś powierzchownym i że tak powiem, zewnętrznym powiązaniu głównych części filozofii, nie starają się wytknąć, dlaczego właśnie te a nie inne części do istoty filozofii należą – dlaczego znowu te części rozpadają się na takie właśnie działy – dlaczego w nich te i owe zagadnienia przychodzą i o ile takowe wyczerpują całość. Słowem u wielu filozofia przedstawia się tylko jako aggregat różnych części i różnych zagadnień – gdy tymczasem każda umiejętność, a przede wszystkim filozofia powinna być organizmem, w którym nie tylko każdy członek z wnętrza istoty wyrasta, ale nawet każda żyłka, każda komórka ma swoje właściwe, naturalne, harmonijne, potrzebne w całości miejsce. Prawda, że ten całokształt nie jest najważniejszą rzeczą w filozofii, że więcej należy do jej formy aniżeli do jej istoty, jednakowoż jest to także rzecz nie małej wagi: bo rozum ludzki potrzebuje tej racjonalnej całości, czyli rozumnej jedności; ta jedność pociąga go urokiem swej piękności – i dlatego filozofia transcendentalna blichtrem udanej jedności tyle umysłów zwiodła; ta jedność nadto go oświeca, bo racjonalny związek części składowych rzuca nowe światło na wszystko – i dlatego Doktor Anielski, jakeśmy widzieli, w obu swoich Summach tak bardzo dbałym jest o ten związek i tak po mistrzowsku go przeprowadza.

 

Takie są naszym zdaniem ujemne strony dzisiejszej Scholastyki. Jakoż widoczną jest rzeczą, że te niedostatki są tylko podrzędne, nie naruszające istoty rzeczy, tudzież, że nie tyczą się samego kierunku, ale tylko wielu filozofów w tym kierunku pracujących; sam zaś kierunek scholastyczny, uważany w swych zasadach, jest nie tylko względnie, czyli w porównaniu do innych dzisiejszych filozofii, najlepszy, ale też bezwzględnie prawdziwy. To twierdzenie jest logicznym wynikiem z wszystkich naszych powyższych studiów. Widzieliśmy, że filozofia z natury rzeczy rozchodzić się musi i faktycznie w swym rozwoju dziejowym rozchodziła się na trzy główne prądy: idealistyczny, czyli zasadzający się wyłącznie na rozwoju rozumowym – empiryczny, wyłącznie oparty na danych przez zmysły – i empiryczno-idealny, oparty na przyrodzonej syntezie zmysłu i rozumu. Widzieliśmy dalej, że dwa skrajne kierunki są zupełnie fałszywe i zgubne, a zatem, że prawda tylko w pośrednim kierunku być może; widzieliśmy wreszcie, że filozofia chrześcijańska, którą zowią Scholastyką, była zawsze, a osobliwie jest za dni naszych prawą przedstawicielką tego kierunku, a zatem i dziedziczką jego prawdy. Być może, że niejedne zapatrywania, niejedne szczegółowe teorie, dotąd powszechnie uznane w szkole scholastycznej, są mylne – być może, że prócz niedostatków, któreśmy sami w dzisiejszych scholastykach wytknęli, można by wiele innych wykryć i może z czasem się wykryją – ale zawsze prawdą zostanie, że kierunek Scholastyki i główne jej zasady z tego kierunku wynikające są zdrowe i prawdziwe. Można w tym kierunku uprawiać filozofię, a nie nazywać się wcale filozofem scholastycznym (13), można na gruncie tych zasad budować systemy w rozmaitych kształtach i postaciach – ale zawsze prawdą będzie, że na tym gruncie budować trzeba, jeśli się chce postawić gmach filozofii trwały i prawdziwy.

 

Ale jeśli tak jest, czemuż Scholastyka tak mało ma wziętości w świecie? Jużeśmy kilka powodów tego upośledzenia widzieli, jako to: że w ogólności filozofia jest dzisiaj w zapomnieniu, a w szczególności, że na imieniu Scholastyki ciężą dotąd uprzedzenia, skargi, nienawiści, szyderstwa prawie czterech wieków; dalej, że dzisiejsi przedstawiciele Scholastyki jeszcze zbyt się zasklepiają w tradycyjnym kółku myśli, a nie dosyć biorą udziału w walce umysłowej swego wieku; w końcu, że w naszych czasach góruje hasło sekularyzacji umiejętności, kierunek zaś, którym idzie Scholastyka, prowadzi logicznie do chrześcijańskiego Teizmu, a przeto nie może się z tym hasłem pogodzić. Ale nadto jest jeszcze jeden powód tego nieuznania Scholastyki, na który rzadko się zwraca uwagę, a który przecież wiele waży. Nasz wiek żąda w filozofii nie mniej jak w powieściach nowości i oryginalności. Przyuczyła go do tego szkoła transcendentalna, która co parę lat rodziła nowe systemy, a każdy system był od fundamentów oryginalnie zbudowany i dlatego każdy taki system sprawiał na razie sensację – pojawiał się jak meteor z blaskiem i hałasem, a zewsząd odpowiadało mu echo opinii: to oryginalny myśliciel! Już zaś w kierunku empiryczno-idealnym, żaden system nie może być w taki sposób z gruntu nowym, dla tego samego, że podstawy tego kierunku są już od dawna znane, dokładnie zakreślone i gruntownie uzasadnione – a przeto najgenialniejsze i najistotniej postępowe prace w tym kierunku narażone są zawsze na zabójczy wyrok opinii: brak oryginalności! kompilacja! odgrzewane średniowieczne mrzonki!

 

Ale doprawdy, czy taki sąd jest słuszny i rozumny? Przyganiać jakiejś filozofii, że się opiera na starych zasadach, znaczy prawie tyle, co przyganiać religii, że się trzyma starego dogmatu – jest to ganić właśnie to, co jest główną zaletą. Filozof, który odrzuca, ryczałtem wszystkie prace przeszłości i stawia całkiem nowe podwaliny prawdy, nowy Absolut, nowe podstawy bytu i myśli – taki filozof przeciwstawia swój rozum rozumom całej przeszłości, orzeka, że cała ludzkość przed nim była tylko w ciemności, albo, jak mówi Kant, w transcendentalnym złudzeniu, a że on dopiero odkrył dla niej początek prawdy; – trudno, aby gwiazdą takiego filozofa, była czysta miłość prawdy. Gdy zaś w jakimś kierunku filozoficznym każdy filozof zaczyna w taki sposób od początku, burząc wszystko, co było przed nim, znak to, że w tym kierunku nie ma wcale prawdy; a przeciwnie, gdzie rozmaici filozofowie przez wiele wieków zgadzają się w zatwierdzeniu tych samych zasad i na tym samym fundamencie dalej budują, to samo już mocno przemawia za prawdziwością tych zasad i gruntownością tego fundamentu.

 

Głębiej w rzecz wglądnąwszy, łatwo dostrzec, że istotnym powodem tego wymagania nowości w filozofii jest po prostu bawienie się filozofią; zamiast brać filozofię na serio jako twarde studium najwyższej prawdy, czyta się, ba! nawet pisze się filozoficzne dzieła tak jak się czyta lub pisze powieści – dla ciekawości lub zaciekawienia: – więc też konsekwentnie uważa się zupełną oryginalność za główną filozofii zaletę.

 

W takim stanie rzeczy prawdziwy kierunek filozoficzny, to jest prąd empiryczno-idealny, ma niezawodnie wiele przeszkód do zwalczenia, ale mimo to wszystko, sądzimy, że do niego należy bliska przyszłość. Mniemanie to opieramy i na historycznym prawie rozwoju filozofii i na najnowszych objawach w atmosferze myśli. Mówiąc o tym prawie dziejowym, widzieliśmy, że gdy prądy skrajne doszły do swych ostateczności, wtedy naturalnym porządkiem przychodzi kolej na prąd środkowy. Otóż w naszym wieku idealizm, doszedłszy do ostatecznego kresu, rozwiał się w sceptycyzmie i można powiedzieć, że już zaginął; materialistyczny empiryzm, który po nim nastąpił, jeszcze panuje w świecie, ale i w nim już widać symptomy bliskiego upadku, jakimi są, już to rzucania się ku niedorzecznym hipotezom, już to pokuszenia sceptycyzmu. Tymczasem prąd środkowy, który w przeszłym wieku i w początkach naszego sączył się jak lichy strumyczek, dziś coraz więcej się wzmaga; Scholastyka, o której temu lat 50 nikt wspomnieć nie śmiał, dziś już coraz głośniej się odzywa w gruntownych dziełach i najpoważniejszych umiejętności organach; wreszcie, jakeśmy gdzieindziej zauważyli, coraz więcej daje się czuć potrzeba zdrowej filozofii; – i dlatego ufamy, że niezadługo zdrowa filozofia powstanie, już nie jako doktryna tej lub owej szkoły, ale jako filozofia wieku.

 

Lecz gdyby nawet reakcja powszechna w tym kierunku nie prędko nastąpić miała, jednak trwanie i ostateczne zwycięstwo filozofii empiryczno-idealnej jest niechybne – bo ona ma za sobą logiczność tj. wrodzone i nieodmienne prawo rozumu i ma za sobą Kościół, który jest filarem i utwierdzeniem prawdy (14).

 

–––––––––––

 

 

Filozofia i jej zadanie, przez Ks. Mariana Morawskiego T. J., Wydanie drugie uzupełnione. We Lwowie 1881, ss. 297-321.

 

Ks. Marian Morawski, PROFESOR UNIW. JAGIELLOŃSKIEGO. Filozofia i jej zadanie. Wydanie trzecie niezmienione. W Krakowie. SPÓŁKA WYDAWNICZA POLSKA. 1899, ss. 295-321.

 

Przypisy:

(1) W szczególności brano za złe św. Tomaszowi, że przypuszczał możliwość świata odwiecznego – na który zarzut odpowiedział dziełkiem: De aeternitate mundi; tudzież ganiono jego zdanie, że materia jest pierwiastkiem indywidualności – na co odpowiedział pismem De principio individuationis. Henryk z Gandawy i inni zarzucali mu także, że uważał duszę za formę, udzielającą ciału nie tylko życie, ale też byt substancji cielesnej (forma corporeitatis). – Nie wchodząc w filozoficzną wartość tych zdań, jest przecież widocznym, że nie ma w nich nic podejrzanego o herezję.

 

(2) Tegoż zdania jest niepospolity teolog i historyk Möhler, Histoire de l'Eglise, t. II, str. 501. – Zważywszy jednak, jaka burza powstała przeciwko św. Tomaszowi zaraz po jego śmierci i jakie krzywdy wyrządzono jego pamięci, nie trzeba upatrywać w tym rozporządzeniu winy kapituły, która je wydała, ale raczej naturalną reakcję i nieszczęśliwy wypadek.

 

(3) W trzynastym wieku słownictwo filozoficzne nie było jeszcze tak ustalone jak w późniejszym czasie; stąd św. Tomasz i inni tego stulecia autorowie używają nieraz wyrazów, które zdają się potwierdzać przesadną naukę późniejszych filozofów o dystynkcjach i przypadłościach. Ale nowsi autorowie, mianowicie Palmieri, gruntownie dowiedli, że scholastycy XIII wieku nie podzielali tych zdań i zupełnie inne znaczenie tym wyrazom przypisywali.

 

(4) Kleutgen, Philosophie der Vorzeit. Tom I.

 

(5) Stąd np. pochodzą mniemania św. Tomasza, że trzy dusze (vegetativa, sensitiva, intellectiva) następują po sobie kolejno w embrionie ludzkim – tudzież że pierwiastkiem indywidualności jest materia signata – itp.

 

(6) Kircher ur. w Fuldzie r. 1602 nie tylko współczesnych wynalazkami swymi i rozległością swej wiedzy zadziwił, ale też niemałe położył zasługi dla nowszej umiejętności. W jego Mundus magnes widać już pierwszy pomysł attrakcji powszechnej; jego Magia catoptrica zawiera teorię bardzo wykończoną o zwierciadłach wklęsłych i soczewkach; przede wszystkim zaś jego dzieła są nieprzebranym magazynem obserwacyj i doświadczeń, które służyły za punkt oparcia i materiał do odkryć XVIII wieku. Można powiedzieć, że Kircher oddał tę samą przysługę nowszej fizyce, co Tycho-Brahe nowszej astronomii. Ale mądrzy ludzie XVIII wieku starali się uwłoczyć jego zasługom i zatrzeć jego pamięć – bo był Jezuitą.

 

(7) Zobacz np. Gerdila Defense du Sentiment du P. Malebranche contre Locke.

 

(8) Filozofowie scholastyczni z XVIII wieku i z początku XIX, jak Hauser, Mayr, Storchenau, Imre, Zallinger itp. – tak mało rozumieją zasady Scholastyki, że np. w Noetyce teorię poznania Scholastyczną mają za jedno z sensualizmem Locke'go i epikurejskim empiryzmem Gassendiego; – w kwestii o połączeniu duszy z ciałem bronią systemu Platona i Kartezjusza (influxus physicus), nie widząc żadnej różnicy między nim a teorią Arystotelesa i Scholastyków; władz duszy organicznych nie odróżniają od nieorganicznych i duchowych. – W końcu u tych autorów scholastycznych co chwila Locke, Leibnitz, Kartezjusz, Wolf, Bako, Gassendi (najróżnorodniejsze w świecie żywioły) występują jako powagi i rozstrzygają kwestie – a najrzadziej słychać o św. Tomaszu z Akwinu.

 

(9) Dzieło to miało w krótkim czasie 5 wydań i prędko się rozeszło po uniwersytetach i seminariach katolickich. Alojzy Dmowski urodził się na Podolu r. 1799. W dziewiętnastym roku życia wstąpił do Towarzystwa Jezusowego, a przed rokiem umarł w Rzymie w Collegium Germanicum.

 

(10) Tę myśl rozwija baron di Grazia w dziele Prospetto della filosofia orthodossa, gdzie dowodzi, że filozofia powinna porzucić mgliste spekulacje Heglistów, a obrać za fundament jedność empirii i rozumu, jedność, która już jest uiszczoną w dziełach Tomasza z Akwinu.

 

(11) Zob. cośmy wyżej powiedzieli o fizyce Arystotelesa.

 

(12) I Strom., c. 2.

 

(13) Każda filozofia kierunku empiryczno-idealnego będzie miała wiele wspólności ze starą Scholastyką, o ile, że będzie stała na tym samym gruncie, ale nie ma żadnego powodu, by imię jednej szkoły przywłaszczać całemu temu kierunkowi, czyli innymi słowy, wszelkiej prawdziwej filozofii.

 

(14) I Tym. III, 15.

 

© Ultra montes (www.ultramontes.pl)

Cracovia MMXXII, Kraków 2022

Powrót do spisu treści książki ks. Mariana Morawskiego SI pt.
FILOZOFIA I JEJ ZADANIE

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ: