O czytaniu gazet

KS. JÓZEF GLIWA SI

"Nie daj się zwyciężyć złemu, ale zwyciężaj złe w dobrem".
(Rzym. 12, 21).

Gdy św. Paweł w swych podróżach misyjnych przybył do greckiej stolicy Aten, rozprawiał w bóżnicy z Żydami i Nabożnymi, a na rynku codziennie z tymi, co się tam zjawiali (Dz. Ap. 17, 17), albowiem w głównych ogniskach starożytnej cywilizacji, zwłaszcza w Atenach i Rzymie, cały ruch świata skupiał się na rynku, a stąd rozchodził się daleko na wszystkie strony. W tych ogniskach znajdowały odbicie wszystkie objawy życia świata greckiego i rzymskiego. Tu ścierały się poglądy, tu napływały wieści o wypadkach i zdarzeniach, tu popisywali się przed tłumami, mówcy poeci i filozofowie. Tu grzmiały głosy trybunów ludu, tu tworzyły się potężne fale opinii publicznej, której echa roznosiły się po całym państwie aż do granic barbarzyńskich ludów. Łacińscy pisarze mówią, że życie na rynku stanowiło wielką część codziennego zajęcia.

Ten ogromny wpływ starożytnego rynku zastąpiła w nowszych czasach siła daleko potężniejsza, siła prasy.

Mniej więcej w połowie XVII stulecia ukazała się pierwsza gazeta. Dziś mamy ich setki tysięcy.

Prasa w dzisiejszych czasach stała się ogromną potęgą, może pierwszą w świecie, niebezpieczną nawet dla najsilniejszych mocarstw. Toteż wszystko się z nią liczy. Rozporządza ona jak mocarstwa, wszystkimi środkami. Ma swych przedstawicieli, którzy zajmują honorowe miejsca na wszystkich zebraniach i w czasie wszelkich obrad – wszystko jej służy; powiadamiana jest o wszelkich ruchach i objawach życia, ma na swe usługi kolej, telegraf, telefon, ma wszędzie swe wpływy, wznosi lub obala w jednej chwili najsilniejsze instytucje; powoduje przekonaniami i opinią publiczną, trzyma na wodzy miliony dusz.

Co tylko zwraca ludzką uwagę na siebie, co gromadzi ciekawych, – prasa zajmuje się wszystkim. Religia, polityka, ekonomia domowa i społeczna, nauka i sztuka, literatura, teatr, trybunał, handel i przemysł, podróże, walki, konflikty wszelkich myśli, interesów i namiętności, wszystko, aż do sportu i mody, gromadzi się naraz w dzienniku, jak na ogólnej wystawie.

Słowem, to potęga, kładąca swą rękę na wszystkim, i rozciągająca wszędzie swe panowanie. Jest w mieście, jest na wsi, jest w ostatniej chacie, jest we wszystkich krajach, jest na stole w salonie i w kieszeni dorożkarza, czytają wszyscy, robotnicy, dzieci, nawet pasterze strzegący bydła w polu.

Gniewamy się nieraz na gazeciarstwo, ale wszyscy czytamy i gazety niecierpliwie oczekujemy. Gazeta weszła w nasze życie, w nasze zwyczaje i obyczaje, jest codzienną strawą, jak opium u Indian, które rozwesela, ale zwykle i ogłupia zarazem.

Potęga prasy! Ile złego może narobić zła prasa, ale równie ile dobrego może zdziałać, jeśli jest dobra!

Przed sześćdziesięciu laty odzywał się do swych współwyznawców francuski żyd Crémieux: "Wszystko uważajcie za nic; pieniądze za nic, znaczenie czy wzgardę za nic. Prasa jest wszystkim. Mając prasę będziemy mieli wszystko inne". I mówił prawdę. Prasa oddziaływa na umysły, i to na wszystkie umysły naraz. Ona wyrabia pojęcia, poglądy i zasady w narodzie; jest równocześnie i pochodnią, która oświeca, i motorem, który porusza.

Dlatego źle by postępowali katolicy, gdyby się z prasą nie liczyli, gdyby nie chcieli wyzyskać jej potęgi i wpływu dla swych celów.

Jak więc mamy się zachować wobec prasy?

Idźmy za wezwaniem Apostoła:

"Nie daj się zwyciężyć złemu, ale zwyciężaj złe w dobrem". Przeto:

1. "Nie daj się zwyciężać złemu"; a więc strzeż się, nie czytaj, zwalczaj niedobrą prasę.

2. "Ale zwyciężaj złe w dobrem": a więc czytaj, popieraj tylko prasę dobrą.


CZĘŚĆ PIERWSZA

"Nie pomyliłby się – mówi Leon XIII – kto by przypisał złej prasie większą część tego złego, które przygniata społeczeństwo w obecnej dobie". Poważne słowo i godne zastanowienia. W istocie zła prasa jest potężnym czynnikiem zepsucia; najpierw dlatego, że się cieszy prawie zupełną i całkowitą swobodą i wolnością.

Dziennikarzem może być każdy. Kariera dziennikarska nie wymaga ani przygotowania, ani dojrzałości, ani dyplomów. Nie wszystkim wolno nosić miecz; ale każdy ma prawo uzbroić się w pióro. Aby móc uczyć abecadła dzieci, potrzeba kwalifikacji, egzaminów, świadectw, ale by uczyć cały świat przez gazetę, niczego się nie wymaga. Adwokat bez uprzedniego przygotowania i zezwolenia nie może mówić o stosowaniu prawa, ale jaki bądź dziennikarz może przywłaszczać sobie władzę krytykowania, ośmieszania prawa, deptania go. Od farmaceuty, zanim mu wolno mieszać trucizny, żądają długiego przygotowania i dyplomu, lecz by mieszać trucizny moralne, zabijające, nie jednostki, ale całe społeczeństwa, na to nie trzeba żadnego przygotowania.

Dziennikarz może pisać co mu się podoba. Wszędzie gdzie indziej jest kontrola; w fabrykach, sklepach, aptekach – ale nie ma albo prawie nie ma kontroli dla człowieka, który może siać śmierć w milionach dusz. Dziennikarz może pisać co chce i jak chce.

Gazeta raz wydrukowana może się rozchodzić bezkarnie wszędzie. Na artykuły spożywcze są cła, akcyzy; są ograniczenia dla cukru, wina, węgla, dla przedmiotów najpotrzebniejszych do życia; gazeta wszędzie ma wstęp wolny; swobodnie idzie ze stolicy na prowincję, z miasta na wieś, z jednego kraju do drugiego, z jednej części świata do drugiej i do najdalszych zakątków; ma przystęp do każdego człowieka, żaden wiek, żaden zawód, żadne stanowisko społeczne nie jest wykluczone.

Jak niebezpieczna jest ta wolność! Dla złego dziennikarza taka wolność, to tyle, co miecz w ręku szaleńca.

Dlatego Kościół potępiał tę zupełną wolność, ostrzegał przed nią, jako przed wielkim niebezpieczeństwem.

W r. 1791, wolność prasy potępił Pius VI. W r. 1814 Pius VII w nieograniczonej wolności prasy upatrywał główne narzędzie zepsucia obyczajów, upadku wiary i anarchii społecznej. W r. 1832 Grzegorz XVI twierdzi, że całkowita i bezmierna wolność prasy niesie wszędzie spustoszenie w Kościele i w państwie. W r. 1864 potępia Pius IX następujące zdanie: "Wszyscy obywatele mają prawo do zupełnej i całkowitej wolności w wyrażaniu publicznie, w żywym słowie, przez prasę lub wszelkim innym sposobem swych myśli, jakiekolwiek by one były; i żadna władza ani kościelna, ani cywilna nie może na tę wolność nakładać żadnego ograniczenia".

Czy nie miał racji Pius IX, potępiając tę bezgraniczną wolność, a raczej swawolę? Czy możliwe jakiekolwiek społeczeństwo z taką wolnością? Wszak wtedy nie byłoby już żadnego hamulca, wszystkie zapory powstrzymujące niemoralność, musiałyby runąć, znikłoby bezpieczeństwo publiczne i prywatne – lada pisarek mógłby bezkarnie szarpać cześć i dobre imię najuczciwszych obywateli.

Bo przypatrzmy się nieco dokładniej jak straszne złe gazety szerzą zniszczenie – gorsze od pożogi i powodzi.

Psują pojęcia. Całą ulewę fałszywych pojęć wylewa zły dziennik na biedny świat codziennie. Niczym jest propaganda przez książki wobec propagandy przez gazety. Zły dziennik wstrząśnie najelementarniejszymi pojęciami moralności, sprawiedliwości, prawa; podkopie podwaliny wszelkich zasad, wyśmieje najświętsze obowiązki życia małżeńskiego, rodzinnego, społecznego: z przewrotnością, złośliwością, podstępem zbryzga, wyszydzi uczucia religijne. W złej gazecie różne wydarzenia z tygodnia, anegdoty, wywiady polityczne, rozprawy naukowe i literackie, sprzysięgają się razem, by podkopać w czytelnikach resztki wiary i dobrych obyczajów. Ona podtrzymuje najniedorzeczniejsze przesądy i najgrubsze błędy, a przez to uczy nieufności, pogardy dla religii; zabija przekonania, sumienie, jadem zaraża całą atmosferę myśli. Popierając i rozpowszechniając bezreligijność, rujnuje wiarę, a z wiarą i moralność, bo te dwie rzeczy idą w parze.

Zła gazeta, będąc narzędziem zysku i nieuczciwego zarobku, rozpowszechnia nieuczciwość, przyzwyczaja czytelnika do nieliczenia się z sumieniem, do przenoszenia korzyści nad prawdę, pieniądza nad obowiązek.

Z bezwstydną elegancją lub z najgrubszym prostactwem w ponętnych barwach przedstawi zmysłowość, odmaluje najniższe namiętności, opowie skandale i zbrodnie, jedne potępi, drugie usprawiedliwi. Zdolne pióro wyzyska gazeta dla najgorszej sprawy, choćby za olbrzymie sumy – za pozwolenie drukowania przewrotnej powieści Zoli, pt. "Rzym" zapłacił pewien dziennik pięćdziesiąt tysięcy franków! – Niech kosztuje co chce, byle złe poszło w świat i zjednało gazecie reklamę i pomnożyło jej dochody.

Nie zadawala się opowiadaniem urojonych powieści: ona przedstawia i rzeczywiste zdarzenia; zwłaszcza chętnie opowiada ze wszystkimi szczegółami sprawy procesów kryminalnych, i im sprawa bardziej śliska, z tym większą rozkoszą rozpisuje się o niej.

Sumienia powoli oswajają się ze złem, bez zgrozy zaczynają patrzeć na najwyuzdańsze zbrodnie, tępieją.

W złej gazecie znajdziesz nadto sensacyjne nowiny, plotki, życie ulicy, finansowe machinacje, opisy zepsucia wielkich miast, rozwiązłość w różnych formach. A to wszystko przedstawione tak, że działa na wyobraźnię, rozbudza zmysłowość.

I tak zły dziennik staje się codziennym nauczycielem niemoralności, prawdziwym rozsadnikiem moralnej zarazy, uprawia dzieło najbardziej zbrodnicze, bo niszczy w duszach zmysł etyczny a przez to znieprawia całe pokolenia i narody.

Zła gazeta psuje i zasady. Nie chodzi jej o to, aby pouczać czytelników, wzmacniać, pocieszać, usposabiać ich do dobrych czynów, rozweselać i czynić ich lepszymi; jej chodzi o to, by się im podobać. A więc schlebia lichym gustom, niezdrowym skłonnościom, przewrotnym instynktom. Przy sposobności podburzy umysły przeciw zasadom wiecznej sprawiedliwości i przeciw prawidłom moralności; rozgoryczy, pobudzi do gniewu, zawziętości i nienawiści, wyzyska uprzedzenia, zazdrości, cierpienia i błędy.

Chętnie posługuje się i kłamstwem. Ludzi bez wartości potrafi wynieść pod niebiosa, uczciwych z błotem zmieszać, odrzeć ze czci i z dobrego imienia. Potrafi wszystko przedstawić tak, jak jej wygodniej dla własnego interesu i korzyści.

Pozbawia więc ludzi zdrowej orientacji, zdrowego poglądu na świat, na ludzi, na stosunki. Czytelnik często naiwny i niedoświadczony, niezdolny do bronienia się przeciw pochlebstwu i kłamstwu, powoli pozwala się przekonać, wmówić w siebie, zaczyna brać wszystko za dobrą monetę – i pije truciznę.

Czy nie tak jest?

Kto rozpowszechnił niewiarę, dawniej niesłychaną? Kto zabrał sercom nadzieję nieba? Kto sprawił, że tylu nie szuka już innego szczęścia, jak tylko na ziemi? Skąd pochodzi to pragnienie zmysłowych rozkoszy? Skąd się wydzielają te zaraźliwe miazmaty lubieżności, zarażające całą atmosferę, którą oddychają ludzie każdego wieku, każdego stanu? Skąd wypływa ten wzburzony potok swawoli, niezależności, który zalewa wszystko i porywa wszystko ze sobą? Kto zniszczył w duszach prawość sumienia, szacunek dla prawa? Gdzie przyczyna zanikania wszelkiego porządku społecznego? – W prasie antychrześcijańskiej.

Wobec tak zgubnych skutków złej gazety jakże powinni być katolicy ostrożni!

Nie wystarczy jednak jakakolwiek ostrożność. Katolik nie powinien przede wszystkim czytać złych gazet.

Kto czyta złą gazetę naraża się na niebezpieczeństwo utraty wiary i cnoty, staje się winnym nieposłuszeństwa względem Kościoła, winnym wspólnictwa, daje wielkie zgorszenie.

Nie mów: mnie to nie szkodzi, jestem wiekowy, dostatecznie oświecony. Czytanie złych pism jest niebezpieczne dla wszystkich. Jesteś człowiekiem, więc zarzewie złego tkwi w tobie, jesteś ułomny, nosisz w sobie zbiór materiałów palnych, nie zbliżaj się więc do ognia. Zresztą choć trucizna złej gazety udziela się w małych dawkach – jednak stale, codziennie, i robi swoje: ani się spostrzeżesz, jak będziesz zatruty. Spadająca kropla wody i najtwardszy granit z czasem wydrąża. Powiedział ktoś: dziwne, jak moja gazeta zawsze odgaduje me myśli. To nie gazeta odgadywała jego myśli, ale on, czytając ją codziennie przez dłuższy czas, przejął jej zapatrywania.

Co pomyślą ci, co wiedzą, żeś katolikiem, co cię mają za prawego człowieka, a widzą, że stale karmisz się tym, co jest przeciwne wierze i obyczajom chrześcijańskim? Zgorszą się i albo cię potępią, albo wnet będą cię naśladowali. Ty czytasz złą gazetę? Twoje dzieci, twa służba, sąsiedzi, przyjaciele, goście wnet uczynią to samo.

Czytając, abonując, kupując złą gazetę, podtrzymujesz ją, sprzyjasz jej, zapewniasz jej egzystencję i powodzenie, a tym samym stajesz się współwinnym złego, które ona szerzy.

Katolicy! naszymi pieniędzmi opłacamy gazety, które zabijają tysiące dusz, które sieją bezbożność i niemoralność.

Czy to nie dziwne i straszne? Czy to nam nie gotuje surowej odpowiedzialności przed Bogiem?

Nie dość jednak nie kupować, nie czytać złych gazet. My katolicy obowiązani jesteśmy do innej jeszcze akcji. Złą prasę trzeba tępić, starać się wyrzucać ją z rąk, wykorzeniać. Ona jest bronią bezbożności, najczynniejszym agentem powszechnej demoralizacji, więc nasze sumienie katolickie, nasz katolicki interes, nakładają na nas obowiązek powstrzymywania, naprawiania złego.

Staramy się może o szkołę, o wykłady, konferencje w duchu katolickim. – Na co się przyda chrześcijańska szkoła, jeśli zła gazeta będzie miała wszędzie wstęp wolny, będzie psuła rodzinę i społeczeństwo? Na co się to przyda, jeśli dziecko, opuszczając szkołę, wpadnie w świat zdemoralizowany przez złą prasę? Nie, nie wystarczy zapewnić dziecku dobre środowisko w szkole; trzeba mu przygotować środowisko domowe i społeczne, które by nie było zatrute; trzeba mu dać atmosferę zdrową, oczyszczoną. A ponieważ zła gazeta zaraża ludzkość, trzeba ją zwalczać.

Jak? Wszelkimi sposobami; słowem, piórem, zakładaniem, popieraniem, prenumerowaniem, domaganiem się wszędzie dobrych gazet. Potędze trzeba przeciwstawić potęgę; złej prasie dobrą prasę.
 
 

CZĘŚĆ DRUGA

"Zwyciężaj złe w dobrem". Świat przyzwyczaił się i przyzwyczaja się coraz bardziej do czytania gazet. Gazeta stała się potrzebą życia. Czyta ją inteligencja wszystkich odcieni, czyta robotnik, czyta lud. Tego się już nie zmieni. Dziś w gazecie szuka się nauki, prawdy, rozrywki, pokoju, zabawy, wytchnienia po pracy. Gdzie nie ma gazety dobrej, albo choć jest, jeśli jest nieudolnie pisana, tam wszyscy prawie biorą w rękę gazetę złą i wypełniają sobie duszę kłamstwem i jadem. Szukają chleba, a znajdują fałszywe ziarna; szukają zabawy, a czerpią truciznę; szukają czegoś, co by ich podniosło, posunęło naprzód, tymczasem znajdują coś wręcz przeciwnego – pustkę, rozczarowanie, zgorszenie – i zamiast się podnosić, chylą się coraz niżej.

Konieczną więc jest rzeczą tym, którzy chcą czytać, dać w rękę dobrą gazetę, która by głosiła prawdę i cnotę.

A czemu gazetę, a nie książkę, broszurę! Owszem, w miejsce złych książek, które bałamucą umysły i serca, w miejsce nieuczciwych romansów, które psują obyczaje, trzeba postawić dobre księgozbiory i wypożyczalnie, i zapełniać je książkami, broszurami, apologetycznymi i uczciwymi dziełami literackimi.

Ale i dobra książka nie zastąpi gazety. Ciekawość ludzka pragnie wiedzieć nie tylko prawdy teoretyczne, nie tylko to, co się kiedyś działo, ale przede wszystkim to, co się dziś dzieje na świecie, to, co dziś ludzi zajmuje. Książka nie będzie nigdy dosyć aktualna. Nadto zawsze ma się kilka groszy na kupienie gazety a nie zawsze ma się kilka koron na kupienie książki. Książka jest za długa; łatwo się znajdzie pięć minut na przeczytanie gazety, ale nie każdemu łatwo odłożyć kilka dni, a choćby kilka godzin, na przeczytanie książki. Książka jest niewygodna, książki trzeba szukać, chodzić za nią; gazeta sama szuka człowieka. Na kongresie katolickim w Koblencji powiedział jeden z mówców: "Gazeta jest najlepszym wikarym dla proboszcza. Proboszcz mówi kazanie raz w tygodniu i trzeba go iść słuchać; gazeta głosi kazanie każdego dnia i sama przychodzi do nas".

Dobra gazeta więc jest dziś instytucją absolutnie konieczną. Rozumiał to Arcybiskup Moguncji Ketteler już przed kilkudziesięciu laty, kiedy odważył się twierdzić, że gdyby św. Paweł żył w naszych czasach, to by z pewnością był dziennikarzem. A sławny Biskup Lavigerie powiedział, że dziś nie mniejszą jest zasługą rozszerzać dobrą prasę, jak budować kościoły. Leon XIII mówi, że dobra gazeta jest ustawiczną misją w parafii. A Pius X wyraził się do dziennikarzy belgijskich, że dziennikarstwo chrześcijańskie jest prawdziwym apostolstwem. Do pewnego dziennikarza zaś, który mu podawał pióro do poświęcenia, rzekł: "Nie ma szlachetniejszego posłannictwa nad posłannictwo dziennikarza w dzisiejszym świecie. Błogosławię symbol twego zajęcia. Moi poprzednicy poświęcali miecze i broń rycerzy chrześcijańskich; ja jestem szczęśliwy, że mogę błogosławić pióro chrześcijańskiego dziennikarza".

Oby to katolicy chcieli zrozumieć, jak ważną jest rzeczą czytać i rozszerzać tylko dobrą gazetę.

Ludu katolicki! W gazecie katolickiej piszą ci, co kochają prawdę i cnotę, tacy co ci dobrze życzą, co pragną tą prawdą z tobą się podzielić i zaszczepić tę cnotę w twym sercu; ci, co kochają naszą wiarę i religię, tę drogą spuściznę po przodkach naszych, co są dobrymi synami Kościoła św., w którego obronie stają. Czy miałbyś wierzyć raczej tym, którzy nie zasługują na to, by być twoimi przywódcami i nauczycielami?

Jeśli macie zwyczaj czytać gazetę codziennie, lub przynajmniej w niedziele i święta, pomyślcie, jakiego zasobu chrześcijańskiej wiedzy możecie nabyć w krótkim czasie, jak się staniecie odpornymi na złe wpływy, jaką broń będziecie mieli w rękach ku obronie swych świętych przekonań. Przez posiadanie prawdziwej nauki będziecie coraz bliższymi sercu naszego Mistrza, Jezusa, który powiedział: "Jeśli wytrwacie w nauce mojej, będziecie prawdziwie uczniami moimi, i zrozumiecie prawdę, a prawda was wyzwoli". (Jan 8, 31. 32).

Czemu w domach katolickich zamiast gazety dobrej są jeszcze gazety złe? Czemu zamiast dobrej strawy karmią się lichotą? Czemu wielu nie chce wierzyć ewangelii, a daje wiarę bałamutnym wywodom lichego dziennikarza? Bo brak należytego uświadomienia. Syn marnotrawny karmił się strawą, przeznaczoną dla trzody, ale on przynajmniej uznawał swą nędzę. Wielu katolików nie chce uznać swej nędzy moralnej, w jakiej się znajdują, czytając gazety złe, niemoralne. Jakie społeczeństwo, takie gazety; ale też można odwrotnie powiedzieć; jakie gazety, takie społeczeństwo. Ci, co wydają dobre katolickie gazety, kochają naród, pragną go uświadomić, oświecić, uczynić z niego potęgę, opartą nie na chwiejnych podstawach złudnych pozorów i fałszu, ale na granitowej skale chrześcijańskiej prawdy i niewzruszonych chrześcijańskich zasad.

Katolicy, jeśli wam chodzi o prawdę, o wiarę, o religię, o cnotę, o swe dobro, o dobro waszych pokoleń i całego narodu, czytajcie, starajcie się o dobrą prasę, żądajcie tylko katolickiej gazety wszędzie. Patrzcie, cała powódź złych gazet zalewa coraz bardziej świat, wciska się wszędzie, nie oszczędza nikogo, porywa ze sobą i starszych i młodych, mieszczanina i wieśniaka, uczonego i niewykształconego. Zbudujmy silną tamę przeciw tej powodzi z dobrej katolickiej prasy.

Zadaniem więc katolickiej prasy jest tworzyć silne katolickie stronnictwa, które by się mogły opierać skutecznie przeciw innym stronnictwom i w ten sposób zapewniać Kościołowi wolność i swobodę ruchów. Do tego katolicy mają prawo i to im katolicka gazeta powinna ułatwić, zapewnić przez rozpowszechnianie chrześcijańskich poglądów i zasad.

W tym celu powinni się katolicy poczuwać do obowiązku abonowania katolickich gazet.

W ogóle katolickie gazety mają ciężką egzystencję. Czemu? Wina to publiczności, która rzuca się raczej na lichy towar, ale głośno reklamowany. Na pewnym kongresie powiedział przywódca partii katolickiej w Niemczech, Windhorst: "Potrzeba by nam jeszcze jednego przykazania kościelnego: złych gazet ani broszur nie będziesz czytał".

Nie czytać, nie rozszerzać, nie popierać dobrej gazety, jeśli się może, to niedbalstwo, opieszałość, to grzech, bo się nie spieszy z pomocą tam, gdzie grozi niebezpieczeństwo, gdzie pomoc jest konieczna.

Nie wystarczy popierać gazetę moralnie; trzeba ją jeszcze wspierać materialnie. Aby gazetę założyć, utrzymać, potrzeba dużo pieniędzy. Katolicka gazeta nie może się wdawać w interesy podejrzanej wartości, nie może być narzędziem zysku i spekulacji, nie może dla pieniędzy posługiwać się kłamstwem i nieuczciwością, jak to często czynią złe gazety. Dobra gazeta więc musi liczyć na zasiłki, zwłaszcza w początkach. "Na dobre gazety – mówił już w r. 1847 biskup Parisis – powinna by pobożność oświeconych wiernych masowo składać ofiary. Nie współdziałać z dobrymi gazetami jest to opuszczenie, nie wolne od winy, gdyż to znaczy odmawiać religii pomocy, której ona potrzebuje".

Piękny przykład gorliwości pod tym względem dali w ostatnich czasach katolicy Węgier i Słowaczyzny; na założenie katolickiej gazety złożyli przeszło osiem milionów koron.

Fundujemy różne dzieła: pomniki, kościoły, szpitale, ochronki, sierocińce... Dobre to. Ale gdybyśmy mieli potężną prasę, dobrze redagowaną, dobrze zorganizowaną, dobrze zaopatrzoną, to by było jeszcze lepsze. Z taką prasą walczylibyśmy skuteczniej przeciw napaściom złej prasy, oddziaływalibyśmy lepiej na opinię publiczną, która się nam wymyka, przeszkadzalibyśmy w wydawaniu niesprawiedliwych praw, które tyle szkód wyrządzają.

Dzisiejszy świat przedstawia jakby dwa wielkie obozy, walczące ze sobą, już nie o terytoria, o hegemonię, jak w obecnej wojnie, ale o prawdę, o przekonania, o wierzenia, o skarby wieczne. Najwaleczniejszą bronią w tej walce nie są dalekonośne armaty, ani gazy trujące, ani tanki, ani łodzie podwodne, ale prasa przede wszystkim. Kto tę broń udoskonali, uzbroi się w nią należycie, ten przyspieszy sobie zwycięstwo.

Katolicy więc nie powinni niczego zaniedbać, by prasę postawić na wysokości zadania, które ma do spełnienia.

Wodzem naszym w tej walce jest Sam Chrystus, Bóg prawdy, który powiedział: "Ufajcie, jam zwyciężył świat". (Jan 16, 33). Amen.

Ks. Józef Gliwa SI

Szkice kazań i przemówień na chwilę obecną. Wydawnictwo zbiorowe. Zeszyt pierwszy. Kraków 1919, ss. 127-139.
(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pozwolenie Władzy Duchownej:

L. 12.973.
 
Pozwalamy drukować!

Z Książęco-Biskupiego Ordynaryatu.

W Krakowie, dnia 10. grudnia 1918.

L. S.

† Adam Stefan.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Kraków 2006

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ: