ŻYWOT

 

NAJŚWIĘTSZEJ

 

MARYI PANNY

 

BOGARODZICY

 

JOHANN PETER SILBERT

 

––––––––

 

KSIĘGA PIERWSZA

 

§. IV.

 

Rodzice Najświętszej Panny

 

1. Straszliwa noc pokrywała całą ziemię; okropny był urok szatańskiej potęgi, która krepowała naród ludzki. Wprawdzie kwitnęły nadobne sztuki, różne umiejętności, ba mądre prawodawstwo i filozofia; przecież występki i zbrodnie miały nawet swe ołtarze; a wspaniały obraz Boski, – człowiek – uklękał przed drewnem i kamieniem, przed wężem i bydlęciem, oddając im z drżeniem i bojaźnią cześć, która się jedynie Bogu żywemu należy. W samej Judzkiej nawet ziemi, gdzie to jeszcze jedynie przebywało poznanie jednego prawdziwego Boga, i gdzie światło gwiaździste w pismach prorockich przyświecało, znacznie bardzo podupadło nabożeństwo czyste; ludzkie ustawy wzięły górę nad przykazania Boskie; miłość u wielu wygasła; a uciemiężone żelaznym jarzmem walecznych Rzymian narody błądziły jak owce nie mające pasterza. Z tym wszystkim wzdychały pojedyncze bogobojne osoby z głębi swego serca: "Gdzie są Panie! stare miłosierdzia Twoje, któreś zaprzysiągł Dawidowi? Wspomnij Panie na zelżywość sług Twoich! Ześlij Panie Baranka panującego ziemi, z skały pustyni do góry córki Syjońskiej! Wspomnij na miłosierdzie Twoje Panie, i na zmiłowania Twoje, które są od wieku!" (Ps. 88, 49; Iz. 16, 1; Ps. 24, 6).

 

2. Tak to wzdychali sprawiedliwi w uciśnieniu serca na widok tej ciężkiej niedoli, co nieznośnie tłoczyła i uciskała ludzkość, a te ich łzy i gorące modły były wołaniem głośnym w uszach Wszechmocnego. I rzekł też Najwyższy: "To mówi Pan zastępów: Jeszcze jedna mała chwila jest, a Ja poruszę niebo i ziemię, i morze i suchą; i poruszę wszystkie narody, i przyjdzie «Pożądany» wszystkim narodom!" (Agg. 2, 7-8). Tymczasem zbliżyła się chwila, którą Najświętszy w swoim postanowił wyroku; królewskie pokolenie Dawida, któremu Pan przysiągł, że "Pożądany" z niego ma pochodzić, zapadało coraz znaczniej w większe ubóstwo; aż nareszcie przyszło do tego, że żyło w cieniach zupełnego zapomnienia.

 

3. Lecz podobnie jak w nocy najciemniejszej gwiazdy na niebie najjaśniej błyszczą, tak też w tej nocy umysłowej jaśniała przed Bogiem i Jego aniołami, ta mała garstka sprawiedliwych w narodzie izraelskim, a między tymi jaśniały, jakby dwie wielkie gwiazdy Joachim i Anna w miluchnym, świętobliwym małżeństwie. Oboje pochodzili z pokolenia Dawidowego; a imiona ich wykazywały, że Bóg coś wielkiego przez nich zamierzył. Albowiem imię "Joachim" znaczy przygotowanie Pańskie; imię zaś "Anna" łaska Boża. Ojca jego nazywa święty Jan Damascen Pantherem, synem Barpanthera; co bezpośrednio miał za ojca Lewi, który według Łukasza Ewangelisty był oraz pradziadem świętego Józefa. Joachim mieszkał w Nazarecie, gdzie jak stara powieść (1) niesie, trudnił się handlem owiec i wełny.

 

4. Ta święta małżeńska para, którą Bóg do uskutecznienia zamiarów swego miłosierdzia wybrał, w największej doskonałości chodziła przed Jego świętym obliczem. Oboje posiadali przedziwne wyrozumienie Pism świętych i dawnych proroków. Przeto też błagali we dnie i w nocy Pana, aby wypełnić raczył swoje przyrzeczenia. Życie ich upływało w skromnej prostocie, pokorze i łagodności; podobnie jak ich pradziad Dawid zastanawiali się nad zakonem Pańskim w modlitwie wewnętrznej, i przepędzali resztę czasu na uczciwej i pożytecznej pracy. Owoce zaś z swojej pracy zwykli byli dzielić na trzy równe części: jedną część przeznaczali na kościół Boży w Jerozolimie, by tą częścią uświetnili nabożeństwo tam odprawiane; drugą część podzielali szczodrobliwie pomiędzy ubogich; trzecią zaś obracali na przystojne utrzymanie życia tak swego, jako też i domowników swoich.

 

5. Ponieważ Boska mądrość, co tak łagodnie a silnie działa, zawsze swoje łaski wymierza według zamiaru, który chce przez nie osiągnąć, zatem przyozdobiła serca tych świętych małżonków tak zaszczytnymi cnotami, tak świętobliwą czystością i tak gorącą miłością Boga, że się stali zupełnie godnymi być rodzicami córki, której nikt prócz Boga samego, którego w żywocie swoim panieńskim miała począć, w świętości nie przewyższał.

 

A ponieważ prawdziwa cnota osobliwiej wśród cierpień w swojej najwyższej okazuje się świetności, zesłał też Pan na nich jedno z najboleśniejszych utrapień. Bo też to temu już lat dwadzieścia było, jak ich małżeństwo było niepłodnym, a ponieważ podług zakonu dzieci były uważane za błogosławieństwo, a tych co bezdzietnie w małżeństwie żyli, poczytywano w Izraelu za wykluczonych od tego błogosławieństwa, nie mających zupełnie nadziei, zostać przodkami Mesjasza przyszłego, musieli też znosić niejedno urąganie, poniżenie i wzgardzenie.

 

6. Z tym wszystkim, jakkolwiek ich niepłodność tak długo trwająca była z pociechy obraną, i jakkolwiek ich to nieznośnie bolało, że tak często musieli słuchać, iż ich małżeństwo piętnem przekleństwa jest nacechowane, od Boga odrzucone, poddali oni się przecież w pokorze woli Najwyższego, i tylko zaufanie ich w dobroci Boga słodziło im tę tak przykrą gorycz. Dlatego też i podobieństwo, że ich małżeński związek dziećmi będzie obdarzony, co dzień się zmniejszało, chociaż oni swe modły i ofiary w celu pozyskania tej łaski corocznie w kościele podwajali. W tym więc ciężkim smutku uradzili sobie razu jednego, aby obfitym gorzkich łez wylaniem pójść za przykładem Samuelowej matki, która po najgorętszej modlitwie Panu ten ślub uczyniła, że dziecię, które by wybłagała od litościwego Boga, Jemu na usługi kościelne całkiem poświęci. Zatem taki sam ślub uczynili także Joachim i Anna, ażeby ich nie wyłączano od błogosławieństwa zakonu, przeciw któremu nigdy nie zgrzeszyli.

 

7. W tym więc zamiarze udali się oboje do Jerozolimy, na uroczystość poświęcenia kościoła z daleko bogatszymi dary, aniżeli były dawniejsze; właśnie tak, jak gdyby chcieli gwałt niebu zadać, i Najwyższego do wysłuchania swych modłów niejako zniewolić. Wszelako Bóg, co swoje najwierniejsze sługi zwykł najsurowszymi doświadczeniami prowadzić, aby ich jako złoto w ogniu przeczyścił, dopuścił, ażeby ich wiara i ufność silnego wstrząśnienia doznały. Albowiem gdy się czcigodny starzec i świątobliwa małżonka jego z innymi przybliżali, spoglądnął jeden z najznakomitszych kapłanów, imieniem Issachar na nich wzrokiem pełnym gniewliwej wzgardy dlatego, że będąc niepłodnymi odważyli się wstąpić do kościoła, mówiąc tak do nich: "Jakim czołem śmiecie wy ofiarować, będąc do niczego? Precz stąd, abyście snadź przez waszą ofiarę Najwyższego nie pobudzili do gniewu; gdyż ona się całkiem nie podoba oczom Jego".

 

8. Tak do żywego zawstydzeni, pełni boleści wewnętrznej z tej przykrej obelgi, odeszli świętobliwi małżonkowie; a Joachim z zażaleniem pokornej miłości i ze łzami w oczach błagał Pana mówiąc: "Panie, Boże wiekuisty! Twoim duchem natchnieni udaliśmy się tu do kościoła, a oto z pogardą kazano nam się stąd oddalić. Wprawdzie zasługują moje grzechy na tę zelżywość, i dlatego też przyjmuję ją według Twojej woli; ale o Boże! Stworzycielu nasz, nie wzgardzaj stworzeniem Twojej wszechmocnej prawicy! Jeżeli wstrzymują nasze grzechy Twoje miłosierdzie, oddalże więc od nas to wszystko, co Ci się w nas nie podoba! Bo mocen jesteś Boże Izraelski, a co tylko chcesz, czynisz bez trudności. Przypuśćże nasze życzenia do Twojego tronu, bo chociażeśmy nędzni i niedołężni, toś Ty przecie nieskończony, zawsze gotów nachylić się litościwie ku pokornym i opuszczonym, i wysłuchać ich łzy i westchnienia głębokie!".

 

9. Gdy tedy oboje małżonkowie wyszli z kościoła, poszedł pierwej się wspólnie z żoną umówiwszy świętobliwy starzec na urwistą skałę pewnej puszczy, gdzie przez czterdzieści dni wciąż modlitwą, łzami, postem i czuwaniem Boga niejako przyniewalał, aby miłościwie tę zelżywość jego od niego oddalić raczył; świątobliwa zaś Anna odprawiała takie same pobożne ćwiczenia w domowym zaciszu, i pomnażała przy tym swoje jałmużny i uczynki miłosierne względem ubogich i uciśnionych, jakim tylko mogła sposobem. Jej zaś modlitwa i post połączone z głośnym wołaniem jej licznej jałmużny doszły przed tron Najwyższego, który wiernych swoich tylko dlatego przez tak uciążliwe prowadził doświadczenia, aby ich radość i wesele cudem swej wszechmocności podwyższył, i serca ich do siebie całkiem pociągnął.

 

10. Dnia czterdziestego, gdy właśnie świętobliwy Joachim swe serce w modlitwie gorącej przed Bogiem wynurzał, ukazał się mu anioł z nieba i rzekł do niego: Joachimie, sługo Pański wierny i sprawiedliwy! Najwyższy wysłuchał z wysokości swego Boskiego tronu żądania twoje i wzdychania twoje, i da wam więcej nad żądanie wasze. Oto Anna twoja małżonka, pocznie i porodzi córkę, która będzie błogosławiona między niewiastami, i którą wszystkie narody i pokolenia błogosławioną nazywać będą. Poczęcie Jej rozweseli niebo i ziemię. Tę nazwiesz Maryją, i jeszcze w dzieciństwie Jej poświęcisz Ją Panu; jakeście ty i twoja małżonka przyrzekli. Będzie Ona wielką i napełnioną Duchem Świętym, a przeto też poczęcie Jej podobnie jak Jej życie i czyny Jej będą cudownymi. Dlatego więc udaj się do Jerozolimy do kościoła; a na świadectwo tego, co ci zwiastuję, spotkasz przed złotą bramą Annę, małżonkę twoją, która właśnie dla tej samej przyczyny do kościoła śpieszy. – Wszystko to wypełniło się jak najdokładniej, i Anna wyjawiała swemu pobożnemu mężowi, że także i ona sama zupełnie podobne miała widzenie. Potem zaś oboje radością świętą przejęci zaczęli wychwalać Boga, i wysławiali zmiłowanie Pańskie z głębi swojego serca (2).

 

–––––––––––

 

 

Żywot Najświętszej Maryi Panny Bogarodzicy. Przez J. P. Silbert. Przekład Ks. M. K., Lwów 1845, ss. 15-20.

 

Przypisy:

(1) Najdawniejszy pisarz, który o rodzicach Najświętszej Panny wspomina, jest tak nazwany Żyd Θεαδέλφος, co jeszcze za czasów apostolskich pisał. Jednakże pisma jego tu i ówdzie pofałszowali kacerze. Wszelako nie odrzuciło bynajmniej wielu z dawniejszych Ojców tego, co było prawdziwie historycznym; owszem użytkowali troskliwie z tego wszystkiego, co w nich z ustnymi podaniami zgodnym być się pokazywało, takowe uzupełniało i potwierdzało. Osobliwie zaś przywodzą święci Hipolit z Gortis (miasta w Arkadii w Peloponezie w Grecji), Epifaniusz z Cypru i Jan Damascen historyczne rysy, które z owymi są tak zgodne, że zaledwie wątpić można, iż są z jego pism wyjęte.

 

(2) Powieść tę tak zwanego Żyda Jakuba potwierdza święty Epifaniusz słowy, które jakby przez wyciąg z niego wypisał: "Joachim na górze przesyłał codziennie swe modły błagalne do nieba, aby też ujrzał, że się przybliża odkupienie Izraelowe; Anna zaś ofiarowała się w swej mierności życia Panu na wonną ofiarę". Lecz to samo potwierdzają także św. Ewodiusz, co żył za czasów apostolskich, św. Grzegorz z Nissy i Ojcowie inni.

 

© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Cracovia MMXVII, Kraków 2017

Powrót do spisu treści książki J. P. Silberta pt.
Żywot Najświętszej Maryi Panny Bogarodzicy

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ: