"Tygodnik Soborowy", Nr 23 i 24. Dnia 25 czerwca 1870. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

Czy nieomylność Papieża jest prawdą w Piśmie świętym objawioną?

 

"TYGODNIK SOBOROWY"

 

~~~~~~~~~

 

Rozmaicie i wielą sposobów duch omylności i niewczesności mówił dotąd przez swoich proroków – na ostatek tych dni jął się i argumentów z Pisma świętego, których dotąd skrzętnie unikał udając po większej części, że mu nie tyle chodzi o nieomylność, ile raczej o to, czy jest lub nie jest na czasie ogłoszenie dogmatu nieomylności? Quaerebant opportunitatem, jak dowcipnie napisał ten nieznośny dla liberałów a nieoceniony dla ultramontanów Veuillot; ale jak spostrzegli, że się na nic to poszukiwanie wczesności, czyli sposobności nie przyda, bo jakże się miało na co przydać, kiedy 600 biskupów w postulacie swoim powiedzieli, że wypada koniecznie tę kwestię zdecydować, tak wreszcie zrzucili maski niewcześnictwa, i nie wzdrygnęli się samą nieomylność nazwać bluźnierstwem i świętokradztwem. Naturalnie, że na to już na nic by się nie przydały dotychczasowe argumenty, np. że takie ogłoszenie mogłoby spóźnić nawrócenie niewiernych, mogłoby sparaliżować dobre chęci już co tylko mających wrócić na łono Kościoła heretyków, mogłoby zniechęcić schizmatyków, którzy w Rosji zwłaszcza i w całej słowiańszczyźnie już się prawie, jak pokorne baranki dopraszali o wpuszczenie do owczarni rzymskiej; – albo też jeszcze, że takie ogłoszenie dogmatu nieomylności mogłoby rozdrażnić opinię powszechną, którą się dzisiaj stawia żydostwo i masoneria, a która dotąd tak była przychylna i łaskawa dla Kościoła! mogłoby wywołać repressalia ze strony rządów, które Kościół swym świętym prawodawstwem i swą najtkliwszą protekcją chciały uszczęśliwić, itd. itd. Wszystkie te, jak powiedzieliśmy sposoby przekonywania, musiały pójść na bok – na widownię zaś wyprowadzone zostały teksty z Pisma i tradycji, w celu walczenia przeciwko samejże nieomylności.

 

Wszystkie racje filozoficzne, historyczne, polityczne itp. stały się anachronizmem wobec tej jednej kwestii: Nieomylność Papieża jestże, czy nie jest prawdą?

 

Co nada wobec tej kwestii twierdzić, że Honoriusz zbłądził? Dla katolików historia nie ma ani prawa, ani siły świadczenia przeciw objawieniu. Jeżeli Pismo św. twierdzi, że Papież, jako Papież w rzeczach wiary zbłądzić nie może, to my katolicy zaraz gotowi jesteśmy odpowiedzieć nie tylko takiemu Döllingerowi i Gratremu, ale choćby najwyższym powagom w dziedzinie historii: moi panowie, co się stać nie mogło, to się nie stało, a ponieważ objawienie uczy, że się stać nie mogło, aby Papież jako Papież zbłądził, przeto historia z pewnością się myli, twierdząc, że któryś Papież jako Papież zbłądził. Jako fakt historyczny nigdy tego nie dowiedzie, że jednego razu, dwa a dwa było pięć, bo rozum powiada, że to stać się nie mogło, tak choćby historia dowiodła, że Papież jako Papież najoczywiściej się omylił, my z uśmiechem odpowiemy, że nie, jeśli Bóg objawił, że się omylić nie mógł.

 

Próżno też byłoby zastawiać się wiarą w nieomylność Kościoła, aby się wybiec od wiary w nieomylność papieską. Tu nie o to idzie, co nam się wydaje lepsze wedle rozumu, z dobrem nawet Kościoła zgodniejsze, ale o to, czy Pan Jezus postanowił, czy nie postanowił Piotra i jego następców nieomylnymi nauczycielami Kościoła. Jeśli powiedział, tedy trzeba wierzyć; jeśli nie powiedział, nie tylko wtedy nie trzeba, ale w żaden sposób nie można wierzyć.

 

Powiadają, że któryś z biskupów węgierskich miał powiedzieć, iż jeżeli ogłoszą dogmat nieomylności, to on złoży biskupstwo i osiędzie w klasztorze. I niby co z tego będzie? Czy w klasztorze będzie wolny od wiary w nieomylność, jeśli Sobór orzecze, iż Pan Jezus uczynił Piotra i jego następców nieomylnymi, że Ewangelia tak chce mieć? Tak dobrze w klasztorze jak i na stolicy biskupiej, kto nie uwierzy co Pan Jezus wierzyć nakazał, potępion będzie. Nie ma rady. Kwestia zawsze wraca ta sama: objawił, czy nie objawił, kazał wierzyć, czy nie kazał?

 

Jeśli tak jest, otwórzmy Ewangelię i czytajmy słowa Chrystusowe o prerogatywach Piotra, pierwszego Papieża.

 

Śmiało z góry zapowiedzieć możemy, że w całej Ewangelii nie ma prawdy większym oczywistości blaskiem jaśniejącej jak najwyższa władza Piotrowa we wszystkich kościelnych zakresach, przede wszystkim zaś w zakresie wiary jego doktorat nieomylny. Jeden tylko dogmat niemniej wyraźnie jest orzeczony – to jest dogmat o Najświętszym Sakramencie, a to dlatego, że jak trafnie powiedział biskup Mechliński w jednym z tych dogmatów idzie o głowę, a w drugim o serce Kościoła. Gdzież więc w Ewangelii jest mowa o nieomylności Papieża!

 

Darmo wprawdzie szukać w Ewangelii tego słowa: nieomylność, które właśnie dziś jest kamieniem zgorszenia; tak samo jak nie ma w Ewangelii słowa transsubstantiatio (przeistoczenie), którym Sobór Trydencki określił tajemnicę Najświętszego Sakramentu; jak też nie ma słowa consubstantialis (mający tę samą istotę), którym Sobór Nicejski wyraził dogmat o Bóstwie Chrystusowym i o Jego współistotności z Ojcem. Słów tych w Piśmie św. nie ma, ale są prawdy, które później Kościół, aby je od kacerzów uchronić w te słowa wyraziste ujął i niejako wyrokiem swoim opieczętował. Arianie pod pozorem, że słowo consubstantialis nie znajduje się w Piśmie św. zaprzeczali Bóstwa Chrystusa; lutrzy nie znajdując w Ewangelii słowa transsubstantiatio, odrzucali dogmat o przeistoczeniu chleba i wina w Ciało i Krew Pańską. Czy mieli rację? Czy nie są dlatego heretykami, jak skoro nie wierzą w prawdę, o której Kościół zawyrokował, że się znajduje w objawieniu? Zatem jeśliby dzisiaj ktoś dlatego, iż tego słowa w Ewangelii nie znajduje, odrzucał wyrażoną nim prawdę, ten by szedł tylko w ślady starych heretyków. Weźmy zresztą na uwagę, że jeśli w Piśmie św. nie ma wyrazu nieomylność Papieża, to równie nie ma tam wyrazu nieomylność Kościoła.

 

Nie szukajmy zatem wyrazu w Piśmie św., ale szukajmy rzeczy, o którą nam idzie. Jeżeli rzecz znajdziemy, nazwiemy ją tym chętniej tym wyrazem, im silniej ona sama tak się nazywać każe, i tym bezpieczniej, im dawniej i powszechniej tak ją nazywa powszechna wiara Kościoła dochodząca obecnie do najwyższej swojej dojrzałości.

 

Papież Pius IX i Sobór Watykański, 8 grudnia 1869 r.

 

I.

 

Otwórzmy pierwszą z rzędu Ewangelię, to jest według św. Mateusza. Najmniej choćby obznajmiony z traktatem o prymacie rzymskiego biskupa bez namysłu szukać będzie owych słów napisanych w r. XVI, które w kwestii konstytucji Kościoła i prerogatyw widzialnej jego głowy stanowią tekst pryncypalny.

 

"Jezus pytał uczniów swoich: czym mienią być ludzie Syna człowieczego? (A gdy różne dawali odpowiedzi), rzekł im Jezus: A wy kim mnie być powiadacie? Odpowiadając Szymon Piotr rzekł: Tyś jest Chrystus Syn Boga żywego. A odpowiadając Jezus rzekł mu: Błogosławionyś jest Szymonie Barjona (synu Jony) bo ciało i krew nie objawiła tobie, ale Ojciec mój, który jest w niebiesiech. A ja tobie powiadam iżeś ty jest opoka (1), a na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go" (Mt. XVI, 13-18).

 

Czy słowa te Boskie potrzebują, aby były zrozumiane, jakiegoś uczonego komentarza? Czy sam prosty zmysł katolicki wyrobiony wieków kilkunastu wiarą nie chwyta z łatwością zawartego w nich pojęcia! Trzeba było całej przewrotności heretyckiej, aby te słowa z prostych i zrozumiałych uczynić podobną zagadką, czy hieroglifem jakim się stały w komentarzach protestanckich. Trzeba było potem całej gallikańskiej subtelności i dowcipu, żeby znaczenie tych słów między samymi katolikami uczynić przedmiotem sporów; albo raczej powiedzmy prawdę, trzeba było całego nadużycia geniuszu Bossueta, spętanego uprzedzeniami i wcale nie biskupim entuzjazmem dla Ludwika XIV, aby ni stąd ni zowąd w teologii zjawiły się od epoki artykułów gallikańskich jakieś owych słów naciągane i gwałtowne wykłady, o jakich Ojcom świętym i średniowiecznym teologom ani się nie przyśniło. Cóż dziwnego, że ludziom wychowanym w owych uprzedzeniach, powiększanych następnie wskutek i słabnącej wiary we Francji i Niemczech i wzrastającej tyranii władców ziemskich nad królestwem wiary i sumienia, słowa one coraz bardziej ciemniały, aż w końcu zeszły do znaczenia jakiegoś tylko pobożnego enigmatu lub wschodniej metafory, o której aż do wzbudzenia obrzydliwości od lat 100 powtarzają tuzinkowe teologi gallikańskie i józefińskie, że nie trzeba na nią zbytniego kłaść nacisku, non esse nimis premendam metaphoram fundamenti, aby przypadkiem z nieomylnością nie wymknęła się z niej w konkluzji sama nieśmiertelność Piotra! Jakby to komu mogło przejść rozumnie i szczerze przez głowę, że Pan Jezus moralny gmach Kościoła oparł na cielesnej egzystencji Piotra.

 

Nie potrzebujemy więc, jak tylko odwołać się do nie zbałamuconego uprzedzeniami umysłu katolików, aby mieć ich zgodę na to, że słowa powyższe wyrzeczone do Piotra są same przez się jasne, jak światło południa, i że nie mogą nic innego znaczyć jak tylko, że Piotr za wyznanie Chrystusa Bogiem, staje się potęgą słowa Chrystusowego opoką czyli skałą, i że na nim jako na niewzruszonym fundamencie Chrystus Pan Kościół swój buduje.

 

Św. Piotr. Vasco Fernandes (Grao Vasco), 1475-1542.

 

Chcieć też one słowa i zawartą w nich obietnicę stosować tylko do fizycznej osoby Piotra i ograniczać je chwilą fizycznego jego istnienia na tej ziemi, ci tylko mogą, którzy albo nad nimi nigdy się serio nie zastanowili, albo do ich zrozumienia z gotowymi uprzedzeniami przystępują. Jak bowiem jasną jest rzeczą, że Jezus Chrystus Piotra uczynił tymi słowami opoką Kościoła, tak równie rzeczą jasną jest, że go uczynił tą opoką w moralnej a nie fizycznej tylko jego osobie. Skoroć bowiem Piotr ten ma być opoką podpierającą Kościół, a Kościół ma stać aż do skończenia wieków mimo pocisków bram piekielnych, toć zapewnie i opoka, fundament aż do skończenia wieków trwać musi. A zatem ów Piotr, do którego odnoszą się te słowa Chrystusowe, to ten sam, który dziś jeszcze w następcy swoim na Stolicy swojej rzymskiej siedzi, i do końca świata w następcach swoich żyć będzie. Tak też zrozumiał Kościół, myśl swojego Mistrza. Słowa na wielkim Soborze Efeskim, w piątym wieku wyrzeczone: "Piotr po dziś dzień w następcach swych żyje i sądzi", powtarzają się na każdym prawie Soborze i w dziełach wszystkich prawie Ojców. Sam też zdrowy rozum wskazuje, że jeżeli Chrystus Pan chciał, aby Jego Kościół przetrwał wieki, ukonstytuował go w pewną formę rządu nie dla jednego pokolenia ale na wszystkie czasy. "Póki się Kościół Chrystusów buduje, mówi Skarga, póty Piotr żyje w potomkach swoich; póki owiec Chrystusowych staje, póty Piotr je pasie; póki bracia są, póty potwierdzenia od starszego brata Piotra św. potrzebują. Pasterstwo w Kościele Bożym stoi i stać będzie i nie ustanie; a Piotr najwyższym Pasterzem będąc, jako ma ustać" (2).

 

Gallikanie i józefiniści, którzy nie wiedzieć co by radzi wycisnąć z metafory ewangelicznej o filarze i utwierdzeniu prawdy, na rzecz nieomylności Kościoła w biskupach, (columna et firmamentum veritatis), albo też z metafory apostolskiej o fundamencie apostolskim (super fundamentum apostolorum), skoro tylko rzecz idzie o prerogatywy Piotra i o teksty o tych prerogatywach świadczące, strasznie się boją wchodzić w ich znaczenie, aby przypadkiem więcej nie wypadło w pojęciu słowa, niżeli jest w słowie. Rozumielibyśmy zresztą tę obawę, gdyby szło o jakiś wykład, choćby najuczeńszy, ale li tylko scjentyficzny, ale kiedy słowa prawie same przez się mówią o swym znaczeniu, kiedy z drugiej strony tradycja daje nam tych słów pojęcie kościelne, wtenczas nie pojmujemy wszystkich owych skrupułów – albo raczej widzimy w nich tylko źle pokryte półschizmatyckie zamiary i dążności.

 

To pewna, że Jezus Chrystus na próżno Piotra nie nazwał opoką. Wiadomo, że to uczynił dwa razy. Najprzód, gdy go brat jego Andrzej po raz pierwszy przyprowadził do Chrystusa, Jan Ewangelista powiada, że Jezus wejrzawszy nań (Intuitus eum) rzekł: Ty jesteś Szymon Syn Jony; ty będziesz się nazywał Cephas (co się wykłada "Petrus") (3). Wtenczas Pan Jezus nazwał go tylko "opoką" nie powiedziawszy, co by ta przemiana nazwy Szymona na "opokę" miała znaczyć. Kwestię tę z pewnością niezmiernie ciekawą i dla Piotra i dla jego towarzyszy, z których żadnemu innemu Pan Jezus nazwy nie przemienił, zostawił na inną chwilę.

 

Tę to właśnie chwilę opisuje pierwszy Ewangelista w rozdz. XVI. Była to jak widzieliśmy chwila wyznania wiary Piotrowej. Różni, różne dawali na zapytanie Zbawiciela odpowiedzi, Piotr jeden dał odpowiedź z objawienia Ojca, nie zaś z objawienia zmysłów, z objawienia krwi i ciała, jak się wyraża Pan Jezus. Jemu też tylko pobłogosławił wówczas, zwiąc go jeszcze dawnym imieniem i wyrażając powód tej dla niego samego wyłączności: Błogosławionyś jest Szymonie Bar Jona, bo nie ciało i krew objawiły tobie, ale Ojciec mój, który jest w niebiesiech. I zaraz potem bezpośrednio z dziwnym naciskiem emfatycznym i z pewną uroczystością wyrzekł te słowa: A ja powiadam tobie (jakby mówił: Ojciec mój o mnie tobie powiedział, a ja, Syn Boski, równy Ojcu, podług własnego twojego wyznania powiadam tobie z mym Ojcem) żeś ty jest opoka i na tej opoce zbuduję Kościół mój i bramy piekła nie przemogą przeciwko niemu. I tobie dam klucze etc.

 

Gdy więc Jezus Chrystus mówi z takim naciskiem, nie wiedzieć jakim prawem gallikanie chcieliby, abyśmy te słowa z lekka prześli, i abyśmy zwłaszcza z wyrazu "opoka" zbyt wiele na rzecz Piotra nie wydobywali.

 

Ani więcej, ani mniej, tylko tyle ile chciał wyrazić Chrystus, i ile nam tym słowem "a ja powiadam tobie, żeś ty jest opoka" – objawił. Zdaje się, że gdyby gallikanie byli wówczas obecni, to by przeciwko sile tego wyrażenia protestowali. Rzekliby: "Tylko nie tak mocno Panie, żeby się nie zdało, że istotnie chcesz Szymona skałą wiary Kościoła uczynić, i żeby się nie zdało, że się nigdy w nauczaniu tej wiary, którą co dopiero wyznał, nie omyli". Jakkolwiek by się komu śmiesznym zdało to przypuszczenie, nam się zdaje, że ono się zupełnie równa wyrażanym przez gallikanów obawom i skrupułom, abyśmy tej metafory o opoce zbyt ściśle nie brali. Ta jest różnica między pojmowaniem przytoczonego tekstu między ultramontanami a gallikanami i wszystkimi teologami ejusdem farinae, że ultramontanie tekst ów po prostu czytają i podług oczywistego znaczenia pojmują, gallikanie zaś nie tylko że go zbytecznie według naprzód wyrobionych pojęć tłumaczą, ale go po prostu do tych pojęć, albo raczej uprzedzeń nakręcają.

 

Ale czas nareszcie aby już położono koniec stanowczo takiej procedurze zupełnie z duchem Ewangelii i wyraźną wolą Chrystusa niezgodnej.

 

Świat katolicki chce wiedzieć, co ten wyraz opoka znaczy w odniesieniu do widzialnej głowy Kościoła, i czy on daje tej głowie, czy nie daje przywileju nieomylności w nauczaniu całego Kościoła. W każdym razie świat katolicki szukając w objawieniu podstawy swej wiary o nieomylności papieskiej nie da sobie uwagi od tego słowa oderwać, równie jak od innych z tym przywilejem związek mieć mogących, a mizernymi lub obłudnymi skrupułami gallikanów nie da sobie zamknąć oczu na znaczenie, które w nim dotąd czytał.

 

Piotr jest opoką. To rzecz objawiona. Piotr nie jest tą opoką sam dla siebie; to także rzecz objawiona. Chrystus wyraził cel, dla którego uczynił go opoką. Tym celem jest wiernotrwałość Kościoła. Uczynił go w sposób widomy, czym sam jest dla Kościoła w sposób niewidomy. Petra autem erat Christus. Skała Boskiej nauki, którą się mają poić i żyć wierni, aby nie byli jako niemowlęta zataczające się i miotane wszelkim powiewem nauki wymyślonej w przewrotnych umysłach, jak powiada Apostoł (Efez. IV, 14). Chrystus jest najwyższy kamień węgielny, na którym wznosi się gmach Kościoła (Efez. II, 20. 21), więc gdy Piotra zowie "skałą" daje mu to, aby był widzialnie, czym jest sam jako fundament, jako opoka, jako kamień węgielny Kościoła niewidzialny. Co Chrystus ma z siebie i z swojej zasługi, to Piotr ma z Jego najwyższego daru. Tyle znaczy opoka w Piotrze, ile w Chrystusie. Różnica jest tylko w sposobie posiadania, i w sposobie wykonywania, ale nikt nie ma prawa ścieśniać, ograniczać to, co Chrystus dał Piotrowi dla Kościoła, nie ograniczając.

 

Jako mądry architekt, Chrystus Pan, skałę na fundament kładzie, sam bowiem powiedział, że głupi buduje na piasku, a mądry na opoce (Mt. VII, 24), a ponieważ Kościół ma być zbudowany z ludzi, wedle tego wyrażenia apostolskiego: "budowaniem Bożym jesteście" (1 Kor. III, 9), przeto też jednego z ludzi bierze na fundament, aby fundament uczestniczył w naturze całego budowania, ale temu człowiekowi daje swoją opoczystość, czyni go opoką, aby na nim stanął gmach mający wytrzymać walki wszystkich piekielnych potęg i wszystkich wieków.

 

Matka Boża, Pan Jezus, święty Piotr i inni Apostołowie.

 

Piotr więc z woli i daru Chrystusa jest przyczyną stałości i niewzruszoności Kościoła, w tym jest bowiem cała istota i powód istnienia fundamentu. Chrystus raczył to sam wyrazić w tych słowach: Spadł deszcz i przyszły rzeki i wiały wiatry i uderzyły na on dom, a nie upadł, bo był na opoce ugruntowany (Mt. VII, 25).

 

Ale w czymże Pan Jezus chciał mieć Kościół tak stałym i wiecznie trwałym? Trwałość istnienia do końca wieków (indefectibilitas) i trwałość doskonałego istnienia. Oto jest wola Jego Założyciela. Kościół ma być budowaniem Ciała Chrystusowego (Efez. IV, 12). Nie jako ruina ma przetrwać wieki, ale jako pełność i doskonałość życia, jako Kościół chwalebny nie mający w sobie skazy ani rdzy, ani nic podobnego, a więc tym bardziej żadnej rysy, żadnego pęknięcia pod względem wiary, Kościół zatem przede wszystkim ma być niewzruszonym w wierze, z której jako zbiorowy sprawiedliwy Boży żyje, aby ta wiara wszędzie i zawsze była jedna i taż sama – una fidesin unitatem fidei, jak powiada Apostoł (Efez. IV, 5; ІV, 13).

 

Jeżeli więc Piotr z najwyraźniejszej woli Chrystusa jest fundamentem, czyli przyczyną niewzruszoności Kościoła, a ta niewzruszoność ma być w jednej i tej samej wierze, to któż nie widzi, że Piotr jest także fundamentem niewzruszonej wiary. Jeżeli zaś Kościół, aby był w wierze niewzruszony musi być w wierze nieomylny, nieskazitelny, jeżeli wierni o tyle mają pewność o prawdziwości swej wiary, o ile wierzą w nieomylność tej wiary nauczającego Kościoła, któremu Pan Jezus wierzyć kazał pod utratą zbawienia; jeżeli wierni przez tę wiarę wespół budują się w mieszkanie Boga (Efez. II, 22), natenczas jakże przypuścić aby ten, na fundamencie którego wznosi się całe to budowanie, i który miał być przyczyną jego trwałości, miał być sam chwiejnym i niestałym w wierze.

 

Od czego wówczas będzie opoką? Jak na tej opoce ostoi się Kościół będący filarem i utwierdzeniem prawdy, jeśli opoka, na której stoi filar prawdy miałaby się zachwiać w prawdzie?

 

Albo więc Piotr jest opoką wiary, albo wcale nie jest opoką. To, że Chrystus nie dodał tego słowa wiary, alternatywy naszej nie osłabia. Znaczenie to wynika z całego ustępu, w którym wciąż o wierze jest mowa; wynika z natury rzeczy, bo idzie tu o opokę fundamentalną budowli wiary, bo tę budowlę stanowią ludzie ochrzczeni schodzący się w jedność wiary; wynika to także z jednomyślnego wykładu Ojców Kościoła, których zgodność w wykładaniu Pisma św. jest dziełem Ducha Świętego (4).

 

Wobec tych tak oczywistych słów, przez które Jezus Chrystus Piotra uczynił fundamentem swojego Kościoła, a z drugiej strony wobec dogmatu nieomylności Kościoła, co poczną ci wszyscy, którzy przeczą nieomylności Papieża, lub chociażby tylko wątpią o niej? W teorii dotąd jakoś to uchodziło, ale czyby uchodziło w praktyce? Czy tak zwana in dubiis libertas przyda się na co w sferze teoretycznej, kiedy, jak to co moment zdarzyć się może, z onej sfery zejść koniecznie wypada na grunt praktyczności? Nieomylność głowy Kościoła, właśnie dlatego, że należy do istoty fundamentu Kościoła, praktyczną jest per excellentiam. Żeby Bossuet w onej słynnej rozprawie z Fenelonem o nieomylności papieskiej, najświetniej interlokutora swojego pokonał, na co by mu się to przydało, kiedy wobec pierwszego słowa biskupa Rzymu wyrzeczonego w sprawie wiary i w charakterze powszechnego doktora musiałby cofnąć wszelką teorię, choćby najgenialniej zbudowaną, skoro by tylko onemu słowu przeciwną była? Zdało się Bossuetowi, że przekonał Fenelona w kwestii nieomylności, a tymczasem któż nie wie, że w owym sporze o dzieło Fenelonowe Maximes des Saints, sprawa załatwioną została mieczem nieomylności papieskiej. Póki sam Bossuet dowodził, póty Fenelon miał wolność rozprawiania – ale gdyby Fenelon do końca chciał był dowodzić słuszności swojej teorii w owym dziele przedstawionej, gdyby zamiast po odebraniu rzymskiej decyzji, przyznać się do błędu, i potępić własny system, chciał był dowodzić nie już, że Papież mógł się omylić, naukę tę potępiając, ale że się mógł omylić w rzeczy faktu dogmatycznego, czy i Bossuet byłby mu przyznał słuszność? Czyby mu nie był odpowiedział jednym z tych potężnych argumentów, którymi zwalczał system jansenistowski, a zwłaszcza, że nawet w kwestii faktu dogmatycznego przypuszczenie omylności, podkopuje i rujnuje fundament konstytucji Kościoła? Fenelon przyznając swym upokorzeniem się wobec decyzji Rzymu, zwycięstwo Bossuetowi w sprawie dzieła Maximes de Saints jednocześnie tym samym upokorzeniem się zwyciężył Bossueta w sprawie zaprzeczanej przez niego nieomylności Papieża.

 

Alternatywa jest nieunikniona, właśnie dlatego, że kwestia jest w najwyższy sposób praktyczna. Można się wobec niej wykręcać mniej więcej zręcznie do pewnego punktu – ale ta sama alternatywa wnet wraca i znowu się trzeba wykręcać. Chcą koniecznie aby Papież mógł błądzić w nauczaniu wiary. Przypuśćmy, że to się zdarzy; cóż wtedy wyniknie? Przyjmieli Kościół błędną jego naukę, albo ją odrzuci? Jedno z dwojga. Jeśli ją przyjmie, popadłby cały Kościół w błędną wiarę, nie miałby ducha prawdy, przemogłyby go bramy piekielne. Jeśli ją odrzuci, już by Piotr nie był fundamentem, Kościół nie stałby wtedy na Piotrze, ale na innych biskupach, którzy by z obowiązku oponowali Papieżowi, jak to chcą przeciwnicy. Więc w każdym razie kłam zadałby się słowom Chrystusa mówiącego, że na Piotrze wiecznie stać będzie Kościół, i że go bramy piekielne nie przemogą.

 

Spostrzegli od początku tę niekonsekwencję gallikanów sami protestanci i zwycięsko ją wyzyskiwali. Ciekawa jest w tej mierze korespondencja Leibnitza z Bossuetem. Zwalczony na wszystkich innych punktach niezbitymi argumentami Bossueta, Leibnitz zawsze na to pole ucieka, i oszańcowany w onej sprzeczności gallikanizmu, odpiera wszystkie pociski swego genialnego przeciwnika, w tym tylko punkcie słabego, w którym poza polem prawdy szermuje. Uczony Mosheim śmieje się z nielogiczności niektórych katolików, którzy na zasadzie omylności Papieża apelowali od jego wyroków do Soboru (5). Puffendorf powiada: Twierdzenie, że Sobór wyższym jest nad Papieża, da się zrozumieć w systemacie tych, u których sędzią wiary jest Pismo i własny ich rozum (tj. u protestantów). Ale, że ci także chcą tej tezy bronić, którzy uznają Stolicę rzymską za centrum wszystkich Kościołów, a Papieża za biskupa powszechnego, jest to nie mała niedorzeczność; rząd albowiem Kościoła rzymskiego jest monarchicznym, a to twierdzenie pachnie czystą arystokracją (6).

 

W istocie słowa Chrystusa są tak pełne i nieograniczone, że albo z protestantami trzeba wszelki prymat zaprzeczyć i wykrętnym tłumaczeniem słowom onym podsuwać zupełnie inne i niewłaściwe znaczenie, co byłoby herezją, albo przyznać Papieżowi prymat zupełny we wszystkich sferach, a tym samym najsamprzód prymat w nauczaniu wiary nieulegający żadnej kontroli ani reformie, czy to rozproszonego, czy na Soborze zebranego episkopatu, czyli co na jedno wychodzi, nieomylność.

 

II.

 

Jakkolwiek słowo: ty jesteś opoką, jest wyraźne i samo przez się niewątpliwie określające stanowisko Piotra i jego następców wobec Kościoła, Zbawiciel, jednakże widząc jak w przyszłości bramy piekieł nie tylko jawnie i wstępnym bojem uderzać będą najpotężniej na fundament Kościoła, ale też posługiwać się będą zdradą i w tym celu gromadzić będą chmury błędów i wątpliwości, aby nimi zaciemnić to słowo opoka niepokonaną siłę i stałość fundamentu wyrażające – słowo to raczył jakby uzupełnić, albo raczej pełność jego uwydatnić i poza wszelką możnością powątpiewania postawić.

 

Metafora o opoce, łączy się w ustach Zbawiciela z metaforą o kluczach. Opoką czyni Piotra, klucze daje Piotrowi. Jak mu daje klucze, tak go czyni opoką. Przypatrzmy się dobrze drugiej połowie tekstu, która jest o kluczach, a zrozumiemy doniosłość pierwszej, która jest o opoce.

 

Pan Jezus przekazuje klucze św. Piotrowi. Perugino.

 

Wiadomo, że w onych czasach godłem najwyższej władzy nad miastem lub domem były klucze tego miasta albo domu. Gdy się gród poddawał zwycięzcy, oddaniem kluczy uznawał go za pana. Otóż i Pismo św. zwykło pod symbolem dzierżenia kluczy wyrażać zwierzchnictwo. Kto się chce naocznie o tym przekonać, niech czyta 22 wiersz, w 22 rozdziale Proroka Izajasza, albo te słowa z Apokalipsy, "który ma klucz Dawida, który otwarza, a nikt nie zamyka, zamyka a nikt nie otwarza" (III, 7). Do dziś dnia nawet Symbol ten tak naturalny i wyrazisty znaczenie swe a niekiedy używanie zachował. Otóż tego wyrazu użył Chrystus, gdy po przytoczonych już słowach mówił dalej do Piotra: "I tobie dam klucze Królestwa niebieskiego. A cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane i w niebiesiech; a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane i w niebiesiech".

 

Co w tych słowach na pierwszy rzut oka zaraz najsilniej uderza? Oto wyraz cokolwiek twierdzący bez żadnego ograniczenia, że klucze oznaczają najwyższą i nieograniczoną władzę daną Piotrowi względem Kościoła. Władza ta odnosi się do wszystkich spraw, w których rzecz o związywaniu lub rozwiązywaniu ma zastosowanie, czy to jest sprawa wiary, czy sumienia. Nie powiedziano tutaj, jak później do wszystkich Apostołów: którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone etc. (Jan XX, 23). Zakresem sumienia nie ograniczono władzy kluczów; ale wyrazem cokolwiek rozszerzono ją na cały obszar życia religijnego, które przede wszystkim stanowi wiara. Zatem najwyższym sędzią mającym rozstrzygać czyli rozwiązywać w kwestiach spornych wiary, ten jest postanowionym – któremu ów nieograniczony obszar został powierzonym.

 

Kto by wątpił o takiej doniosłości słów Chrystusa, ma wyrok Soboru Florenckiego orzekający, że Papież ma pełną władzę paszenia i rządzenia Kościoła Bożego. Wiadomo zaś, że środki zbawienia powierzone Kościołowi są trojakie: nauka wiary, karność kościelna i Sakramenty z ofiarą i obrządkami. Stąd trojaka władza kościelna: Magisterii, Ministerii et Regiminis to jest, doktoratu, rządu duchownego i uświęcania czyli kapłaństwa. Lecz jeśli doktorat kościelny, jak nas uczy wiara, jest nieomylny, a ten doktorat, będąc pierwszą i najistotniejszą z tych władz kościelnych, musi według słów Chrystusa i orzeczenia Soboru Florenckiego w najwyższym stopniu i z całą pełnością znajdować się w Papieżu, możnaż jeszcze przeczyć bez zaparcia się logiki, że Papież jest nieomylny?

 

Drugie wyrażenie, które w tym tekście uderza jako wyrzeczone z pewnym naciskiem jest to: "I tobie dam klucze". O ile wyraz cokolwiek wyłącza wszelkie ograniczenie władzy udzielonej tutaj Piotrowi względem Kościoła do końca wieków – o tyle wyrażenie: "Tobie dam klucze" rzecz całą ogranicza do osoby Piotra. Apostołom nie powiedział: Wam daję klucze, i żadnemu z nich innemu tego nie powiedział, tylko Piotrowi, więc rzeczywiście tak tej władzy nikomu nie dał, jak ją dał Piotrowi. O dwa rozdziały niżej czytamy w tej samej Ewangelii, że do wszystkich Apostołów rzekł: "Cobyściekolwiek związali na ziemi, będzie rozwiązane i na niebie etc." (Mt. XVIII, 18), ale kluczów osobno nie dał, tylko kluczami wręczonymi Piotrowi dał im rozwiązywać i związywać.

 

Zresztą jeśli w moc tych słów wyrzeczonych do całego grona Apostołów dla tego samego, że do nich wszystkich wyrzekł je Zbawiciel, jako do przedstawiających cały Kościół nauczający, cały ten Kościół nauczający dostał pełność władzy i nieoddzielną od niej nieomylność zbiorową całego episkopatu złączonego z Papieżem, jak nauczają sami gallikanie – to któż będzie śmiał zaprzeczać tejże samej doniosłości, słowom takim samym wyrzeczonym z większym jeszcze naciskiem i uroczystością do samego Piotra?

 

Czy powiedzą o kluczach, co do znudzenia powtarzają o opoce: Non sit nimis premenda metaphora, to jest, że z tej metafory nie trzeba zanadto wyciskać znaczenia? Aleć jeżeli wydobywać z nich i twierdzić nieomylność byłoby zanadto, jakimże prawem tę nieomylność na rzecz całego episkopatu z Papieżem wydobywają ze słów takich samych wyrzeczonych do wszystkich Apostołów? Albo więc trzeba się zrzec całkiem nieomylności nauczającego Kościoła, albo trzeba ją przyznać jako osobistą Papieżowi. Pierwsze wiedzie do protestantyzmu, drugie do ogłoszenia dogmatu osobistego nieomylności Papieża. Wybierajcie ale nie wykręcajcie.

 

(Dokończenie nastąpi).

 

~~~~~~~~~

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

Czy nieomylność Papieża jest prawdą w Piśmie świętym objawioną?

 

~~~~~~~~~

 

(Dokończenie).

 

III.

 

Gdyby do sprawy nieomylności Papieża sam tylko jeden tekst w Piśmie świętym o opoce i o kluczach istniał, sprawa nieomylności miałaby już za sobą najwyraźniejsze Boskie objawienie i jakkolwiek argumentować przeciwko niej nie byłoby jeszcze herezją, póki sam Kościół nie orzecze, iż rzeczywiście jest tak objawioną, byłoby zawsze jednak pewną niebezpieczną śmiałością, której by sobie żadne wykształcone sumienie pozwolić nie powinno.

 

A zatem, jeżeli kto w traktującej się sprawie nieomylności powinien by sobie zrobić skrupuł, czy nie postępuje przeciwko sumieniu, to z pewnością nie ci, którzy są za nieomylnością i gotowi są wyrzec swoje Placet, ale ci, którzy swoimi dowodzeniami odwieczną wiarę Kościoła negują, sumienia wiernych niepokoją, najniesłuszniejsze opozycje wywołują, sprawę jak dzień jasną deklamacjami swoimi zaciemnieją, nieprzyjaciołom Kościoła prawie w ręce kamienie przeciwko Kościołowi podają i cały świat gorszą.

 

Co tu nada dowodzić, że się Papież ten lub ów w wierze omylił, kiedy objawienie twierdzi, że Papież jest opoką wiary? Co tu nada chcieć przekonywać, że Papież w rozwiązywaniu kwestii wiary omylić się może, kiedy objawienie wyraźnie uczy, że Papież ma klucze do rozwiązywania wszelkich kwestii religijnych; kiedy Chrystus mówi do niego: cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.

 

Chcecie dowodzić, że Papież jako Papież może się omylić? A więc chcecie dowodzić, że Chrystus swój Kościół nie na opoce, ale na piasku swój Kościół zbudował.

 

Chcecie dowodzić, że Papież jako Papież w rozwiązywaniu sporów dotyczących wiary może pobłądzić? A więc gdybyście tego dowiedli, dowiedlibyście tym samym jedno z dwojga, to jest, że albo jest nieprawdą, iżby w niebie miało być koniecznie rozwiązane, gdy on co rozwiązuje na ziemi, albo też, że jeśli musi być w niebie rozwiązane tak samo, jak Piotr rozwiązuje na ziemi, a Piotr rozwiązując kwestie wiary może zbłądzić na ziemi, tedy jednocześnie i niebo na rzecz błędu i fałszu może coś rozstrzygnąć.

 

Cóż kiedy na upór nie ma lekarstwa. Bo aby tej nieuniknionej alternatywy uniknąć, gotowi są twierdzić, że albo opoka i klucze nie tyczą się najwyższego nauczycielstwa wiary – albo też tyczą się, ale wtenczas opoka i klucze, nie są atrybucją Papieża osobistą, ale Papieża wziętego razem z biskupami?

 

Trzeba by chyba mieć komentarz także objawiony, aby omylników przekonać, że się w tym twierdzeniu mylą. Ale otóż właśnie taki objawiony komentarz istnieje – stanowią go słowa wyrzeczone przez Chrystusa do Piotra z powodu sporu o preeminencję, powstałego między uczniami przy ostatniej wieczerzy.

 

Rzecz miała się w sposób następujący. Sprzeczać się poczęli Apostołowie, kto by z nich był większym, czyli przełożonym nad innymi. Zganił zaraz Pan Jezus ambicję, ale bynajmniej nie zaprzeczył faktu, że któryś z nich rzeczywiście był starszym. Owszem istnienie faktu potwierdził tym samym, że starszemu dał naukę, aby się zachował na swym wysokim stanowisku pokornie; rzekł bowiem: który jest między wami większy, niechaj będzie jako mniejszy.

 

Kazał nawet onemu większemu, aby z Niego brał przykład i tak służył swą większością braciom, jako widział najwyższego swego Mistrza wszystkim służącego (Ew. św. Łuk. XXII).

 

Ambicjom zaś pogroził, i aby te ambicje możebne w tych, którym kazał nauczać w Kościele, nie szkodziłyby sprawie nauczania, wyraża zaraz w słowach następnych, jaką przeciw błędowi chce wznieść niezawodną tamę.

 

Tą tamą ma być właśnie nieustająca wiara Piotrowa, o której aby nikt nie wątpił, Zbawiciel rzekł był do Piotra: Szymonie, Szymonie, oto szatan pożądał was, aby przesiał, jako pszenicę; alem ja prosił za tobą, aby nie ustała wiara twoja: a ty niekiedy nawróciwszy się potwierdzaj bracią twoję.

 

Wszystkich więc szatan pożądał, aby przesiał. Jak w poprzednim tekście zapowiedział, że bramy piekła będą walczyć przeciwko Kościołowi zbudowanemu na opoce, tak tu ostrzega i grozi, że z powodu szczególniej dopiero co objawionych ambicji, albo raczej posługując się nimi, szatan będzie usiłował (szukał) wprowadzić w błąd tych właśnie, którym dano nauczać prawdy i tym sposobem pszenicę prawdy przesiać jak plewę albo kąkol błędu.

 

Lecz jak zamachy wszystkich bram piekielnych Kościołowi zaszkodzić nie mogły, bo się zawsze o opokę rozbić miały – tak i owe zabiegi około przesiania przez zdradliwe wprowadzenie w błąd nauczycieli prawdy, mają być niweczone czuwaniem i działaniem Piotra, którego wiara w nauczaniu Kościoła ponad wszelką pokusę błędu ma być wyniesiona i zabezpieczona przez najskuteczniejszą potęgę Chrystusowej modlitwy.

 

Wszystkich zatem wiara ma być wystawioną na pokusę – ale ta wiara nie zginie, bo wśród tych wszystkich jest jeden, któremu wprawdzie Pan nie powiada, że kuszon z wszystkimi nie będzie, ale którego upewnia, że będzie prosił za nim, aby wiara jego mimo tych pokus była niezwyciężoną. Temu więc jednemu dał zapewnienie niepokonalnej wiary, aby przez jego działanie wiara całego Kościoła była nieomylną.

 

Nie zatrzymamy się nad dowodzeniem, że tu znowu Chrystus Pan mówi do Papieża, czyli do Piotra, jako osoby moralnej w następcach swych pozostać mającej. Przekonują nas o tym nie tylko uwagi wyżej przedstawione i zgodne rozumienie Kościoła i wszystkich Ojców, lecz nawet sam urząd potwierdzania braci, który tu Pan Jezus Piotrowi daje, a w którym musiał mieć na oku mniej samego Piotra jak raczej jego następców. Apostołowie bowiem osobiście takiego potwierdzania od Piotra potrzebować nie mogli, gdyż sami przy zstąpieniu Ducha Świętego, bezpośrednie od Niego utwierdzenie w wierze i nieomylność otrzymali, lecz następcy ich, biskupi, tego daru nie mając, bardzo kogoś potrzebowali, jak historia uczy, kto by ich w wierze utwierdzał i utrzymywał.

 

Wracamy do tekstu. Robimy najprzód uwagę, że główna część jego, ta właśnie, która dotyczy wyłącznie Piotra już nie przedstawia żadnej metafory. Chrystus Pan wyraźnie powiada, że się modlił za Piotra, i że Piotr ma potwierdzać bracię. Zastrzeganie się więc gallikanów przeciwko zbytniemu wyciskaniu znaczenia z metafory, tu już miejsce mieć nie może. Słowa te prawie żadnego nie potrzebują wykładu. I wystarcza, i należy brać je w najprostszym, literalnym i prawie bijącym w oczy znaczeniu. Jeżeli więc zrobimy jakiś wykład, to tylko aby przedstawić związek drugiej części tekstu z pierwszą – oraz aby odeprzeć wykład fałszywy jakim się chcą ratować przeciwnicy nieomylności papieskiej.

 

Zatem, robimy zaraz drugą uwagę, że gdy w pierwszej połowie tekstu Chrystus Pan mówi w liczbie mnogiej – chociaż mowa skierowaną jest do Piotra; w drugiej mówi już tylko w liczbie pojedynczej. W pierwszej połowie Piotr objęty jest z wszystkimi, w drugiej mowa wyłącznie skierowana do Piotra. W pierwszej wyrażone jest niebezpieczeństwo grożące wszystkim: "Szymonie, Szymonie, oto pożądał was szatan, aby was przesiał jako pszenicę" – w drugiej zabezpieczenie, środek przeciw niebezpieczeństwu: "ale ja modliłem się za ciebie, aby nie ustawała wiara Twoja, a ty kiedyś nawróciwszy się potwierdzaj bracią twoję".

 

Modlitwa, o której mówi Chrystus wcale nie jest tą, którą Jan św. zapisał w rozdziale XVII swej Ewangelii; tam Pan Jezus modli się za wszystkich i opowiadających i mających uwierzyć, aby byli jedno przez miłość, tu zaś mówi o swej modlitwie za samego Piotra, aby wiara jego nie ustawała, i aby sam niezachwiany w wierze, potwierdzał wiarę wszystkich. Jeżeli te modlitwy mają z sobą związek, to tylko ten, że miłość, o którą się modlił dla wszystkich miała być ugruntowaną na wierze, która jest fundamentem cnót i o którą modlił się, aby w Piotrze była niewzruszoną.

 

Niebezpieczeństwo było wielkie, gwałtowne już istniejące, i mające istnieć do końca. Epoki jego Chrystus Pan bynajmniej nie ograniczył – oznaczył ją tylko w innym miejscu, kiedy powiedział: ja z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata. Twierdzić, że Zbawiciel mówi tu tylko o niebezpieczeństwie grożącym owej nocy, jest to twierdzić przeciwko oczywistości. Bo najprzód to niebezpieczeństwo, gdy było wszystkim uczniom wspólne nie wiedzieć dlaczego modliłby się Chrystus za samego Piotra. Miłość jaką miał Pan Jezus dla wszystkich, byłaby Go spowodowała do modlitwy za wszystkich – tu zaś mówi: "ale ja modliłem się za ciebie". Bo po wtóre, nocy owej nie tyle wiara Piotra była wystawiona na niebezpieczeństwo, ile raczej jego miłość dla Mistrza oraz męstwo, wierność i nieustraszoność. W modlitwie zaś owej, Pan modli się dla niego o niewzruszoną wiarę. Bo po trzecie, jeśliby modlitwa, o której zapewnia Piotra miała go zasłonić przed niebezpieczeństwem onej nocy, tedy byłaby bezskuteczną, Piotr bowiem w niebezpieczeństwo onej nocy popadł, jak mu był zresztą Zbawiciel wyraźnie to zapowiedział. Bo nareszcie w takim przypuszczeniu nie wiedzieć jakie miałaby znaczenie druga połowa tekstu nakazująca Piotrowi, aby potwierdzał bracię.

 

Mowa zatem jest w tekście o niebezpieczeństwie grożącym całemu Kościołowi i na cały czas jego istnienia, przeciw któremu Chrystus Pan daje skuteczny środek, aby niebezpieczeństwo nie przeszło w nieszczęście.

 

Wielkość i natura niebezpieczeństwa wyrażają się w słowach: expetivit vos, pożądał was... ut cribraret vos, aby was przesiał (przewiał). Pierwsze słowo, wyraża gwałtowne usiłowanie diabła – odpowiada ono słowom pierwszego tekstu: "bramy piekielne nie przemogą go". Sam Piotr najlepiej wyłożył znaczenie tego słowa w owym ostrzeżeniu, które daje braciom jako potwierdzający w liście swoim: "Trzeźwymi bądźcie i czuwajcie, bo przeciwnik wasz diabeł jako lew ryczący, krąży szukając, kogo by pożarł, któremu się sprzeciwiajcie mocni w wierze" (1 List 5, 8-9). Drugie słowo: ut cribraret vos, aby was przesiał, wyrażają siłę agitacji z jaką diabeł usiłuje rozproszyć, rozwiać wiernych przez zepsucie w nich wiary, przez odjęcie tej wierze prawdy.

 

Otóż, aby w tym wiejaniu bracia Piotrowi, to jest następcy Apostołów nie przepadli, aby ich ta agitacja diabelska nie rozniosła jako plewy, a wraz z nimi, wiernych przez nich rządzonych i kierowanych, Chrystus Pan modli się o wiarę nieustającą dla Piotra i stanowi prawo, aby Piotr potwierdzał wiarę braci.

 

Piotr swą wiarą niewzruszoną ma dawać wagę i ciężar wierze innych, aby nie odpadli, potwierdzaj bracię twoją.

 

Jak wierze Piotra wagę i siłę ma dawać modlitwa Jezusa, aby ta wiara nie zachwiała się nigdy – tak wierze wszystkich innych ma dać wagę i siłę potwierdzenie Piotra, aby nie byli przesiani.

 

Związek między aktem modlitwą Chrystusa i między aktem potwierdzania nakazanym Piotrowi względem wiary Kościoła, tak jest ścisłym i oczywistym, że usiłowania przeciwników nieomylności papieskiej najwyraźniej tymi słowami objawionej, aby tego związku zaprzeczyć, przedstawiają całą ich nędzę. Zarzutów czynionych przeciwko temu związkowi można tylko słuchać z politowaniem, lecz odpowiadać nie można właśnie dlatego, że ich nie można brać na serio.

 

Co najsmutniejsza to, że kiedy te zarzuty ukuła zła wiara protestancka, a powtarza je dotąd upór otwartych nieprzyjaciół prymatu Papieży – gallikanie i febronianie nie wstydzą się nimi posługiwać i udają, że zarzuty owe stanowią w ich przekonaniu jakąś rzeczywistą trudność w przyjęciu tekstu w mowie będącego za dowód nieomylności. Jeśli je więc przytoczymy, to tylko dlatego, aby się czytelnicy przekonali, jakiego to rodzaju argumentami posługuje się opozycja i czy zasługuje na to, aby się z jej przekonaniami rachować.

 

Powiadają więc, że wyrażenie: tu aliquando conversus confirma etc., a ty niekiedy (kiedyś) nawróciwszy się potwierdzaj – albo pokazuje, iż rzecz o modlitwie za Piotra i o potwierdzaniu przez Piotra, są dwie osobne rzeczy nie mające z sobą związku, albo samo już dowodzi, że Piotr może upaść pod względem wiary, skoro potrzebuje nawrócenia, i że ta właśnie potrzeba wskazuje inną potrzebę, to jest, aby episkopat czy to zgromadzony na Soborze powszechnym, czy rozproszony, przestrzegał, iżby Piotr z drogi prawdy nie zboczył. Episkopat w takim razie ma potwierdzać Piotra, którego wyroki tym samym są reformabilia, czyli podlegające zmianie, lub poprawie, a Piotr tak poprawiony, nawrócony, ma potwierdzać episkopat.

 

Tłumaczenie to ma przynajmniej tę wartość, że przedstawia w całej nagości razem i doktrynę gallikańską i jej racje. Pytamy się czy ludzie, którzy tak przekręcają świadectwa Ewangelii, aby dowieść, że nieomylność papieska nie ma w Piśmie świętym podstawy, zasługują na to, aby uwzględniać ich przekonania, czy choćby skrupuły?

 

Raz albowiem podług nich wyrażenie tu aliquando conversus dowodzi, że słowa Chrystusa: szatan pożądał, aby was przesiał mają na celu nie jakieś niebezpieczeństwa grożące wierze Kościoła, ale tylko niebezpieczeństwo onej nocy, to jest, że Piotr miał się zaprzeć Chrystusa, Apostołowie zaś mieli od Chrystusa uciec – podług więc tego wykładu wyrażenie tu aliquando conversus jest kluczem do zrozumienia całego tekstu, i stanowi siłę związku.

 

Drugi raz, podług tychże samych wykładaczy, wyrażenie to przekonywuje, że słowa o potwierdzaniu przez Piotra, żadnego nie mają związku nie już tylko z pierwszą połową tekstu o przesianiu, ale nawet, ze słowami o modlitwie za Piotra tuż przed nakazem potwierdzania wypowiedzianymi.

 

Jeżeli więc tekst w mowie będący chcą przytoczyć zwolennicy nieomylności – próżna robota – bo wyrażenie: tu aliquando rozrywa tekst i nie dopuszcza znaczenia jakie do niego przywiązują. Lecz, jeśli się tym samym tekstem chcą posłużyć omylnicy, wtenczas stanowi on świadectwo non plus ultra, właśnie dlatego, że wyrażenie tu aliquando, wiąże w nim wszystko i tłumaczy wszystko.

 

A jeśli już koniecznie ma być w tym tekście mowa o niebezpieczeństwie grożącym wierze Kościoła, o modlitwie w celu zaklęcia tych niebezpieczeństw za wiarę Piotra, i o potwierdzaniu wiary braci przez nawróconego Piotra – jak tego chcą nieomylniki – w takim razie omylniki także tryumfują, gdyż to podług nich ma znaczyć, że gdy jakie niebezpieczeństwo wierze Kościoła zagraża, wtedy skutkiem modlitwy Chrystusa, Piotr chwiejący się lub wcale zbaczający potwierdzanym ma być lub nawracanym przez episkopat, a tak dopiero potwierdzony lub nawrócony ma potwierdzać Kościół.

 

Wszystkie te wykłady, jak każdy na pierwszy rzut oka spostrzega opierają się na tłumaczeniu: tu aliquando conversus przez: ty, niekiedy nawróciwszy się, jakoby tu mowa była o nawróceniu od grzechu, lub o nawróceniu od błędu.

 

Gdyby nawet nawrócenie w tym wypadało brać znaczeniu, trzeba by prawdziwie górami uprzedzeń i uporów przywalić umysł, aby z powodu tego słowa robić trudności w przyjęciu tekstu na rzecz nieomylności – za którą on nie tylko świadczy, ale krzyczy.

 

Czyż jednak owo nawrócenie w takim znaczeniu brać koniecznie potrzeba? Ależ nim się gallikanie zaczęli nim posługiwać, rzecz co do tego wyrażenia została jak najdoskonalej wyjaśniona z powodu podobnychże wykładów protestanckich – że znaczenie to przywiązywane do wyrazu nawrócony lub nawróciwszy się, nie tylko nie jest konieczne, ale owszem jest błędne i jako takie odrzucone być powinno.

 

Nie znaczy ono najsamprzód, jakoby Piotr nawrócony od upadku zaparcia się Chrystusa miał potwierdzać bracię. Że tego nie znaczy, dowodem jest przysłówek kiedyś, aliquando, ποτὲ, który rzecz całą do jakiejś odleglejszej epoki odnosi, to jest, że przyjdzie kiedyś wreszcie chwila, w której wskutek usiłowań szatańskich i niebezpieczeństw z ich powodu grożących wierze Kościoła, (nie w Apostołach, ci bowiem byli nieomylnymi jak sam Piotr, ale w ich następcach), Piotr będzie musiał potwierdzać, umacniać i bronić nieskazitelności wiary Kościoła.

 

Nie znaczy też to wyrażenie nawrócony, jakoby Piotr sam pierwej potrzebował być nawróconym przez innych, aby pod względem wiary nawracał innych.

 

Cóż więc znaczy wyrażenie "nawróciwszy się, nawrócony"? "Nawrócenie" w języku Biblii ma trojakie znaczenie, albo oznacza zwrot od złego ku dobremu i zowie się wtenczas nawrócenie od czegoś, (cum termino a quo); albo oznacza szczególne zwrócenie się ku czemuś, i wtedy się zowie nawróceniem do czegoś (cum termino ad quem); albo wreszcie bierze się w znaczeniu przysłówkowym, i znaczy nawzajem, wzajemnie (vicissim, e converso). Podług pierwszego znaczenia, słowa wyrzeczone do Piotra "a ty nawróciwszy się", miałyby taki sens: "a ty nawrócony z twego upadku, z grzechu do cnoty, lub z błędu do prawdy będziesz umacniał bracią twoję". Podług drugiego znaczenia, słowo to wyrażałoby następującą myśl "ja się modliłem za ciebie etc... a ty kiedyś zwrócisz się ku potwierdzaniu wiary twych braci, – albo, zajmiesz się ich umacnianiem" – nareszcie w znaczeniu trzecim Chrystus Pan powiedziałby Piotrowi: "ja modliłem się za ciebie... a ty zaś kiedyś wzajemnie, (e converso) potwierdzaj etc....

 

O pierwszym znaczeniu mowa tu być nie może, widzieliśmy już bowiem, że te słowa wcale się nie odnoszą do niebezpieczeństwa onej nocy, do upadku i nawrócenia się Piotra.

 

Drugie znaczenie zaleca tekst grecki równie jak hebraizmy Starego Testamentu. W greckim bowiem tekście conversus stoi ἐπιστρέψας – lecz po grecku zwłaszcza w greczyźnie biblijnej, conversus, nawrócony nazywa się także ἀποστρέψας. Otóż między tymi dwoma wyrażeniami taka zachodzi różnica, że ἐπιστρέψας zawsze oznacza zwrócenie się ku czemu, zaś ἀποστρέψας, nawrócenie się od czegoś. Łukasz więc święty wyrażając przez ἐπιστρέψας słowo Chrystusa, tę a nie inną podaje nam myśl Zbawicielową, że onym słowem włożył na Piotra obowiązek zwrócenia się ku umacnianiu wiary Kościoła.

 

Hebraizmy potwierdzają to znaczenie. W psalmach np. wyrażenie conversus używane jest o Bogu, który przecież nie mógł się od czegoś złego nawrócić. Tak np. w Psalmie 70-tym czytamy w wierszu 20-tym: et conversus (ἐπιστρέψας w przekładzie 70-ciu) vivificasti me, a nawróciwszy się ożywiłeś mnie. I znowu w wierszu następnym: et conversus consolatus es me, i nawróciwszy się pocieszyłeś mnie. Tutaj oczywiście, imiesłów nawróciwszy się, znaczy tyle, co zwróciłeś się ku mnie, nachyliłeś się łaskawie.

 

Na koniec trzecie znaczenie, to jest przysłówkowe, jest czystym hebraizmem – a jak tutaj celowi, w którym mówi Chrystus najodpowiedniejsze. Szatan was pożądał.... więc ja się modliłem za ciebie.... a ty wzajemnie z swej strony (e converso) masz potwierdzać bracię.

 

U niepodejrzanego w tej sprawie Waltona, przekład syryjski i perski w drugim znaczeniu przedstawia imiesłów conversus, jakoby Chrystus chciał Piotrowi powiedzieć – ty zaś w danej chwili weźmiesz się do umacniania braci.

 

W drugim, czy trzecim znaczeniu brać te słowa Chrystusa może każdy i rozumnie i w zupełnej z całym zdarzeniem zgodności, ale kto je chce brać w pierwszym, zdradza tylko albo nieznajomość praw egzegezy, albo co gorsza zamiar z góry ułożony. Choćby tylko zresztą rzecz tę wziąć na prosty rozum, to cóż mogłoby mieć wspólnego nawrócenie się Piotra z potwierdzaniem braci? I nie wiedzieć wtenczas o jakim by tu miała być mowa potwierdzaniu?

 

Same więc zarzuty przeciwników roztrząśnięte sumiennie wiodą koniecznie do rezultatu pożądanego dla sprawy nieomylności. Wyraz "potwierdzaj bracią twoję", albo nic nie znaczy, albo znaczy, że Chrystus na Piotra umocnionego w tym celu swą modlitwą nałożył prawo, włożył obowiązek umacniania wiary biskupów i wiernych – lecz w takim razie, włożył jednocześnie na bracią i wiernych obowiązek posłuszeństwa i wierzenia Piotrowi utwierdzającemu. Tak chce mieć tekst wzięty sumiennie i ściśle – a tym samym świadczy on o nieomylności Piotra, przynajmniej w samym akcie potwierdzania – bo jakimże sposobem wiara Kościoła mogłaby być potwierdzana wyrokiem mogącym omylić?

 

Gallikanie mają gotową replikę. Przecież i biskupi, powiadają oni, mają obowiązek potwierdzania wiernych a czyż wynika stąd, że są nieomylnymi? Czemuż by więc w Piotrze obowiązek ten równać się miał nadaniu nieomylności?

 

Temu właśnie, żeby i biskupi sami omylni, mogli wiernych nieomylnie potwierdzać. Z waszym systematem omylności nie ma mowy o potwierdzaniu wiary, i gdybyście chcieli w waszym uporze być logicznymi, musielibyście skończyć na wyznaniu się protestantami.

 

Inaczej potwierdzają biskupi, inaczej Papież. Od wyroku biskupów służy prawo apelacji do Papieża. Ale od Papieża nie ma już apelacji. Według tej nauki biskupi ani nie potrzebują, ani nie mogą być z siebie nieomylnymi. Nie potrzebują, bo tego wymaga tylko trybunał najwyższej instancji, którym oni nie są. Nie mogą, bo gdyby byli nieomylnymi, apelować od wyroku tak by się nie godziło, jak się nie godzi apelować od wyroku Papieża.

 

Jedno jest tylko źródło nieomylności w nauczaniu wiary i pewności w wierzeniu. Biskupi są nieomylnymi przez potwierdzanie Piotra, Piotr nieomylny przez modlitwę i dar Chrystusa, Chrystus nieomylny sam przez się.

 

Owym więc jedynym źródłem nieomylności jest Chrystus. Ale co innego jest źródło, a co innego trybunał. Trybunał musi być zawsze jak sam Kościół widomy, i nikt go stanowić nie może, tylko ten, którego postanowił Chrystus. Chrystus postanowił Piotra.

 

Tylko więc gallikańska wiara zdolną jest apelować do trybunału Soboru. Tylko ojciec Jacek Loison zdolnym był przesadzić samychże gallikanów najzapamiętalszych przez swoją apelację od Papieża i od Soboru do Chrystusa.

 

"W Piotrze, powiada Leon święty, moc się wszystkich utwierdza, a pomoc łaski Bożej tak jest rozrządzona, aby niewzruszoność wiary udzielona Piotrowi przez Chrystusa, udzielała się wzajemnie wszystkim przez Piotra".

 

Jak szatan na próżno walczy przeciw wierze umocnionych na opoce, tak na próżno pożąda i szuka, jakoby przewiał wiarę utwierdzanych przez wzmocnionego w wierze modlitwą Chrystusa. Ale jak zejść z opoki, jest toż samo, co być zwyciężonym przez bramy piekieł, tak nie przyjmować potwierdzenia Piotrowego, lub wątpić o nieomylności tego potwierdzenia jest toż samo, co być przez szatana przesianym.

 

Próżno się miotać starożytnością, próżno się zastawiać Marcinami z Tours, Hilarymi i Ireneuszami. Kościoły tych świętych o tyle są niewzruszone w wierze, o ile związku z Kościołem rzymskim, czyli z Piotrem dochowują. Nie Hilarych i Ireneuszów, ale samychże Apostołów, samego Pawła świętego Kościoły poszły na bok jako plewy, odkąd wzgardziły utwierdzeniem Piotrowym.

 

Kończymy ten ustęp słowami naszego Wujka: "Gdzież są ci, którzy mówią, iż Kościół rzymski zbłądził? Dla tej obietnicy (mówi św. Cyrillus, stary a święty biskup grecki), Kościół apostolski Piotra świętego, to jest Kościół rzymski ode wszego fałszu, błędu i zdrady odszczepieńskiej zostaje czysty a nie zmazany, nade-wszystkimi przełożonymi biskupy i nade-wszystkimi starszymi Kościołów... A choć insze Kościoły niektórych obłądzeniem są zesromocone, ale ten sam Kościół rzymski, Kościół Piotra świętego mocno utwierdzony, a ugruntowany sam króluje wkładając milczenie odszczepieńcom i zatykając gęby wszystkich heretyków. I my z potrzeby zbawienia, nie z omyłki jakiej, ani winem pychy upojeni, wszystkę formę prawdy, wespół z tym Kościołem wyznawamy i opowiadamy". My tylko zapytujemy, czy te słowa mogą mieć jaki sens, jeśliby Papież w nauczaniu Kościoła nie był nieomylnym?

 

IV.

 

Świadectwo Boskie w sprawie nieomylności papieskiej, podobnie jak w sprawie dogmatu Eucharystii, ma w Ewangelii najdokładniej przedstawioną historię swego rozwijania się i dojrzewania. Najprzód Szymon Barjona jest wezwany i w samym akcie wezwania nazwany opoką. Potem powiedziano, że ta opoka ma być widzialnym fundamentem Kościoła Chrystusowego, aby go bramy piekielne nie przemogły. Potem jeszcze, iż Piotr ma być nie tylko opoką Kościoła w tym znaczeniu, iż go walki nieprzyjaciół nie zwyciężą, ale też i w tym znaczeniu, że on w samychże braciach, to jest w biskupach ma bronić wiary, przed grożącymi jej niebezpieczeństwami i tę wiarę niewzruszoną zachowywać; nareszcie, porządkiem chronologicznym idzie tekst, w którym Jezus Chrystus już po Zmartwychwstaniu i przed samym Wniebowstąpieniem trzykrotnie nakazuje Piotrowi, aby nauczał wiary cały Kościół i aby tą nauką karmił wszystkich wiernych i wszystkich pasterzy.

 

Pasce agnos meos. Paś baranki moje.

 

Ostatnie to ewangeliczne świadectwo przedstawia nam święty Jan w następujących słowach: "Trzeci raz okazał się Jezus uczniom swoim powstawszy z martwych; gdy tedy obiad odprawili, rzekł Szymonowi Piotrowi Jezus: Szymonie Janów, miłujesz mię więcej niźli ci? Rzekł Mu: tak Panie, Ty wiesz, że Cię miłuję; rzekł mu: Paś baranki moje. Rzekł mu po wtóre: Szymonie Janów miłujesz mię? Rzekł Mu: Tak Panie, Ty wiesz że Cię miłuję. Rzekł mu: Paś baranki moje. Rzecze mu po trzecie: Szymonie Janów miłujesz mię? Zasmucił się Piotr, że mu trzeci kroć rzekł: Miłujesz mię? i rzekł Mu: Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię miłuję. Rzekł mu: Paś owce moje" (R. XXI, 14. 15. 16. 17).

 

Nie żeby te słowa wykładać, same bowiem są przez się jasne i dla umysłu najmniej wykształconego przystępne a stanowisko i boskie prerogatywy Piotra jak najwyraźniej określające, ale żeby wykazać jak daleko przeciwnicy nieomylności papieskiej posuwają swój upór w zaprzeczaniu świadectw boskiego objawienia na rzecz tejże nieomylności i w osłabianiu tych świadectw, których już żadnym sposobem zaprzeczyć nie mogą, zwracamy uwagę czytelników na następujące przytoczonego tekstu właściwości.

 

Nadzwyczajna uroczystość, z jaką te słowa wyrzekł był Zbawiciel, świadczy o nadzwyczajnym ich znaczeniu. Kiedy chciał ostrzec Piotra, aby się miał na baczności przeciw niebezpieczeństwu, jakie mu groziło ze strony własnej jego słabości nazwał go Piotrem: mówię tobie Piotrze (Łuk. św. XXII, 34), kiedy potem w Ogrojcu wymawiał mu, że ani jednej godziny nie mógł z nim czuwać, rzekł do niego: Szymonie śpisz? (Mar. św. XIV, 37) – а tutaj zowie go Szymonem Jana, podobnie jak go nazwał, kiedy stanowił go Opoką Kościoła. Czterykroć z taką uroczystością mówił do Piotra – słowa bowiem, którymi nakazał mu potwierdzać bracią, wyprzedził także tym uroczystym zwrotem: Szymonie, Szymonie! Otóż właśnie te wszystkie cztery razy mówił do Piotra, jako do najwyższego rządcy i nauczyciela Kościoła. W tym ostatnim wypadku tym więcej trzeba to wziąć na uwagę, że jak między protestanckimi, tak i między gallikańskimi komentatorami nie zbywa na takich, którzy twierdzą, iż Chrystus, który Piotra już poprzednio nazywał Piotrem, tu go nazywa Szymonem Jana nie dla podniesienia go wobec innych ale raczej dla upokorzenia za upadek w podworcu Kajfaszowym. Chcieliby tym sposobem nieprzyjaciele majestatu i przywilejów Piotrowych dowieść, że słowa o paszeniu owiec, wyrzeczone po Zmartwychwstaniu do Piotra były tylko rodzajem danej mu absolucji i powróceniem prawa wspólnego wszystkim Apostołom, które Piotr przez zaparcie się Mistrza był utracił. Że takie tłumaczenie żadnej nie ma podstawy i jest raczej naciąganiem lub wykręcaniem wedle naprzód postawionej myśli, aniżeli wykładem, dosyć jest wziąć na uwagę, że Chrystus Pan jeszcze przed śmiercią a już po uczynieniu Szymona opoką, nazywał go, jak widzieliśmy dopiero, to Piotrem, to Szymonem i że właśnie Piotrem go nazwał, kiedy mu zapowiadał że upadnie przez trzykrotne zaparcie się, a zatem, że powrót do nazwy Szymona, nie mógł oznaczać, iż Zbawiciel chciał go upokorzyć. Po wtóre, myśl upokorzenia Piotra tym dalszą tu była od Chrystusa, że Piotra zapytywał, czy Go miłuje więcej niż wszyscy inni, a zatem, iż rzeczywiście wyznaniem Piotra, któremu bynajmniej nie zaprzeczył, chociaż się Piotr za każdym razem do Jego Boskiej wiedzy odwoływał, chciał Piotra podnieść nad innych, nad samego nawet Jana, który to zdarzenie opisuje. Nareszcie, dość jest także przypomnieć sobie, że Chrystus Pan nazwał po raz pierwszy Piotra Szymonem, synem Jana (Simon Bar Jona) wówczas kiedy powołując go do Apostolstwa, chciał mu nadać imię Piotra (Jan św. r. 1, w. 42), a zatem kiedy go chciał zaszczytnie wyróżnić od innych – i że drugi raz nazwał go tak samo Szymonem synem Jana wtenczas, kiedy go nagradzał za to, iż nie słuchając objawienia zmysłów, ale idąc za objawieniem z niebios, wyznał Go był Synem Boskim. Gdy zatem w obu tych razach Piotra nazywał Szymonem Jana, podnosząc go do wyłącznego zaszczytu, przeto i za trzecim razem to jest w słowach, którymi trzykrotnie każe mu paść owce i baranki – nie tylko, że te słowa znaczyć nie mogą upokorzenia, ale owszem znaczą one wyniesienie i wyłączną zacność Piotra.

 

Uroczystość ta nie ogranicza się zresztą samą nadzwyczajnością nazwy – ale też wyrażenia, tonu i nacisku z jakim tu mówi Zbawiciel do Piotra. Zapytuje go trzykrotnie o miłość względem siebie, aby mu trzykrotnie powtórzyć wielki nakaz o paszeniu Kościoła. Nie jest to wcale wyraz powątpiewania o miłości Piotra, ani też chęć dania mu wobec wszystkich innych do zrozumienia, że miłość jego nie ma pewności ani stałości – Chrystus Pan nie zapytuje go tutaj, czy Piotr miłuje Go tak samo jak i innych dziesięciu, którzy nie upadli, ale czy Go miłuje więcej niż ci inni, πλεῖον τουτων, czy Go miłuje silniej, doskonalej niż inni, plus his i z większą gotowością do pójścia za Nim, choćby na śmieć krzyża (Jan św. XXI, 19).

 

To więc pytanie trzykrotne o miłość, za którym idzie w następstwie trzykrotny nakaz, ma tu dwojakie przede wszystkim znaczenie, to jest, że Piotrowi tak miłującemu Chrystus Pan chce dać szczególniejsze stanowisko i działanie w swym Kościele, i że to stanowisko i działanie ma być wyższe, niż stanowisko i działanie polecone innym – a po wtóre, że to co tu nadaje i nakazuje Piotrowi, jemu tylko jest dane w ten sposób, z wyłączeniem innych dziesięciu. Na to go zapytuje o większą miłość nad tę, którą go umiłowali inni, aby mu więcej, niż innym, to jest w wyższym znaczeniu dać urząd paszenia dusz ludzkich. Lecz w czymże ten urząd paszenia miałby być wyższym nad urzędy innych, jeśliby Piotr nauczający w swych następcach nie miał być nieomylnym?

 

Schizmatycy i protestanci odpowiadają, że to ma być tylko wyższość honoru a nie zaś wyższość władzy i działania. Gallikanie nie idą tak daleko i potępiając to zdanie schizmatyków i protestantów odpowiadają, że to ma być wyższość władzy i rządu, nawet wyższość w nauczaniu, ale nie wyższość polegająca na osobiście nieomylnym nauczaniu wiary całego Kościoła, jak wierzą ultramontanie.

 

Że greki sami sobie łżą, dość na dowód spojrzeć na tekst w mowie będący i zwrócić uwagę na trzechkrotne powtórzenie paś, który to wyraz, jak oni przed innymi powinniby wiedzieć, znaczy w języku biblijnym, równie jak w starej i nowej greczyźnie (ποιμαίνειν), to samo co przewodniczyć, rządzić a nawet królować – a zatem, że jak się wyraża nasz Wujek (kazanie na dzień św. Piotra): "Piotr nie miał być Papieżem malowanym (tylko honorowo wyższym) i nie na darmo wziął tę moc rządzenia i sprawowania Kościoła Bożego".

 

Że protestanty kręcą i udają, zastawiając się tutaj jak i gdzie indziej tekstem greckim, równie widoczne. Wyraz bowiem ποίμαινε – pasce, nie może oznaczać jakiegoś tylko rządu honorowego, gdy weźmiemy na uwagę, że Piotr ma tu nakazane paść owce i baranki, do których Pasterz jest w stosunku rzeczywistego kierownika i rządcy, a nie jakiegoś tytularnego lub honorowego. Owce, jak Chrystus Pan powiada, mają słuchać pasterza i iść za głosem jego, to jest mają mu być posłuszne.

 

Że gallikanie tak zwani ostrzejsi, to jest niewiele się rachujący z obawą stania się podobnymi schizmatykom i protestantom, podobnie jak ci kręcą i udają twierdząc, że tu Chrystus mówi o rzeczywistym rządzie, ale nie mówi o nauczaniu wiary, jest prawie rażąco oczywiste. Trudno bowiem przypuścić, aby zapomnieli, że Chrystus Piotrowi już przedtem nakazał właśnie potwierdzać wiarę w braciach – trudno też przypuścić aby nie rozumieli, że w społeczności żyjącej i działającej wiarą, niepodobna być rządcą rzeczywistym, a nie rządzić wiarą. Co zaś powiadają, że paść (pasce) znaczy z grecka (ποίμαινε) rządzić, nie zaś karmić, paść, jeszcze bardziej zwiększa przeciwko nim zarzut nieszczerości, gdy weźmiemy na uwagę, że w potrójnym powtórzeniu Chrystusowym tego słowa paś, w greckim tekście raz tylko użyte jest słowo ποίμαινε, zaś dwa razy, to jest pierwszy i trzeci, użyte jest słowo βόσκε, które to słowo, jak każdemu choćby trochę grecki język znającemu, znaczy właśnie rządź, pasząc. A gdy paść kazano owce rozumne, i to w tym zakresie, w którym "człowiek żyje wszelkim słowem z ust Bożych pochodzącym" (Mt. IV, 4), przeto rzecz oczywista, iż Piotr ma nakaz karmić paszą nauki, a więc paszą wiary, i przede wszystkim rządzić wiernych pod względem ich wiary.

 

Że na koniec gallikanie łagodniejsi i prawdziwie dbali o jedność z rzymską Stolicą, albo sami nie wiedzą czego chcą i są tylko niekonsekwentni, albo wiedzą czego chcą i są nieszczerymi, uznając, że słowami tymi Chrystus Pan dał Piotrowi i jego następcom władzę rządzenia i nauczania Kościoła, i że Papież jest Nauczycielem najwyższym, którego w szczególności każda owca i każdy baranek, słuchać jest obowiązany w sumieniu bez możności apelowania do wyższej katedry, ale razem z możnością przekonania, że ten nauczyciel może się mylić, lub, że się myli istotnie. Taka bowiem nauka rujnuje z gruntu katolickie pojęcie o społeczności wiary i o samej wierze, która o tyle tylko może być w sumieniu pod utratą zbawienia obowiązującą, o ile się wspiera na fundamencie pewności, że nauczający tej wiary pobłądzić nie może.

 

Nielogiczność lub nieszczerość owych gallikanów (a są nimi właśnie dzisiejsi omylnicy i oponenci), tym jest większą, im uporczywiej powtarzają, iż gdy każda w szczególności owca, równie jak każdy baranek, to jest każdy biskup, równie jak każdy wierny obowiązany jest w sumieniu przyjąć wyrok Piotra w przedmiocie wiary, jako najwyższego Nauczyciela, sam ten jednak najwyższy Nauczyciel podlega w nauczaniu wiary kontroli biskupów na Soborze zgromadzonych, lub nawet rozproszonych.

 

Powiedząż tutaj, że jeszcze jest kwestią, czy owce znaczą biskupów; czy rozróżnienie między owcami a barankami ma jakieś istotne znaczenie, lub też jest to tylko różnica wyrażeń bez różnicy samej rzeczy?

 

Jeśliby to miało być kwestią w tym znaczeniu, iż nie ma pewności czy Chrystus owczarnią powierzoną Piotrowi objął i biskupów, tedy kwestia taka byłaby po prostu schizmatycką. Jeśliby zaś miało to być kwestią w tym znaczeniu, iż nie ma pewności, czy Piotrowi dano nie tylko rządzić, ale nauczać wiary biskupów, tedy niechże by sobie rozwiązali tę kwestię słowami, w których Chrystus Piotrowi nakazuje, aby potwierdzał wiarę braci, to jest wiarę biskupów – a jeśli zresztą miałoby to być kwestią, czy Papież nauczając biskupów jest nieomylny, tedy niechże odpowiedzą na zapytanie, czy Papież nauczając wiernych jest nieomylny? Jeśli jest, tedy dlaczegóż jednocześnie miałby być omylny względem biskupów? – czy dlatego żeby go ciż biskupi kontrolowali i poprawiali? W czymże? kiedy by był nieomylny nauczając wiernych? A jeśli nie jest ani dla wiernych nieomylnym, tedy nie ma powodu z owiec i baranków wyłączać biskupów, ale raczej wypadłoby powiedzieć, że Piotr jak nie jest najwyższym pasterzem biskupów, tak nie jest najwyższym pasterzem wiernych; Pasterz bowiem omylny nie może być najwyższym. Owszem w takim razie sam Papież byłby owcą tych, którzy by mieli władzę i obowiązek poprawiania go i reformowania jego wyroków, a wierni tym samym i dla siebie musieliby przyjąć za najwyższego nauczyciela trybunał tych, którzy by mieli władzę poprawiać Papieża, ale wówczas słowa Chrystusa miałyby takie znaczenie: Ty Szymonie, który mnie więcej miłujesz niż ci, paś owce i baranki moje; a ci, od których ty mnie więcej miłujesz, będą cię w tym paszeniu doglądać i w razie potrzeby poprawiać; to jest, że ostatecznie oni wraz z powierzonymi tobie owcami i barankami będą paśli i Ciebie, będą twoim zbiorowym pasterzem. Słowa więc: paś owce moje, paś baranki moje, albo obejmują biskupów z wiernymi w odniesieniu do najwyższego pasterstwa Piotra, albo nikogo nie obejmują.

 

Sprawa zresztą rozróżnienia między owcami i barankami zawsze była jasną i pewną w Kościele i prócz schizmatyków wschodnich żadnej nie ulegała wątpliwości aż do Soboru Konstancjeńskiego. Począwszy od najstarożytniejszych Ojców, aż do doktorów średniowiecznych, zawsze tak rozumiano, iż Chrystus Pan przez owce rozumiał biskupów, przez baranki wiernych. Widocznie, że takie słów owych rozumienie przeszło ustną tradycją od samychże Apostołów. Nie wdajemy się w wykład powodów rozumowych, dla których takie znaczenie do onych wyrazów przywiązywano, a nie inne. Nie idzie nam bowiem o to, dlaczego tak rozumiano, tylko o to, czy tak rzeczywiście rozumiano – bo skoro jest rzeczą pewną, że zawsze w Kościele przez owce rozumiano biskupów, tedy jednocześnie bez żadnego wnioskowania oczywistym jest, iż wierzono zawsze, że Chrystus Pan polecił Piotrowi aby pasł samychże biskupów. Toć przecie sam Bossuet powiada w swym kazaniu o jedności Kościoła, że biskupi będąc dla wiernych swych diecezji pasterzami, wobec Papieża są owcami.

 

Gallikanie lubią się powoływać często na powagę św. Bernarda, raz dlatego, że to Ojciec szczególniej Kościoła francuskiego, drugi raz dlatego, że ten święty w pismach swoich, zwłaszcza w księdze De consideratione, dając czasem surowe rady i upomnienia Papieżowi, dowodzi, że Papież może być poprawionym, a przeto, że nie jest nieomylnym. Za dużo tym dowodzą i dlatego niczego nie dowodzą, bo gdyby z tego faktu dało się co wywnioskować o potrzebie reformowania aktów papieskich, to gdy św. Bernard nie był episkopatem, ani biskupem, wypadłoby, że nawet każdy ksiądz i zakonnik może poprawiać Papieża. Gallikanie udają tu jak i gdzieindziej, że nie wiedzą, iż Bernard św. nie pisał do Papieża jako powaga, ale jako przyjaciel Eugeniusza i niegdyś jego współtowarzysz w zakonie, a nawet podwładny. Ale kiedyć się już powołują na powagę tego świętego, tedy zobaczmy, co rzeczywiście Bernard święty, zamykający epokę Ojców świętych i streszczający ich wiarę i całą tradycję w swych pismach, mówi o paszeniu Kościoła przez nauczycielstwo Piotra? Z ogromnej litanii tekstów Bernardowych, które świadczą o wierze w nieomylność Papieża, a z których ułożono przepyszną naukę o nieomylności papieskiej słowa jednego nie dodawszy do Bernardowych, nie możemy tu wiele przytaczać – ale ponieważ gallikanie najbardziej lubią cytować z księgi De consideratione, przeto z tej księgi przytaczamy ustęp następujący, dotyczący sprawy tekstu o barankach i owcach: "Jednemu pasterzowi, powiada św. Doktór, jedna nie tylko owieczek, ale i pasterzy powierzona jest trzoda. Ty jeden Piotrze (mówi tak do Eugeniusza) jesteś pasterzem. Skąd tego dowodzę? Ze słowa Pańskiego, któremuż bowiem, nie mówię z biskupów, ale z Apostołów tak bezwarunkowo i bez różnicy wszystkie powierzone są owce? Jeżeli mnie miłujesz Piotrze, paś owce moje. Nie ma tam wyjątku gdzie nie ma rozróżnienia" (cap. VIII).

 

Oto, jak rozumiał św. Bernard rzecz zawartą w tym tekście o paszeniu owiec. Gallikanie twierdzą, że to jest tylko rozróżnienie wyrażeń, bez rozróżnienia rzeczy – i dowodzą, czyli wnioskują stąd, że przez owce i baranki, rozumieć można samych wiernych, że przeto kwestia jest wątpliwa, czy przez owce należy rozumieć biskupów. A więc biskupi niekoniecznie tak oddani Piotrowi do paszenia, jak mu oddani są wierni.

 

Tymczasem Bernard św. mówiąc tak o owcach i barankach jakoby rzeczywiście co do rzeczy samej nie było rozróżnienia i nazywając wiernych owcami, powiada, iż właśnie dlatego, że nie ma rozróżnienia, nie ma i wyjątku, i że jest rzeczą niezawodną, że słowa te Pana Jezusa nie tylko wiernych, ale i biskupów oddają Piotrowi, aby je pasł jako jeden Pasterz.

 

Niechże więc nie rozróżniają, jak nie rozróżnia św. Bernard, ale niechże z nim przyznają, że słowami o paszeniu owiec Jezus Chrystus i biskupów poddał Piotrowi – a skoro poddał, niechże nam dadzą pokój z swoją nauką o poddaniu Piotra biskupom i o reformowaniu przez ich trybunał dogmatycznych wyroków

Piotrowych. Owcami czy barankami Piotra mają być biskupi, wszystko nam jedno, tylko niechże się nie stawają najwyższego Pasterza pasterzami, i niech go kiedy naucza Kościół słuchają, jako baranki i owce swego Pasterza, to jest, jako nieomylnego.

 

Aby zrozumieć nie podług wykładów tych lub owych komentatorów lub nawet teologów, ale podług myśli i woli Chrystusa, jak najjaśniej w Ewangelii wyrażonej, kogo Chrystus Pan i w jaki sposób poddał nauczycielskiej powadze Piotra, kiedy powiedział do niego: Paś baranki moje, paś owieczki moje, wystarczy wziąć na uwagę ten zaimek moje. Przecież gallikanie nie śmieliby tego przeczyć, że biskupi równie jak ich wierni są owcami Chrystusa. I tego by też nie śmieli twierdzić, że biskupi inaczej jak wierni są owcami Chrystusa; kiedy więc Chrystus wszystkie owce swoje bez wyjątku i różnicy każe paść Piotrowi, zatem tak mu każe paść biskupów jak i wiernych, tak wszystkich biskupów razem wziętych, jak i każdego z osobna. Jak więc żaden z osobna nie może być Piotra, jako nauczyciela Kościoła poprawiaczem, tak nie mogą być i wszyscy razem.

 

Prócz tego, jak Piotrowi daje do paszenia wszystkie owce swoje, tak mu też w tym celu daje swój urząd paszenia. Ten sam urząd, który On względem Kościoła sam z siebie posiada i sprawuje jako najwyższy Pasterz niewidzialny, ten sam, a nie inny urząd pasterski, który prócz Niego, nikt sam z siebie mieć nie może, z daru swej miłości dla Kościoła daje Piotrowi, aby go posiadał i sprawował w sposób widzialny, na cały czas niewidzialnej Jego obecności, to jest do końca wieków. I mógłżeby ten urząd być inny, jak przynajmniej w samym akcie nauczania nieomylny? Za omylnym idąc Pasterzem w nauce wiary, mogliżbyśmy sobie powiedzieć, że za Chrystusem idziemy? Omylnego głosu słuchając, mogliżbyśmy wierzyć bez wahania, że głosu Chrystusa słuchamy? Mogliżbyśmy powtórzyć żeśmy na pastwiskach Piotrowych są owcami pastwiska Chrystusowego, oves pascuae ejus?

 

Dobry Pasterz wie na jakie pastwiska ma prowadzić swe owce, aby szły za nim bez żadnej obawy i aby się pasły bez żadnej szkody a z wszelką korzyścią – on nie może na niepewne pastwiska wyprowadzać swego stada. Pastwisko musi być dobre, jak jest Pasterz dobry, i jak dobrymi być mają prawdziwe owce pastwiska jego.

 

Dobrym Pasterzem Chrystus Pan nie na próżno nazwał siebie; wyraził On tym słowem swój do swych owiec stosunek, swe dla nich działanie. Nie byłby dobrym Pasterzem, gdyby swych owiec nie karmił na pastwiskach niezawodnie dobrych – nie byłby dobrym Pasterzem, gdyby swe owce powierzał zastępcy, któryby je mógł na zatrute wprowadzić pastwiska; nie byłby dobrym Pasterzem, gdyby swych owiec sam nie karmił, gdyby to słowo rzeczone do Piotra: Paś owce moje, paś baranki moje znaczyło, że sam przestaje paść stado swoje i powierza je komuś nie będącemu Jego wyrażeniem.

 

Gdy więc mówi do Piotra: Paś owce moje... to znaczy to samo, jakby powiedział: bądź moim narzędziem, ręką moją w paszeniu mych owiec. Dobrym więc Pasterzem nazwał się, mówiąc o sobie, nie tylko w swojej osobie, ale też i w osobie swego Namiestnika. O sobie mówił, gdy wyrzekł: i będzie jeden Pasterz i jedna owczarnia, chociaż wymawiając to słowo, miał na myśli całe stado swych owiec na całym świecie i do końca świata, rządzone przez jednego najwyższego swego Namiestnika – przez jednego najwyższego widomego Pasterza.

 

Jeden tylko jest Pasterz, a tym jest Jezus Chrystus; ale ten Pasterz odpowiednio do istoty i warunków swego Kościoła w dwojaki sposób działa, rządzi i naucza. Jedno i toż samo dzieło zbawienia dusz ludzkich spełnia On w swej własnej osobie sposobem niewidzialnym i osobie Piotra sposobem widzialnym. Jeden i tenże sam Pasterz, w jednym i tymże samym działaniu nie może być omylnym i nieomylnym.

 

Albo jest jeden, i tak widzialnie jak nie widzialnie działający jest nieomylny; albo Pasterz widzialny jest w nauczaniu omylny, a wtenczas nie jest nim Chrystus – lecz wtenczas także jedność Pasterza zgubiona. Ci którzy odmawiają Papieżowi nieomylności w paszeniu owiec Chrystusa, koniecznie do jednego z tych następstw przyznać się muszą, to jest, że albo Chrystus przez Piotra pasząc swe owce, może się omylić – a to jest bluźnierstwem; – albo że Chrystus przez Piotra nie pasie swych owiec, chociaż mu je paść nakazał – a to jest odmawiać prawdy słowom Chrystusa o jednym Pasterzu, i stawiać zasadę rozterki i odszczepieństwa.

 

Piotr omylny w paszeniu owiec Chrystusa nie może przedstawiać jednego Pasterza z Chrystusem – Chrystus Pasterz nie widzialny nieomylny, i Piotr pasterz widzialny omylny, to dualizm w Kościele i nauczaniu Kościoła, przeciwnicy nieomylności rozdzierają Kościół i rozdzierają Chrystusa.

 

Próżno gallikanie replikują: "że i biskupi są prawdziwymi pasterzami i że przez nich prawdziwie pasterzuje Chrystus, a przecież dlatego nie są osobiście nieomylnymi".

 

Biskupi są prawdziwie pasterzami, ale nie tak samo są pasterzami jak Papież.

 

Przez biskupów Chrystus prawdziwie pasterzuje, ale nie tak samo jak przez Papieża. Biskupi są prawdziwymi pasterzami, jeżeli są jedno z Piotrem czyli z Papieżem. Piotr zaś, czyli Papież jest prawdziwym pasterzem, ponieważ jest z Chrystusem. Biskupi mogą być lub nie być z Piotrem. Wielu było z Piotrem, którzy się potem oderwali od Piotra i zaraz prawdziwymi pasterzami być przestali. Piotr, czyli Papież nie może nie być z Chrystusem gdy rządzi i naucza Kościół Chrystusowy. Jest różnica między jeżeli i między ponieważ. Pierwsze jest warunkowe, drugie bezwzględne. Biskupi jeżeli są z Piotrem dlatego są nieomylnymi, że Piotr jest nieomylny, ponieważ jest z Chrystusem przynajmniej w akcie nauczania Kościoła. Biskupi więc dlatego nie są osobiście nieomylnymi, że z ich osobami jakkolwiek Chrystus jest złączony, ale nie bezwzględnie tylko względnie, to jest o tyle, o ile oni są złączeni z Piotrem, z którym Chrystus jest bezwzględnie. Biskupom powiedział Pan Jezus: gdzie się dwóch lub trzech zgromadzi w imię moje, tam jestem w pośrodku nich (Mt. XVIII, 20). Dwóch wystarcza, aby z całą prawdą powiedzieć można, że Kościół czyli Papież z episkopatem jest nieomylny, ale episkopat wówczas stanowiłby ten, któryby był z Papieżem. Biskupi z Papieżem, to nie większość, ale wszystkość. Biskupi poza jednością z Papieżem to nie mniejszość ale nicość. Tylko z tym, któremu powiedziano, tyś jest opoka, tobie dam klucze, Duch Święty postanowił biskupów aby rządzili Kościołem – tylko z tym, któremu powiedziano: Potwierdzaj bracią twoję, biskupi są filarami Kościoła – tylko z tym, któremu powiedziano: Paś owce, paś baranki moje, biskupi są pasterzami. Bez niego mogą być tylko najemnikami, a w sprzeczności z nim mogą być tylko fures et latrones.

 

Papież jest nieomylny

 

~~~~~~~~~~~

 

 

Artykuł z czasopisma "Tygodnik Soborowy" (a), Nr 23 i 24. Dnia 25 czerwca 1870, ss. 1-12. Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, ss. 1-21. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie. (b)

 

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono; ilustracje od red. Ultra montes).

 

Przypisy:

(1) Dobrze Wujek słowa Petrus i petra przetłumaczył tym samym wyrazem opoka; bo ta zmiana końcówki, która się znajduje w łacińskim i greckim tekście, jest tylko zastosowaniem do osoby; w syryjskim zaś, powtarza się to samo słowo kifo; tak samo w języku aramejskim, którego używał Pan Jezus, kefa. Stąd Piotra zwano Cephas. Tak też Ojcowie ten tekst jednomyślnie tłumaczą.

 

(2) Kazanie na dzień św. Piotra i Pawła.

 

(3) Ewangelia św. Jana I, 42.

 

(4) Ojcowie tłumacząc to miejsce mówią, że wiara jest opoką, że na wierze Piotra stoi Kościół, to jest, że Piotr jest opoką i przez wiarę, pod względem wiary. "Nie o ciele Piotra, mówi św. Ambroży, ale o jego wierze rzeczono, że bramy piekielne jej nie przemogą". "Na opoce tego wyznania, dodaje św. Hilariusz, stoi budowla Kościoła". Podobne zdania około trzydziestu Ojców przytacza Bouix, De Papa, t. 1.

 

(5) Dissertationum ad Historiam Ecclesiasticam Pertinentium, str. 612.

 

(6) De habitu religionis christianae ad vitam civilem, §. 38.

 

(a) "Tygodnik Soborowy" redagował ks. Zygmunt Golian, przy współpracy m.in. ks. Mariana Morawskiego SI. (Przyp. red. Ultra montes).

 

(b) Por. 1) Uchwały i wyroki Świętego Soboru Watykańskiego za Piusa IX 1869-1870 zebranego krótko wyjaśnione, wraz z obszernym a prostym wykładem artykułu Wiary "O nieomylnym nauczycielstwie Rzymskiego Papieża" przez X. Dra Józefa Krukowskiego, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego.

 

2) Ks. Franciszek Hettinger, Nieomylność Papieża.

 

3) a) Mały katechizm o Nieomylności Najwyższego Pasterza. b) Mały katechizm o Syllabusie.

 

4) Ks. Jan Rosiak SI, a) Chrystus mistyczny. b) Idąc nauczajcie. c) Wiara i "doświadczenie religijne". d) Suarez. 1548 – 1617. e) Tu es Petrus. f) "Poza Kościołem nie ma zbawienia".

 

5) Ks. dr Maciej Sieniatycki, a) Apologetyka czyli dogmatyka fundamentalna. b) Zarys dogmatyki katolickiej. c) System modernistów. d) Modernistyczny Neokościół. e) Problem istnienia Boga. f) Dogmatyka katolicka. Podręcznik szkolny. g) Główne zasady etyki Kanta a etyka chrześcijańska. h) Modernizm w książce polskiej.

 

6) Ks. Piotr Semenenko CR, a) O Wierze. b) O nieomylności Kościoła. c) O gorszeniu się z prawdy Bożej. d) Poza Kościołem nie ma zbawienia. e) Skład Kościoła. f) O Chrystusie w Kościele. g) Męka i śmierć Jezusa Chrystusa Pana naszego. Chrystus zelżony w Kościele. h) Papież zawsze ten sam jest formalnie, co i materialnie (Papa semper idem sit formaliter qui et materialiter).

 

7) Ks. Jacek Tylka SI, a) Dogmatyka katolicka. b) Traktat o Kościele Chrystusowym. c) O obojętności, czyli indyferentyzmie w rzeczach religii. d) O własnościach religii. e) O cnotach heroicznych.

 

8) P. Ferdinandus Cavallera SI, Thesaurus doctrinae catholicae ex documentis Magisterii ecclesiastici.

 

9) Ks. Walenty Gadowski, Nauka Kościoła. Wybór orzeczeń dogmatycznych Kościoła katolickiego i jego praw kanonicznych.

 

10) Akta i dekrety świętego powszechnego Soboru Watykańskiego (1870), Pierwszy projekt Konstytucji dogmatycznej o Kościele Chrystusowym przedłożony Ojcom do rozpatrzenia (Acta et decreta sacrosancti oecumenici Concilii Vaticani (1870), Primum Schema Constitutionis dogmaticae de Ecclesia Christi Patrum examini propositum).

 

11) Bp Michał Nowodworski, a) Papież Liberiusz. b) Honoriusz papież. c) Wiara i rozum. d) Liberalim.

 

12) Józef kard. Hergenröther, Rzekome błędy i sprzeczności Papieży.

 

13) Ks. Piotr Skarga SI, a) O świętej monarchii Kościoła Bożego i o pasterzach i owcach. Kazanie na wtórą Niedzielę po Wielkiejnocy. (De Sancta Ecclesiae Dei Monarchia et de Pastoribus et Ovibus. Concio pro Dominica secunda post Pascha). b) O kąkolu heretyckim i diabelskiej wolności religijnej (De haeretica zizania et diabolica libertate religiosa). c) O jedności Kościoła Bożego pod jednym pasterzem i o greckim i ruskim od tej jedności odstąpieniu, oraz Synod Brzeski i Obrona Synodu Brzeskiego. d) Kazanie o herezjach.

 

14) Bp Władysław Krynicki, a) Dzieje Kościoła powszechnego. b) Sobór Watykański. c) Modernizm.

 

15) Ks. Zygmunt Golian, Moderantyzm a ultramontanizm.

 

16) Ks. Umberto Benigni, Ultramontanizm.

 

17) Ks. Antoni Tauer, Gallikanizm. (Gallikańskie swobody).

 

18) Ks. Augustyn Arndt SI, Ignacy Doellinger. (Ignaz von Döllinger. Eine Charakteristik von Dr. Emil Michael S. J.).

 

19) "Przegląd Lwowski", a) Kongres omylników w Monachium. b) Rozmowy kanclerza Bismarcka. c) Döllingeryzm w Krakowie. d) Wobec wypadków krakowskich. e) Sobór Watykański i nauka niemiecka.

 

20) "Tygodnik Soborowy", a) Biskupi wobec Soboru i Papieża. b) Zamiary masonerii co do Soboru. Matriarchinie Soboru. c) Nieomylność papieska i niemiecka teologia.

 

21) Ks. Antoni Krechowiecki, a) Nauki niedzielne. Skład Apostolski według Ewangelii i Ojców Kościoła. b) Skład Apostolski według Ewangelii i Ojców Kościoła. Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi. – Cel i znaczenie Adwentu. – Walka na niebie. – Upadek Aniołów. – Rozliczne nazwy szataństwa, jego natura, działanie. – Wpływ szatana w świecie dzisiejszym. c) Errata historii co do Papiestwa w kolei wszystkich wieków. Studium krytyczne. d) Nieomylność papieska w stosunku do historii i państwa. e) Skład Apostolski według Ewangelii i Ojców Kościoła. "Święty Kościół Powszechny...". Czy być mogą i co znaczą nowe dogmaty w katolickim Kościele? – Nieomylność Kościoła i Apostolskiej Stolicy. – Wyrok powszechnego Watykańskiego Soboru. – Stwierdzenie Nieomylności Papieskiej: świadectwa Ewangelii, Ojców świętych, Soborów i całej katolickiej tradycji. – Fakt bezbłędności Papieży w rzeczach wiary. – Główne powody niechęci i wrzawy obudzonej orzeczeniem Nieomylności tej. – Faryzeizm jej nieprzyjaciół.

 

22) Papież Pius IX, Akt wiary w przywileje Maryi i nieomylność Papieża.

 

23) "Tygodnik Katolicki", a) Stanowisko episkopatu na Soborach powszechnych. b) Konstytucja "Pastor aeternus".

 

24) Kwintus Septymiusz Florens Tertulian, a) Preskrypcja przeciw heretykom. (Liber de praescriptionibus adversus haereticos) b) O dyscyplinie i obyczajach heretyków (De haereticorum disciplina et moribus).

 

25) Św. Wincenty z Lerynu, Pamiętnik (Commonitorium). Rozprawa Pielgrzyma o starożytności i powszechności wiary katolickiej przeciw niezbożnym nowościom wszystkich kacerzy. (Commonitorium adversus haereses. Tractatus Peregrini pro catholicae fidei antiquitate et universitate adversus profanas omnium haereticorum novitates).

 

26) Ks. Jules Didiot, a) Mały traktat o Kościele (wraz z odpowiedziami na zarzuty adwersarzy). b) Msza święta.  c) Niepokalane Poczęcie. d) Męczeństwo. e) Dusza kobiety. f) Herezja.

 

27) Emanuel Bułhak, Dzieła św. Dionizego Areopagity, Christianitas, i Formgeschichte.

 

28) Wingolf, Czemu jestem katolikiem? Kilka słów o modernizmie.

 

29) "Kalendarz Franciszkański", Gdzie Piotr, tam Kościół mój.

 

(Przyp. red. Ultra montes).

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 23 i 24. Dnia 25 czerwca 1870, s. 1. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 23 i 24. Dnia 25 czerwca 1870, s. 2. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 23 i 24. Dnia 25 czerwca 1870, s. 3. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 23 i 24. Dnia 25 czerwca 1870, s. 4. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 23 i 24. Dnia 25 czerwca 1870, s. 5. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 23 i 24. Dnia 25 czerwca 1870, s. 6. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 23 i 24. Dnia 25 czerwca 1870, s. 7. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 23 i 24. Dnia 25 czerwca 1870, s. 8. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 23 i 24. Dnia 25 czerwca 1870, s. 9. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 23 i 24. Dnia 25 czerwca 1870, s. 10. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 23 i 24. Dnia 25 czerwca 1870, s. 11. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 23 i 24. Dnia 25 czerwca 1870, s. 12. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 1. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 2. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 3. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 4. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 5. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 6. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 7. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 8. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 9. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 10. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 11. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 12. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 13. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 14. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 15. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 16. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 17. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 18. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 19. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 20. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

"Tygodnik Soborowy", Nr 25 i 26. Dnia 15 lipca 1870, s. 21. Wydawca: Władysław Jaworski. Druk i Nakład Wł. Jaworskiego w Krakowie.

 

Euntes docete omnes gentes.

 

Tiara papalis et claves Petri

 

( PDF )

 

© Ultra montes (www.ultramontes.pl)

Cracovia MMXXV, Kraków 2025

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ: