WSTĘP NA GÓRĘ KARMELU

 

ŚW. JAN OD KRZYŻA

 

PIERWSZY KARMELITA BOSY

 

DOKTOR KOŚCIOŁA

 

––––––––

 

KSIĘGA I.

 

"Oczekiwaj Pana, mężnie czyń, i niech się wzmocni serce twoje, a czekaj na Pana". (Ps. XXVI, 14).

 

––––––

 

I.

 

Wśród ciemnej nocy

Gorącą niepokojona miłością

O szczęśliwa przygodo!

Niepostrzeżona wyszłam

Podczas gdy w domu moim był spokój.

 

1.

 

Ta jest pieśń duszy radującej się szczęściem swoim iż związki ze stworzeniami zerwała, więzy zmysłów stargała i że wyswobodziła się od niedoskonałości zwierzęcego życia w które ją obłędność umysłu była wtrąciła.

 

Do stanu doskonałości musi się dusza przez noce rozliczne dobijać, które nauczyciele duchowego życia oczyszczeniem czyli umartwieniem duszy nazywają. My je ciemnymi zowiemy nocami, dlatego że wtenczas dusza wewnętrznego wezwania jeszcze nieświadoma, postępuje w ciemnościach, jak człowiek który w ciemnej nocy drogę swą musi namacać.

 

W pierwszej części, o pierwszej nocy mówić się będzie, to jest o umartwieniu i oczyszczeniu części zmysłowej. W drugiej, o drugiej nocy czyli o umartwieniu i oczyszczeniu ducha przez własne duszy usiłowania ku wzniesieniu siebie samej skierowane. W trzeciej i czwartej, o stanie biernym duszy, wykazując jak ona działaniu łaski ulega.

 

Śpiewa więc dusza iż przez Boga powołana i miłością boską porwana, więzy namiętności stargała w tym wszystkim co jest światowe, co pochlebia cielesności, i co wolę weseli lub zachwyca. Tym sposobem, w ciemną noc wstąpiła, czyli w oczyszczenie części swej niższej: a ponieważ jednocześnie musiało umartwienie zmysłów nastąpić, więc powiada że podczas gdy wyszła, dom jej był uspokojony: a to znaczy iż część zmysłowa i żądze w głębokim były umartwieniu uśpione i żadnego nad nią nie miały panowania. Głosi przeto swe szczęście iż niepostrzeżona ujść zdołała, to jest przez żądze doczesne niezatamowana; raduje się tym że wśród nocy wyszła, co znaczy iż ją Bóg od namiętności wybawił, i to wyzwolenie przyrównywa do nocy. Wprowadzając duszę w te ciemności, Bóg znamienite jej dobrodziejstwo wyświadczył, bo taka noc jest łask niewypowiedzianych źródłem obfitym, którego sama przez się ona nie byłaby poznała; gdyż własnymi siłami więzów namiętności, które zjednoczenia się jej z Bogiem nie dopuszczały, zerwać nie mogła.

 

Takie jest pieśni całej znaczenie, a teraz wiersz każden wykładać przychodzi.

 

2.

 

Wśród ciemnej nocy.

 

Pochód duszy ku zjednoczeniu się z Bogiem dla trzech przyczyn zowie się ciemną nocą. Najprzód przez wzgląd na stanowisko z którego ona wyjść pragnie żeby się do Boga zbliżyć mogła: bo żądzom swoim wszelką pociechę z rzeczy posiadanych płynącą, ona musi odmawiać, przeto wyprzeć się takowych zupełnie: to zaś jest poniekąd nocą w której natura musi nurtować. Po wtóre zowie się nocą przez wzgląd na drogę ku zjednoczeniu się z Bogiem prowadzącą: bo tą drogą jest wiara która dla rozumu ciemną zostaje. Po trzecie przez wzgląd na cel do którego chce się dusza wznosić: a tym celem jest Bóg; a że Bóg nad wszystko stworzenie nieskończenie jest wyższym, więc wobec Niego dusza w życiu doczesnym traci władzę widzenia.

 

Kto zatem do zjednoczenia się z Bogiem tęskni, przez te trzy noce musi przechodzić. Anioł młodemu Tobiaszowi przykazał wstrzymanie się od żony przez trzy dni i trzy noce, oraz wątrobę złowionej ryby spalić; to znaczyło iż serce od przywiązania do stworzeń i od służenia namiętnościom oczyszczone być winno i miłością Boga rozpłomienione żeby się z Nim mogło połączyć. Przez umartwienie wypędzonym bywa zły duch i skruszone kajdany którymi duszę miłującą stworzenia obarcza. We wtórej nocy rzekł anioł do Tobiasza że w społeczność świętych wnijdzie patriarchów, którzy ojcami są wiary: podobnie dusza przez wyprzanie się przedmiotów zmysłowego szczęścia pierwszą noc przebywszy, w drugą wstępuje: a wtenczas czystą i prostą jest jej wiara za którą wyłącznie postępuje.

 

W trzeciej nocy anioł Tobiaszowi oznajmił iż dane mu będzie błogosławieństwo, a tym jest Bóg. Przeto w drugiej nocy wyobrażającej wiarę, udziela się Bóg tak skrytym sposobem iż wstępować zdaje się dusza w noc trzecią, ciemniejszą od pierwszej i od drugiej. Gdy ta noc trzecia upłynie, to jest gdy udzielenie się Boga już nastąpiło, dusza choć w ciemnościach pogrążona, połączenia z oblubienicą dostąpi, a tą jest mądrość Boska. A jak anioł młodemu Tobiaszowi przepowiedział iż w trzeciej nocy w bojaźni Boga do małżonki przystąpi, podobnie bojaźń Boga do ostatniej doskonałości wyniesiona, z miłością spłynie się Boską i dusza przez miłość przeobrazi się w Boga. Żeby przecie przedmiot ten objaśnić, szczegółowo przyczyny każdego działania rozbierzemy.

 

Albowiem te trzy noce są w istocie jedną nocą trzy części mającą. Pierwszą, to jest noc zmysłów, przyrównywa się do zmroku w którym niknie widzenie przedmiotów. Druga czyli noc wiary, odpowiada północy gdy ciemność zupełna wszystko zakrywa. Trzecia, która udzieleniem jest Boga, podobieństwo ma do ostatniej części nocy czyli raczej do świtu po którym światło słońca następuje niebawem.

 

3.

 

Nocą tu zowiemy ukarcenie rozkoszy we wszystkim: bo gdy to właśnie naturalnej nocy jest cechą iż się oczy żadnym światłem ani widokiem cieszyć nie mogą, więc nocą słusznie nazywać stan ten w którym żądzom wszelka odmówiona jest folga. Od przyjemności które są żądzy żywiołem dusza stroniąc surowo, przebywa w nocy poniekąd, od wszelkich wrażeń ogołocona. Oczy ludzkie tylko przez widok przedmiotów oświetlonych istnienia swojego utrzymują świadomość którą w ciemności tracą, tak i dusza wrażeniom nagłym przez wzburzenie namiętności poczętym, zawdzięcza świadomość doczesnego życia. Gdy zaś namiętności w umartwieniu usnęły, już dusza od stworzeń nie będzie brać życia: ogarnie ją ciemność i opustoszenie czułości zewnętrznej. Kiedy na przykład dusza nie daje namiętnościom cieszyć się wrażeniami słuchu, więc dla rzeczy które przez ten zmysł poznawała, martwą zostanie; podobnież dla rzeczy widzianych gdy się od przyjemności przez oczy doznawanych ze stałością odwraca.

 

Przeto wszelkie rozkosze od stworzeń pochodzące odrzucając i mając się do przedmiotów zmysłowych jakoby nie były, dusza w ciemnej nocy nurtuje czyli w zupełnym ogołoceniu względem stworzeń zostaje. Bo gdy stworzeń inaczej nie poznaje jak tylko przez zmysły, więc wpływom zmysłowym broniąc przystępu, zostanie bez poznania i bez wiedzy od stworzeń pochodzących. Wprawdzie dlatego zmysły działać i czuć nie przestaną, wszelako dusza na te poruszenia nie zważając, nieczułą i martwą zachowuje się względem wszystkiego, tak jak gdyby zmysły działać przestały. Podobnie człowiek zamykający swe oczy wpośród dnia, zostaje względem światła słonecznego jak gdyby światła nie było.

 

O tym zdaje się prorok Król mówić: "Jamci jest ubogi, i w pracach od młodości mojej" (Ps. 87, 16). Bo chociaż wielkie bogactwa posiadał, do nich jednak serca nie przywiązywał, i tym sposobem istotnie był ubogim. Kto by zaś żadnych nie posiadając bogactw, przecie takowe zapalczywie pożądał, ten lgnąc duszą do rozlicznych przedmiotów, już by nie miał cnoty ubóstwa.

 

Z tych przyczyn ubóstwo duszy ciemną nocą nazywamy: ale to nic nie ma wspólnego z zewnętrznym niedostatkiem, bo dusza zatrzymująca żądze bogactw, ubogą zwać się nie może. Ubóstwo ducha zależy na niedostatku tych przyjemności które rzeczy doczesne mogą sprawić: a z takiego ubóstwa wypływa swoboda duszy doskonała. Już jej dobra ziemskie nie zajmują: nie smuci onych strata, nie upaja przybycie, a nie będąc przedmiotami jej kochania, żadnego nad nią panowania nie mają. Nie przywiązując więc do nich ni woli ni upragnienia, dusza bezpieczną od szwanku zostaje, bo tylko przez wolę i pożądliwość może upadać.

 

Taką to jest pierwsza noc duszy, przez wzgląd na część niższą człowieka. Obaczmyż jakie na nią dobra spływają, gdy dążącej ku jedności z Bogiem uda się wyjść z domu swego, podczas gdy ciemna noc ogarnęła zmysły.

 

4.

 

Dusza zjednoczenia się z Bogiem pragnąca, przez noc ciemną przechodzić musi, to jest przez umartwienie namiętności i wyprzanie się wszelkich przyjemności które mogą dawać stworzenia. Zamiłowanie takich rozkoszy doczesnych jest wobec Boga niby ciemnością okrywającą duszę i czystej światłości Boskiej przeciwną: bo światłość z ciemnością pogodzić się nie może, ale jak mówi Jan święty, "światłość w ciemnościach świeci, a ciemności jej nie ogarnęły" (Jan 1, 5).

 

Dwie sprzeczności razem istnieć nie mogą w jednym przedmiocie, a jak pisze Apostoł: "co za towarzystwo światłości z ciemnościami?" (II Kor. 6, 14).

 

Przeto więc dusza, jak długo do stworzeń lgnąć będzie, jedności z Bogiem nie może dostąpić. To się jaśniej jeszcze wykazuje gdy zauważymy że kochanie stworzeń czyni duszę do nich podobną, a tym większe podobieństwo, czym mocniejsze kochanie, bo to miłość ma właściwego iż miłującego w przedmiot miłości przeobraża. Dlatego Dawid o bałwanach ludów zawołał: "Niech im podobni będą którzy je czynią: i wszyscy którzy im ufają" (Ps. 115, 8).

 

Kto się więc w stworzeniach kocha, jest podłym jak i one, a nawet podlejszym, ponieważ miłość kochającego podbija i sługą czyni swojego kochania. Przeto dusza kochająca przedmioty obce Bogu lub Bogu przeciwne, ani doskonałego z Nim zjednoczenia, ani przeobrażenia w doskonałość dostąpić nie może. Niskość stworzenia z wielkością Boga mniej jeszcze pogodzić się zdoła, niż ze światłością wchodzić ciemność w towarzystwo.

 

Bo też zaiste, co tylko na ziemi i w niebiosach jest, to w porównanie z Bogiem jest niczym, jak woła Jeremiasz: "Patrzyłem na ziemię, a oto czcza była i nikczemna, i na niebo, a nie było na nim światłości" (Jerem. 4, 23): wyrażając iż ziemia i cokolwiek się na niej znajduje, nikczemnością jest wobec Boga, a niebo choć światłem promieniste, przy Nim jest bez blasku żadnego.

 

Z tego widno nicestwo stworzenia co do wartości swej: widno że kochając się w stworzeniach niżej nicestwa zstępujemy, pielęgnując to co jednoczeniu się naszemu z Bogiem stoi na przeszkodzie, i co przeobrażenia się naszego nie dopuszcza. Ciemności są przeczeniem światła ale w sobie żadnego bytu nie mają, a kto się w ciemności zanurzył, światła nie może widzieć ni poznawać. Podobnie więc dusza w stworzeniu rozkochana nie pozna Boga, nie wejdzie w udział Jego szczęśliwości przez czystą z Nim jedność w życiu ziemskim, ani w żywocie wiekuistym jasnego widzenia Jego nie dostąpi. To przez porównania niektóre objaśnię.

 

Istnienie wszystkich stworzeń jest niczym w porównaniu z istotą nieskończoną Boga, przeto kochająca się w nich dusza jest niczym i niższą od nicestwa: jakże więc mogłoby się nicestwo z istotą istotową połączyć, to co jest niczym z Tym który wszystkim jest?

 

Wszelka piękność stworzona przy nieskończonej piękności Stwórcy jest niczym, a nawet, jak mówi Salomon, jest to "omylna wdzięczność i marna piękność" (Przyp. 31, 30). Takiej więc szpetności zamiłowanie duszę szpetną uczyni, i w piękność przemienić się nie dozwoli, gdyż to co szpetne, zarazem i piękne być nie może.

 

Co więcej, wszystka wdzięczność stworzeń przy nieskończonym wdzięku Boga brzydka wydawać się musi. Kiedy więc w tym dusza upodobanie znajduje, musi Panu stać się przeciwną, bo między Tym a ową marną wdzięcznością jest przedział niezmierzony.

 

Jeśli do Boskiej nieskończonej dobroci wszystką dobroć stworzeń przyrównamy, okaże się ona w świetle złości, ponieważ "żaden nie jest dobry tylko Bóg" (Łk. 18, 19). Lgnąca do stworzonej dobroci, staje się więc dusza złą przed Bogiem: a gdy złość z dobrocią nie mogą się jednać, przeto dusza w takim stanie będąca zbliżyć się nie może do Boga.

 

Wszystka mądrość świata przy mądrości Boga jest głupstwem, jak św. Paweł do Koryntian pisze (I Kor. 3, 19). Kto by więc mniemał iż własną mądrością do Boga wznieść się potrafi, głupim będzie u Boga, bo z mądrością głupstwo zespolić się nie potrafi. Nie są mądrymi u Boga którzy siebie mają za mądrych "albowiem powiadając się być mądrymi, głupimi się stali" (Rzym. 1, 22). Mądrość wedle Boga tylko tacy pojmują, którzy w swą mądrość nie dufając, jakoby dzieci i nieuki, Jemu z miłością służą i przykazań Jego słuchają. O tej to mądrości Apostoł naucza mówiąc: "Niech się żaden nie zwodzi: jeśli kto zda się być mądrym między wami na tym świecie, niech się stanie głupim, aby był mądrym" (I Kor. 3, 18). Do Boga więc prędzej uniżoność rozumu niż nauka może duszę doprowadzić.

 

Wszystka moc i potęga ludzka przy wszechwładztwie i wolności Boga są niewolą i ujarzmieniem ducha: ubiegający się więc za godnościami, za bogactwami, za urzędami, za środkami zadość czynienia namiętnościom, przed Bogiem stawa nie jako wolny człowiek i syn ukochany, lecz jako osoba podła i chuci niesfornych służalec, niechcący żyć wedle nauki Chrystusowej która głosi iż ostatnim siebie uczynić ma kto pragnie zostać najpierwszym. Już wtenczas dusza nie pozna swobody duchowej do jedności z Bogiem prowadzącej, a ujarzmieniu przeciwnej, i to jarzmo namiętności musi być przede wszystkim zrzucone. Czytamy też jako Abrahama uprosiła Sara by wyrzucił Agar ze synem z domu swojego żeby nie był dziedzicem syn niewolnicy z synem jej Izaakiem (Gen. 21, 10).

 

Wszystkich rozkoszy i słodyczy stworzeń boleść i gorzkość poznamy gdy się w rozkoszach i słodkościach od Boga idących rozpatrzymy. Kto więc w jednym tylko świecie szczęścia swego szuka, ten najsprawiedliwiej spotka się z męczarniami.

 

Wszystkie bogactwa, wszystka sława ziemskie, przy bogactwie i świetnościach Boskich są nędzą i wstydem: a dusza w próżności zamiłowana, w ostateczne ubóstwo i największą hańbę wobec Boga wpada. Nigdy do posiadania najobfitszych dóbr w Bogu wznieść się nie potrafi, bo przedział jest niezmierny pomiędzy największym ubóstwem i największą obfitością, między najsroższą nędzą i szczęśliwością bez zakresu.

 

Dla tej to przyczyny mądrość Boska do lubowników światowości woła: "O ludzie do was wołam, a głos mój ku synom człowieczym. Zrozumiejcież maluccy chytrość, a głupcy obaczajcie się. Słuchajcie, bo o wielkich rzeczach mówić będę.... Przy mnie są bogactwa i sława, pyszne majętności i sprawiedliwość. Lepszy bowiem jest owoc mój niż złoto i kamienie drogie, a urodzaje moje niż srebro wyborne. Na drogach sprawiedliwości chodzę, w pośrodku ścieżek sądowych, abym ubogaciła tych, którzy mnie miłują, i skarby ich abym napełniła" (Przyp. 8, 4-21).

 

Mądrość słowa te do wszystkich kochanków stworzeń stosuje: malutkimi nazywa, bo malutkie przedmioty kochając sami zdrobnieli. Do zrozumienia powołuje i do rozważania nad dobrami, sławą, sprawiedliwością i innymi istotnie wielkimi bogactwami. O Bogu mówić do nich zamierza, ażeby stworzonych przedmiotów oduczyli się cenić wysoko i wyższość tych bogactw wykazuje które sama jedna dać może. Przeto namawia by ludzie zamiłowanie stworzeń przytłumili, a całą miłość zachowali dla Stwórcy żeby się z Nim połączyć.

 

5.

 

Doskonale św. Augustyn różnicę między Bogiem i stworzeniami poznał: jak daleko od Niego kochankowie stworzeń przez to kochanie porwani opisał, kiedy do Boga tymi odzywał się słowy: "Nędznym zaiście! kiedyż ja wedle Twej sprawiedliwości to co we mnie niesforne sprostuję? Tyś dobry, ja złośnik; Tyś prawy, ja bezbożny; Tyś święty, ja grzeszny; Tyś sprawiedliwy, ja niesprawiedliwy; Tyś światło samo, ja ślepy; Tyś życie, ja umarły; Tyś lekarz, ja chory; Tyś prawdą najwyższą, ja tylko próżność i obłuda" (Soliloquia, c. 2). Tak o sobie samym mówi święty Ojciec Kościoła, skłonność swą ku stworzeniom rozważając, a to się do wszystkich ludzi daje stosować, bo wszyscy namiętnościom hołdują.

 

A więc ten jest wielce zaślepionym, który pochlebia sobie nadzieją dostąpienia szczytnego stanu jedności z Bogiem, nie wytępiwszy wprzód w sercu swoim kochania rzeczy przyrodzonych, a nawet upragnienia nadprzyrodzonych, za którymi nie dla chwały Pana naszego tęskni, lecz dla widoków własnego upodobania. Albowiem dobra które sobie własna wola zyskać może, wcale od tych różnymi są które wskutek łaski udzielają się duszy w Bogu przeobrażonej. Mówi też Pan: "Tak tedy każdy z was który nie odstępuje wszystkiego co ma, nie może być moim uczniem" (Łk. 14, 33).

 

Wszystkiego więc odstąpić niewątpliwie musimy, bądź jest mienie istotne, bądź przywiązanie ducha do ziemskich dostatków. Syn Boży zstąpił na ziemię nauczać ludzi pogardy dla stworzeń, żeby ducha Boskiego mogli przyjmować. A kto ze stworzeniem nie zerwie, ten ducha Bożego w zjednoczeniu się z Bogiem nie otrzyma.

 

W Exodzie wyobrażenie tej prawdy znajdujemy (Exod. 16, 3). Bóg mannę dał Izraelitom dopiero kiedy mąkę z Egiptu wywiezioną byli spożyli, i tym wskazał że niebiosowego pokarmu nie możemy dostąpić jak długo ze stworzeń pożywienia ciągnąć nie przestaliśmy. Ci więc którzy na doczesnych przedmiotach przestawają, Duchem Bożym ożywieni być nie mogą, a nawet gniew Najwyższego na siebie ściągają. Tak to było z Żydami, miłość Boga z żądzami cielesnymi mieszającymi, gdy manną znudzeni, mięsa pożądali i grubą strawę nad chleb anielski przekładając, w niełaskę Pana wpadli. Sprawiedliwość Boska w zapamiętałości ich łakomstwa na nich spadła i wielu poumierało jak król Prorok w Psalmach opowiada (Ps. 77, 31).

 

Gdyby też ludzie duchowi pojmowali jakich skarbów i dobrodziejstw Ducha Świętego pozbawionymi zostają dlatego że się od nikczemności ziemskich nie chcą odrywać! gdyby też wiedzieli iż zrzeczeniem się przyjemności stworzonych mogliby największych używać słodyczy, czyliż by wszelkich nie odrzucili pocieszeń światowych? Ale że tego nie chcą uczynić, więc duchowych rozkoszy nie mogą poznawać! Tak Żydowie rozlicznych smaków manny nie czuli, chociaż te miała w istocie: ale bo samej kosztować niechętni, różnych jeszcze żywności pragnęli. Kto więc prócz Boga ku innym ma się przedmiotom, Jego samego nie zdoła smakować, bo lekceważy, kładąc Go na równi z rzeczami nieskończenie niższymi.

 

Z doświadczenia wiemy, iż serce przedmiotowi ukochanemu daje pierwszeństwo nad wszystkimi innymi, chociażby te w sobie celniejszymi były: a gdy postawi na równi, przecież jest to jeszcze poniżeniem doskonalszych. Otóż Bóg od wszystkiego jest doskonalszym, i dusza kochająca cokolwiek bądź przy Nim, Jemu niezmierną zniewagę wyrządza. Cóż dopiero gdy wyżej Niego?

 

W księdze Exodu powtórne wyobrażenie takiej treści znajdujemy. Albowiem gdy Bóg Mojżesza na górę Synaj powołał, żeby do Niego przemówić, polecił Izraelitom na dole pozostać i paść nawet bydło w bliskości zabronił. (Exod. 34, 3).

 

Znaczy to iż dusza chcąca wstąpić na górę doskonałości dla zbliżenia się z Bogiem, nie tylko wszystkie stworzenia oddalić powinna, ale nadto namiętnościom naturę bydlęcą mającym nie dawać przystępu w bliskości do owej góry. Pociechy przeto nie ma szukać jeno w Bogu samym, u którego, do szczytu wydoskonalenia doszedłszy, znajdzie pokój i swobodę.

 

Kto więc na wierzch tej góry wnijść pragnie, niech namiętności swe we wszystkim poskromi. Czym gorliwiej i pilniej wyprze się wszystkiego, tym snadniej doskonałości dostąpi, a tej dostąpić wcale nie może chociażby żył najcnotliwiej, jeśli wprzódy duszy swej z pod panowania namiętności nie wyswobodzi. (Exod. 34, 2).

 

Trzecie wyobrażenie umartwienia, patriarcha Jakub wykazuje. Idąc na górę Bethel dla wystawienia świątyni i ofiarowania Bogu, "zezwał dom wszystek swój i rzekł: Odrzućcie bogi cudze, którzy w pośrodku was są, a oczyśćcie się, i odmieńcie szaty wasze" (Gen. 35, 2). Z tego widno, iż chcący na górę doskonałości wstąpić i Bogu uczynić ofiarę miłości i chwały, wprzód trzy rzeczy musi dokonać. Po pierwsze odrzucić bogi cudze, to jest nieprawe przywiązania; po wtóre oczyścić się od skaz namiętności przez pokutę; po trzecie odmienić szaty swe, poddając się działaniu łaski która przemieniwszy rozum i wolę, obdarza duszę władzą poznania Boga sposobem nadprzyrodzonym którego dawniej nie miała. Bóg wtenczas miłość ludzką i kochanie przyjemności w sercu człowieka wytępi, a boską miłość rozogni. Przeto rozum i wola wedle natury swej stworzonej działać przestaną a powezmą myśli, wyobrażenia i czucia, wyższe nad sferę stworzoną a niepojętą słodyczą uwieńczone.

 

Wtenczas więc, w zjednoczeniu się z Bogiem, wszystkie ludzkie działania staną się boskimi, i będzie dusza ołtarzem ofiarniczym miłości i chwały wznoszących się jedynie ku czci Boga. Chciał też Bóg w Starym Zakonie ażeby ołtarz był "nie zupełny ale czczy i wewnątrz próżny" (Exod. 27, 8): co znaczy iż dusza ołtarzem godnym Boga swojego być nie może, jeżeli wewnątrz od wrażeń wszystkich wolną nie będzie.

 

Zakazał Bóg także włożyć na ołtarz ogień obcy (Lewit. 10, 1), a stąd Nadab i Abiu synowie Aaronowi uczyniwszy co im było nieprzykazane, zostali przez ogień od Pana pożarci. Niechaj nas to naucza iż dusza chcąca być ołtarzem Najwyższego, nigdy ogniowi miłości boskiej nie powinna dać gasnąć, ani żarów kochania ludzkiego nie przypuścić, ponieważ Bóg żadnego podziału z przedmiotem obcym nie ścierpi. Znajdujemy też (I Król. 5) że Filistynowie postawiwszy skrzynię Bożą podle Dagona, znaleźli bałwana swego skruszonego na kawałki. Jak nie ścierpiał Bóg bliskości urojonego bożyszcza w jednym zborze, tak żądz ziemskich w jednym z sobą sercu nie ścierpi. Tylko takich w łasce przyjmuje którzy przykazaniom Jego są posłuszni, którzy wewnętrzne i zewnętrzne krzyże znoszą ochotnie: bo jak w skrzyni znajdywały się same tylko księga zakonu i różdżka Mojżeszowa będąca krzyża wyobrażeniem, tak On chce by dusza przykazaniom była doskonale posłuszną i Krzyż Pański z nieograniczoną uległością znosić gotową.

 

6.

 

Co dotąd powiedziano wykaże się jaśniej gdy rozpoznamy dwojaką szkodę którą żądze dla duszy przynoszą, raz przez niszczenie, po wtóre przez działanie. Co do pierwszej one duszę ducha Bożego pozbawiają, co do drugiej one gwałtownością swą duszę znużają, dręczą, wprawiają w zawrót, zanieczyszczają i osłabioną podbijają. O czym Jeremiasz: "dwie złości uczynił lud mój: mnie opuścił źródło wody żywej, a ukopali sobie cysterny, cysterny rozwalone, które nie mogą wody zatrzymać" (Jerem. 2, 13).

 

Tych dwóch złości jeden jest początek: bo skoro się dusza niewierna Bogu, przywiązuje do stworzeń, wnet to przywiązanie bierze nad nią górę i niezdolną czyni wzniesienia się ku Bogu: albowiem przeciwne sobie są miłość Boga i kochanie stworzeń i razem w sercu jednym znajdować się nie mogą. Aboż stworzenia ze Stwórcą dadzą się zestawić, przedmioty zmysłowe z przedmiotami ducha, rzeczy widome z niewidomymi, doczesne z wiekuistymi, strawa ziemska z chlebem boskim, i zamiłowanie bogactw świata z wyprzaniem się wszystkiego oraz ubóstwem dla miłości Jezusa Chrystusa poniesionym?

 

Jak jednego ciała w pewnym miejscu osadzić niepodobna, póki się drugiego nie wyrzuci, tak duch czysty w duszę nie zstąpi, jak długo zmysłowością i niższymi wrażeniami przepełniony zostanie. Powiada też Pan: "Nie dobra jest brać chleb synowski a miotać psom" (Mt. 15, 26) i "nie dawajcie psom świętego" (Mt. 7, 6). W tym Pan tych co się podbiciem namiętności swoich do przyjęcia czystego ducha Bożego gotują, przyrównywa do dzieci, a nasycenia namiętności we stworzeniu szukających psami nazywa. Bo dzieciom ojciec zasiadać do stołu swego i jedną żywić się strawą dozwala, kiedy psom zostawione okruszyny na ziemię spadające. A zaś okruszynami ze stołu Bożego spadłymi są stworzenia wszystkie, więc słusznie lubowników stworzeń zwać psami, którym się chleba synowskiego nie daje, bo okruszynami zajęci, strawy ojcowskiej to jest czystego ducha Stwórcy swojego, nie pragną. Ale tymi okruszynami nasycić się nie mogą, więc sprawiedliwie mówi o nich Dawid: "będą mrzeć głód jako psi i będą chodzić koło miasta. Ciż rozbieżą się ku jedzeniu a jeśli się nie najedzą, będą szemrać" (Ps. 58, 15. 16). Ten to jest smutny los lubowników namiętności swych: oni rozpaczają jako głodem udręczeni. Nie można zatem porównać żądzy stworzeń z zadowoleniem które daje duch Boży: i w udział drugiego dusza nie wejdzie jak się długo pierwszej nie wyprze. Przeto więc wyswobodzenie i oczyszczenie duszy nie mniejszą chwałą Boga jest aniżeli stworzenie świata, bo nicestwo z którego stworzony świat, nie mogło się woli Boga opierać, a złość ludzka woli się świętej opiera. Tyle co do pierwszej szkody którą dusza ponosi od namiętności przez odepchnięcie ducha Bożego. Teraz o wtórej szkodzie mówić będę, o szkodzie działającej w sposób pięcioraki przez męczenie, zasmucenie, zaciemnienie, zanieczyszczenie i osłabienie duszy.

 

Męczą duszę żądze podobne do niespokojnych dzieci które wszystkiego pragną a niczym nie są zadowolone. Jak dzieci matkę, tak żądze męczą duszę do znużenia, bo dla nich musi nieustannie pomiędzy stworzeniami przedmiotów pociechy szukać i tych pracowicie nabywać. Ale na próżno chcieć żądzom we wszystkim dogodzić, one spokoju nie dadzą i mieć same nie będą, bo wszystkie stworzenia są niby cysterny rozwalone w których wody dosyć nie ma by namiętne pragnienie ugasić. Do tego stosujmy słowa Izajasza: "a jako się śni głodnemu a on je, a gdy się ocuci czcza jest dusza jego, a jako się śni pragnącemu a on pije, a gdy się ocknie spracowany jeszcze pragnie, a dusza jego czcza jest" (Izaj. 29, 8). Jako w gorączce, pragnienie dopiero razem z gorączką ustanie, tak w duszy nie uśmierzy się niepokój jak długo uśmierzonymi namiętności nie będą. Powiada też cierpliwy Job: "gdy się nasyci ściśnion będzie, będzie się pocił, i wszelaka boleść przypadnie nań" (Job. 20, 22). Żądze także męczą duszę jak wichry chłostają morza. "Niezbożnicy są jako morze zaburzone które się uspokoić nie może" (Izaj. 57, 20).

 

Na koniec dusza chcąca żądzom dogadzać, pod nimi upada: czcza strawa za którą chwyta gwałtowniejszą żądzę pobudza, "bo w chęci swej przyciąga wiatr miłości swej" (Jerem. 2, 24). A woła dalej Prorok: "pohamuj nogę twą od nagości i gardło twe od upragnienia" (ibid. 25) to jest myśli swe i uczucia swe od poszukiwania przyjemności zmysłowych odrywaj, i nie szukaj pocieszenia w źródle niepokoju. Bo jak człowiek pożądliwy gdy celu upragnienia swojego dopiął, zawodu i rozpaczy doznaje, tak dusza namozoliwszy się dla nasycenia żądz swoich, znajduje w tym pokarmie truciznę która wnętrzności jej pali. Można zaprawdę żądze przyrównać do ognia który tym gwałtowniej bucha czym się więcej paliwa dodaje: ogień wprawdzie gaśnie gdy spłonęło drzewo, ale żądza gdy pastwę pochłonie jeszcze się bardziej rozogni. Dobrze więc rzekł Izajasz: "ustąpi na prawą stronę a łaknąć będzie, i jeść będzie na lewej a nie naje się" (Izaj. 9, 20). Bo sprawiedliwie ci łaknąć będą którzy namiętności swoich nie chcąc umartwiać, pragnęliby przecie zbliżyć się do Boga będącego na prawej stronie! Słodyczami ducha Bożego nasyconymi być nie zasługują. Ani zadowolenia na lewej znaleźć nie zdołają, to jest pomiędzy stworzeniami, bo od Tego odstąpili który zadowolenia źródłem jest jedynym, a za tamtymi gonią które czczą dają strawę. Tak więc duszę poddającą się ich władzy, żądze męczą okrutnie.

 

7.

 

Wtóre zło jest że namiętności duszę zasmucają. Ona staje się podobną do okutego niewolnika którego cierpienia dopiero przez zdjęcie kajdan kończyć się mogą. Tak i dusza cierpieć nie przestanie jak długo będzie chodzić w okowach. O tym Dawid: "powrozy grzeszników uplotły mnie", to jest sidła namiętności (Ps. 118, 61).

 

Jak człowiek w nagości na cierniach pokładziony, tak dusza na łożysku namiętności szukająca spoczynku, rozpaczliwie przewracać się musi, bo zewsząd boleść ją trapi. Mówi król Prorok: "Obstąpili mnie jak pszczoły, i rozpalili się jak ogień w cierniu" (Ps. 117, 12) to jest: w namiętnościach rozżarzy się płomień zgryzot i żałości i duszę do smutku doprowadzi.

 

Czym więc gwałtowniejsze są żądze tym większe duszy udręczenie: czym ona bardziej namiętnościom folguje tym przykrzejszego doznaje znękania i w miarę wyuzdania pożądliwości mnożą się boleści. Słowa Objawienia stosują się do tego: "jako się wiele wynosiła i w rozkoszach była, tyle jej dajcie męki i żałości" (Apok. 18, 7). Jak Samson w ręce wpadłszy nieprzyjaciół, sił pozbawiony, z wykłutymi oczyma do kamienia młyńskiego został przywiązany i wszelakim poniżeniom poddany, tak dusza przez namiętności podbita traci swą moc, traci widzenie, kamień obracać musi w usłudze pożądliwości i sromotną cierpieć zniewagę.

 

Zmiłuje się wszelako Bóg nad nieszczęśliwymi służalcami namiętności swych, i do siebie jako do źródła swobody, dóbr prawdziwych i rozkoszy niezmiennych przywołuje. Słowami Proroka do nich przemawia: "Wszyscy pragnący pójdźcie do wód, i którzy nie macie srebra kwapcie się, kupujcie, a jedzcie; chodźcie, kupujcie bez srebra i bez żadnej zamiany, wino i mleko. Czemuż odważacie srebro nie za chleb, a pracę waszą nie za nasycenie? Słuchajcie słuchając mię, a jedzcie dobro, a rozkoszować będzie w tłustości dusza wasza" (Izaj. 55, 1. 2). Te słowa rozbierajmyż stosownie do przedmiotu naszego. Wszyscy pragnący, to znaczy wy którzy pragniecie zadość czynienia żądzom waszym. Którzy nie macie srebra, to jest woli dość silnej by stworzenia ochotnie opuścić dla połączenia się z Bogiem. Kupujcie wino i mleko, czyli spokój i słodkość ducha Bożego. Bez srebra i bez żadnej zamiany, to jest bez pracy i z mniejszym mozołem od tego z którym służycie swoim namiętnościom. Czemuż odważacie srebro to jest wolę waszą, pracę waszą, to jest staranie koło namiętności, nie za chleb, to jest nie dla nasycenia się duchem Bożym? Słuchajcie rad moich a pożywi się dusza wasza strawą duchową którą ja daję i opływać będzie w pełności życzeń swoich. Otóż żeby tej tłustości dostać, trzeba się wszystkich przyjemności stworzonych wyprzeć które tylko smutek mogą zrodzić. A radości nic nie daje krom ducha Bożego.

 

Dlatego spracowanym i od jarzma namiętności znużonym każe Pan pójść do siebie (Mt. 11, 28) i odpoczynek duszom naszym obiecuje, albowiem na nas niewolnikach żądz własnych, nieprawości jako brzemię ciężkie obciążały (Ps. 37, 5).

 

8.

 

Żądze zaciemniają duszę grubą powłoką błędów, niedopuszczających ni promieni słońca jej przyrodzonego to jest rozumu ludzkiego, ni światłości Boskiej. Podobnymi są do mgły wznoszącej się z bagniska i zasłaniającej widok nieba, albo do błota które będąc poruszone w krynicy, ujrzeć czystego w niej odbicia nie daje. To wyraził Dawid mówiąc iż obtoczyły go złe, i nie mógł przejrzeć (Ps. 39, 13).

 

Gdy zaciemni się umysł, wnet wola moc swą utraca i pamięć swą władzę: a że od umysłu wszelkie wypływa działanie, przeto dusza swobodnie działać przestaje. Jak mówi Prorok: "dusza strwożona jest bardzo" (Ps. 6, 4) to jest wszelkie jej władze tracą moc działania. Umysł przed światłością mądrości Boskiej zamyka się, wola miłości dla Boga powziąć nie może: pamięć wielkości i dobrodziejstw Pana swojego świadomość gubi.

 

Namiętność będąc ślepą, duszę zaślepia; opiera się rozumowi a chcąc wszelako prowadzić duszę, sprowadza ją na bezdroża jak ślepego ślepy przewodnik. Syn Boży wyraźnie powiada: "A ślepy jeśliby ślepego prowadził, obadwa w dół wpadają" (Mt. 15, 14).

 

Światło które wtenczas jeszcze przed duszą migać się może, zgubę jej przyśpieszy, jak motylowi na to tylko służy władza widzenia by się rzucił na ogień, albo rybie na to żeby pochodnią przyciągnięta w sieci wpadła nastawione. Tak dusza fałszywym blaskiem stworzeń uwiedziona, w sieciach szatana wikła się i ginie.

 

Mówi też dziwnie pięknie Psalmista: "przypadł z wierzchu ogień i nie ujrzeli słońca" (Ps. 57, 9). Bo namiętność jest ogniem i żarem pożądliwości: olśniwszy duszę nie dozwala ujrzeć słońca czyli prawdziwą światłość umysłu, jak przyrodzoną tak nadprzyrodzoną. Oczy przedmiotu widzieć nie mogą jeśli po przed niego obce światło zabłyśnie, również dusza Boskiej światłości widzieć nie zdoła jeśli się pomiędzy nimi wkradnie żądza, i fałszywym blaskiem poznanie uwiedzie. Próżną przeto nadzieję wznoszenia się do Boga mają ci którzy w biczowaniach i postach swą pokładając nadzieję, umartwienie namiętności zaniedbują. Namiętności poskromić, to najważniejsza. Niech się do tego przykładają a w jednym miesiącu postąpią więcej aniżeli przez rok cały na zewnętrznych ćwiczeniach strawiony. Rolę źle uprawioną będzie na próżno rolnik obsiewał, bo ziemia źle wyrobiona same tylko rodzi chwasty. Tak też żadnego w życiu duchowym nie uczyni postępu, kto namiętności wytępić nie usiłuje: a w duszy przez silne umartwienie nieoczyszczonej, wszelkie dobre wzruszenia zostaną przygłuszone przez niedbałość, brak żarliwości i ciemnotę. Żądze są dla duszy co bielmo dla oka; o takiej dobrowolnej ślepocie i o gniewie Boga na takich ludzi woła Dawid: "Pierwej niźli ciernie wasze poczuły tarń, jako żywych tak ich w gniewie pożre" (Ps. 57, 10). To znaczy, pierwej niźli żądze do największego stopnia doszedłszy, duszę przed światłością Boską zupełnie zamkną, Bóg takich ludzi wygubi, czy to przez śmierć czy trapiąc ich w życiu doczesnym rozmaitymi bólami, czyli zachowując ich na męki w ogniu czyśćcowym. A cierpienia na ziemi zsyłając, Bóg w łasce swej zamierza przeszkody które żądze światłu przeciwstawiają wyniszczyć i duchowe upadki uleczyć.

 

Oby ludzie wiedzieli jakich się to skarbów Boskiego światła dla zgubnych namiętności zrzekają! oby całą rozciągłość złego poznali które niedoskonałego umartwienia jest skutkiem! Bo w takim stanie za żadnym natchnieniem ani darem Boga bezpiecznie prowadzić się nie mogą, ani się nadzieją cieszyć iż ciemności dusznych i licznych klęsk zdołają unikać, które przewaga żądz i panowanie pożądliwości na nich muszą sprowadzać.

 

Któżby był śmiał przepowiedzieć iż Salomon, ów mędrzec tyloma łaskami Bożymi obdarzony, przez zaślepienie ducha i twardość serca w starości swej, bałwanom będzie pokłon oddawał, z ujmą czci jedynemu Stwórcy wszechświata należnej? (III Król. 11, 4). Skądże takiej sromoty początek? Otóż z zbytniego kobiet kochania, z folgowania zmysłom, i zaniedbanego karcenia namiętności jak sam powiada: "I wszystko czego żądały oczy moje nie broniłem im: anim odmawiał sercu memu aby nie miało używać wszelakiej rozkoszy" (Ekl. 2, 10). A stąd stało się iż książę ten chociaż w młodości mądry i pobożny, stał się nierozumnym na starość i służbę Bożą opuścił.

 

Jeśli tak wielkiego człowieka do tego stopnia mogły żądze uwieść, czegoż w nas dokonać nie zdołają, jeśli w nieumiarkowaniu, w miękkości i ślepocie trwać będziemy? Czyliż nie zastosują się do nas słowa które w proroctwie o Niniwitach powiedziano: "Nie wiedzą co jest między prawicą a lewicą ich" (Jon. 4, 11)? Nie jestże to ślepota w której się rodzimy ? Nie błądzimyż ustawicznie w ocenieniu dobrego i złego? A gdy do przyrodzonej nieradności przyłączy się szał namiętności, czegoż możemy mieć nadzieję i czyliż nie staniemy się do tych podobni o których powiada Izajasz: "Macaliśmy ściany jako ślepi, a jako bez oczu tykaliśmy się: potykaliśmy się w południe jako we ćmie" (Izaj. 59, 10). Namiętny kroczyć będzie wpośród światłości prawdy jako ślepy i dobrego od złego nie potrafi rozpoznać.

 

9.

 

Splamienie duszy jest czwartą szkodą z niezesforowania żądz wypływającą: bo one są jak smoła której gdy się kto dotknie pomaże się od niej (Ekli. 13, 1). Albowiem stworzenia można do czarnej smoły przyrównać, a duszę do diamentu. A jak diament zabruka się gdy w smołę wpadnie, tak dusza oddająca się stworzeniom, świetność swą utraci. Tę utraconą piękność duszy zdaje się malować Jeremiasz mówiąc: "Bielszy nad śnieg Nazarejkowie jej, jaśniejszy nad mleko, rumieńszy niźli stare kości słoniowe, piękniejszy niźli szafir. Sczerniało nad węgle oblicze ich, i nie poznano ich na ulicach" (Tren. 4, 7-8). Nazarejkowie to duszy uczucia cudnie piękne kiedy się mają ku Bogu. Śnieg, mleko, kości słoniowe i szafir piękność stworzeń wyrażają nad którą piękność duszy celuje kiedy należycie porządkowana. Ale kiedy miłość swą od Boga odwraca i ku stworzeniu kieruje, czarną się staje i niewypowiedzianie obrzydłą.

 

Takiego splamienia duszy nie jest wyłączną przyczyną grzech śmiertelny rokoszem żądzy spowodowany, ale są lekkie nawet przewinienia które ścisły związek duszy z Bogiem osłabiają. Rozliczność i sromotę plam zanieczyszczających duszę służebnicę żądz swoich, któż opisać jest w stanie? a kto by je umiał ocenić jakżeby się nie litował nad tak smutnym położeniem? Bo jak sprawiedliwego zdobią wielorakie cnoty, tak niewolnika namiętności swoich szpecą liczne nieprawości których wyobrażenie w Ezechielu znajdujemy. Dał jemu Bóg widzieć zwierzęta nieczyste na ścianach wewnętrznych świątyni wymalowane. "I wszedłszy ujrzałem ano wszelkie podobieństwo płazów i zwierzów obrzydliwość, i wszelakie bałwany domu Izraelskiego wymalowane były na ścianie wokoło wszędy". A Bóg rzekł do Proroka: "Jeszcze się obróciwszy ujrzysz obrzydliwości większe, które ci działają. I wiódł mnie przez drzwi bramy domu Pańskiego które patrzyły ku północy, a oto tam niewiasty siedziały płacząc Adonisa. I rzekł do mnie: Iście widziałeś synu człowieczy? Jeszcze obróciwszy się ujrzysz obrzydliwości większe niźli te. I wwiódł mnie do sieni domu Pańskiego wnętrznej: a oto u drzwi domu Pańskiego między przysionkiem a ołtarzem, około dwadzieścia i pięć mężów tyły mające ku kościołowi Pańskiemu, a twarze na wschód, i kłaniali się na wschód słońca" (Ezech. 8, 10-16).

 

Rozmaite zwierzęta wymalowane na ścianach świątyni, wyobrażają myśli ziemskimi przedmiotami zajęte, a że te niebiosowym rzeczom są przeciwne, więc świątynię ducha rozliczną mnogością postaci swych zanieczyszczają. Niewiasty płaczące Adonisa przedstawiają żądze które są woli trucizną. Mężowie mający tyły ku kościołowi, oznaczają myśli o stworzeniach, czyli obrazy które pamięć przechowuje. O duszy także można powiedzieć iż się tyłem obraca ku kościołowi Bożemu, albo ku prawemu rozumowi niecierpiącemu stworzeń Stworzycielowi swojemu przeciwnych.

 

Z tego cośmy dotąd powiedzieli widno dostatecznie jak niesforne namiętności duszę zanieczyszczają. Dodam jedno, że zezwolenie na najmniejszą niedoskonałość, duszę zaciemnia i do zupełnej z Bogiem jedności nie dopuszcza.

 

10.

 

Po piąte, zbuntowanie namiętności tak wielce duszę osłabia że się nie może ani cnocie poświęcić ani wytrwać w dobrem działaniu. Albowiem wola w rozlicznych kierunkach rozstrzelona, i celów swoich nieświadoma dokładnie, (gdyż rzeczy ziemskich chwiejąca jest postać) siłę swą traci i cnoty imać się ze stałością nie zdoła. Dusza więc wolę swą takimi bawidełkami zajmując, zamiast wznoszenia się w miłowaniu i w doskonałości, staje się podobną do wody która przez liczne szpary przecieka, gubi się w ziemi i niepożytecznie ginie. W takim znaczeniu porównał patriarcha Jakub do wody wylanej syna swojego Rubena który róść nie miał dla wielkiego występku którego stał się winnym (Gen. 49, 4).

 

Następujące dwa przyrównania ważną tę prawdę jeszcze dokładniej wykażą. Woda ciepła stygnie prędko nie będąc starannie przykrytą: pachnidła wietrzeją nie będąc szczelnie zamknięte: tak też i dusza gorącość miłości boskiej i woń cnót utraci, jeżeli nie w sobie zebraną zostanie, zerwawszy ze stworzeniami i zamykając się z Bogiem w najskrytszym schowaniu swojego jestestwa. Rozumiał to dobrze Dawid gdy mówił: "Moc moją u Ciebie strzec będę" (Ps. 58, 10), to jest pożądanie swe od miłości rzeczy stworzonych odwracając, i częste wzniesienia ku Stwórcy czyniąc swojemu. Podobnie też jak dzikie gałązki obfitość drzew owocowych zmniejszają, tak rozuzdane namiętności duszę osłabiają: tamte jeśli niewycinane drzewo niszczą, te jeśli nieprzytłumione duszę gubią.

 

Za radą przeto Jezusa Chrystusa pójść należy gdy mówi: "Niech będą przepasane biodra wasze" (Łk. 12, 35), to jest zesforowane namiętności, bo "pijawka ma dwie córki mówiące: przynieś, przynieś; trzy rzeczy są nienasycone, a czwarta która nigdy nie rzecze: dosyć" (Przyp. 30, 15). Tak więc żądze nieumartwione wielką szkodę duszy przyniosą i wielkiego dobra pozbawią aż na koniec do śmierci przyprowadzą. Dlatego Eklezjastyk prosi Boga ażeby wszelką żądzę odwrócił od niego (Ekli. 23, 5).

 

Wielu jest wszelako którzy takiego umartwienia zaniedbują, a wtenczas bolesno widzieć, jak panujące nad ich duszą namiętności, onę w nędzę wtrącają, nieznośną czynią dla samej siebie, niemiłą dla bliźnich, i w służbie Bożej opieszałą. Nie ma choroby która by człowieka tak bezwładnym uczyniła jak żądze czynią duszę niezdolną smakowania cnoty i działania wedle niej. A tak nieszczęśliwego stanu jedyną przyczyną, jest nieujarzmienie żądz swoich.

 

11.

 

Zapytujących słyszę, czyli wszystkie żądze bez wyjątku ujarzmionymi być muszą dla otrzymania stanu najwyższej doskonałości, albo czy dosyć najgwałtowniejsze w sobie wyniszczyć zaniedbując mniej znaczące? Bo snadnie sobie wystawiamy iż zbyt trudnym i mordującym byłoby dla duszy usiłowanie wzniesienia się do tak świetnej czystości, do tak bezwarunkowego zaprzania się wszystkiego, iżby do żadnej rzeczy na świecie żadnego nie czuła przywiązania.

 

Na to odpowiedź, że nie wszystkie żądze są dla duszy jednakowo szkodliwe i nie przeszkadzają jednakowo w postępowaniu na drogach sprawiedliwości. Albowiem żądze w powstaniu swoim, póki nie przyłączyło się do nich przyzwolenie, duszy od jedności z Bogiem nie odrywają wcale, a przynajmniej nie w zupełności. Powstanie czyli pierwsze wzruszenie trwa póty póki się rozum i wola jeszcze nie przyłączyły ani do tego co powodem było, ani do tego co towarzyszyło, ani do tego co następuje: albowiem tych mimowolnych wrażeń wyniszczyć w życiu ziemskim jest niepodobna. Jeśli na przykład w czasie postu pójdziesz dobrowolnie oglądać mięsne potrawy, będziesz się zapachem i widokiem bawić a na koniec zakosztujesz, więc niezawodnie zaszkodziłeś sobie, ale jeśli przypadkiem na ucztę niepostną natrafiwszy, poczujesz w ciele żądzę którą silnie pohamujesz, nie tylko żeś złego nie uczynił lecz nadto masz zasługę. Bo dusza rozumem kierująca się, może wrażenia zmysłowe odepchnąć, a wolą działając wznosić się do szczytnej jedności z Bogiem. Wtenczas pokój i błogie uczucia udziałem jej będą, chociażby się w niższej jej części, której wola jest obcą, namiętności i wzruszenia natury burzyły, bo to zatopieniu się rozumu i woli w bogomyślności nie może być na przeszkodzie.

 

Powiemy jeszcze iż dusza do jedności doskonałej ze Stwórcą swoim wznieść się nie zdoła, jak długo od wszystkich dobrowolnych żądz porywających ją ku grzechowi śmiertelnemu, albo ku grzechom mniejszym, albo nawet ku niedoskonałościom, wolną nie zostanie. Albowiem jedność z Bogiem na zupełnym przeobrażeniu woli ludzkiej w Boską wolę zależy, tak iżby wola Boska była jedynym pierwiastkiem i powodem wszelkich we wszystkim działań duszy, i wola duszy z wolą Boga poniekąd jedno czyniły. Ale bez takiego przeobrażenia mogłaby się dusza mieć ku niedoskonałościom obrażającym Boga i rzeczy chcieć których On nie chce.

 

Powinna przeto dusza te żądze wykorzenić do których się wolą przywiązała, ale niepodobna żeby od mimowolnych niedoskonałości wystrzegała się, ani nawet od częstych grzechów mniejszych, "bo siedemkroć upadnie sprawiedliwy" (Przyp. 24, 16). Jednakże mimowolne upadki od których tylko przez cud natura ludzka wolną zostać by mogła, nie są tyle szkodliwe jak przestępstwa wiadome, dobrowolne i nałogowe.

 

Kiedy zaś dusza do złego z upodobaniem nawykła, wypływające stąd zepsucie niechybnie połączeniu się z Bogiem i doskonałości chrześcijańskiej jest przeciwne, bo czyni duszę służebnicą stworzeń i nieprawości. Takie nałogowe zamiłowanie złego objawia się między innymi przez wielomówstwo, przez pokochanie, nawet nienamiętne, pewnych osób, ubiorów, mieszkań, potraw, zabaw i rozmów, przez ciekawość dowiadywania się nowości i wiele innych rzeczy. Wprawdzie takie przywary zdadzą się małoznaczące, wszelako one duszę w niedoskonałości pętają: bo też i sznur choć cienki dla oka niemniej przecie przytrzymuje ptaka w niewoli. Podobnie więc każda niedoskonałość czy wielka czy mała duszę w locie swym ku Bogu wstrzymuje. A choć łatwiej jest zerwać cienką nić niż mocną strunę, atoli jak długo nie zostanie zerwaną jednaka jest niewola: więc i dusza póki się czy niedoskonałości czyli nałogu nie pozbędzie, wznieść się do jedności boskiej nie zdoła, jakkolwiek w uczynkach cnotliwa. Nieznaczne na pozór przywary tamują jej postęp duchowy, jak muszle i zioła czepiące się spodu okrętów, ich szybkiemu biegowi są na zawadzie.

 

Jakże smutno jest widzieć niektóre osoby w łaski, w cnoty i w dobre uczynki bogate, wszelako jedności z Bogiem nie mogące dostąpić. Odwagi nie mają zrywania z upodobaniem którego w niejakich małych zmysłowych pociechach, w przyjaźniach zbyt światowych i innych tego rodzaju drobnostkach znajdują, a przecie za pomocą Boga ciężar pychy, pożądliwości cielesnej i grzechów wielkich, precz zrzucić z siebie zdołały!

 

Ale to jeszcze boleśniej iż miasto postąpienia w doskonałości wracają się w zad, i to dobro tracą które były mozolnie nabyły: bo w życiu duchowym którego treścią jest udoskonalenie, nie postępować naprzód jest to upadać, a postęp właśnie na coraz większym wyprzaniu się samego siebie zależy. O tym naukę w słowach Pana znajdujemy: "Kto nie zbiera ze mną, rozprasza" (Mt. XII, 30).

 

W pełnym naczyniu, niech no będzie dziurka najmniejsza niezaprawiona, a wypłynie cała ciecz z niego: podobnie z duszy przepełnionej łaską wszystka uchodzić będzie, jeśli zostanie by najmniejsza szpara niestrzeżona, przez którą wkradać się mogą niedoskonałości. Niedbałość w rzeczach najmniejszych ma największe straty za skutek, "kto gardzi małymi rzeczami, pomału upadnie", a "od jednej iskierki rozżarza się ogień" (Ekli. 19, 1; 11, 34). Mała a niepoprawiona niedoskonałość, drugiej i trzeciej da początek, aż się na koniec dusza w otchłań nierządu potoczy.

 

Widziano wielu których Bóg nadzwyczajnym wstrętem do stworzeń był obdarzył, którzy wszelako zaciągnąwszy liczne stosunki światowe pod zasłoną chęci pobożnych, zwolna stracili ducha Bożego, zamiłowanie świętej samotności, wytrwałość i stałość w dziełach duchownych: a niebawem z upadku w upadek runąc, ze szczętem zginęli. Przyczyną było nieuśmierzenie w początkach zapału namiętności i niestrzeżenie na ustroniu tej czystości ducha którą Bogu byli winni.

 

Przeto na drodze doskonałości wznosić się coraz wyżej potrzeba przez nieustanne i coraz surowsze namiętności swoich karcenie. Żaden owoc nie dojrzeje by o jeden stopień brakowało ciepła w powietrzu, również i dusza w Bogu przeobrazić się nie zdoła, jeśli przez umartwienie żądz swoich, należytego stopnia czystości nie dostąpiła.

 

Wyobrażenie tej nauki w Księdze Sędziów znajdujemy. Anioł Izraelitom zwiastuje iż w karę za niewytępienie Chananejczyków, Amorejczyków i nieprzyjaciół innych, Bóg w pośrodku nich te narody zostawi, żeby mieli nieprzyjaciół a bogowie ich byli Izraelitom na upadek (Sędz. 2, 3). Podobna kara wielu takich słusznie dosięga których Bóg od światowości odwołał, których od grzechów wybawił i od przewrotności uchronił, ażeby się ze Stwórcą swoim swobodnie mogli jednoczyć. Oni przecie, niedoskonałościom swoim folgować nie przestali, tych nieprzyjaciół dusz swoich nie wytępili, dlatego Majestat Boski nikczemnością ich obrażony, w niewoli żądz pogrążonych opuścił, a porwani sromotnym pociągiem w okropniejsze coraz wpadają występki.

 

Zburzenie miasta Jerycho tę samą naukę nam przedstawia. Bo rozkazał Bóg Jozuemu aby Izraelici miasto ze szczętem zniszczyli i "pobili wszystko co w nim było, od męża aż do niewiasty, od dziecięcia aż do starego. Woły też i owce i osły wszystkie paszczeką miecza pobili" (Joz. 6, 21). Tak i dusza jedności z Bogiem pragnąca, musi w sobie co tylko jest zmysłowe a nawet i zmysłowe pragnienie wytępić i nieprzyjaciela gorąco znienawidzić którego Pan ma w nienawiści. Apostoł także do zerwania ze stworzeniami zachęca pisząc: "Czas krótki jest: to zostaje, aby i którzy żony mają, byli jakoby nie mieli; a którzy płaczą, jakoby nie płakali; a którzy się weselą, jakoby się nie weselili; a którzy kupują, jakoby nie dzierżyli; a którzy używają świata tego, jakoby nie używali: bo przemija kształt świata tego" (I Kor. 7, 29-31). Z tych słów wyraźnie wypływa iż chcącym ścisłej jedności z Panem dostąpić, oderwanie się od najmniejszego do rzeczy stworzonych przywiązania jest konieczne.

 

12.

 

Wiele można by do powyżej powiedzianego dołączyć, wszelako ograniczę się na rozważaniu czyli żądze wszystkie którekolwiek, mogą duszy czynnie szkodzić i pozbawić ją dobrego: i czyli każda by najlżejsza, wszystkie szkody duszy może zadać: a może każda namiętność osobna, szkodę też odrębną sprowadza?

 

Otóż najprzód, powiadam, że dobrego pozbawić, czyli co jest jedno, w zupełności od Boga oderwać, może tylko dobrowolna namiętność mająca się do grzechu śmiertelnego i tegoż zamiłowanie: a za tym idzie: łaski w życiu ziemskim utracenie a w żywocie wiekuistym niedostąpienie chwały na połączeniu się z Bogiem zależącej.

 

Po drugie powiadam że duszy czynnie szkodzić musi każda namiętność dobrowolna, czy do grzechu śmiertelnego czyli mniejszego skłaniająca się i w niedoskonałościach znajdująca upodobanie. Atoli taka zachodzi różnica iż żądza do grzechu śmiertelnego duszę zupełnie zaślepia, dręczy, zanieczyszcza, osłabia i czyni oziębłą: a zaś te które do grzechów mniejszych albo do niedoskonałości ciągną, choć duszy szkodzą, wszelako przyjaźni jej z Bogiem nie zrywają zupełnie. W chorobie zaś duszy z tych żądz wypływającej, są stopnie różne stosownie do jej przysposobienia, to jest stosownie do jej mniejszego lub większego odrętwienia, niechęci, opieszałości i niecnot podobnych, po których mierzy się jej zaślepienie, nieczystość, niedołężność i oziębłość.

 

Gdy więc każda żądza czynne szkody wszelkiego rodzaju pociąga za sobą, wszelako niektóre mają złe skutki osobliwie do siebie przywiązane. Nieczystość sprawia bezpośrednio splamienie ciała i pokalanie ducha; skąpstwo źródłem jest niepokoju duszy; łakomstwo daje początek odrętwieniu, a próżności skutkiem jest zaślepienie. Przy tym do każdej którejkolwiek żądzy przywiązane są inne uciążliwości choć nie tak bezpośrednio od nich wypływające. Albowiem namiętności do których łączy się wola, działają wprost przeciwko cnotom w przeciwieństwie odpowiadającym: i tak gdy dobre uczynki wzbudzają w duszy jednocześnie czystość, oświecenie, spokój, słodycz, pocieszenie, moc i gorliwość, to złe uczynki duszę zarazem plamią, dręczą, zaciemniają, osłabiają i oziębłą zostawują. Rosną cnoty wszystkie przez stałe wykonywanie cnoty jednej, podobnież wzmagają się wszystkie niecnoty przez częste jednej niecnoty powtarzanie. Wprawdzie w zawrocie chwilowym rozkoszy, natura zepsuta nie poczuwa się do swego upadku, jednak gdy się upamięta wtenczas całą swą pozna niedolę. Słudzy namiętności swoich wiedzą o tym dobrze, chociaż nie wszyscy: bo niektórych tak wielkie zaślepienie iż na swym stanie poznać się nie zdołają. A to dlatego iż niepamiętni na wewnętrzne życie, przyczyn utracenia łaski, pomocy i przyjaźni Boskiej poznać nie mieli starania.

 

O nierozmyślnych wzruszeniach natury, o mimowolnych pomysłach, i niespodzianych wzburzeniach i tym wszystkim do czego nie łączy się wola, teraz nie mówię. Z tego żadna szkoda dla duszy nie wypływa, a chociażby nawet człowiek mniemał iż sumienie jego zostało splamione, wszelako złemu nie ulegnie, lecz byle się niepokojowi opierał, w mocy, w czystości, w poznaniu dróg duchowych, i innych dobrach wewnętrznego życia będzie mógł wielkie czynić postępy bo "moc w słabości doskonalszą się stawa" (II Kor. 12, 9). Tylko dobrowolne namiętności, wszelkiego złego są źródłem obfitym. Dlatego przewodnicy duchowego życia zwykli uczniów swych starannie do umartwienia nakłaniać i zrzeczenie się wszystkich rzeczy schlebiających żądzom doradzają, bo z małego zarodku, zło największe mogłoby snadnie urosnąć.

 

13.

 

Dwoma sposobami będzie dusza mogła w noc zmysłów wstąpić, to jest doskonałe zewnętrzne umartwienie dokonać, albo czynnie, działając, albo zachowując się biernie. Pierwsze na tym zależy iżby dusza przy pomocy łaski doskonałego umartwienia zapragnęła dopiec: o czym poniżej.

 

Drugi sposób na tym zawisł żeby dusza sobie samej nie ufając, w bezwładności zachowała się, a gdy Bóg szczególnym wpływem swoim działać na nią raczyć będzie, ona działaniu Boskiemu z doskonałym przyłączeniem woli ulegała. To przedmiotem rozdziału o ciemnej nocy zostanie w którym początki życia duchowego rozbierzemy. Na teraz krótką lecz pożyteczną podamy naukę o karceniu namiętności.

 

Potrzeba pilnie i gorliwie naśladować Jezusa Chrystusa, więc nad żywotem i uczynkami Jego rozmyślać; postępowanie Jego mieć w pamięci i starać się w każdej okoliczności to czynić co by On był czynił.

 

Ażeby takiemu przedsięwzięciu móc wydołać, należy wyprzeć się przez miłość wszystkich przyjemności zmysłowych, gdyż Chrystus żadnych nigdy nie znał i żadnej rozkoszy nie żądał prócz czynienia woli Ojca swojego.

 

To przykładami objaśnię. Będzieli sposobność słyszenia rzeczy w niczym ku chwale Bożej nie zmierzających, należy w nich nie szukać upodobania, nawet nie chcieć ich słyszeć jeżeli tego można uniknąć. Przyjemności przez patrzenie, przez słuch, przez rozmowy lub inne zmysłowe czynności wzbudzane, odrzucić wypada, trwając w ostrym jeżeli można umartwieniu. Jeżeli zaś użyć rzeczy schlebiających zmysłom przyjdzie koniecznie, to przynajmniej nad zmysłową rzeczy tych stroną nie zatrzymywać się bynajmniej, lecz przeciwnie odrętwienie w sobie wyrobić i odwracać uwagę, ażeby tym sposobem ciało świadomości rozkoszy nie miało, a umysł żadnym nie ulegał wrażeniom.

 

Tak czyniąc można szybko postąpić w cnocie. Zaś doskonałość zależy na zupełnym umartwieniu wszelkiego wzruszenia wesela, oczekiwania, niepokoju i żałości, a do takiej dojdzie się najpewniej wybierając zawsze trudniejsze nie łatwiejsze uczynki: przykre, a nie przyjemniejsze: niesmaczne a nie ponętne: smucące a nie wesołe: mozolne a nie pocieszające: drobne nie świetne: niskie a nie wzniosłe: przynoszące wzgardę a nie wzbudzające podziwienie. Słowem najcięższe nie zaś najlżejsze, pragnąc być dla miłości Chrystusa wszystkich dóbr światowych pozbawionym i szatą doskonałego opustoszenia przyobleczonym.

 

Ale do takiego dzieła trzeba szczerości, zupełnego poświęcenia woli i najtęższego usposobienia duchowego, a wtenczas prędko do źródeł obfitych szczęśliwości wewnętrznej wznosić się można. Te są więc środki dostateczne dla wstąpienia w noc zmysłową, wszelako inny jeszcze sposób umartwienia żądz chwały i sławy podamy, bo z tej to żądzy wiele innych poczęcie swe biorą.

 

Kto więc tę słabość pragnie w sobie wytępić, niechaj takie wypełnia uczynki które w oczach świata muszą go poniżyć i niechaj pogardę od bliźnich swoich znasza ochoczo. Niechaj o sobie nie mówi wcale lub tylko z upośledzeniem siebie samego i niech się stara by tak mówili i drudzy. Niechaj o sobie nisko trzyma i pragnie by wszyscy nisko mówili.

 

Wszystkie powyższe nauki będące środkami wstąpienia na Górę Karmelu, to jest na szczyt jedności z Bogiem, podam streszczone w następujących wierszach.

 

1. Byś wszystko smakował, w niczym smaku nie szukaj.

 

2. Byś wszystko umiał, pragnij nie umieć niczego.

 

3. Byś wszystko posiadał, żądaj nie posiadać niczego.

 

4. Byś był wszystkim, nie chciej być czymś w żadnej rzeczy. (a)

 

5. Byś do tego czego nie smakujesz doszedł, trzeba ci przez to przechodzić czego smaku mieć nie możesz.

 

6. Byś tego dopiął czego nie umiesz, trzeba ci to przebyć czego nie znasz.

 

7. Byś to otrzymał czego nie posiadasz, trzeba ci przez to przechodzić czego nie masz.

 

8. Byś tym został czym nie jesteś, trzeba ci przez to czym nie jesteś przechodzić.

 

Na koniec środki żebyś wszystko mógł otrzymać.

 

1. Gdy się nad rzeczą jedną zastanawiasz, oddalasz się od wszystkiego.

 

2. Bo żeby ze wszystkim dojść do wszystkiego trzeba się ze wszystkim zrzec wszystkiego.

 

3. A gdy posiadać będziesz wszystko, zatrzymasz go niczego nie pragnąc.

 

4. Bo jeśli we wszystkim zechcesz coś posiadać, nie masz skarbu twojego całkowicie czysto w Bogu.

 

W takiej nagości duch uspokojenie swe znajdzie, albowiem nie pragnącego niczego, ani wielkie rzeczy ani małe nie przyciągają, ponieważ w pokorze jest ześrodkowany. A każde pragnienie choćby rzeczy najmniejszej byłoby dlań cierpieniem.

 

14.

 

Gorącą niepokojona miłością.

 

Pierwszy wiersz pieśni wykładaliśmy na początku tej księgi mówiąc o nocy zmysłów, o jej naturze, i o środkach wstąpienia w nią, teraz przyjdzie mówić o jej własnościach i przednich skutkach, drugiego wiersza i następujących po nim znaczenie tłumacząc.

 

Dusza więc powiada iż przez niepokoje przeszła tej miłości której żaru doznała i noc ciemną zmysłów przebywszy, ona się z ulubionym swoim zjednoczyła. Bo gdy dusza wszystkie swoje namiętności poskromić postanowi i zaprzeć się zechce wszelkich rzeczy do których wolą się miała, musi świętą miłością Boskiego Oblubieńca rozognioną zostać, w niej jednej całe swe szczęście pokładać, a przeto nabrać sił i stałości ku odrzucaniu wszystkiego obcego kochania. Nie dosyć Oblubieńca umiłować żeby wszelkie wrażenie żądz zmysłowych móc odepchnąć, trzeba żeby duszę ta miłość wskroś przejęła a nawet poniekąd dręczyła. Bo gwałtowne namiętności niższą część człowieka częstokroć poruszają i ku rzeczom zewnętrznym ciągną: a wtenczas jeśli część wyższa nie jest ku przedmiotom duchowym gorącą miłością porywana, więc ponętom zmysłowości ulegnie i nie zdoła ani w noc zmysłową wstąpić, ani w ciemności wytrwać, to jest w wyprzaniu się rozkoszy namiętnych zachować się wiernie.

 

O tym przedmiocie więcej mówić nie jest miejsce. Nigdy nawet nie dadzą się opisać rozliczne troski które z miłości poczęte, uderzają na duszę w początkach jednoczenia się jej z Bogiem. Niepodobna dać obrazu wszystkich zachodów i forteli których ona się chwyta dla opuszczenia domu swego, to jest dla wyzucia się z woli własnej i uciekania w noc, czyli w umartwienie żądz swoich. Ale też niewypowiedzianą jest rzeczą jak stają się mozoły tej nocy lubymi, niebezpieczeństwa ich słodkimi, wskutek właśnie trosk i niepokojów które miłość Oblubieńca podżega. Zaiście nad tym rozmyślać i takie mieć czucie jest lepiej niżeli chcieć je opisać.

 

15.

 

O szczęśliwa przygodo!

 

Niepostrzeżona wyszłam

 

Podczas gdy w domu moim był spokój.

 

Porównywa się dusza do branki tym uszczęśliwionej że bez przeszkody żadnej, uszła z niewoli: bo branką była żądz cielesnych wskutek grzechu pierworodnego a zerwanie tych więzów uszczęśliwia ją, zwłaszcza że nikt jej ucieczki nie spostrzegł. Wymknąć się potrafiła podczas ciemnej nocy, to jest wyprzeć się kochania stworzeń i żądze umartwić, a wtenczas w domu jej był spokój, to jest część uczuciowa, żądz wszystkich dom i siedziba, uspokojoną była przez onych umartwienie i uśpienie. Bo też dusza swobody nie dostąpi i w Bogu nie spocznie, jeżeli namiętności i wzruszeń zmysłowych nie zesforuje pod rząd ducha i woli.

 

KONIEC KSIĘGI PIERWSZEJ

 

–––––––––––

 

 

Wstęp na Górę Karmelu przez ś. Jana od Krzyża pierwszego Karmelity Bosego. Przełożył L. R. Kraków. Czcionkami Drukarni "Czasu" przy ul. Szczepańskiej L. 369. 1855, ss. 5-63.

 

Przypisy:

(a) Przekład tego zdania poprawiono. Tekst oryginalny w wyd. z 1855 r. brzmi: "4. Byś był wszystkiem, chciej nie być niczem w żadnej rzeczy". (Przyp. red. Ultra montes).

 

 

Wstęp na Górę Karmelu przez ś. Jana od Krzyża pierwszego Karmelity Bosego. Przełożył L. R. Kraków. Czcionkami Drukarni "Czasu". 1855, s. 1.

 

Wstęp na Górę Karmelu przez ś. Jana od Krzyża pierwszego Karmelity Bosego. Przełożył L. R. Kraków. Czcionkami Drukarni "Czasu". 1855, s. 3.

 

Wstęp na Górę Karmelu przez ś. Jana od Krzyża pierwszego Karmelity Bosego. Przełożył L. R. Kraków. Czcionkami Drukarni "Czasu". 1855, s. 4.

 

Wstęp na Górę Karmelu przez ś. Jana od Krzyża pierwszego Karmelity Bosego. Przełożył L. R. Kraków. Czcionkami Drukarni "Czasu". 1855, s. 5.

 

 

© Ultra montes (www.ultramontes.pl)

Cracovia MMXXV, Kraków 2025

Powrót do spisu treści dzieła św. Jana od Krzyża pt.

WSTĘP NA GÓRĘ KARMELU

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ: