Polonia semper fidelis

 

VALENTINUS POSNANIANUS

 

––––––

 

Propugnaculum Ecclesiae adversus varias Sectas hujus tempestatis: per Valentinum Posnanianum: ex variis Sacre scripture locis: Doctoribusve brevibus collectum. etc. Lipsiae Impressit Melchior Lottherus. Anno post Christum natum MDXXXVI (1536).

 

Dzieło in 8° min. dedykowane Erazmowi Opatowi w Mogile, do którego pięknie autor przemawia, a słowa jego i dziś przydać się mogą:

 

Gdy na pamięć sobie przywodzę krzywdę, czcigodny Ojcze, przez ilu to i jakich nieprzyjaciół, Polska, ojczyzna nas obojga, od lat wielu i tylu wieków była niepokojoną i jak często przez Niemców, Prusaków, Wołochów, Moskali, Scytów czyli Tatarów była napastowaną i niszczoną, a pomimo to do tej chwili, za łaską Boga Najlepszego przetrwała i stoi, tak, iż ani miecz nieprzyjacielski, ani bramy piekieł przeciwko niej przemóc nie zdołały, – tym ja zadziwiony, dwóch przyczyn takiej trwałości się domyślam. Pierwszą jest ustawiczna chwała po kościołach, oddawana Bogu nie tylko od ludu prostego, nie tylko od licznego duchowieństwa, lecz także przez zakonników samych, pobożnie Najwyższy Majestat Boski uwielbiających, i to na wielu miejscach. A lubo we wszystkich tych stanach, jakie dopiero wymieniłem, niemało znajduje się kąkolu i zepsucia; jednak dla dobrych, których przecież znaczna jeszcze jest liczba, w słusznym gniewie nie opuszcza miłosierdzia swego Bóg, lecz ochrania, wspiera i w całości zachowuje to zacne nasze królestwo. I że innych zamilczę, widzę jeszcze w Polsce wielu czcigodnych mężów i wiele niewiast niemniej kapłaństwu poświęconych a ołtarzom służących, tak kler świecki, jako i zakonników samych, w których liczbie nie tylko ty, Wielebny Ojcze się mieścisz, lecz także wielom przewodniczysz, którzy życie publiczne, zgiełk światowy i miejskie uciechy opuściwszy, woleli żyć w klasztorach, gdzie nic nie mają wspólnego ze światem; nic ich tam z ziemskich rzeczy nie zamiesza, ani smutek, ani boleść, ani przykre troski, ani niebezpieczeństwa; nic ich tam nie zrani, ani występna miłość lub coś podobnego, lecz rozmyślają jedynie o tym, co do innego należy życia. – W spokoju mieszkając i z Bogiem sam na sam rozmawiając, wśród głębokiej ciszy nocnej często wstając, przytomni, czujni, trzeźwi, chór natychmiast tworzą z czystym sumieniem, wszyscy zgodnie jakby jednymi usty, pilnie chwalą Boga pieniami na wzór aniołów, składając Mu dzięki za wszystkie tak całemu światu jako i im w szczególe udzielone dobrodziejstwa, modlą się i proszą o szczęście tego królestwa.

 

O prawdziwych i pobożnych mówię tu zakonnikach i innym jeszcze duchowieństwie, które jako przystoi ich powołaniu, we dnie i w nocy wznoszą swe ręce do niebios i błogosławią Boga. Jakoż by więc ich prośbami mógł wzgardzić Pan na wysokościach? Jakoż by nie wspierał tego zacnego królestwa ów, co przez proroka zapewnił: Clamavit ad me, et ego exaudiam eum, a potem własnymi wyrzekł usty: Petite et accipietis?

 

Za drugą przyczynę uważam: Chrześcijańskich królów tego państwa religijność, jak również innych jego męczenników i dostojników pobożności. Wielką bowiem żarliwością wiary katolickiej i gorącym dla niej zapałem ożywieni królowie Polscy, cześć Boską w tym królestwie powiększali, świątynie liczne budowali, a ze starości upadłe dźwigali...

 

(Następnie daje przykłady hojności królów na świątynie i klasztory, począwszy od Władysława Jagiełły; potem mówi, że luterskie nowinki pilnie stąd oddalano, ale mimo to wciskały się i wprowadzały zarody zguby).

 

Przywożą niemało i do Polski z sąsiednich Niemiec tych nasion zepsucia owoców. Dlatego i bluźnierstwa się zwiększają i pobożność ginie, a to w części tak między szlachtą, jak między wielu z ludu, słuchają bowiem luteran, którzy niczego więcej nienawidzą, nad to wszystko co zmierza do chwały i czci Bożej.

 

Jeśli widzą kapłanów w kościołach Bogu służących, zdają się im w liczbie zbyt wielkiej, i niejako mówią: czyż potrzeba aby Bóg od tylu był czczony?

 

W sławnym owym kościele św. Zofii w mieście Konstantynopolu, niegdyś dziewięćset duchownych Bogu służyło, a nie byli w oczach ludu zbyt liczni, i kwitnęło to wspaniałe miasto opływając we wszystko. Jeśliby Grecy od jedności Kościoła Rzymskiego tylekroć nie odstępowali, dotąd by Konstantynopol słynął.

 

Jeśli znowu widzą liczne klasztory i wielu zakonników, mówią zaraz: zbyt wiele tego! wcale to niepotrzebne, to zbyteczne i daremne.

 

Wszystko według tych ludzi zbyteczne, co się tyczy czci Boskiej. Lecz jak wielu niegdyś zakonników w pierwotnym Kościele po miastach przemieszkiwało, stąd widać, co pisze św. Hieronim w 1 księdze życiorysów Ojców, iż ze swymi towarzyszami przyszedł do pewnego miasta chrześcijańskiego w okolicy Tebaidy, w którym zastał panien zakonnych dwadzieścia tysięcy, a zakonników zaś dziesięć tysięcy bogobojnie mieszkających. Urząd także owego miasta, i inni wszyscy obywatele, tak byli pobożni i uczynkom miłosierdzia oddani, iż u wszystkich bram postawili sługi, do uważania czyby obcego lub podróżnego człowieka nie ujrzeli, a jeśli taki się trafił, wtedy bójki z sobą prowadzili, aby każdy z nich do domu pana swego mógł go dostać i zaprowadzić. Przyprowadzonego zaś gospodarz z wszelką miłością, pobożnością i radością przyjmował i jego potrzeby zaspakajał. Hieronima zaś z towarzyszami tak dalece stąd i zowąd ciągnęli, iż im płaszcze porozrywali, jak pisze tenże św. Hieronim. Naszym zaś wszystko to jest za wiele i zbyteczne.

 

Jeśli też luteranie widzą kościół ozdobiony, świece w nim gorejące, lub słyszą śpiewy się rozlegające, mówią: to zbyteczne i niepotrzebne, na co się to przyda? I biorą dowód z Judasza Iskarioty: ut quid perditio haec? potuit illud venundari multo, et dari pauperibus. Nie dlatego aby się tak dalece o ubogich troszczyli, lecz czci Bożej nienawistni, tak mówią. Zbytecznym się im wydaje co się czyni ku chwale Boga i twierdzą, iżby raczej ubogim trzeba było rozdać. A jednak nie są w ich oczach zbytecznymi te uczty wystawne, obiady kosztowne i ubiory okazałe.

 

Mówię tu o wielu panach i niektórych z pospólstwa, nie zaś o wszystkich, bo jeszcze dosyć jest takich, co tamtych zdaniem gardzą. O gdyby ci świątynię Salomona widzieli, albo ofiary z tylu wołów, owiec i baranów, cóżby powiedzieli? jakżeby wielki zdał się im ów zbytek? Ubogich przecież opuszczać się nie godzi, tak, iż gdy potrzeba zagraża, nawet złoto z kościoła rozdać im należy.

 

(Dalej pisze, że celem udzielenia kapłanom podręcznika na zbijanie fałszywych zdań nowatorów, to dziełko do druku podaje).

 

 

––––––––

 

 

Cyt. za: "Tygodnik Katolicki", (Redaktor X. Józef Stagraczyński). Rok XIII, Nr 35, Grodzisk, 31 sierpnia 1872, ss. 449-450.

 

(Fragment z art. pt. Dogmat nieomylności papieża stwierdzony wiarą narodu polskiego. Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono; tytuł art. od red. Ultra montes). (1)

 

(Ilustracja: Wizerunek Królestwa Polskiego. Rycina symboliczna z "Quincunxa" Stanisława Orzechowskiego (1513-1566)).

 

Przypisy:

(1) Por. 1) Lucjan Siemieński, Dzieje Narodu Polskiego (Wieczory pod lipą).

          

2) Ks. Piotr Pękalski, Żywoty Świętych Patronów polskich.

 

3) O. Franciszek Świątek CSsR, Świętość Kościoła w Polsce w okresie rozbiorowym i porozbiorowym. Życiorysy świątobliwych Polaków i Polek ostatnich wieków.

 

4) Ks. Piotr Semenenko CR, O miłości Ojczyzny.

 

5) Ks. Stanisław Sapiński, O miłości Ojczyzny.

 

6) Wingolf, Czemu jestem katolikiem? Kilka słów o modernizmie.

 

(Przyp. red. Ultra montes).

 

© Ultra montes (www.ultramontes.pl)

Cracovia MMV, Kraków 2005

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ: