ZNAK KRZYŻA

 

ERNEST HELLO

 

 

Chcę wskazać na kilka głębin, które nam znak krzyża rozwiera, i przytoczyć kilka z pomiędzy licznych faktów, dowodnie stwierdzających prawdę w nim zawartą.

 

 

I.

 

W podróży, w górzystej okolicy, gdzie góry stopniowo się wznoszą, jakiś silny instynkt pcha człowieka na najwyższe wzniesienie, i mówi mu, że wejście na szczyt wynagrodzi, tam na wyżynie, rozwierający się szeroki widnokrąg. Podróżnik nie opiera się i idzie, a w pewnych okolicach na szczycie znajduje krzyż. Mieszkańcy wznieśli krzyż na górze, bo była wysoka i piękny dawała widok. Wyżyna i piękność sprowadziły krzyż na górę, więc dla nas stąd wskazówka, że miejsce krzyża jest tam, gdzie człowiek może szeroko odetchnąć i spojrzeć z wysoka.

 

Gdy przyglądamy się słońcu przez teleskop, lub ziemi przez lunetę, musimy wyszukać dla przyrządu punkt patrzenia.

 

Gdy patrzymy na słońce lub ziemię, musimy również stanąć na właściwym punkcie patrzenia: w pobliżu krzyża, w pobliżu tronu, w uścisku Zbawiciela i chwale Najwyższego Boga.

 

Chrystus jest mądrością Boga, Chrystus jest Boga mocą, i niewidzialny świat, i świat widzialny padają razem na kolana u stóp krzyża.

 

Popatrzmy na świat myśli, przyjrzyjmy się światu faktów, na obu ośrodkach, które jeden tworzą, wyryty jest krzyża znak.

 

W mało znanym a prześlicznym dziele tłumaczy Olier i podziwia obrzędy Mszy świętej. Znak krzyża zajmuje w tej rozprawie dość dużo miejsca. Przytoczę tu z niej zdań kilka, aby wykazać tę ponurą i wstrętną płaskość, jaką do życia wprowadza przyzwyczajenie, przyzwyczajenie poniżające umysł, osłabiające serce i poniżające w pojęciu człowieka majestat rzeczy. Natura ludzka potrzebuje koniecznie, aby jej na każdym kroku przypominano wielkość zarysów, według których Bóg jej dążyć kazał i którymi ją pociąga ku sobie, gdyż każdej chwili gotowa wszystko porzucić przez niepamięć, i wszystko zniszczyć i zmarnować przez przyzwyczajenie.

 

Olier mówi:

 

"Kładziemy rękę na czole (1), wyobrażając tym godność Ojca mieszkającego na Wysokościach: Gloria in altissimis (Łk. II, 14). Kładziemy rękę na czole, wskazując tym, że Ojciec Przedwieczny z wysokości Niebios zesłał nam Swego Syna, którego zrodził przed wiekami, i którego w łonie swym nosił.

 

Kładąc rękę na czole, wyobrażamy też drogę zrodzonego Słowa, drogę myśli, bo Ojciec rozważając się sam w Sobie, wyraził sam Siebie i w sobie Samym żywy swój obraz stworzył: obrazem zaś tym jest Słowo, to jest wyraz głoszący to, co jest w Samym Bogu zakryte i schowane w głębinach Jego tajemnicy. Syn Boży jest wyrażeniem tego, czym Bóg jest sam w sobie. Zawiera się w Ojcu, pierwszej Osobie Trójcy; jest obrazem i prostym wyrazem, pojmującym i wyrażającym sobą wszystko, co jest w Bogu. Słowo Boga jest Osobą, która jest jednocześnie wzorem i odbiciem; zawiera Boga jako Ojca, a przecież jest Jego obrazem.

 

W tym to przedstawicielstwie leży godność Osoby Syna, która jest doskonałym wyrazem i niezmierną chwałą Boga; ona to w jednym słowie wyraża i głosi kim jest Bóg. To Słowo przyszło na ziemię, aby powiedzieć ludziom kim jest Bóg, aby Go uwielbić mogli; przyszło na ziemię, aby dać ludziom miłość piękna Bożego i miłość Jego wspaniałości. To Słowo stało się ciałem, aby w swej ludzkiej naturze ukazać przyczyny Bożego majestatu i, poprzez zasłony ciała, dać poznać rąbek zakrytej piękności Ojca!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

 

To poniżenie Słowa wyrażamy, przenosząc rękę od czoła pod piersi i wymawiając jednocześnie Imię poniżonego, w swej własnej Osobie Syna...

 

Religia nasza polega na składaniu dzięków Bogu Ojcu za pośrednictwem Jego Syna, w Jego Duchu Świętym... I dlatego czyniąc znak krzyża i wymawiając słowa i Ducha Świętego, wskazujemy ręką na dwie granice ciała, to jest na ramię lewe i prawe, przekreślając nią całą szerokość piersi, bo ten ruch mówi, że Duch Święty ogarnia wszystkie w Kościele serca, i że za nas w naszych sercach Ojca błaga i swoją mocą do Niego nas podnosi".

 

Istnienie świata, gdyby nawet człowiek czasu nie tracił, nie starczyłoby na odczytanie znaczenia tych słów i wytłumaczenia tych ruchów:

 

W Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego.

 

Wezwanie trzech osób: Trójca.

 

Zniżenie ręki przy wezwaniu Syna: Wcielenie.

 

Kształt krzyża skreślony ręką ludzką: Odkupienie.

 

Amen. – Po wezwaniu trzech Osób Trójcy, człowiek woła: Amen.

 

Skrzyżowanie dwóch kierunków jest wyrazem wyższym nad pojęcie ludzkie. Wyraz ten widnieje wszędzie, gdzie przyroda znak jakiś ostrzeżenia nam rzuca.

 

Gretzer mówi:

 

"Niesłychanie ciekawą jest rzeczą, że od początku świata Bóg widocznie ludziom znak krzyża przed oczy stawiał, i świat w ten sposób urządził, że człowiek nic prawie bez pomocy tego znaku uczynić nie mógł".

 

Ptak w locie ma postać krzyża; człowiek płynąc wodą, rozciągniętymi w krzyż ramionami utrzymuje się na powierzchni; maszt, żeglarza moc i nadzieja, podtrzymuje na krzyż doń przymocowaną reję; pług kraje skibę ukośnie w krzyż przytwierdzonym lemieszem.

 

Sztandary rzymskie miały postać krzyża, a Konstantyn w owym dniu uroczystym nie postać ich zmienił, lecz tylko imię na nich wyryć kazał.

 

Cztery strony świata w krzyż biegną przez wszechświat, a Platon twierdził, że potęga najbliższa pierwszego Boga rozciąga się w świecie postacią krzyża.

 

Krzyż jest postacią człowieka, a prawdziwym człowiekiem jest ten, który się modli, zaś modlitwa rozciąga jego ramiona, i sama sobą znak krzyża tworzy.

 

Elevatio manuum mearum sacrificium vespertinum.

 

Wzniesienie rąk moich jest moją wieczorną ofiarą.

 

 

II.

 

Pierwsi chrześcijanie często znak krzyża czynili, i nic w tym nie ma dziwnego. Znak krzyża ma bowiem swą piękność odrębną i szczególne znaczenie: ukazuje on Bogu rozwarte serce człowieka; ukazuje go Panu w całej jego pełni, rozwoju, rozciągłości, wielkości tym znakiem spotęgowanej; ukazuje błagającego żywotem duszy i ciała postawą. Człowiek wyciągający ramiona woła i błaga zarazem. Woła ludzi, a błaga Boga. Objąć, ogarnąć pragnie, i ulecieć, unieść się pożąda. Bóg w nim widzi stworzenie swoje w całej jego szczerości, pełne potrzeb i pragnień, nędzne i uniesieniem przejęte, ukazujące oczom Ojca niemoc swoją i gorącość ducha. Bóg widzi w tym lichym stworzeniu, wyciągającym ręce, obraz Tego, który jest wzorem, obraz mówiącego z krzyża, Syna mówiącego, jak gdyby z tronu lub ognistego wozu przemawiał, i wzniesieniem swoim wszystko ku sobie pragnącego pociągnąć. Si exaltatus fuero omnia ad me traham. Człowiek także pożąda wzniesienia; i ten znak krzyża, rozciągający ramiona nasze łaknące dosięgnąć; ten znak krzyża, przeobrażający nas całych, żywych i drgających w podobieństwo Syna człowieczego; ten znak krzyża cały, zupełny, gorący – to krzyk głodu i pragnienia.

 

Paweł, patriarcha pustyni, umarł i zastygł w postaci krzyża, a gdy Antoni powrócił, takim go w znak krzyża rozciągniętym ujrzał. Paweł zastygł w postawie człowieka rwącego się do lotu.

 

I wzleciał.

 

 

III.

 

"W pogaństwie każdą prawdę odnaleźć można" – powiedział de Maistre.

 

Znamy źródłosłów słowa uwielbiać, adorare: manum ad os admovere. Pliniusz to nam tłumaczy, mówiąc: "poganie, pragnąc cześć oddać, wznosili swą prawą rękę do ust i całowali ją".

 

Przedrzeźniające zawsze pogaństwo chciało jakimkolwiek znakiem sfałszować znak krzyża. Znak ten jest za bardzo powszechnym wyrazem, za jasno w stworzeniu wyrytym, za jasno w odkupieniu zaznaczonym, za jasno opromienionym chwałą, aby mógł uniknąć świętokradzkich przedrzeźniań bałwochwalstwa, które jak wszystko co bezsilne, naśladuje to, czego nienawidzi.

 

Tytus Liwiusz, Dionizjusz Halikarnaski, Wirgiliusz mówią nam, że starożytni modlili się mając wzniesione ręce.

 

Na Forum rzymskim pośrodku wznosił się posąg Pietas publica, stojący ze skrzyżowanymi rękami.

 

Egipcjanie umieszczali w swych świątyniach wyobrażenie krzyża.

 

Jeden ze starożytnych władców chińskich, przy modlitwie, składał na krzyż dwa kawałki drzewa (2).

 

Stary Testament mówi o krzyżu, nie wymieniając go wyraźnie; wspomina o nim w przypowieściach i napomknieniach, jak o tajemnicy się mówi.

 

Są tam zawarte opowieści tak pięknych wydarzeń, że ludzie w nich biorący udział, przybierają prawie nadludzkie kształty. Z pomiędzy tych zdarzeń wymienić trzeba śmierć Jakuba Izraela.

 

Jakub Izrael; ten, który w noc wielkiej walki zwyciężył anioła, który opłakał syna swego Józefa a potem go odnalazł, i oglądał w chwale swe dziecię, którego suknię skrwawioną w ręku już trzymał; zgromadza wokół siebie potomków swoich i majestatem słów ostatnich, majestatem proroctwa, uroczyście im zapowiada przyjście Tego, który ma zstąpić, przyjście utęsknienia narodów, upragnienia wieczystych wzgórzy, Syna Maryi, Syna Ojca, i Syna jego, Jakubowego, Syna Człowieczego, Jezusa Chrystusa. Efraim i Manasses klęczą u stóp patriarchy, a Jakub, aby ich pobłogosławić, krzyżuje ręce; i lewą rękę kładzie na głowie wnuka klęczącego po prawej, prawą na głowie klęczącego po lewej stronie. Patriarcha zrobił znak krzyża; pierwszy zwrócił na to uwagę święty Jan Damasceński. Obraz i upostaciowanie Chrystusa, Jakub, oddaje Mu wszelkie będące w jego mocy świadectwa: ruchem ramion wyraża Tego, którego pojecie ludzkie ogarnąć nie zdolne; i mówi dwojgu dzieci o wzniesionym nad Cherubiny i nad wszelkie duchy rozumne. Qui sedes super cherubim, manifestare coram Ephraim, Benjamin, et Manasse (Ps. 79).

 

 

IV.

 

Hebrajczycy stoją naprzeciw Amalecytów; przywodzi im Mojżesz.

 

Bitwa jest rozstrzygającą. Nieprzyjaciel, spotkany w pustyni, grozi zagładą Izraelowi, a losy wybranego narodu, więc losy całego świata, zawisły od przypadku. Co czyni Mojżesz? On wybiera broń, tę samą, którą kiedyś da Konstantyn swym wojskom.

 

Mojżesz zatknął na wzgórzu krzyż, a krzyżem tym jest sam on. Wznosi ręce, wyciąga ramiona, i Izrael zwycięża. Mojżesz rozkazów nie wydał, opuścił pole bitwy widzialnej, nie mówił do ludzi, lecz z dala od nich mówił do Boga, naprzód Mu przypomniał przyszłą Kalwarię, i Izrael zwyciężył. Święty Jan Damasceński i święty Justyn poznali w wyciągniętych ramionach Mojżesza sztandar przyszłości, poznali znak krzyża.

 

Czasami marzę o wielkim mistrzu pędzla, zupełnie niepodobnym do żadnego z tych, których wielkimi malarzami nazwano. Bo całkowicie zgadzam się na przytoczone poniżej słowa czcigodnego Ojca Fabera, których gdzieś użył mówiąc o teologii:

 

"Gdy patrzy na najdoskonalsze postacie dzieciątka pędzla Rafaela, jest boleśnie zranioną i oburzoną prawie, a łzy dopiero łagodzą jej gniew, ulgę sercu przynosząc, bo najpiękniejsze, porównane z bezbarwną i nieokreśloną zarysami wizją, jaką zawsze przytomną zachowuje w duchu, wydają jej się bardzo pospolite i bardzo brzydkie".

 

Jeśli istnieje malarz, o którym marzę, niech zapamięta sobie te słowa; a jako pomysł do wielkiego dzieła niechaj weźmie znak krzyża wyobrażony przez Mojżesza stojącego podczas bitwy na wzgórzu. Przedmiot jest potężny i wspaniały. Oto widzimy osłabłe ręce Mojżesza podtrzymywane przez Hura i Aarona. Obaj oni mają odmienne postawy, jeden wpatrzony w twarz Mojżesza, a drugi w zachodzące słońce, bo trzeba, aby znak krzyża trwał aż do zachodu dnia. Żaden na walczących nie patrzy. Ten, co patrzy na słońce, zdaje się wzrokiem pośpiech mu nakazywać. Ten, co w twarz Mojżesza patrzy, zdaje się o obecności zapominać, a odgadywać przyszłość; zapomnieć o obrazie, a rzeczywistość widzieć. Mojżesz ma w twarzy ową słodycz niezmierną, która potęgę cechuje, a rozciągnięte ramiona, które już w górze same się utrzymać nie mogą, są jakby jakimś ogromnym uściskiem znużone. A w dali, na drugim planie widnieje bitwa, tak bliska końca, jak bliskie jest słońce zachodu.

 

Obraz nosiłby tytuł: Znak krzyża.

 

 

V.

 

Samson, aby kolumnami wstrząsnąć, przybrał postawę Wszechmocy i na wzór krzyża rozciągnął ramiona.

 

Expandi manus meas, mówi Dawid, a Salomon w uroczystym dniu ukończenia, wzywając błogosławieństwa Bożego dla swej świątyni, wyciąga ku niebu ręce i woła:

 

"Panie, Boże Izraela, nie ma Boga do Ciebie podobnego, ani wysoko na niebie, ani nisko na ziemi. Spojrzyj na modlitwę sługi Twego... itd.".

 

Dzień, w którym obrazy zastąpiła rzeczywistość, rozmiarami swymi przenosi to, co słowa ludzkie wyrazić zdołają. W pośrodku świata, na wzgórzu Golgoty, w obecności Jana i Maryi, w obecności wieków przeszłych i wieków przyszłych, w obecności całego stworzenia Jezus z Nazaretu stał się znakiem krzyża.

 

Słońce się skryło, i odtąd ludzie, ci nawet, którzy uwierzyć nie zechcą, od Jezusa Chrystusa lata liczyć będą. Historyczne daty będą dla ludzkiej niewiary przedziwnym jakimś zaprzeczeniem, i XVIII wiek mimo wszystko nazywać się będzie wiekiem osiemnastym. Krzyż, który znieważa, naznaczy mu miejsce w pochodzie wieków, bo od niego właśnie liczyć się muszą.

 

Ukaże się w przestrzeni i będzie sądził świat, a już poprzez zasłonę wieków dzieli żywych i umarłych. Już rozdaje życie i śmierć: łotr dobry jest po prawej, łotr zły po lewej stronie; już od dziewiętnastu wieków jednostki i narody, z wolą lub wbrew woli, są niewidzialną mocą straszliwego znaku, który ludzkość nieść w wiernych lub niewiernych rękach musi, są tym znakiem dzielone, odgraniczone, określone. Od dziewiętnastu stuleci ludzie zostają do krzyża w stosunku, jaki sobie obiorą; ale jakiś stosunek obrać muszą. Mogą stanąć po jego prawej lub lewej stronie, ale zawsze w jego pobliżu. W pobliżu jego, aby żyć; w pobliżu, gdy śmierci się oddadzą. Ludzkość, jest podobna do tłumu, przez który idzie procesja, niosąca krzyż prawdziwy. Na prawo tłum klęka, na lewo znieważa i szydzi: procesja idzie dalej w swym uroczystym pochodzie, i nad pochylonymi głowami i nad wzniesionymi hardo czyni Sprawiedliwość Bożą. Vexilla regis prodeunt.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

 

Procesja idzie, i krzyż niesie, a za jej przejściem dzielą się stworzenia, bo nie tylko ludzie są tknięci zstępującą siłą. Stworzenia dzielą się, i one nie zawsze wiedzą, że to krzyż je dzieli.

 

A ludy, które krzyż dzierżą, korzystają z dobrodziejstw piorunochronu.

 

 

VI.

 

Gdybyśmy chcieli poznać dzieje znaku krzyża świętego, od pierwszego zjawienia się jego aż do dni naszych, opowiedzieć by trzeba nie tylko żywoty świętych, ale dzieje świata całego, bo krzyż panuje wszędzie obecnością lub nieobecnością swoją. Jeślibym chciał opowiedzieć o użytkach, jakie ze znaku krzyża robił św. Wincenty Ferreriusz, musiałbym całe jego życie opowiedzieć. Oto parę ustępów:

 

"Doniesiono mu, że w jednej z piemonckich wiosek znajdował się opętany, który naśmiewał się z wody święconej, jaką go egzorcyzmowano. Święty twierdził, że kapłan który tę wodę poświęcał, musiał niedokładnie odczytać modlitwy i źle zachować przepisane obrzędy. Sam więc poświęcił wodę, a pokropiwszy nią opętanego, w jednej chwili szatana wypędził.

 

Sam św. Wincenty opowiada to zdarzenie w kazaniu o święconej wodzie, i napomina kapłanów, aby dokładnie kreślili przepisany rytuałem znak krzyża, i skarżąc się na tych, co koło raczej niż znak krzyża kreślą, mówi: Non diabolus pro suo proprio signo habet circulum, ei Christus per passionem recepit signum crucis.

 

W innym kazaniu święty opowiada, że gdy zapytał raz szatana, czemu opętał pewnego człowieka, szatan odpowiedział: Bo jadł i pił nie odmówiwszy przedtem żadnej modlitwy, nie zrobiwszy nawet znaku krzyża" (3).

 

Modlitwa przed i po posiłku należy do najdawniejszych podaniowych zwyczajów ludzkości.

 

Ateneusz pisze:

 

"Starożytni żadnego nie przyjęli posiłku bez błagalnego wezwania do bogów".

 

Według Ateneusza, Egipcjanie również, wierni odległym wspomnieniom człowieka, wspomnieniom zamąconym ale głębokim, świadczyli o ważności tej modlitwy pewnym szczególnym obrzędem. Zająwszy mianowicie miejsca na swych łożach przy stole, wstawali następnie i klękali nie wstając dopóki nie powtórzyli tradycyjnych modlitw, odmawianych naprzód przez gospodarza uczty lub kapłana. Przez owo powstanie z miejsc chcieli oni jakby zaznaczyć ważność odbywanej czynności.

 

Żydzi również jak Rzymianie nigdy nie pożywali bez uprzedniej modlitwy, i nawet przysłowie stwierdza zgodność pod tym względem zapatrywań starożytnych całego świata:

 

"Ne a chiropode cibum nondum sanctificatum rapias".

 

"Nie wyciągaj z kociołka niepoświęconego jeszcze jadła".

 

 

VII.

 

Zwycięzcy różnych rodzajów, panujący, męczennicy, doktorzy wszystkie swe głosy w głos jeden łączą i na znak krzyża ukazują jako na znak i nagrodę zwycięstwa. Konstantyn, Teodozjusz, Karol Wielki, święty Ludwik, Sobieski, święty Juliusz, święty Poncjusz, święty Konstanty, św. Krescencjusz, święty Izydor, święty Nazary, święty Celsiusz, święty Maksymin, święty Aleksander, święta Zofia, święty Paweł, święta Julianna, święty Cyprian, święty Justyn, św. Sebastian, święty Bernard, święty Hieronim, Julian Sabas, święty Marcjan, święty Benedykt, święty Antoni, święty Ignacy Antiocheński, święty Atanazy, jednym słowem wszyscy, którzy w swej wiedzy, w swej miłości, w życiu swym, lub swej śmierci zwyciężyli, ukazują nam narzędzie swego tryumfu, a jest to zawsze jedno i to samo narzędzie.

 

Zmartwychwstanie zmarłego, służące jako znak oddający świadectwo prawdziwemu krzyżowi, odszukanemu przez świętą Helenę, rzuca na znak krzyża ogromne światło. Krzyż jest miejscem spotkania życia i śmierci. Czemuż by owocem tego drzewa nie miało być zmartwychpowstanie?

 

Święty Marcin użył znak krzyża aby zatrzymać.

 

Pewnego razu zatrzymał tym znakiem oddział pogan. Innego dnia zatrzymał tym samym znakiem drzewo, którym go przygnieść chciano, i rzucił je na tych, którzy je podcinali. Zachował jednak owym poganom życie, i nawrócili się.

 

Święty Gerard znakiem krzyża zatrzymał w powietrzu rzucone kamienie.

 

Może prawa ciężkości przeraziły się widoku figury, która Jezusa Chrystusa wywyższyła, i uleciały przed znakiem, który wzniósł w powietrze miedzianego węża.

 

 

VIII.

 

Te niewyraźne i zamącone tradycje odległych czasów, nie są już dla nas tym, czym dla starożytnych były. U ludów nowożytnych znajdziemy zapomnienie modlitwy przy każdym życia wypadku. Ciekawą i pożyteczną jest rzeczą przyczyny tego zjawiska zbadać i poznać.

 

Znamy tu na ziemi uczucie tak dziwaczne, że samo przyzwyczajenie tylko nie może go nam zrozumiałym uczynić. Uczucie to może nasunąć zatrważające myśli o stanie umysłowym ludzi; jest to, tak zwany, wzgląd ludzki. Dziwny to wyraz i rzecz sama nie mniej jest dziwną. Wyraz gwałci mowę, a rzecz myśl gwałci. Z pomiędzy poniżeń ziemi ten ludzki wzgląd najtrudniej byłoby wytłumaczyć jakiemuś wędrownemu duchowi, nie znającemu naszych stosunków i na chwilę tylko przybyłemu na nasz glob ciemny. I jakichże słów mogliby ludzie użyć, aby temu wolnemu i dumnemu duchowi, który z drżącymi skrzydłami w wzniosłym unicestwieniu radości uwielbia, aby temu aniołowi powiedzieć, że w głębi swej zgnilizny oni Boga się wstydzą? Niezdolny pojąć treści tych słów, nie znający dusz naszych anioł, uleciałby nic nie zrozumiawszy.

 

Otóż wzgląd ludzki najczęściej powstrzymuje tych, co mają znak krzyża zrobić.

 

Krzyż, który w chwale ukaże się, aby sądzić żywych i umarłych, krzyż, tron i berło Pana i Boga, i wobec krzyża ludzie się wstydem rumienią!

 

Nie potrzebujemy koniecznie rozumieć ludzkiego względu, ale powinniśmy z nauki, jaką w sobie zawiera, korzystać. Wstydzi się krzyża dlatego, że krzyż jest o wiele więcej chwalebnym, niż o tym sądzimy, i że czas już wielki chwałę mu oddać.

 

Imię trzech Boskich Osób, złączone z ruchem prawej ręki znaczącej znamię krzyża, mogłoby nas ku chwale podnieść, ale człowiek czyni znak krzyża z pośpiechem. Chwała zaś rzeczą jest świętą, a pośpiech rzeczą świecką.

 

Idea chwały sama przez się z ideą zwycięstwa się łączy. Więc jakże ponad wszelkie określenie dziwnym jest i zdumiewającym zjawiskiem, że człowiek może się rumienić, kreśląc na sobie wielki znak wielkiego zwycięstwa i wyobrażenie broni Bożej. Jakież to nieprawdopodobne, że człowiek może wstydem zapłonąć, gdy niesie chorągiew Pana, podczas kiedy zwycięskie wojsko męczenników wskazuje mu ją jako sztandar, przez który zwyciężyło! Nie rumienili się, bezwątpienia, ci, co płacząc nad poniżeniem Jeruzalem, zostali na czołach napiętnowani znakiem thau, wyobrażającym krzyż; nie wstydzili się znaku, który ich strzegł, i aniołom-tępicielom omijać kazał.

 

Aby jasno pojąć co to jest wzgląd ludzki, trzeba rozważać upadek człowieka do takich głębin, których nam czas i siły zwykle zbadać nie pozwalają.

 

Wargi i prawa ręka, mowa i ruch, jednocześnie znak krzyża czynią. Po wezwaniu trzech Boskich Osób, człowiek woła: Amen, i więcej nic nie tłumaczy. Woła: Amen, i cisza zapada. I głębinom niepojętego to Amen jakimś uroczystym odpowiada echem.

 

Skrzyżowanie dwóch kierunków i wymówione słowa stały się takim nagromadzeniem tajemnic, że wobec nich niemieje ludzka mowa, i nasze o tych przedmiotach niedołężne jąkaniny o wiele mniej przypominają rzeczy, które powiedzieć trzeba by było, niż pierwsze, niepewne i drżące kroki dziecięcia, które chodzić nie umie, ale które idzie, bo matka je woła, przypominają lot anioła ruchem skrzydła przebiegającego niebiosa całe i wołającego straszliwym głosem: Quis similis Deo?

 

–––––––––––

 

 

Ernest Hello, Człowiek. Życie – Wiedza – Sztuka. Ze wstępem Henryka Lasserre. Autoryzowany przekład z szóstego wydania. Spółka Wydawnicza Polska w Krakowie. 1907, ss. 211-223. (*)

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).

 

Przypisy:

(1) Oeuvres completes de M. Olier, Edition Migne, p. 414.

 

(2) Discours préliminaire du Chou-King, par le P. Prémare. Chap. IX, p. 13.

 

(3) Vie de saint Vincent Ferrier, par M. l'abbé Bayle.

 

(*) Zob. T. W., "Człowiek" Ernesta Hello. (Przyp. red. Ultra montes).

 
© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Cracovia MMIX, Kraków 2009

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ: