według
z czwartego wydania niemieckiego
wolno przełożył
––––––––
KSIĘGA PIĄTA
O nabywaniu łaski, współdziałaniu z nią, pomnażaniu jej i zachowaniu
~~~~~~~
ROZDZIAŁ CZWARTY
O nadziei nadprzyrodzonej, jako o trzecim przygotowaniu potrzebnym do otrzymania łaski
1. Bojaźń gniewu Bożego i naszej słabości zgniotłaby nas zupełnie i przyprowadziłaby nas do zwątpienia, gdyby do nich nie przyłączyła się ufność w nieskończoną dobroć i wszechmoc Bożą, która nam otwiera drogę do łaski; ufność ta użycza nam pewnej nadziei, iż z pomocą Bożą znów odzyskamy niezawodnie łaskę i że ją do końca dochowamy. Ta ufność musi być również darem nadprzyrodzonym Ducha Świętego jak i dobro łaski, jakie mamy otrzymać, jest nadprzyrodzonym. Ufność ta nie może się opierać na czym innym, jak tylko na nieskończonym miłosierdziu Bożym, które jedynie może nam grzechy odpuścić i na wszechmocy Bożej, która znowu sama jedna może nas tak bardzo wzmocnić i podnieść, iż osiągniemy dobro ze wszystkich najwyższe. Przypuszcza także ta ufność i nadprzyrodzoną wiarę żywą, przez którą poznajemy, jak Bóg nawet wtenczas, kiedy jesteśmy grzesznikami, nie ustaje nawoływać nas do swej łaski i jak nam oddaje na usługi nasze wszystkie bogactwa swej wszechmocy, aby nas tylko doprowadzić do łaski. Dlatego to nadzieja, iż odzyskamy łaskę, może być tylko wtenczas w nas słabą i bezsilną, jeżeli wiara nasza jest prawie umarłą i chwiejną, i oglądamy się więcej na grzechy nasze i na słabość własną, aniżeli na miłość i troskliwość niewypowiedzianą Boga, jaką On nam okazuje. Przeciwnie zaś, gdy będziemy się miłości Bożej przypatrywać z żywą wiarą i gdy będziemy się uważnie przysłuchiwać podszeptom Ducha Świętego, przyobiecującego nam odpuszczenie grzechów naszych i powrót pewny do łaski: natenczas ufność nasza chwiać się przestanie, natenczas wyrwie się dusza z tego zwątpienia i z zaufaniem, nieznającym trwogi i bojaźni, przystąpi do tronu miłosierdzia Bożego, gdzie się spodziewa, iż znajdzie przebaczenie i łaskę i na pewno też to wszystko znachodzi.
2. Wszakże Bóg w Piśmie św. najuroczyściej zapewnia nas i poprzysięga nawet, że chce zbawić wszystkich ludzi i że nie pragnie śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i żył. Zapewne, iż Bóg mógł być oszczędniejszy w rozdawaniu swej łaski tak nieskończenie kosztownej, mógł postanowić, iż tylko ten może otrzymać łaskę, który będzie jej szukał z gorliwością największą i który w razie jej otrzymania już jej nigdy nie utraci. Atoli tak nie uczynił. Bóg chciał, aby łaska wschodziła jak drugie słońce nad sprawiedliwymi i niesprawiedliwymi, nad świętymi i grzesznikami, aby wszyscy i w każdym czasie byli oświeceni jej światłem, aby wszyscy mogli przyjąć jej błogosławieństwa, jak tylko na nią zechcą skierować oczy swoje. Zamiast czekać, aż my zechcemy szukać łaski u Niego – On sam chętnie i litościwie nam ją ofiaruje w każdej godzinie; sam puka do serca naszego i nie dozwala mu żadnego wypoczynku, aż otworzy podwoje swoje na Jego przyjęcie. Dlatego to jednogłośnie nauczają Ojcowie święci i wszyscy Teologowie, iż Bóg nie odmawia łaski poświęcającej temu, który z łaską Jego uprzedzającą czyni, co zdoła według sił swoich. Jakkolwiek zatem łaska jest szczytną i wspaniałą i jakkolwiek głęboko leżelibyśmy w błocie grzechu, to przecież wiemy na pewno, iż nam wolno każdego czasu łaskę odzyskać i posiąść. I tak tego jesteśmy pewni, jak to jest pewne, iż Bóg jest miłosierny w swojej miłości, wierny w obietnicach swoich i wszechmocny w swoim działaniu. Jednego tylko potrzeba z naszej strony, a mianowicie dobrej woli i szczerego pragnienia, abyśmy się stać mogli uczestnikami miłosierdzia i łaski Bożej. Wszystko zaś inne sam Bóg zrobi, On miłością swoją pokryje grzechy nasze, On użyczy woli naszej takiej mocy, iż wszystkie przeciwności na drodze do łaski zwycięsko pokonamy i usuniemy.
Chociażby zatem sprawiedliwość Boża była jak najsroższą, chociażby grzechy nasze były tak liczne jak piasek morski, tak ogromne jak olbrzymie góry: zawsze jednak obok sprawiedliwości stoi miłosierdzie nieskończone, które powstrzymuje natychmiast karzące ramię Boże, jeżeli tylko naprawdę przed nim umknąć chcemy. Wszakże tak woła Psalmista Pański: "Litość Jego nad wszystkie uczynki Jego" (1) to znaczy, że u Boga łaskawość i pobłażanie przewyższa surowość i gniew najstraszniejszy. Bóg nie może nas ukarać, chyba, że Go do tego zmusimy: atoli przebaczenie i dobrodziejstwa ofiaruje nam darmo i chętnie i bardzo Go to boli, gdy je odrzucamy. Na to, aby nas mógł karać, nie potrzebował przelewać ani kropelki potu swego najświętszego; ale na to, aby nas usprawiedliwić, ofiarował On pot, krew i życie wśród mąk najstraszniejszych. Karząc grzeszników, nie wyczerpuje On wszechmocy swojej; ale na to, aby pojednać grzeszników ze sobą, użył całego bogactwa wszechmocy swojej i dokonał nieskończonego i największego dzieła z pomiędzy wszystkich, to jest Wcielenia Syna swojego. Jeżeli zatem słusznie mamy się obawiać z powodu grzechów naszych Jego sprawiedliwości karzącej i tak srogiej, to mamy jeszcze więcej powodów do tego, abyśmy zaufali Jego miłosierdziu i spodziewali się odpuszczenia grzechów naszych.
3. Boski Zbawiciel chcąc nas w tej słodkiej nadziei utwierdzić, opowiedział nam rozczulający przykład o synie marnotrawnym. Przestępstwo tego syna marnotrawnego jest zupełnie podobne do naszych przestępstw. Opuścił on, wiedziony podłą i czarną niewdzięcznością, dom ojca swojego, gdzie zupełnej jego miłości zażywał, zabrał dziedzictwo po ojcu swoim i rozpuścił je w sposób najnikczemniejszy i najpodlejszy w dalekich stronach. Któżby się tutaj nie spodziewał, że ojciec go wypędzi haniebnie i bez litości, jeżeli mu się na oczy pokaże, jako żebrak wynędzniały, okryty łachmanami! Wszakże słusznie by mu się to należało, a przecież ojciec przyjmuje go miłościwie, uznaje za syna i tak się z powrotu tego dziecka cieszy, iż to obudza zazdrość i gniew w sercu brata starszego, zawsze wiernie ojcu oddanego. Podobnie i my wskutek grzechu opuściliśmy dom naszego Ojca niebieskiego i roztrwoniliśmy dziedzictwo łaski w sposób najniewdzięczniejszy. Nie jesteśmy już godni ukazać się przed obliczem Jego, a cóż dopiero mówić o odzyskaniu dziedzictwa naszego. Pomimo to jednak potrzebujemy tylko wyznać nędzę i niewdzięczność naszą i znów szczerze zapragnąć dostąpienia łaski od Ojca niebieskiego, a On zaraz wyjdzie naprzeciwko nas z radością wielką, przyjmie nas do domu i do łona swego, udzieli nam pocałunku pokoju i pojednania, przybierze nas znów za syny swoje i odda nam całe dziedzictwo, które przez grzech utraciliśmy. Nadto obejmie nas taką miłością, iż same nawet dzieci Jego wierne, to jest Aniołowie i Święci patrząc na to, musiałyby nam chyba zazdrościć tego szczęścia, gdyby tylko były zdolne do zazdrości. Jakąż przeto niesłychaną krzywdę wyrządzamy Bogu, jeżeli jeszcze pomimo tylu dowodów Jego miłosierdzia nieskończonego jesteśmy małoduszni i bojaźliwi i jeżeli marnie chcemy zginąć w tej nędzy naszej, zamiast potargać odważnie więzy grzechu i rzucić się z zaufaniem synowskim na Jego łono ojcowskie! Jak możemy jeszcze obawiać się nieprzyjaciół, skłonności złych i nas samych, gdy Bóg jest gotów upokorzyć z całą swoją wszechmocą nieprzyjaciół naszych i użyczyć woli naszej owej siły nadludzkiej? Czemuż nie odważamy się choćby na postawienie jednego kroku, aby dostać się do łodzi zbawienia, przygotowanej nam od Boga? Gdyby król jakiś dla wyratowania człowieka, który wpadł do głębokiej studni, spuścił tamże maszyny mocne i gdyby mu przyobiecał, iż jak tylko wydostanie się na wierzch, rękę mu poda i połowę królestwa daruje: czyż nie uznasz, iż w tym człowieku nieszczęśliwym odżyłoby na nowo podupadłe męstwo i że z zaufaniem i gorliwością niewysłowioną uchwyciłby on ofiarowany sobie środek ratunku? O grzeszniku! to samo także czyni Bóg z tobą, kiedy ci posyła Aniołów swoich, aby cię wybawili z przepaści grzechu, kiedy ci podaje rękę własną i chce cię nie tylko ocalić, ale na swoim łonie królewskim posadzić! O nieszczęśliwy, czemuż zwlekasz jeszcze i czemuż nie wyciągasz ręki swej do Zbawcy, aby On ją mógł uchwycić! O morderco samego siebie, gnuśny, bojaźliwy i głupi niesłychanie! Bóg nie żąda czego innego od ciebie, jak tylko abyś Mu się dozwolił zbawić i tej drobnostki odmawiasz Jemu i sobie z uporem. Czyń tylko to, co możesz i coś powinien wespół z tym, co Bóg w tobie działa, ponieważ On chętnie cię wspomaga, jeżeli ty na to pozwalasz i jeszcze więcej czyni, aniżeli to jest potrzebne. On zaczął, ty dalej postępuj, a On dokończy. On woła, ty odpowiadaj i używaj Jego darów, abyś mógł otrzymać dary i łaski coraz nowsze i obfitsze.
–––––––––––
Uwielbienia łaski Bożej, według Dr. M. J. Scheebena i O. E. Nieremberga T. J. z czwartego wydania niemieckiego wolno przełożył X. J. Tylka. Tarnów 1891, ss. 564-571.
Przypisy:
(1) Ps. CXLIV, 9.
© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Cracovia MMXXV, Kraków 2025
Powrót do spisu treści dzieła pt.
Uwielbienia łaski Bożej
według Ks. Dr. M. J. Scheebena i O. E. Nieremberga SI
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ: