Redemptionis Sacramentum:
Nowe wytyczne dla Nowej Liturgii

Ks. Kevin Vaillancourt

W naszym wrześniowym numerze The Catholic Voice z 2000 roku, zrelacjonowaliśmy kilka prób uczynionych w tamtym roku przez niektórych członków hierarchii Neokościoła będących niejako wyciągnięciem "oliwnej gałązki pokoju" w kierunku "tradycjonalistów". Pewien rozgłos zdobyła odezwa arcybiskupa Camilla Perl'a, w której zapewniał on swoich słuchaczy, że modernistyczny Rzym "wypracuje niezbędne klauzule prawne", które zagwarantowałyby "tradycjonalistom" "normalne życie w granicach Kościoła, gdzie mogliby oni (my) wziąć udział w nowej, oczekiwanej Ewangelizacji". Zwróciliśmy wtedy uwagę, że ta demonstracja "ojcowskiej sympatii" wobec "tradycjonalistów" i ewentualnego "pojednania" z modernistycznym Rzymem, dowodzi, że modernistyczna hierarchia po prostu "nie zrozumiała" rzeczywistych problemów stojących na przeszkodzie do ewentualnego "pojednania" z nimi wiernych katolików. Naszego stanowiska związanego z obecnie doświadczanym duchowym dyskomfortem nie przyjęliśmy tylko dlatego, że kochamy łacińską Mszę, ani dlatego, że chcemy naszego własnego Rytu w Kościele (byłby to jedynie groteskowy kaprys), czy nawet neomodernistycznego wynalazku w postaci "prałatury personalnej". Chcemy powrotu katolickiej Wiary – całej i nienaruszonej – do tych kościołów na całym świecie, w których była ona niegdyś praktykowana a z których została wykradziona po Vaticanum II. Jest to dla wszystkich katolików jedyna droga dla powrotu do "normalnego życia".

Nie może istnieć żadna koegzystencja pomiędzy metodami modernizmu i prawdziwego katolicyzmu i ustanowienie nowego "rytu" nie spowoduje przerzucenia mostu nad tą przepaścią. Można dowodzić (z całkiem dobrym skutkiem), że ci katolicy, którzy już od samego początku tego kryzysu wiernie podążali za tradycyjnym, apostolskim nauczaniem Kościoła rzymskokatolickiego, nigdy nie opuścili Kościoła; a raczej, że to moderniści byli tymi, którzy wynaleźli nową religię, traktując ją jako "reformację" katolickiej Wiary i to właśnie oni (a nie my) "opuścili Kościół". Dlatego też, to właśnie oni – a nie my – powinni się nawrócić i ponownie praktykować katolicką Wiarę.

Od tamtego czasu informowaliśmy o kilkakrotnie ponawianych przez modernistyczny Rzym zaproszeniach do "pojednania", zachęcających "tradycjonalistów" by ponownie stali się "głównym nurtem". Niektóre z nich miały formę oficjalnych listów (np. wysłany do biskupów Bractwa Św. Piusa X), podczas gdy inne były "bardziej osobistymi" zaproszeniami, wystosowanymi przez niektórych członków "oficjalnego" duchowieństwa do "braci odłączonych". Podczas gdy niektórzy z zapałem przyjęli te zaproszenia – i są teraz pod parasolem modernistów, tylko po to by mieć "pozwolenie" na odprawianie trydenckiej łacińskiej Mszy ("pozwolenie", którego oni nie potrzebowali) – to wielu tak nie postąpiło. Niestety, ci, którzy poszli za modernistycznym Rzymem płacą teraz cenę swojego kompromisu z błędem i herezją – cenę bycia "zaaprobowanymi".

Wielu z tych, którzy odrzucili te zaproszenia wspominało, że jednym z powodów (pośród wielu), dla którego nie mogliby przyjąć koncepcji istnienia jako "główny nurt" w powodzi błędu jest rozprzestrzenianie się skandalicznych a nawet bluźnierczych liturgicznych nadużyć, które rozwinęły się w niepohamowany sposób przez cały okres "liturgicznego eksperymentowania", jakie nastąpiło po Vaticanum II. Powiedziano modernistycznej hierarchii w Rzymie, że jednym z "warunków" pojednania ma być skorygowanie tych nadużyć. Modernistyczny Rzym odpowiedział – niejako pokazując "tradycjonalistom" marchewkę – wydając kilka oświadczeń (liberałowie nazwali je "naganami") na temat tych nadużyć, którym towarzyszyło coś, co rzekomo miało oznaczać ponowne przedstawienie katolickiej Wiary i nauczania w kwestiach związanych ze Świętą Liturgią. Ale czy te oficjalne deklaracje są naprawdę tym, czym na pierwszy rzut oka wydają się być? Zobaczmy.

Pierwszą z nich było ogłoszone w Wielki Czwartek 2003 roku przez Jana Pawła II, oświadczenie w formie encykliki Ecclesia de Eucharista. Po napiętnowaniu kilku oczywistych liturgicznych nadużyć (w niektórych z nich osobiście brał on udział – mimo to w dokumencie nie znalazły się z tego powodu żadne wyrazy ubolewania), zapowiedział modernistycznemu klerowi, aby oczekiwał kolejnego dokumentu, w którym zostaną nakreślone "właściwe normy liturgiczne". Tak więc, wielu oczekiwało (niektórzy nawet z zapartym tchem) tego nowego zbioru reguł, które w zamierzeniu miały "zlikwidować anarchię" szerzącą się w tak wielu kościołach pod pozorem katolickiej liturgii. Ten normatywny dokument (dostarczony przez kardynała Francisa Arinze) został w końcu opublikowany 23 kwietnia 2004 roku, jako Redemptionis Sacramentum i jeszcze nadal wywołuje wiele komentarzy na całym świecie. Chciałbym do nich dodać moje własne uwagi.

Dlaczego powstał ten dokument?

Zakomunikowano, że celem Instrukcji dotyczącej Eucharystii jest przedstawienie tego, co "ma być przestrzegane, a czego należy unikać w kwestiach tyczących się Eucharystii". Jeżeli w zamierzeniu normy te miały stanowić krok ku "pojednaniu" z "tradycjonalistami", to nie wyobrażam sobie jak ten dokument mógłby tego dokonać, chyba tylko pod warunkiem, że zostałby zaakceptowany przez tych, którzy pragną "pojednania za wszelką cenę". Dokument ten, poza tym, że jest przeładowany modernistyczną dwuznaczną nowomową (próbując np. utożsamić "eucharystię" ze Świętą Ofiarą Mszy, jednocześnie cytuje – w większej części – odnośniki do dokumentów wydanych po Vaticanum II), to jest niczym innym jak gloryfikacją nowej liturgii i jest pomyślany jako wytyczna dla tych "konserwatywnych" grup, które aprobują Novus Ordo Missae, o ile jest odprawiane "godnie" oraz po to by NOM został zaakceptowany jako równorzędny pod względem wartości i skuteczności z tradycyjną Świętą Ofiarą Mszy. Ten dokument brzmi jak elementarz nowej teologii "eucharystii", wyrażonej (w kilku miejscach) słownictwem, podobnym do używanego przez katolików wiernych apostolskiej Tradycji Kościoła rzymskokatolickiego, ale wyjaśnianym w innym sensie. W rzeczywistości, jest to praktyczny wyraz dwuznacznej nowomowy modernistów, o którym ostrzegał nas papież św. Pius X. Trzeba abyśmy posłuchali jego ostrzeżeń.

W "tym samym sensie"

12 sierpnia 1950 roku, papież Pius XII ogłosił encyklikę Humani Generis (O pewnych fałszywych poglądach zagrażających samym podstawom nauki katolickiej), ostrzegając wszystkich katolików – duchowieństwo i świeckich – że nowa teologia jest "źródłem i powodem wielkiego bólu dla wszystkich zacnych umysłów, osobliwie zaś dla wiernych i szczerych synów Kościoła". Podczas gdy ta Encyklika bezpośrednio nie poruszała problemu liturgicznych błędów propagowanych przez neomodernistycznych "teologów" (już wcześniej Papież zajął się tą kwestią w encyklice Mediator Dei z 1947 r.), Ojciec Święty przypomniał katolikom o zasadzie, do której przestrzegania są bardzo rygorystycznie zobowiązani wszyscy, którzy objaśniają katolicką naukę – jakąkolwiek katolicką naukę – a mianowicie: muszą być ostrożni by nie wprowadzać takiej interpretacji tej nauki, która jest sprzeczna z tym, w co Kościół "wierzył i wierzy" (z Przysięgi Antymodernistycznej). Pius XII (cytując papieża Piusa XI) stwierdził, że zasadą obowiązującą teologów oraz tych, którzy nauczają o sprawach będących częścią Depozytu Wiary, jest to, że każde objaśnienie, nauczanie albo teologiczny komentarz musi być wyrażony "w tym samym sensie, w jakim zostało to zdefiniowane przez Kościół". (Podkreślenie autora. – KV). Orzekając wyraźnie: Każda nauka o Świętej Ofierze Mszy, o Świętej Eucharystii podlega tej zasadzie i ma być zgodna z niezmiennym przez wieki nauczaniem Kościoła rzymskokatolickiego. Jednakże już pobieżne zapoznanie się ze źródłami, na które powołuje się Instrukcja z 23 kwietnia, ujawnia coś całkiem przeciwnego tej zasadzie: Spośród 295 cytowanych odnośników, zdecydowana większość pochodzi z nauczania głoszonego po Vaticanum II, objaśniającego "liturgię", utrzymującą nowoczesnych katolików przy nabożeństwie odprawianym "w duchu Vaticanum II", jako "liturgię" zdefiniowaną przede wszystkim jako "pamiątka Wieczerzy Pańskiej" (Instrukcja Generalna z 1969 r.), zamiast bezkrwawego odnowienia Ofiary Kalwarii, gdzie owoce Męki i Śmierci Pana Jezusa są skuteczne dla wielu. Bez względu na to, co zostało w niej napisane, to Instrukcja z 23 kwietnia nie reprezentuje teologii, mającej ten sam sens (to samo znaczenie) co teologia, która była nauczana przed Vaticanum II.

Co się stało z definicją?

Niezbitym dowodem potwierdzającym moją powyższą obserwację będzie, jeżeli poproszę tych, którzy chwalą Instrukcję o znalezienie w niej tradycyjnej definicji Ofiary Mszy Świętej. O tak, ktoś przeczyta mi kilka zawartych w tym tekście, rzuconych mimochodem aluzji do "ofiary", wraz z takimi słowami jak "Msza", "Sakrament odkupienia", "głoszący śmierć Jezusa Chrystusa" i innymi podobnymi terminami. Jednakże, w dokumencie tym nie można znaleźć tradycyjnej definicji Ofiary Mszy Świętej, a nawet Świętej Eucharystii. Kilka pierwszych akapitów zawiera objaśnienie "eucharystii" (przez małe "e"), lecz przekazuje to w języku, który streszcza wszystko, co Neokościół miał do powiedzenia o swojej "liturgii" począwszy od 1965 roku, włączając w to podkreślenie "paschalnej natury" eucharystii. Stanowi to praktyczny przykład dwuznacznej nowomowy – a nie doktrynalnego wyjaśnienia – gdzie użyte terminy odnoszą się do liturgii Nowej Ewangelizacji, a nie do prawdziwej Ofiary Mszy Świętej odprawianej przez wieki w Kościele rzymskokatolickim. Sporadyczne odniesienia do takiego czy innego Doktora Kościoła nie na wiele się tutaj przydadzą, gdyż święci pisali o takiej Mszy, jaką sami odprawiali, a w której to (w większości) mamy przywilej uczestniczyć. Zrównywanie nauk tych uczonych i świątobliwych ludzi z liturgią nieprawego pochodzenia znaną jako Novus Ordo Missae jest gorsze od kłamstwa. Jest to wykalkulowany podstęp służący temu, by katolicy myśleli, że wszystko, co powstało po Vaticanum II jest tym samym, co istniało wcześniej. Sytuacja przedstawia się jednak inaczej i tradycyjni rzymscy katolicy muszą widzieć, czym naprawdę jest to oszukaństwo.

"Ach, ale Arinze wyraził tradycyjną doktrynę Mszy" mógłby stwierdzić czujny apologeta Instrukcji. Na co odpowiadam: Tak, on to zrobił. Jednak nie znalazło się to w Instrukcji, ale jako wtręt przy samym końcu Prezentacji odnoszącej się do Instrukcji, wydanej odrębnie od Instrukcji, jako rodzaj streszczenia mówiący, co można znaleźć w Instrukcji, rozdział po rozdziale. Ponieważ nie znalazło się to w samej Instrukcji, nie można powiedzieć, że jej nauki są nawet w odległy sposób związane z "tym samym sensem" doktryny o Świętej Eucharystii, której Kościół rzymskokatolicki zawsze nauczał. Bez względu na to, jakie słownictwo zostało użyte, doktryny wyrażone w Instrukcji nie są prezentacją tradycyjnej rzymskiej, apostolskiej i katolickiej Wiary.

Jakie nadużycia zostaną skorygowane?

Jedna z "marketingowych zalet" Instrukcji polega na tym, że wydano ją by skorygować "liturgiczne nadużycia". Przed Vaticanum II, taki dokument nie był potrzebny (z wyjątkiem – jak widzieliśmy – napiętnowania błędnej teologii modernistów). Msza w rzymskim rycie była odprawiana wszędzie w tym samym języku i według tych samych rubryk. Czego jeszcze mielibyśmy oczekiwać od Kościoła obdarzonego znamieniem powszechności. Jednak nowa liturgia, oparta na eksperymentowaniu i "aktywnym uczestnictwie", a która (nawet według zaleceń Instrukcji) powinna być dopasowana do zaspokojenia powszednich i zróżnicowanych potrzeb różnych ludzi na całym świecie, jest ze swej istoty podatna na nadużycia, z których to większość poddaje w poważną wątpliwość ważność nowej "mszy". Głównym z tych nadużyć było użycie "liturgii" w formie, jaka została jej nadana przy współudziale niekatolickich "teologów" oraz przez ICEL (1), zmieniającej słowa Jezusa Chrystusa (formę Sakramentu Świętej Eucharystii), gloryfikującej raczej wysiłki człowieka, niż chwalącej Boga i dziękującej Mu za wszystko, co On dla nas uczynił. Spośród wszystkich nadużyć, które Arinze "skorygował" w tym dokumencie, nie ma żadnej wzmianki o sakramentalnym nadużyciu, którego moderniści dopuścili się na katolikach, nadużyciu o wiele gorszym niż jakiekolwiek liturgiczne nadużycie. Moderniści mówią nam, że Novus Ordo Missae jest "zatwierdzony" i że z tej przyczyny nie będzie się dyskutować na temat jakichkolwiek wątpliwości dotyczących jego ważności. Dodajmy, że katolicki Kościół zawsze nauczał, że nawet Kościół nie ma żadnej władzy ani prawa co do istoty (formy) Sakramentów, jak więc można zmieniać słowa samego Chrystusa gdy On sam dał nam te ważne środki łaski. Kościół może zmieniać modlitwy i sakramentalne ceremonie, które wprowadził, ale żadna władza kościelna nie może dokonywać manipulacji (zmian) dotykających istoty Sakramentu i mimo to ciągle twierdzić, że nadal jest ważny.

W treści Instrukcji rozwinięty zostaje plan "bardziej godnego" celebrowania Novus Ordo Missae, korygując te "nadużycia", które są często publicznie potępiane przez tradycyjnych rzymskich katolików, a nawet przez większość "konserwatywnych" katolików pozostających w Nowym "Kościele". Na przykład, Arinze przytacza jako nadużycie udzielanie "eucharystii" niekatolikom, o czym Jan Paweł II wypowiedział się już w 2003 roku. Jednak przemilczane jest to, że Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 roku określa warunki, pod którymi "eucharystia" może być udzielana niekatolikom i to właśnie te same wytyczne zastosował Jan Paweł II, gdy udzielił "eucharystii" niekatolikowi (brytyjskiemu premierowi Tony'emu Blair'owi) podczas prywatnej liturgii w Watykanie na początku 2003 roku. Czy zatem normy stosują się do niektórych, ale nie do wszystkich? Czy Arinze skarci Jana Pawła II za to nadużycie w ten sam sposób, w jaki obiecuje upomnieć każdego innego dopuszczającego się podobnego czynu? Czy raczej może, określenie "nadużycie" jest tylko subiektywne, definiowane zależnie od osoby, która się go dopuszcza?

A co powiedzieć o nadużyciu znanym jako inkulturacja? Kto zamierza powstrzymać wprowadzanie pogańskich obrządków do "liturgii", dokonywane pod pozorem zezwolenia ludom z innych kultur na uczestnictwo z wykorzystaniem ich własnej liturgicznej ekspresji oraz obrzędów wywodzących się od ich pogańskich przodków? Kto potępi takie nadużycia, gdy Jan Paweł II pozwala na ich stosowanie, jak na przykład w listopadzie 1998 roku podczas wizyty ad limina duchowieństwa z Oceanii? Użycie pogańskich, tubylczych obrzędów w "liturgii" i na dodatek w Watykanie, jest parodią tego wszystkiego, co Ofiara Mszy Świętej niesie ze sobą, a czego katolicy od wieków wiernie przestrzegają. Wielu, bardzo wielu misjonarzy działało w pogańskich krajach by ich mieszkańcom pomóc docenić formę kultu, jakiej Bóg chciał, aby używali – a która jedynie jest Mu miłą, zastępując pogańskie obrzędy prawdziwymi liturgicznymi obrzędami. Nie ma żadnej korzyści z pogańskiego sposobu "oddawania czci" Prawdziwemu Bogu zwłaszcza, gdy te czysto naturalne, a czasami nawet szatańskie obrzędy mają w zamierzeniu reprezentować formę kultu mającą tę samą wartość i skuteczność, co akt ofiary złożonej na Kalwarii przez Samego Boga. Inkulturowana liturgia w oczywisty sposób nie jest Mszą, lecz bardzo poważną obrazą i nadużyciem w stosunku do sposobu, w jaki Bóg pragnie być czczony przez Swoje stworzenia. Jednakże Instrukcja nie czyni żadnej wzmianki o tej nowości, nawet w rozdziale o bardzo poważnych nadużyciach, które muszą być naprawione i zdyscyplinowane. Czy powinniśmy oczekiwać czegoś innego?

Nadużycia złagodzone, ale nie wyeliminowane

W tym miejscu dla czytelnika powinno być już jasne, że Instrukcja jako znak "dobrej woli" wobec wiernych rzymskich katolików musi zostać odrzucona, ponieważ wszystko, co zostało zaprezentowane na kartach tego dokumentu nie wyraża tradycyjnej, apostolskiej, rzymskokatolickiej nauki. Jest to raczej próba przedstawienia planu działania zmierzającego do uczynienia Novus Ordo Missae, odprawianego zarówno po łacinie jak i w języku narodowym, bardziej godnym (o ile to jest możliwe). Staje się to oczywiste nawet po pobieżnym zapoznaniu się z tytułami rozdziałów umieszczonymi na początku dokumentu. Każdy, kto przeczyta te "normy" zobaczy, że wiele z eksperymentalnych nadużyć liturgicznych wprowadzonych po Vaticanum II, nie zostało usuniętych. Stało się co innego, a mianowicie zaledwie nadużycia tych nadużyć zostały złagodzone. Oto kilka przykładów przybliżających, co rozumiem przez to stwierdzenie:

Inne nie wspomniane nadużycia

Chociaż Instrukcja wspomina o pewnej liczbie nadużyć, które teraz zostaną naprawione (albo złagodzone), to jednocześnie milczy o wielu innych nadużyciach, które wywołują podobny niepokój jak te wyżej wspomniane. Być może autorzy dokumentu nie uważają tych rzeczy za liturgiczne nadużycia, którymi one jednak naprawdę są:

Z tonu mojej wypowiedzi powinno być oczywiste, że uważam Instrukcję z kwietnia 2004 roku za bezużyteczną. To nie jest dokument przeznaczony dla katolików wiernych apostolskiej Tradycji; ma on raczej na celu złagodzenie (stonowanie) praktyk dokonywanych podczas Novus Ordo Missae, skorygowanie niektórych nadużyć, które nawet moderniści uważają za niestosowne. Instrukcja nie czyni niczego by pomóc przywrócić Kościołowi Jemu właściwą, widzialną świetność Wiary i liturgicznej praktyki. Wierni katolicy muszą być ostrożni w stosunku do tego i tym podobnych dokumentów "reformy" pochodzących od Neokościoła. Są one na podobieństwo dekoracji witryn sklepowych, powstałymi w celu utrzymania ludzi w Nowym "Kościele", pod władzą modernistów.

Ks. Kevin Vaillancourt

Artykuł powyższy po raz pierwszy ukazał się w The Catholic Voice z czerwca 2004 r., OLG Press, 3914 N. Lidgerwood St., Spokane, Washington 99201-1731 USA. ( www.thecatholicvoice.org )

Tłumaczył Mirosław Salawa

Przypisy:
(1) ICEL = International Commission for English Liturgy.

© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Cracovia MMIV, Kraków 2004

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ: