FILOZOFIA I JEJ ZADANIE

 

KS. MARIAN MORAWSKI SI

 

PROFESOR UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO

 

––––––––

 

ROZDZIAŁ V.

 

Jedność panteistyczna filozofii transcendentalnej w zestawieniu z jednością chrześcijańską

 

Czy żałować należy jedności transcendentalnej? – Jedność panteizmu a jedność Chrystianizmu – charakterystyką jedności chrześcijańskiej, jedność w mnogości – jej czynnikiem, miłość. – Jedność w porządku natury – Trójca Święta jako pierwowzór stworzeń – zestawienie z panteizmem – w panteizmie nie ma ani życia, ani wolności, ani postępu – Bóstwo panteistów jest Molochem. – Jedność w porządku łaski – jej czynniki – Wcielenie Słowa jako łącznia wszystkiego – myśl kardynała Bérulle i św. Franciszka Salezego. – Jedność w porządku chwały – myśl św. Tomasza – wiedza transcendentalna w przyszłym życiu.

 

Oceniliśmy filozofię transcendentalną ze stanowiska logiki i metafizyki; widzieliśmy, że jej punktem wyjścia jest Krytyka Kanta, sprzeczna zarówno w swym założeniu, jak w swoich wynikach, i od samego Hegla wyśmiana; tudzież że główne zasady, na których ta filozofia stoi i bez których nie ma racji bytu – tj. bezwzględny aprioryzm, Absolut ogółowy i tożsamość myśli i bytu – są czczymi twierdzeniami, postawionymi bez żadnych dowodów, a na przekór logice i oczywistości. Z tego wszystkiego niezawodnie wypływa konieczny wniosek, że trzeba stanowczo potępić i odrzucić cały ten kierunek filozoficzny. Może jednak wobec tej logicznej konieczności niejeden myśliciel jeszcze się wzdrygnie, może żal mu się zrobi tej pięknej i symetrycznej budowli: szkoda, powie sobie, tej wspaniałej jedności wszechświata! szkoda wiedzy transcendentalnej! czy może być coś bardziej uroczego, jak ujęcie w jedną prawdę wszelkich prawd i wszelkiej wiedzy, streszczenie wszechświata w jednej umiejętnej formułce?

 

Takie zażalenie odparłby niejeden, odpowiadając zimno, że w filozofii nie idzie o urok, ale o prawdę: magis amica veritas. Można jednak lepiej odpowiedzieć; uznajemy, że dążność do jedności jest wrodzona ludzkiemu umysłowi; uznajemy też zarówno, że wrodzone umysłu ludzkiego dążności są prawe, od najwyższej Prawdy pochodzą i do najwyższej Prawdy prowadzą. Jednakowoż zauważyć należy, że częstokroć łudzimy się względem właściwego takich aspiracyj przedmiotu, a wtedy one bywają nam powodem najgorszych błędów; – jak dobrze powiedziano: fałsz jest zwykle skrzywioną prawdą. I tak się rzecz ma w niniejszym zagadnieniu. Słuszność ma panteizm w tym, że żąda jedności, ale błądzi w tym, że się ima jedności fałszywej, dowolnie wymarzonej. Wdzięki i urok, o których wspominaliśmy, przychodzą mu stąd, że ma jakąś jedność; jest to promyk wielkiej prawdy, który "smugiem złota po nim strzelił"; ale przy tym panteizm ma coś potwornego i przeciwnego naturze, bo minął się z jednością prawdziwą, chrześcijańską, bożą, do której z przyrodzenia tęskni duch ludzki – anima naturaliter Christiana (1).

 

Panteizm ma jedność martwą, a mnogość i rozmaitość tylko pozorną, mniemaną, a nie rzeczywistą. Jedność martwą, mówię, już to dlatego, że jedynym działaczem w panteizmie jest ślepa, żelazna konieczność, już to, że owa mnogość, która się w łonie tej jedności roi i ma stanowić jej życie, jest bez rzeczywistości – tylko pozorem, czczym oderwaniem. Nie masz zatem w panteizmie istotnego organizmu, nie masz jak tylko mara życia.

 

Tymczasem jedność prawdziwa, chrześcijańska jest żywa, organiczna, bo ogarnia mnogość rzeczywistą, a czynnikiem jej nie jest konieczność, lecz miłość z wolnością i mądrością działająca. Mówimy tu o jedności przedmiotowej, o jedności wszechświata, gdyż o tę jedność przedmiotową panteistom idzie – co innego jedność formalna systemu filozoficznego, o której przypadnie nam mówić na innym miejscu. Przedmiotowo więc Bóg po chrześcijańsku pojęty, jakeśmy poprzednio powiedzieli, nie z konieczności swej natury wyłania świat, lecz w odwiecznej mądrości przejrzał go i odmierzył, a z wolnej woli, czyli z miłości w czasie go stworzył. Mądrość Boża według modły Boskiej natury kształtuje niezliczone mnóstwo istot, poczynając porządkiem zamiaru i, że tak powiem, wzorowania od najdoskonalszych, tj. od anioła i człowieka, którzy są obrazem i podobieństwem Jego, a idąc ku coraz niższym; dla człowieka bowiem i według niego kształtuje rodzaje zwierząt; dla jednych i drugich rośliny, a dla nich w końcu żywioły, roztaczając ten sam wzór i udzielając stopniowo w niezliczonych formach coraz bledsze ślady swej nieskończonej istoty. Ten świat, mądrością Boga w wieczności pojęty, w czasie urzeczywistnia się wolną Jego wolą; miłuje bowiem Bóg, jak mówi Pismo, wszystko co jest i nic nie ma w nienawiści z tego, co uczynił... a jakożby co mogło trwać, kiedy by nie chciał, a co by mogło być zachowane, czego by On nie mianował (2). – Lecz to wykonanie świata idzie porządkiem odwrotnym; i tak, najprzód wychodzi z nicestwa materia chaotyczna, później kształcą się żywioły, potem wytryskuje życie, potem czucie, na ostatku zjawia się człowiek rozumny. Te fazy następują po sobie zwolna i, o ile tylko być może, za współdziałaniem sił już istniejących – bo, jak niżej powiemy, Bóg chce, aby jak każda istota tak i wszechświat wyrabiał się, o ile zdoła, własnymi siłami, z pewną wolnością. Wszelako Bóg nie jest obcy swemu dziełu, wszystkim istotom swym przytomny, wszystkie utrzymuje w bycie tą samą miłością, którą je z nicości wyprowadził i tą samą miłością współdziała z ich działaniem i prowadzi każdą z nich, według praw jej natury, do celu jej naturze odpowiedniego tj. do właściwego miejsca w jedności wszechświata. Z miłości, mówię, Bóg to wszystko czyni, utrzymuje, prowadzi do jedności; bo Bóg nie działa ślepo, ani z konieczności, jak działa przyroda albo Absolut panteistów, ale chcąc i zamierzając dobro odpowiednie każdemu stworzeniu. Co więcej, działając w niższych istotach, zamierza On zarazem dobro istot wyższych, mianowicie ludzi, dla których pożytku one niższe istnieją.

 

Również świat stworzony, piętrzący się w organicznej jedności, o której napomknęliśmy, objawia mądrość i miłość; czyli mądrość i miłość są czynnikami jego organicznej jedności. Mądrość świeci w roztoczeniu jedności w nieskończoną mnogość, miłość gra w kojarzeniu tej mnogości w jedność.

 

Mądrości piętno cechuje wszystkie stworzenia; wszystkie bowiem roztaczają w nieprzeliczonych kształtach i odcieniach jeden i ten sam wzór, objawiają jedną i tę samą celowość, opowiadają jedno i to samo Słowo, tyloma zgłoskami, ile jest istot w wszechświecie wypisane. Dzień dniowi opowiada Słowo, a noc nocy wskazuje znajomość (3). W człowieku na koniec nie tylko jest mądrość przedmiotowa, ale też mądrość podmiotowa, świadoma siebie, zdolna pojąć ową mądrość przedmiotową, którą inne istoty nieświadomie tylko wyrażają, zdolna wyczytać w księdze przyrody przedziwne imię Stwórcy – admirabile nomen Domini – mądrość, która już nie tylko jest śladem Boskiej mądrości, jak w innych stworzeniach, ale jej obrazem i odblaskiem: Nacechowana jest na nas światłość oblicza Twego (4).

 

Miłość znów wszystkie istoty wiąże między sobą i z Bogiem, wszystko ku jedności prowadzi, w jedność kojarzy. Już w najniższych istotach jest jakieś dążenie do jedności; w nich to dążenie jest tylko parciem natury koniecznym – to dopiero cień miłości, appetitus naturalis, jak je dobrze nazwali starzy mistrzowie chrześcijańskiej szkoły; w wyższych już ono jest żądzą; w ludziach i duchach jest właściwą miłością i wolnym wyborem. Te zaś dążenia czyli miłości pojedynczych istot prawem natury prowadzą ku jedności i jednoczą wszystkie stworzenia między sobą i z Bogiem. Prawo natury, tj. modła dążenia każdej istocie od Stwórcy nakreślona i w jej naturze wypiętnowana, prowadzi oczywiście każde stworzenie sposobem odpowiednim do jego przyrodzenia; dla istot bezrozumnych jest ono koniecznością natury, dla rozumnych i wolnych jest prawem moralnym, oświecającym i obowiązującym, ale nie gwałcącym wolnej woli: Zakon światłością jest i drogą do żywota (5). Istoty nierozumne prowadzi to prawo bezwiednie do ich celu, do jedności, gdyż same celu poznać nie mogą; istotom rozumnym wskazuje ono cel, by same się ku niemu z wolnością kierowały; stąd też w ich mocy jest cel osiągnąć, albo go utracić. Lecz tak dla tych, jak dla owych prawo natury jest zawsze prawem dążenia do jedności. Jak prawem zasadniczym istot materialnych jest powszechna grawitacja, czyli powszechne przyciąganie się, tak też zasadniczym i powszechnym prawem istot rozumnych jest miłować się nawzajem, a nade wszystko miłować Boga: Miłuj Pana Boga twego ze wszystkiego serca twego i ze wszystkiej duszy twojej i ze wszystkich myśli twoich. Toć jest największe i pierwsze przykazanie. A wtóre podobne jest temu: Miłuj bliźniego twego jak siebie samego. Na tym dwojga przykazaniu wszystek zakon i Prorocy zawisnęli (6). Mocą tedy tego prawa natury (które by zarówno nazwać można prawem miłości, albo też prawem jedności) nie tylko każda istota z osobna dąży do swej jedności, na której, jak uważa św. Augustyn (7), zależy jej byt i jej dobro, gdyż zniszczenie istoty jest zerwaniem jedności jej składu – nie tylko, jak uważa św. Tomasz (8), każda istota z osobna dąży do Boga, środka wszechjedności, gdyż dobro, które stanowi przedmiot rozmaitych żądz stworzeń, jest zawsze udziałem i uczestnictwem najwyższego Dobra – ale też mocą tegoż prawa wszystkie stworzenia wspólnie się jednoczą: wszystkie bowiem czy to ciążeniem, czy instynktem, czy żądzą, czy wolną wolą wspólnie i wzajemnie się wyrabiają, niższe służą wyższym, wszystkie służą człowiekowi, a człowiek, bezpośrednio dla Boga stworzony, wszystkim Bogu służy i wszystko z Bogiem jednoczy. I tak miłość wszystko w jedno spaja, a spaja nie zlewając w tożsamość, ale kojarząc w jedność organiczną i żywą, na której zależy doskonałość. Miłość jest związką doskonałości (9).

 

W końcu, Bóg po chrześcijańsku pojęty, nie tylko jest początkiem ale i pierwowzorem takiej jedności i dlatego początkiem, że pierwowzorem. Jeden jest, a przecież troisty; z Ojca pojmującego rodzi się wiekuiście Syn, Jego Słowo, Jego Myśl, Idea, Mądrość, odblask i podobieństwo Jego istoty, απαυγαςμα της δοξης και χαρακτηρ της υηοστασεως αυτου (10); z Ojca i Syna pochodzi ich wspólna Miłość, Duch Święty; trzy osoby a jeden Bóg – jedność doskonała, a mnogość rzeczywista i w tym właśnie jedność doskonała i żywa, że nie wyklucza mnogości, ale ją iści w swym łonie.

 

Z tego źródła niestworzonego płynący świat stworzony nosi cechę swego pochodzenia, ową jedność w mnogości; co więcej, lubo wszelkie działanie Boga w stworzeniach jest wspólne trzem osobom, przecież, jak uważa Doktor Anielski (11), tak każde stworzenie z osobna jak i świat w całości noszą pewien ślad Boskiej Trójcy, pewien odblask charakterystycznych własności trzech osób. Widzieliśmy, że na tle bytu stworzonego igrają, według wyrażenia Pisma (12), Mądrość i Miłość. Otóż ów byt, a raczej same tworzywo wszystkich istot jest śladem i odblaskiem właściwości Ojca, który jest Początkiem bez początku: Słowo czyli Mądrość zrodzona, odzwierciedla się, jakeśmy już zauważyli, w formie stworzeń tj. w ich ustroju, składzie, piękności; a w ich życiu i dążeniach tchnie Duch Miłości; Słowem Pana niebiosa utwierdzone są, a Duchem ust Jego wszystka moc ich (13).

 

Otóż więc jedność chrześcijańska zestawiona z jednością panteistyczną. Wyniki z tych przeciwnych pojęć jedności są oczywiste. W jedności panteistycznej ginie wolność, giną jednostki, ginie samo pojęcie osoby; bo osoba to istota osobno, w sobie bytująca (ιδια και ιδιως), pani siebie i swych czynów; zatem ani Bóg panteistyczny nie jest osobą, jak sami przyznają, ani człowiek, który jest tylko chwilową, a konieczną świadomością ogółowego bóstwa. Panteizm zamiast wolności i osobowości, daje ogół i konieczność. Jakie stąd moralne i polityczne wnioski, łatwo się domyślić; rozwiniemy je później. Przeciwnie w jedności chrześcijańskiej nic się tak nie uwydatnia, jak wolność i osobowość; lubo Bóg wszędzie jest i we wszystkim działa, jednak wszystkie stworzenia są i działają z wszelką samoistnością i wolnością, jakiej tylko są zdolne; mógł Pan Bóg stworzyć świat wykończony, ale woli stworzyć materię w chaosie i dać każdemu atomowi ruch i prawa, z których ma się utworzyć cudny całokształt świata widzialnego – bo chce, aby stworzenie zdziałało wszystko co może i własną siłą dorabiało się swej doskonałości. Im wyższe istoty, tym większą obdarzone są samodzielnością; a nade wszystko szanuje Bóg wolność daną człowiekowi i chce, aby człowiek sam się doskonalił: Cum magna reverentia disponis nos (14).

 

Stąd wynika dalej, że w jedności panteistycznej nie masz mowy o istotnym postępie: boć wszystko w istocie jest Absolutem, wszystko rozwija się, nie ruchem postępowym, ale, że tak powiem, wirowym, kręcąc się wiekuiście i fatalnie w tym samym kole przeobrażeń, jakeśmy zauważyli, mówiąc o systemie Hegla. Przeciwnie system chrześcijański, będąc systemem wolności, jest zarazem systemem postępu: wszystko w nim dąży do doskonałości – okrom samego Boga, bo nieskończenie doskonały nie może się doskonalić i zmieniać. Ale też Bóg jest kresem, do którego dąży stworzenie w swym doskonaleniu się, a zbliżenie do Boga jest miarą doskonałości stworzenia. Niższe istoty doskonalą się w pewnych granicach, wynikających koniecznie z natury materii; w swym najwyższym rozwoju przychodzą one do stóp człowieka; człowiek zaś stojący na szczycie świata materialnego i jednoczący go ze światem duchowym, ma przed sobą pole postępu bez granic: Bądźcie doskonałymi, jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest (15).

 

Na koniec jakie pojęcie jedności świata, takie też pojęcie Boga. U panteistów Bóg-Absolut, jak ów Moloch, pochłania swe stworzenia, pochłania ich wolność, ich osobowość, ich byt nawet; jego doskonałość i nieskończoność zasadzają się na tym, że nie masz nic oprócz niego; nie widzą zaślepieni, że przez to samo ich Bóg pochłania zarazem wszystkie niedostatki i niedoskonałości stworzeń, przez co nie staje się nieskończenie doskonałym, ale potwornym zbiorowiskiem najsprzeczniejszych przymiotów. Przeciwnie nieskończoność i doskonałość Boga chrześcijańskiego zależą na tym, że jest źródłem wszelkiego bytu (πηγη του ειναι), sam będąc od wszelkiego bytu stworzonego i względnego odrębny i niezależny. Jego zaś wszechmoc, dobroć i mądrość w tym właśnie się objawiają, że daje stworzeniom byt własny i samoistny i uposaża je wolnością i godnością osoby: Tyś jest Bogiem moim, albowiem dóbr moich nie potrzebujesz (16). Posłuchajmy filozofa chrześcijańskiego: "Czymże więc jesteś Boże mój? czym, jeśli nie Panem i Bogiem? O najwyższy, najlepszy, najpotężniejszy, wszechmocny, najmiłosierniejszy a najsprawiedliwszy; najtajemniejszy a najobecniejszy, najpiękniejszy a najmocniejszy, stały a nieograniczony, niezmienny a zmieniający wszystko, nigdy nowy a nigdy stary, odnawiający wszystko a w starość pogrążający pysznych; zawsze czynny, zawsze spokojny, napełniający wszystko a wszystko dźwigający! Miłujesz a nie palisz się; gniewasz się a spokojnym jesteś; żałujesz bez smutku; dzieła swoje zmieniasz a nie zmieniasz swej rady.... Cóżby Ci więc brakowało z dobra, którym sam dla siebie jesteś, choćby stworzenia albo wcale nie istniały, albo zostały bez kształtu i piękności – gdyżeś Ty je uczynił nie z potrzeby, ale z obfitości dobroci swojej? Ukształtowałeś je, luboś ich dla uzupełnienia swojego szczęścia nie potrzebował; nie podoba Ci się ich niedoskonałość, nie przeto, abyś ich doskonałością miał się udoskonalić, lecz aby one się wydoskonaliły i zdołały podobać się Tobie".... (17).

 

Jakoż wszystko, cośmy dotąd powiedzieli, jest dopiero zarysem porządku natury; porządek zaś natury nie jest bynajmniej całością systemu chrześcijańskiego, lecz tylko pierwszym i najniższym stopniem, na którym wznosi się drugi stopień, porządek łaski, a na tym jeszcze trzeci, który wszystko uwieńcza, porządek chwały. Wprawdzie porządek natury, sam w sobie uważany, przedstawia się rozumowi, jako doskonała całość i jedność; im głębiej myśl ludzka bada ten porządek, tym więcej odkrywa w nim związków i harmonij snujących się w cudnym szeregu, którego końca nigdy nie dosięgnie; ale ten porządek natury, w zestawieniu z porządkiem łaski, okazuje się tylko ułamkiem całości bez porównania doskonalszej – jedności nieskończenie wyższej.

 

I tak zaraz w porządku natury, lubo człowiek, król i kapłan świata widomego, łączy ten świat z Bogiem, o ile, że poznając i miłując Boga, z wszystkich stworzeń cześć Mu oddaje; jednak wielka i nieskończona przestrzeń pozostaje między Bogiem a stworzeniem. Wszystkie narody jakoby nie były tak są przed Nim, a jako nic i próżność poczytane są Jemu (18). Jakoż zniesienie tego przedziału, zapełnienie tej przestrzeni okazuje się rozumowi ludzkiemu niepodobieństwem: zawsze Bóg musi być Bogiem, a stworzenie stworzeniem, z natury rzeczy nieskończenie dalekim od swego Pana i Stwórcy; i przeto rozum nigdy by marzyć nie mógł o innym zbliżeniu do Boga, o porządku wyższym nad porządek natury. Atoli co jest niepodobne u ludzi, podobne jest u Boga. Wkraczamy tu w sfery, które nie należą wprawdzie do naszego zakresu – piszemy o filozofii, a porządek nadprzyrodzony jest ponad filozofią, ponad wszelkim stworzonym rozumem – lecz chcąc dać jakieś pojęcie o całości systemu chrześcijańskiego, musimy choć parę słów o tym porządku nadprzyrodzonym powiedzieć.

 

Otóż tedy nieskończona Mądrość znalazła sposób zniesienia tego nieskończonego odstępu między Bóstwem i stworzeniem, a Wszechmoc to wykonała: – Słowo stało się ciałem i mieszkało między nami. Bóg wcielony Chrystus jest, jak mówi Apostoł, tą łącznią obojga tj. Stwórcy i stworzenia; Qui fecit utraque unum (19). On staje nad tą nieprzebytą przepaścią i jednoczy w swej osobie te dwa krańce nieskończenie odległe; jedno jest z Ojcem, a jednoczy się z ludźmi, i ludzi jednoczy z sobą – aby się spełniła jedność doskonała na wzór jedności Bożej. Tak sam naucza w najuroczystszej chwili swego życia ziemskiego, w chwili, gdy żegna świat i powraca do Ojca. Aby byli jedno, mówi do Ojca, jako i My jedno jesteśmy: Ja w nich a Ty we Mnie, aby byli doskonałymi w jedno (20). Chrystus jest jedno z Ojcem tożsamością natury i jestestwa; jednoczy zaś ludzi ze sobą całym, że tak powiem, szeregiem coraz ściślejszych, a coraz dziwniejszych węzłów: najprzód przez istotne spokrewnienie się z ludźmi, biorąc ciało z ich ciała i krew z ich krwi – dalej, przez miłość nowego rodzaju i wyższego rzędu, którą ustanawia i wprowadza w życie (21) – dalej przez organiczny ustrój Kościoła, który, jak wiadomo, zasadza się przede wszystkim na jedności i w którym wszystko z cudną harmonią do jedności z Chrystusem dąży – dalej, przez łaskę poświęcającą, która jest uczestnictwem i niejako wypływem Boskiego życia Chrystusa, życiem Jego w wiernych – na domiar przez przedziwną tajemnicę Eucharystii, w której widzialne pożywanie, to najściślejsze z widzialnych połączeń, jest tylko bladym wyrażeniem niepojętego, a rzeczywistego zjednoczenia, które się niewidocznie spełnia: In me manet et ego in eo (22); skąd Ojcowie zowią tę tajemnicę rozprzestrzenieniem Wcielenia i Sakramentem jedności. Nadmieniamy tylko pobieżnie główne czynniki zjednoczenia ludzi z Chrystusem, lecz każdy z nich z osobna jest, jak wiedzą teologowie, niezgłębionym systemem jedności; a wszystkie razem cudnie się zlewają, dokonywując tej niepojętej jedności w Chrystusie, którą On sam tłumaczy, zestawiając ją, już to ze swoją jednością z Ojcem: Jako Ty Ojcze we Mnie, a Ja w Tobie aby i oni w Nas jedno byli – już to z jednością winnego krzewu: Jam jest winna macica, wyście latorośle (23) – a którą św. Paweł przyrównywa do jedności żyjącego ciała: Jako ciało jedno jest, a członków ma wiele, a wszystkie członki ciała, choć ich wiele jest, wszakże są jednym ciałem, także i Chrystus [jest jednym ciałem, mającym wiele członków, a tymi członkami są wierni] (24).

 

W końcu ta jedność nadprzyrodzona zachowuje, lubo w wyższym stopniu, te same cechy, któreśmy widzieli w porządku przyrodzonym; jest jednością żywą, jednością w mnogości, nie zlewa swych części składowych w tożsamość, ale je organicznie jednoczy, jest jednością o wiele zupełniejszą i ściślejszą, aniżeli ta, którą przedstawia sam porządek przyrodzony, a przy tym jeszcze więcej uwydatnia osobowość i samodzielność pojedynczych jednostek, gdyż, jak wiadomo, cały porządek łaski oparty jest właśnie na wolności osobistej.

 

Ale dopierośmy pierwszy krok w tym porządku uczynili. Wcielenie nie tylko człowieka, ale wszelkie stworzenie łączy z Bóstwem. Człowiek, jakeśmy już zauważyli, jest spójnią obu części stworzenia, w nim się zawiera najdoskonalsza treść całego świata materialnego i razem początek i zarys całego świata duchowego – człowiek, jak dobrze powiedziano, jest streszczeniem wszechświata: Microcosmos. Zatem Słowo, jednocząc się z człowieczeństwem, jednoczy się z całym stworzeniem – ima, jak mówią Ojcowie, stworzenie za sam środek i tak wszystko w swojej osobie jednoczy z Bóstwem. "Mocą swą, mówi przedziwnie św. Ambroży, przywdziewa świat i światem niejako przyobleczony, świeci we wszystkich stworzeniach" (25). Stąd łaska i synostwo Boże spływają z Chrystusa nie tylko na ludzi, ale też na Aniołów, których Chrystus jest także głową, i sama też nieświadoma natura otrzymuje z Wcielenia pewne uszlachetnienie, którego skutek dopiero później się objawi (26). Stąd też odwrotnie wszelkie stworzenie dąży do Boga przez Chrystusa. Jam jest drogą... żaden nie przychodzi do Ojca jedno przeze Mnie; i wszelkie stworzenie chwali Boga w Chrystusie i przez Chrystusa, chwałą nieskończenie wyższą od tej, którą Mu z siebie oddać może – chwałą prawdziwie godną Boskiego majestatu. Stąd wreszcie Chrystus jest najwyższym streszczeniem, jednią, ανακεφαλαιωςις wszystkiego. W rozrządzeniu pełności czasów aby w Chrystusie wszystko naprawić (ανακεφαλαιωσασϑαι – streścić, skupić pod jedną głową), co na niebiesiech i co na ziemi jest w Nim (27). I przez to właśnie Wcielenie jest dopełnieniem i kamieniem węgielnym dzieł Bożych, że jest najwyższym i ostatnim zjednoczeniem.

 

Lecz śledźmy dalej tę tajemnicę jedności. Czemuż właśnie Słowo stało się ciałem, a nie Ojciec ani Duch Święty? Dlatego, odpowiadają Ojcowie Kościoła, że przez Słowo stworzenia wyszły z Boga, tj. stworzone zostały, a przeto należało, aby przez Słowo do Boga wracały. Posłuchajmy kilka słów geniusza, który głęboko wglądał w tajemnice chrystianizmu. "Bóg, mówi kardynał de Bérulle, w okręgu swych dzieł i w ruchu swych rad, jest niby kołem przedziwnym, które się zakreśla, kończąc w tym samym punkcie, skąd poczęło. Wszystko stwarza przez swoje Słowo: Słowo jest początkiem, od którego pochodzi stworzenie świata; to zaś stworzenie kończy się na człowieku, jako ostatnim dziele Bożym; Bóg tedy, łącząc naturę ludzką ze Słowem, łączy i jednoczy w ten sposób swe ostatnie dzieło z Początkiem swych dzieł. Zresztą ponieważ ta natura ludzka jest streszczeniem wszechświata i podmiotem, który przez rozmaite stopnie swej istoty (byt, życie, czucie, rozum) wszystkie stworzenia niejako w skróceniu powtarza (recapitulées), oczywista jest, że gdy ta natura jednoczy się z Bogiem, cały świat do Boga powraca... Słowo, będąc początkiem tego stworzenia, jest też kresem tego powrotu – będąc źródłem wszystkich istot, jest też ich spoczynkiem i dokonaniem... Tajemnicze to a wszechwładne dążenie Mądrości, która wszystko do jedności sprowadza, jako wszystko wynikło z jedności. Albowiem, jak naucza św. Areopagita, wszystkie rzeczy wyszły z jedności trybem natury i kwapią się do tej jedności skrytym natury instynktem, powracają zaś do niej przez łaskę, a pogrążają się w niej przez chwałę" (28).

 

Tak więc odsłania się przed nami całość myśli chrześcijańskiej i planu Bożego w swej cudnej jedności. W porządku wykonania tworzy Bóg z jednej strony świat materialny, z drugiej świat duchowy. Przedział między tymi dwoma zdaje się nieprzebyty; ale w swoim czasie, gdy już świat materialny wyrobił się i dojrzał, jednoczy Bóg jedno z drugim, tworząc człowieka. Lecz zostaje jeszcze odstęp nieskończony między tym stworzonym a Stwórcą. Otóż po wielu wiekach wyrabiania się ludzkości, w pełności czasów kończy Bóg swoje dzieło, jednocząc stworzenie ze Stwórcą w Chrystusie. W porządku zaś zamiaru i odwiecznych rad Bożych, rzecz się ma odwrotnie. Pierwszy zamierzony jest Chrystus, pierworodny wszelkiego stworzenia; dla Chrystusa zamierzone są i stworzone inne istoty rozumne: Aby był pierworodny między wielą braci (29). Stąd taki porządek należenia i dążenia: Wszystko jest wasze (dla was), wy zaś Chrystusowi, Chrystus zaś Boży (30). "Oto ten porządek, mówi św. Franciszek Salezy, o ile z rozważania Pisma i nauki Ojców możemy go odkryć, i o ile nieudolność nasza pozwoli nam go wysłowić. Bóg postanowiwszy udzielić się poza sobą, uznał, że między wszystkimi takiego udzielenia się sposobami, najdoskonalszy jest ten, by się połączył z naturą stworzoną tak ściśle, żeby ta natura była niejako zaszczepioną na Bóstwie, stanowiąc z nim jedną osobę... Następnie wybrawszy na tę godność człowieczeństwo najświętsze naszego Zbawiciela, Najwyższa Opatrzność postanowiła nie ograniczać swej dobroci na jednej Osobie swego Syna najmilszego, ale rozlać ją też, ze względu na Niego, na wiele innych stworzeń. A w mnóstwie istot możebnych wybrała aniołów i ludzi, aby Mu służyli niejako za towarzystwo, mieli udział w Jego łaskach i Jego chwale i wiekuiście Go uwielbiali" (31).

 

Jeszcze rzućmy okiem ku trzeciej a najwyższej sferze jedności, zwanej porządkiem chwały. Z pochodnią wiary w ręku zdążyliśmy wysoko ponad krainy filozofii, ale tu już i pochodnia wiary niewiele rzuca światła: Oko nie widziało, ucho nie słyszało i w serce człowiecze nie wstąpiło (32). Wszelako tyle w tej trzeciej sferze, za pomocą wiary, upatrzyć możemy, iż tam panuje jedność, a jedność tak doskonała, że wobec niej drobnieje sam porządek łaski, podobnie jak wobec porządku łaski drobnieje i niknie ogromny całokształt świata natury. W istocie porządek naturalny jest tylko podścieliskiem, a porządek łaski tylko chwilowym przygotowaniem, niby przedsionkiem wiekuistego pałacu chwały. Jeśli więc w porządkach natury i łaski panuje taka dążność do jedności, jakaż być musi jedność w samym porządku chwały, który jest kresem i metą owych dążeń? Tam to spełniają się właściwie owe słowa Chrystusowe: Aby byli jedno, jako i My jedno jesteśmy: Ja w nich a Ty we Mnie: aby byli doskonałymi w jedno.

 

Wszelako ta jedność nie będzie jakimś zlaniem i zgubieniem jestestw stworzonych w jestestwie Bożym, jak mniemała stara filozofia Wschodu i jak po dziś dzień niektórzy filozofowie myślą. Takie zlanie nie byłoby ubłogosławieniem stworzeń, ale ich zniweczeniem. Zresztą ono jest wręcz przeciwnym i wierze i samemu rozumowi, boć i według rozumu Bóg jest istotą pojedynczą i niezmienną – zatem nie może się z Jego jestestwem zlać, co jest od Niego odrębnym. Będzie więc jedność zachowująca te same cechy, jakieśmy w porządkach natury i łaski upatrzyli, tj. jedność organiczna, ogarniająca mnogość jednostek; osobowość istot rozumnych, i wolność ich w czystej sferze dobra i nawet hierarchia z Chrystusem na czele zostaną na wieki nietknięte; a przy tym cudną a niepojętą tajemnicą wszystko się zjednoczy w Bogu w jedność najzupełniejszą – wszystkie umysły w Bogu będą widziały cały przestwór prawdy: In lumine Tuo videbimus lumen (33) – wszystkie wolne wole w Bogu będą zestrzelone i w Nim będą czerpać życie i szczęście – tak, iż według słów Pisma, Bóg będzie wszystko we wszystkim (34).

 

Tu dopiero dajemy odpowiedź na drugie zażalenie panteistów: szkoda wiedzy transcendentalnej, tj. w jednej zasadzie ogarniającej wszystko. Prawda, mówimy, że umysł ludzki tęskni do takiej wiedzy; dowodem tej dążności jest, że im wyżej się wznosi, tym więcej do jedności się zbliża; wszelako właściwa wiedza transcendentalna w tym życiu, i w ogóle w porządku natury, jest dla nas niemożebną. "O tyle niektóre istoty są wyższe od innych, uważa z swą przedziwną bystrością Doktor Anielski, o ile są bliższe i podobniejsze do Boga; w Bogu zaś cała pełnia wiedzy umysłowej zawarta jest w jednym, tj. w jestestwie Bożym, w którym Bóg wszystko poznaje. Ta zaś pełność umysłowa udziela się stworzeniom rozumnym w sposób już niższy i mniej pojedynczy. Zatem idzie, że co Bóg poznaje przez jedność (per unum), to niższe umysły poznawają przez wielość (per multa), a wielość tym większą, im niższy jest umysł. Tak tedy, im który z Aniołów jest wyższy, tym mniej potrzebuje pojęć do ogarnięcia wszystkich prawd, i przeto jego pojęcia muszą być tym ogólniejsze, i każde z nich tym więcej przedmiotów musi obejmować. Czego przykład do pewnego stopnia i w ludziach (stanowiących najniższy szczebel istot rozumnych) upatrzyć można; jedni bowiem nie mogą pojąć jakiej prawdy, póki im się nie wyłoży jej szczegółów, co jest skutkiem niższości ich umysłu, drudzy zaś umysłu potężniejszego, z niewiela mogą wiele zrozumieć" (35). Jeśli tedy najwyżsi Aniołowie nie mogą w jednym pojęciu ogarnąć swego widnokręgu prawdy, tym mniej człowiek, który jest na najniższym szczeblu istot rozumnych.

 

Zresztą, jakeśmy poprzednio wyłożyli, jedno jest tylko źródło wszelkiego bytu – sam Bóg, jedna tylko idea, zawierająca wszelką prawdę – idea Boża, Słowo przedwieczne; zatem, aby mieć taką władzę transcendentalną, trzeba by wprost widzieć Boga, czyli mieć intuicję Jego istoty, to zaś jest naturalnie Bogu samemu własnym, a dla stworzenia niemożliwym. Quem nullus hominum vidit sed nec videre potest (36).

 

Wszelako co u ludzi niepodobnym, to u Boga podobnym. Bóg, wynosząc człowieka przez łaskę ponad jego naturę, daje mu w przyszłym życiu (jeśli dobrowolnie nie chybi celu) intuicję swej własnej istoty: Videbimus eum sicuti est, de facie ad faciem (37). W Bogu zaś, Prawdzie najwyższej, Początku i Wzorze wszechrzeczy, widzą błogosławieni cały przestwór prawdy, który ogarnąć mogą. W światłości Twojej oglądamy światłość (38). – I to jest prawdziwa wiedza transcendentalna.

 

Zatem i w owych podrywach umysłu ludzkiego ku wiedzy transcendentalnej, jakkolwiek błędnych, tkwi przecież ślad prawdy chrześcijańskiej – ślad przeznaczenia człowieka do wiekuistego ubłogosławienia w Bogu.

 

–––––––––––

 

 

Filozofia i jej zadanie, przez Ks. Mariana Morawskiego T. J., Wydanie drugie uzupełnione. We Lwowie 1881, ss. 118-135.

 

Ks. Marian Morawski, PROFESOR UNIW. JAGIELLOŃSKIEGO. Filozofia i jej zadanie. Wydanie trzecie niezmienione. W Krakowie. SPÓŁKA WYDAWNICZA POLSKA. 1899, ss. 103-121.

 

Przypisy:

(1) Tertulian, Apologetyk, I.

 

(2) Mądr. XI, 25. 26.

 

(3) Psalm XVIII, 3.

 

(4) Psalm IV, 7.

 

(5) Przypow. VI, 23.

 

(6) Mt. XXII, 37-40. Z tą zasadą prawa moralnego, podaną od Chrystusa, warto zestawić zasadę Fichtego: "Du musst deine dussere Freiheit in der Weise und in dem Masse beschränken, damit du mit andern und andere mit dir eine Gesellschaft bilden können, und so ein gegenseitiges Zusammenleben möglich sei". (Grundlage des Naturrechts). Rzecz jasna, że jak zasada Chrystusowa jest zasadą zjednoczenia, tak Fichtowska jest zasadą odgraniczania się; pierwsza jest słowem żywota i rozwiązuje wszystkie zagadnienia moralne i społeczne, druga jest czczą formułą, w której zapomniano wyrazić to, o co jedynie idzie: co ma być podstawą i spójnią stosunków ludzkich?

 

(7) "Quamobrem quisquis fatetur nullam esse naturam, quae non, ut sit quidquid, appetat unitatem". De Musica, l. VI, c. 12.

 

(8) Sum. th., p. I, q. 6, a. 1, ad 1m.

 

(9) Kol. III, 14.

 

(10) Żyd. I, 3.

 

(11) Sum. th., p. I, q. 93, a. 6.

 

(12) Przypow. VIII, 30.

 

(13) Psalm XXXII, 6. – Zauważymy tu nawiasowo z Nicolasem, że ta tajemnica Trójcy Świętej, lubo niedostępna dla rozumu ludzkiego, jest dla niego źródłem światła i rozwiązuje mu zagadkę, którą się wiecznie dręczył, a nigdy jej odgadnąć nie zdołał. Bóg jeden wydawał się rozumowi ludzkiemu samotny i bez życia. Często tę trudność napotkać można w pismach pogan: to właśnie zarzuca poganin w dialogu apologetycznym Minucjusza Feliksa: Deus unicus, solitarius, destitutus. I przeto rozum ludzki raz otaczał Boga gronem współbogów, drugi raz wystawiał go sobie żyjącego wyłanianiem świata, lecz i tu i tam rozbijał się o najgrubsze niedorzeczności, i tak oscylował przez wieki między politeizmem a panteizmem, w żadnym pojęciu Bóstwa nie znajdując zadowolenia i spoczynku. Dopiero, gdy mu objawiono, że Bóg jest jeden, a przecież w swej jedności nie samotny i nie bez życia, bo wiekuiście rodzi Syna i z Nim się jednoczy w Duchu Świętym, jeden w istocie, a troisty w osobach – dopiero wtedy rozum ludzki spoczął w prawdzie tej tajemnicy niepojętej a oświecającej.

 

(14) Mądr. XII, 18.

 

(15) Mt. V, 48.

 

(16) Psalm XV, 2.

 

(17) Św. Augustyn, Wyznania, I i XIII.

 

(18) Izajasz XL, 17.

 

(19) Efez. II, 14.

 

(20) Jan XVII, 22-23.

 

(21) Już w starym zakonie było ogłoszone prawo miłości (Deut. VI, 5). Jednak Chrystus nazywa je przykazaniem nowym, przykazaniem swoim (Jan XIII, 34; XV, 12) dlatego, że podnosi tę miłość do wyższej potęgi, dając jej nowe i wyższego rzędu pobudki, zaprowadzając sposób jej wykonania nowy i doskonalszy.

 

(22) Jan VI, 57.

 

(23) Jan XVII, 21; XV, 5.

 

(24) I List do Koryntian XII, 12.

 

(25) "Virtute sua induit mundum et tanquam eo amictus, fulget in omnibus". S. Ambrosius, De fuga saeculi.

 

(26) Zob. List św. Pawła do Rzymian VIII, w. 10-23.

 

(27) Efez. I, 10.

 

(28) De l'estat et des grandeurs de Jésus. Discours IV.

 

(29) Rzym. VIII, 29.

 

(30) I Kor. III, 22-23.

 

(31) Traité de l'amour de Dieu, l. II et IV.

 

(32) I Kor. II, 9.

 

(33) Psalm 35, 10.

 

(34) I Kor. XV, 28.

 

(35) Sum. th., p. I, q. 55, a. 3.

 

(36) I Tym. 6, 16.

 

(37) I Jan. III, 2; I Kor. XIII, 12.

 

(38) Psalm 35, 10.

 

© Ultra montes (www.ultramontes.pl)

Cracovia MMXX, Kraków 2020

Powrót do spisu treści książki ks. Mariana Morawskiego SI pt.
FILOZOFIA I JEJ ZADANIE

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ: