PROBLEMY Z NOWYMI SAKRAMENTAMI (*)

 

KS. RAMA P. COOMARASWAMY

 

ZAKOŃCZENIE

 

Sakramenty mają kluczowe znaczenie dla życia duchowego katolików. Zostały ustanowione przez Chrystusa jako środki łaski i ich integralność jest niezależna od nowatorskich potrzeb człowieka. "Panie, Twymi boskimi sakramentami odnawiasz świat. Pozwól swemu Kościołowi odnieść pożytek z Twych świętych obrzędów ani nie pozostawiaj go bez doczesnej pomocy. Prosimy Cię o to przez Jezusa Chrystusa naszego Pana". (Kolekta na Jutrznię, piątek, czwarty Tydzień w Wielkim Poście). Nie ulega wątpliwości że posoborowy kościół poigrał sobie z Sakramentami. Czy w rezultacie tych igraszek któreś z nich stały się nieważne – niech czytelnik sam spróbuje zrozumieć. Podobnie, i co w praktyce sprowadza się do tego samego, pojawia się pytanie czy nie stały się one wątpliwe. W obu przypadkach przystępowanie do nich jest świętokradzkie i należy tego unikać.

 

Wszystkich tych zmian dokonano z dwóch podstawowych powodów – aggiornamento i ekumenizmu. Obie przyczyny są co do istoty absurdalne i szkodliwe dla Wiary. Nigdy nie było potrzeby, aby objawiona nauka Chrystusa miała się przystosowywać do współczesnego albo jakiegokolwiek innego świata. Już sama taka koncepcja zaprzecza wewnętrznej naturze katolickiej prawdy, zgodnie z którą zawsze było konieczne by to świat dostosowywał się do nauki Chrystusa. Dowodem na nieważność tej zasady jest fakt, że Chrystus nie podejmował żadnych prób dostosowania Swego nauczania do Żydów albo Rzymian tamtej epoki; oraz to, że dla Syna Marnotrawnego konieczny był powrót na łono swego ojca. Co do zasadności ekumenizmu, to można poczynić tylko trzy uwagi. Po pierwsze: już sama ekskluzywna natura katolicyzmu przemawia przeciw ekumenizmowi. Chrystus nie umarł na Krzyżu po to, by ludzkość mogła wybierać własne poglądy religijne. Po drugie, ekumenizm nieuchronnie wymaga rozwadniania chrześcijańskiego nauczania, ponieważ jest tylko najmniejszym wspólnym mianownikiem jaki może przywieść wszystkich naszych "odłączonych braci" do tej fałszywej jedności "ludu Bożego", której się tak wyczekuje. I w końcu, sama idea ekumenizmu zawiera w sobie tolerowanie błędu. Nigdy nie było konieczne, by być tolerancyjnym dla prawdy, a miłość dla błędu (w przeciwieństwie do osób, które są w błędzie) nigdy nie była cechą Wiary katolickiej.

 

Po owocach ich poznacie. Mamy już za sobą jakieś 35 lat posoborowej instytucji z jej nowymi sakramentalnymi formami. Posługując się dowolnymi, jakie tylko są możliwe do wyobrażenia kryteriami widać wyraźnie, że skutki są katastrofalne. Wszystkie zmiany wprowadzone przez dokumenty Vaticanum II zostałyby pewnie zignorowane, gdyby nie wprowadzono ich za pośrednictwem sakramentów – ponieważ faktycznie lex credendi ma odzwierciedlenie w lex orandi – nasze poglądy religijne mają wyraz w sposobie, w jaki się modlimy. Jeżeli nic innego, to już samo to powinno w umysłach wiernych wzbudzić wątpliwości, nie tylko w kwestii zmian sakramentów, ale również co do zasad, które były inspiracją dla zmian.

 

Są tacy, którzy odbiorą ten krytycyzm jako zbyt rygorystyczny. Bo przecież cóż w końcu może znaczyć jakieś słowo tu albo tam? Można tylko na to odpowiedzieć, że słowa naprawdę mają sens, a jeśli nie, to po co byłyby ustanowione sakramenty? Wbrew twierdzeniom modernistów, sakramenty nie są "obrzędami wtajemniczenia". Rozważcie słowa Papieża Leona XIII dotyczące tego nauczania:

 

"Nie może być nic bardziej niebezpiecznego od tych heretyków, którzy prawidłowo wszystko przedstawiając, JEDNYM SŁOWEM, jakby kroplą jadu, zatruwają czystą i prostą wiarę Pańskiej, a stąd i apostolskiej tradycji". (Tractatus de fide orthodoxa contra Arianos – fragment cytowany przez Papieża Leona XIII w encyklice Satis cognitum).

 

Jeżeli można tak powiedzieć o doktrynie, to o ile bardziej może to dotyczyć Sakramentów? Wielu będzie się upierać, że posłuszeństwo wymaga naszej akceptacji dla tych zmian. Lecz rozważcie czego uczy Suarez:

 

"[Papież] również popada w schizmę jeżeli sam oddziela się od ciała Kościoła przez odmowę pozostawania z nim w jedności nie uczestnicząc w sakramentach... Papież może stać się schizmatykiem w ten sposób, jeżeli nie chce być we właściwej wspólnocie z ciałem Kościoła [tj. Kościołem jaki zawsze istniał], sytuacja, która powstałaby gdyby spróbował ekskomunikować cały Kościół, albo, jak to zarówno Kajetan jak i Torquemada zauważają, GDYBY ZAPRAGNĄŁ ZMIENIĆ WSZYSTKIE KOŚCIELNE CEREMONIE, JAKIE SĄ USTANOWIONE W OPARCIU O TRADYCJĘ APOSTOLSKĄ".

 

To z kolei wyraźnie pociąga za sobą zagadnienie autorytetu władzy. Czy posoborowi "papieże" mieli prawo wprowadzenia tych zmian, które sami nazywali "innowacjami" oraz odzwierciedleniem "nowej eklezjologii". Na takie pytanie nie można odpowiedzieć w ramach niniejszych rozważań, ale jest to pytanie, które każda osoba mająca wątpliwości co do ważności nowych sakramentów musi sobie postawić i koniec końców na nie odpowiedzieć.

 

Jednakże bezsporne jest to, że tradycyjni katolicy mający wątpliwości co do ważności nowych sakramentalnych form, mają wszelkie prawo by ich unikać w praktyce oraz szukać i domagać się bezsprzecznie ważnych sakramentów. Ta sprawa znajduje się w samym sercu katolickiego oporu.

 

Ks. Rama P. Coomaraswamy

 

Z języka angielskiego tłumaczył Mirosław Salawa

 

–––––––––––

 

 

Przypisy:

(*) Tytuł opracowania w oryginale angielskim The Problem with the Other Sacraments nawiązuje do książki tegoż Autora pt. The Problems with the New Mass. (Przyp. red. Ultra montes).

 
© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Kraków 2011

Powrót do spisu treści
Ks. Rama Coomaraswamy. "Problemy z nowymi sakramentami"

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ: